Złote myśli

ANIOŁ STRÓŻ POLSKI

Zasadniczą funkcją Aniołów jest sprawowanie opieki nad stworzeniami. Opiekują się nie tylko ludźmi, ale także całymi narodami. Wiadomo, że narodem izraelskim opiekował się Anioł Jahwe, w jego zaś imieniu rolę tę pełnił, jak poświadcza Daniel, Archanioł Michał. Przykładem opieki i interwencji Anioła Stróża jest Portugalia. W najnowszych czasach jest to jak dotąd jedyne, w pełni potwierdzone przez Kościół objawienie narodowego Anioła Stróża. Zamieszczone poniżej orędzia Anioła Stróża Polski mają za cel pobudzić Polaków do ufnych próśb o Jego wstawiennictwa, lecz także obudzić prawdziwą wiarę, przestrzec przed zagrożeniami i uświadomić powołanie w łączności z Kościołem, który przeżywa kryzys na tle ogólnej sytuacji. Kościół w Polsce jest Kościołem nieustannego przełomu, który dokonuje się w dzieciach Bożych. Jak Chrystus, ma on swój Tabor i Kalwarię. Jednak tylko Kościół ma gwarancję, że Chrystus będzie z nim po wszystkie dni aż do skończenia świata. Można mówić o kryzysie poszczególnych ludzi – nie jest to jednak kryzys Kościoła jako Dobrego Nauczyciela, który naucza w prawdzie.

 

Wszystkie orędzia Anioła Stróża Polski publikowane dotychczas na tej stronie posiadają NIHIL OBSTAT Zasadniczą funkcją Aniołów jest sprawowanie opieki nad stworzeniami. Opiekują się nie tylko ludźmi, ale także całymi narodami. Wiadomo, że narodem izraelskim opiekował się Anioł Jahwe, w jego zaś imieniu rolę tę pełnił, jak poświadcza Daniel, Archanioł Michał. Przykładem opieki i interwencji Anioła Stróża jest Portugalia. W najnowszych czasach jest to jak dotąd jedyne, w pełni potwierdzone przez Kościół objawienie narodowego Anioła Stróża. Zamieszczone poniżej orędzia Anioła Stróża Polski mają za cel pobudzić Polaków do ufnych próśb o Jego wstawiennictwa, lecz także obudzić prawdziwą wiarę, przestrzec przed zagrożeniami i uświadomić powołanie w łączności z Kościołem, który przeżywa kryzys na tle ogólnej sytuacji. Kościół w Polsce jest Kościołem nieustannego przełomu, który dokonuje się w dzieciach Bożych. Jak Chrystus, ma on swój Tabor i Kalwarię. Jednak tylko Kościół ma gwarancję, że Chrystus będzie z nim po wszystkie dni aż do skończenia świata. Można mówić o kryzysie poszczególnych ludzi – nie jest to jednak kryzys Kościoła jako Dobrego Nauczyciela, który naucza w prawdzie. Skąd wiemy, że Aniołowie istnieją? Bo Pan Bóg powiedział o nich ponad trzysta razy na kartach Pisma Świętego. Trzymamy Go za słowo. Jeśli uznalibyśmy, że nie ma aniołów, musielibyśmy zarzucić kłamstwo Chrystusa, co znaczyłoby, że nie był Bogiem. Wtedy chrześcijaństwo nie ma sensu. Wiara w aniołów jest konsekwencją naszej wiary w Chrystusa. Jeśli idę za Nim, prędzej czy później zobaczę aniołów, którzy Mu towarzyszyli. To pierwszy argument. Na drugi składa się doświadczenie wielu świętych, choćby Ojca Pio, którzy się nie mylili. Trzeci argument dla wszystkich katolików to nauka Kościoła, żywa tradycja, liturgia. Myślę, że każdy, kto jest zafascynowany aniołami, odkrył ich w jakiś sposób we własnym życiu, w takich czy innych okolicznościach. Kiedy i po co Pan Bóg stworzył aniołów? Czas stworzenia aniołów to tajemnica. Niektórzy mówią, że nastąpiło to wtedy, kiedy Bóg stworzył niebo i ziemię — pod słowem „niebo” kryją się aniołowie. Inni kojarzą ich ze stworzeniem światła, gdy Bóg rozdzielił światło i ciemność. Nie przypadkiem są oni przedstawiani jako świetliste postaci, duchy niosące światło od Boga. Po co Bóg je stworzył? Na to pytanie można odpowiedzieć po analizie wypowiedzi z Pisma Świętego i nauki Kościoła. Uczynił to z miłości. Obdarzył ich rozumem, wolną wolą i przydzielił im różne zadania. Aniołowie z pierwszych trzech chórów mają za zadanie adorację, uwielbienie — wyższe funkcje w niebie. Z niższych chórów anielskich wywodzą się nasi Aniołowie Stróżowie. List do Hebrajczyków mówi, że są to duchy posłane, aby wspomagać tych, którzy mają osiągnąć zbawienie. Niektórzy ojcowie Kościoła i poeci mówili o symbolicznym przedstawieniu anioła — z dwiema twarzami: jedną nieustannie zwróconą ku Bogu, którego kontempluje i uwielbia, a drugą w stronę człowieka, którego otacza opieką i miłością. Dlaczego na początku część aniołów zbuntowała się i nie chciała opiekować się ludźmi? Świat stworzony przez Pana Boga jest jak duży wieżowiec. Na różnych piętrach znajdują się istoty o różnej doskonałości. Człowiek zajmuje piętro gdzieś w połowie, nad nim są aniołowie. Według koncepcji św. Ireneusza Bóg powiedział do aniołów: — Człowiek jest moim umiłowanym dzieckiem, chcę wynieść go na górę, do mojego domu, wy macie mu służyć. Część aniołów powiedziała: — Nie, człowiek do pięt nam nie dorasta. Nie zdobyła się na akt pokory — służenia istotom niższym. Doszło do rebelii aniołów. Po stronie Boga opowiedział się wtedy św. Michał. Wiemy, że przykłady pociągają, dlatego do Michała dołączyli inni. Zasadniczym źródłem grzechu wśród aniołów była pycha. Taka jest interpretacja ojców Kościoła. Jak stwierdzić obecność anioła przy sobie? Po pierwsze mówi nam o tym wiara. Wiemy, że oni są, kochają nas — mamy o tym wewnętrzne przeświadczenie, dokładnie tak, jak z relacją osobową: nie widuję mojej mamy na co dzień, ale mam z nią głęboką więź. Czasem zadzwonię, nieraz o niej myślę i wiem, że ona o mnie myśli. Działanie aniołów, jak działanie wiatru, poznajemy po skutkach. Jeśli ktoś doświadczył takiego „dotknięcia” anioła, powinien tę łaskę pielęgnować i często do niej wracać: „Wielkich dzieł Boga nie zapominajmy”; w sytuacjach trudnych, wątpliwości, podczas kryzysów wiary, powinien wracać do tych momentów. Na czym polega opieka Anioła Stróża? Czy każdy, nawet niewierzący, ma swego anioła? Tekstem, który pozwala nam to odkryć, jest fragment z Ewangelii św. Mateusza, kiedy Pan Jezus mówi o najmniejszych, twierdząc, że ich aniołowie wpatrują się w oblicze Ojca w niebie. Słowo „ich” ma tu kolosalne znaczenie. Można powiedzieć, że są ich aniołowie, nasi aniołowie, twój anioł, mój anioł. Każdy ma specjalnego, wyjątkowego, niepowtarzalnego anioła. Dlatego mówimy: „Aniele Boży, stróżu mój”. Pan Jezus nie ograniczył obecności aniołów do osób wierzących. Powiedział „ich aniołowie”, mówiąc o małych dzieciach. Nie można wnioskować, że zawężył swoją wypowiedź tylko do osób wierzących. Ojcowie Kościoła często mówili, że inna jest rola Anioła Stróża wobec osoby wierzącej, ochrzczonej, a inna wobec tej, która nie wierzy. Te zadania mogą się zmieniać, aktualizować. W jaki sposób aniołowie są nam przydzielani? Mówił ksiądz, że różnią się od siebie. To sprawa bardzo indywidualna. Każdy z nas ma własne odciski palców, inną źrenicę oka. Mamy rzeczy jedyne, niepowtarzalne, jesteśmy unikalni. Myślę, że tak samo jest z aniołami. To nie oni nas sobie wybierają. Bóg ich stworzył i wszystko dzieje się pod Jego kontrolą. On zna naszą przyszłość i wie, jaki anioł będzie nam potrzebny. W jaki sposób aniołowie czuwają nad nami? Czy mogą wpływać na nasze sumienie? Nie wiemy, czy istnieje życie na innych planetach, ale na pewno wiemy, że istnieje grupa istot, czystych duchów, które kontaktują się z nami, a my z nimi. Zwykła, najprostsza modlitwa to droga komunikacji z aniołami, nie trzeba tutaj zaklęć. Kiedy powiem: „Aniele, stróżu mój”, on — niewidzialny przyjaciel — zapyta: „Piotrze, w czym mogę ci pomóc? Jaką masz do mnie sprawę?”. Także aniołowie kontaktują się z nami, ale jest to język pełen tajemnic i sekretów. Zwykle mówimy o tak zwanych natchnieniach. Anioł nie jest energią, przedmiotem, ale osobą, podmiotem. Takich natchnień może być dużo. W związku z tym rodzi się pytanie: które z nich pochodzą od anioła? Przecież modlimy się przez pośrednictwo Ojca Pio, Matki Bożej, wszystkich świętych. Nieraz człowiek ma dodatkowe światło, że otrzymanie danej łaski odbyło się za pośrednictwem anioła czy św. Michała. Owo wewnętrzne przekonanie — moim zdaniem — jest dodatkową łaską Bożą. Otrzymujemy natchnienia, by się pomodlić, wyspowiadać, podjąć dobre postanowienie czy decyzję, aby gdzieś pójść, bo ktoś nas potrzebuje. Wiemy, że naprawdę to Duch Święty działa w naszym sercu — pośrednio, choć intensywnie. Może ktoś przeczyta ten wywiad, mimo że nigdy nie czytał „Głosu Ojca Pio”, ponieważ jego anioł sprawi, że trafi na to czasopismo i je otworzy. Może dopiero w niebie dowiemy się, ile zawdzięczamy Aniołowi Stróżowi. Wiele rzeczy okrywa tajemnica, a dzieje się tak według zamysłu Bożego. W jaki sposób możemy się zwracać do naszego Anioła Stróża, o co go prosić, w jakich sprawach? Ojciec Pio nazywał swego Anioła Stróża bratem bliźniakiem. Anioł często zanosi nasze prośby do Boga — przedstawia je wyższej instancji, ale też sam może interweniować w naszych sprawach. Wiemy, że aniołowie mają władzę nad rzeczami materialnymi. Mówi o tym chociażby ewangeliczna scena, kiedy anioł poruszył wody sadzawki Betesda i pierwszy chory, który przy niej się znalazł, odzyskiwał zdrowie. Albo przypadek młodzieńców w piecu ognistym, których ochraniał anioł. A także uwolnienie św. Piotra, kiedy to anioł zerwał kajdany i pootwierał więzienne cele. W jakich sprawach możemy się zwracać do aniołów? W wielu. Na przykład święci prosili o pomoc w modlitwie. Jan Vianney mówił, że w przypadku trudności z modlitwą trzeba ukryć się za plecami swojego Anioła Stróża i prosić, żeby on się modlił. Nieraz chcemy się modlić, ale jesteśmy zdekoncentrowani, wówczas możemy prosić: — Aniele Stróżu, módl się ze mną, przedstawiaj moje intencje, pomóż mi zwracać serce ku Bogu. Drugi rodzaj prośby to błaganie o światło, czyli o radę, pomoc, inne spojrzenie w danej sytuacji, a także modlitwa o ochronę, opiekę w pokusach i trudnościach. Trzeci rodzaj prośby, jak uczył Jan XXIII, to modlitwa do swojego anioła i opiekunów innych ludzi, aby pomogli nam w budowaniu dobrych relacji czy w załatwianiu trudnych spraw. Kiedy papież miał prowadzić oficjalne rozmowy i poruszać podczas nich skomplikowane kwestie, modlił się do swojego Anioła Stróża i anioła osoby, z którą rozmawiał, aby obaj pomogli znaleźć dobre rozwiązanie. Aniołów możemy przywoływać także w godzinach konania naszych bliskich. Święty Michał jest w tym przypadku patronem szczególnym. Z tego, co ksiądz mówi, wstawiennictwo aniołów można porównać do działania świętych. Możemy się do nich modlić jak do świętych? Tak jak w przypadku świętych są wśród nich „specjaliści” od konkretnych spraw? Tak. Co więcej, oni są także ochroniarzami. Ja ich tak nazywam. Ochroniarze duszy i ciała. Strażnicy. Każdy z nas jest VIP-em — bardzo ważną osobistością, dzieckiem Bożym, bratem Chrystusa, świątynią Ducha Świętego. Dlatego otrzymaliśmy ochroniarzy. Pan Bóg ich wyznaczył i pracują 24 godziny na dobę. Za pokusą stoi nieraz działanie konkretnego upadłego anioła. Do pomocy mamy dobrego anioła, którego trzeba przywoływać. Ja często odwołuję się do modlitwy: „A ty zawsze przy mnie stój. Rano, wieczór, we dnie, w nocy, bądź mi zawsze ku pomocy”. To modlitwa nieustającej pomocy. Czy możemy przynaglić naszego anioła do działania? Na przykład gdy czujemy się samotni, opuszczeni, nikt przy nas nie stoi. Myślę, że nie ma w tym nic złego. Niepokojenie, natarczywość jest wyrazem wiary. Anioł Stróż z pewnością szybciej zadziała wtedy, gdy wprost poprosimy go o pomoc, zamiast czekać na jego wspaniałomyślne działanie. Czy Anioł Stróż może się spóźniać z pomocą? Ojciec Pio skarżył się, że kiedy był kuszony i toczył duchową walkę ze złymi duchami, jego anioł się spóźniał. Czy w ogóle możliwa jest taka sytuacja, skoro anioł to takie pogotowie nieustającej pomocy? Czy może czegoś nie dopatrzyć? Anioła Stróża kojarzy się z punktualnością. Nieraz ludzie modlą się, żeby nas obudził. Tak robił także Ojciec Pio — posyłał swojego Anioła Stróża, aby obudził zakonnika, który się nim opiekował. Aniołowie zazwyczaj się nie spóźniają. Jeśli tak się dzieje, to dlatego, że Pan Bóg według własnej woli przestawił im zegarek, który chodzi trochę inaczej. Pan Bóg może dopuścić taką sytuację, kiedy człowiek jest wezwany, by pokazał większe zaangażowanie, udział w walce, gotowość do ofiary. Jeśli trener boksera chce, by on osiągnął wyższą formę, po jakimś czasie przysyła mu na sparingi trudniejszych przeciwników. Jego umiejętności rosną, co kosztuje więcej wysiłku. Tak samo może być w Bożym planie. Działanie Anioła Stróża po ludzku może wydać się opóźnione, jednak Pan Bóg ma wszystko pod kontrolą. Czy Anioł Stróż może wpływać na podejmowanie przez nas decyzji? Może, ale jest gentelmanem, więc szanuje naszą wolną wolę, tak samo jak Pan Bóg. Szukamy jego natchnień, możemy uważać, że coś jest jego podpowiedzią, ale to człowiek decyduje, czy żeni się z tą kobietą, czy wychodzi za mąż za tego mężczyznę, czy idzie do kina bądź na roraty. Święty Hilary powiedział, że to nie Pan Bóg potrzebuje aniołów, ale nasza słabość, a ich działanie jest podobne do poczynań wychowawcy względem wychowanka. Anioł próbuje naprowadzać, ukierunkować na dobre wybory, ale działa, nie narzucając się. Wychowanek sam podejmuje decyzje. Dlatego mamy piękne obrazy aniołów radujących się z jednego grzesznika, który się nawraca. Któryś z poetów napisał, że gdy podejmujemy złe decyzje, to Anioł Stróż oddala się w najdalszy zakamarek duszy i płacze tak głośno, jak tylko aniołowie potrafią płakać. Ten obraz pokazuje szacunek dla wolnej woli. Czy anioł może się wyprzeć człowieka, którego ma pod opieką, kiedy widzi, jak ten popada w najcięższe grzechy? Nie, nigdy. Anioł zawsze walczy o człowieka do końca, bo jest wierny. Na tym polega jego misja. Szanuje nasze wybory, ale nie powie: mam ciebie już dość, co to za praca. Znamy obrazy przybywania anioła z interwencją w godzinie śmierci. Mało tego, niektórzy mówią, że gdy po śmierci człowiek trafi do czyśćca, jego Anioł Stróż chce dopełnić misji i mobilizuje na ziemi ludzi, aby modlili się za tę duszę, ofiarowali odpusty, mszę świętą. Do końca chce zadbać o to, by jego podopieczny trafił do nieba. On wiernie wypełnia swoją misję. Nieraz mówimy „anielska cierpliwość” na określenie tej cnoty. Jest to wierność człowiekowi czy Panu Bogu? Jedno i drugie. Anioł najpierw pozostaje wierny Panu Bogu (bo anioł nam niczego nie ślubuje), ale też z miłości do końca walczy o swego podopiecznego. W Starym Testamencie aniołowie pełnili rolę pośredników między człowiekiem a Bogiem. Czy również teraz, kiedy chrześcijanie mają Chrystusa — pośrednika, nadal potrzebują aniołów? Chrystus jest jedyną drogą do Ojca, ale Pan Bóg posługuje się aniołami. Znam ludzi, którzy trafili do Chrystusa, bo najpierw zaczęli się interesować aniołami. Jeśli idziemy za Chrystusem, to wcześniej czy później zobaczymy, że i do niego Ojciec posłał anioła, kiedy modlił się w Ogrójcu. Kościół modlił się do Chrystusa, kiedy Piotr był w więzieniu, ale Pan Jezus posłał anioła, żeby go uwolnił. Również Maryja, która jest królową aniołów, może ich posłać. Tutaj nie ma reguły. Kościół wzywa nas do modlitwy do aniołów. Podczas mszy świętej są trzy momenty, kiedy się do nich zwracamy. Pierwszy w spowiedzi powszechnej: „Proszę wszystkich aniołów i świętych o modlitwę za mnie do Pana Boga naszego”. Potem przychodzi wspomniana już prefacja, a po niej wezwanie z pierwszej modlitwy eucharystycznej: „Niech anioł zaniesie tę ofiarę na ołtarz w niebie”. To nie aniołowie są źródłem życia Bożego, tylko Duch Święty. Oni pełnią natomiast rolę pomocniczą, służebną. Być chrześcijaninem znaczy w nich wierzyć i świadomie, bardziej lub mniej, korzystać z ich pośrednictwa. Dla człowieka, który nie czuje obecności Boga w swoim życiu, aniołowie mogą być zatem pomostem do Boga. Oczywiście. Człowiek może poprzestać na fascynacji aniołami — wystarczy wspomnieć New Age, ale nieraz bywa tak, że zaczyna szukać pierwiastka duchowego, bo już mu nie wystarcza to płytkie życie zanurzone w konsumpcjonizmie, od kina do teatru, od śniadania do obiadu, od imprezy do imprezy. Czasem szuka tej duchowości w sposób nieświadomy albo błędny. Dzisiaj świat wybrał sobie z chrześcijaństwa ikonę anioła, zamiast zdrowej wiary. Jest to jednak jakaś szansa, bo można pójść głębiej i dalej. Zdrowe spotkanie z aniołami zawsze prowadzi do Chrystusa i dlatego aniołowie są niewidzialni. Ich imiona to jakby komplementy prawione Panu Bogu: Michał znaczy „Któż jak Bóg”, Rafał — „Bóg uleczył”, Gabriel — „Bóg jest mocą”. Pan Bóg jest w centrum, a aniołowie są przezroczyści, bo nie chcą zatrzymywać uwagi na sobie. Były takie przypadki, że ktoś poprzez aniołów trafił w dalszych etapach życia do Chrystusa. Mówi ksiądz, że aniołowie są niewidzialni. Ojciec Pio i siostra Faustyna widzieli swoich Aniołów Stróżów już od dzieciństwa. Nie mówili o tym nikomu, bo myśleli, że wszyscy tak samo doświadczają ich obecności. Aniołowie są niewidzialni, bo to czyste duchy, taka jest ich natura. Mogą stać się widzialni. Zresztą w Piśmie Świętym, w Księdze Tobiasza, tak stało się z Rafałem. Podobnie było z aniołem, który wyprowadził św. Piotra z więzienia. Objawienia anielskie są obecne i na kartach Biblii, i w historii Kościoła. Zostały dane niektórym osobom dla wyższych celów. Anioł może stać się w jakiś sposób widzialny, natomiast ciało, jakie przyjmuje, nie urosło w łonie matki. Nie potrzebuje pokarmu, napoju. Jego wygląd jest rodzajem ubrania, maski. Co ksiądz może powiedzieć o źródłach naszych wyobrażeń anioła? Przeważnie przedstawiamy go sobie jako młodego mężczyznę ze skrzydłami. O skrzydłach i męskiej naturze anioła mówi Pismo Święte. Aniołowie w Biblii to wojownicy, żołnierze. Na ikonach anioł często ma twarz kobiecą. Tak naprawdę nie jest on ani mężczyzną, ani kobietą. Łączy różne cechy — męskie, jak waleczność, stanowczość, męstwo, ale i kobiece — piękno, harmonię, cierpliwość, dobroć. Cechy te mają podstawy w Piśmie. Poszczególne elementy wizerunku anioła mają swoje znaczenie, dlatego pojawiają się na obrazach i w rzeźbach. W jednym ze swoich tekstów posłużył się ksiądz metaforą anioła pomagającego człowiekowi odnaleźć zagubione skrzydła. Skąd wziął się ten pomysł? Wiadomo, że zostaliśmy powołani do lotu — wznoszenia się ponad to, co przyziemne, proste, poszukiwania czegoś więcej, przekraczania siebie, odnajdywania Boga i szukania z Nim kontaktu; do bycia orłem, a nie kurą zamkniętą w klatce, która karmi się ziarnem — hamburgerami, grami komputerowymi. Człowiek odnajduje w sobie Pana Boga i potencjał, który może rozwinąć. Otrzymał serce, które może kochać, przez co realizuje siebie. To właśnie są owe symboliczne skrzydła. Czy dokonany przez księdza wybór zgromadzenia zakonnego był związany ze szczególnym zamiłowaniem do aniołów? Nie, powód był zupełnie inny. Dopiero gdy zostałem michalitą, zobaczyłem, że modlitwa do św. Michała jest częścią naszej duchowości. To się rozwijało. Kiedy powierzono mi obowiązki redaktora czasopisma „Któż jak Bóg” oraz organizację pielgrzymek do sanktuarium na Monte Sant'Angelo, zostałem zmobilizowany do głębszego studiowania zagadnienia aniołów. Odczytałem to jako kolejne błogosławieństwo. Tak zaczęła się fascynująca przygoda, która nie ma końca. Nigdy nie powiem: już mam dość tych aniołów. Ich świat porywa i pewnie mój zachwyt skończy się na progu królestwa Bożego.

http://aniol-ave.blogspot.com/

Jak działa wszechświat?

 

Czas, wieczność, konieczność i wolność to pojęcia, które są motorem napędzającym dużej części literatury i sztuki. Ks. prof. Michał Heller porusza te wątki w kontekście filozofii, teologii i współczesnej nauki.

 

Kwantowe Paradoksy, splątanie i nieprzewidywalność - dyskusja Michała Hellera i Marka Kusia

 
  1. Aby miłość trwała przez całe życie, trzeba ją pielęgnować starannie jak ogród. Przysłowie ludowe.
  2. Aby zrozumieć cierpienie innych, trzeba samemu cierpieć. Przysłowie ludowe.
  3. Afekty, chociaż będą święte, rozumem mają być ujęte. Przysłowie ludowe.
  4. Ani w Boga wierzy, ani się diabła boi. Przysłowie ludowe.
  5. Bez Boga ani do proga. Przysłowie ludowe.
  6. Bez matki nie ma chatki. Przysłowie ludowe.
  7. Bez miary lekarstwo stanie się trucizną. Powiedzenie.
  8. Bez pracy i największy talent nie da ci nawet kolacji. Przysłowie koreańskie.
  9. Bez pracy nie ma kołaczy. Przysłowie ludowe.
  10. Bezdomny każdego uważa za brata. Przysłowie zambijskie.
  11. Bezmyślne usta otwierają się bez klucza. Przysłowie tureckie.
  12. Bezpiecznie jak u Pana Boga za piecem. Przysłowie ludowe.
  13. Biednemu zawsze wiatr w oczy. Przysłowie ludowe.
  14. Biedni ludzie dzielą się nawet główką mrówki. Przysłowie botswańskie.
  15. Biedny człowiek twardszy jest od kamienia. Przysłowie gruzińskie.
  16. Bogactwem biednego są łzy. Przysłowie abisyńskie.
  17. Bogatemu diabeł dzieci kołysze. Przysłowie ludowe.
  18. Bogatemu to i byk się ocieli. Przysłowie ludowe.
  19. Bogatym się staje, kto na swoim przestaje. Przysłowie ludowe.
  20. Bogu – co boskie, cesarzowi – co cesarskie. Przysłowie ludowe.
  21. Bóg czasami zamyka jakieś drzwi, aby otworzyć na oścież bramę. Przysłowie niemieckie.
  22. Bóg często nas odwiedza, ale przeważnie nie ma nas w domu. Przysłowie Zulusów z RPA.
  23. Bóg daje i nie przypomina o tym ustawicznie. Świat daje i nieustannie o tym przypomina. Przysłowie nigeryjskie.
  24. Bóg daje nam pokarm, ale go już nie gotuje. Przysłowie amerykańskie.
  25. Bóg jest dobrym pracownikiem, ale chętnie pozwala, aby Mu pomagano. Przysłowie hiszpańskie.
  26. Bóg karze nie człowieka, ale grzech. Przysłowie norweskie.
  27. Broda mądrości nie odda. Przysłowie ludowe.
  28. Brylant świeci i w popiele. Przysłowie ludowe.
  29. Burza w szklance wody. Przysłowie ludowe.
  30. Być pracowitym jak pszczoła. Przysłowie ludowe.
  31. Chartom często przebaczają to, za co kundla knutują. Przysłowie ludowe.
  32. Chcesz mieć pracę na rok - zasiej ziarno; chcesz mieć pracę na jedno dziesięciolecie - zasadź drzewo; jeśli chcesz pracować przez całe życie - zajmij się wychowaniem ludzi. Przysłowie chińskie.
  33. Chcesz ocenić człowieka, pozwól mu rozkazywać. Przysłowie francuskie.
  34. Chcesz przyjaciela stracić? – Pieniędzy mu pożycz. Przysłowie ludowe.
  35. Chcesz się dowiedzieć prawdy o sobie, pokłóć się z przyjacielem. Przysłowie ludowe.
  36. Chciwy dwa razy traci. Przysłowie ludowe.
  37. Choćbyś miał złota skrzynie, śmierci się nie wywiniesz. Przysłowie ludowe.
  38. Choćbyś uciekał przez góry, las – śmierć do ciebie zdąży na czas. Przysłowie ludowe.
  39. Choćbyś ukuł ze stali, i tak ci czas obali. Przysłowie ludowe.
  40. Chromy cierpliwy dalej zajdzie niż zdrowy leniwy. Przysłowie ludowe.
  41. Cisza jak makiem zasiał. Przysłowie ludowe.
  42. Co bardziej dokuczy, to rychlej nauczy. Przysłowie ludowe.
  43. Co cię nie zabije, to cię wzmocni. Przysłowie ludowe.
  44. Co dokuczy, to nauczy. Przysłowie ludowe.
  45. Co dwie głowy, to nie jedna. Przysłowie ludowe.
  46. Co jeden głupi kupi, to dziesięciu mądrych nie sprzeda. Przysłowie ludowe.
  47. Co kraj, to obyczaj. Przysłowie ludowe.
  48. Co nie siłą, to rozumem. Przysłowie ludowe.
  49. Co w kobiecym sercu na dnie, to i diabeł nie odgadnie. Przysłowie ludowe.
  50. Co w sercu, to na widelcu. Przysłowie ludowe.
  51. Co z oczu, to z serca. Przysłowie ludowe.
  52. Czas zrobi to, czego my nie zdążymy. Przysłowie szwajcarskie.
  53. Czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał. Przysłowie ludowe.
  54. Czego nie można zmienić, to trzeba polubić. Przysłowie ludowe.
  55. Czego nie wyleczy lekarstwo, wyleczy skalpel. Hipokrates z Kos.
  56. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Przysłowie ludowe.
  57. Czego wiosna nie zasiała – jesień nie urodzi. Przysłowie ludowe.
  58. Często w grób lezie, kto przed nim ucieka. Przysłowie ludowe.
  59. Człowiek jest twardzszy od głazu, ale delikatniejszy od róży. Przysłowie osmańskie.
  60. Człowiek myśli – Pan Bóg kreśli. Przysłowie ludowe.
  61. Człowiek się nie dla siebie rodzi, żyć mu też tytko sobie się nie godzi. Przysłowie ludowe.
  62. Człowiek uczy się całe życie, a głupi umiera. Przysłowie ludowe.
  63. Człowiek wspaniały - daje nieproszony, przeciętny - gdy go poproszą, podły - nie daje nigdy. Przysłowie hinduskie.
  64. Człowiek, który się nie myli, drzewo, które się nie pali - nie istnieją. Przysłowie abisyńskie.
  65. Człowiekowi w życiu nie potrzeba więcej: serce do kochania, rozum do myślenia i do pracy ręce. Przysłowie ludowe.
  66. Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. Przysłowie ludowe.
  67. Darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda. Przysłowie ludowe.
  68. Dasz pokój, masz pokój. Przysłowie ludowe.
  69. Dla chcącego nic trudnego. Przysłowie ludowe.
  70. Do grosza grosz, to się napełni trzos. Przysłowie ludowe.
  71. Dobra myśl obejmuje cały step; zła myśl obejmuje tylko siebie. Anonim.
  72. Dobra rada – nie zawada. Przysłowie ludowe.
  73. Dobre czyny zostają nieznane, złe - biegną przez wszystkie ulice. Przysłowie mongolskie.
  74. Dobre dziatki to skarb matki. Przysłowie ludowe.
  75. Dobre przy lepszym tanieje. Przysłowie ludowe.
  76. Dobrodziejstwa wyświadczonego nie wymawiaj. Przysłowie ludowe.
  77. Dobry początek to połowa roboty. Przysłowie ludowe.
  78. Dobrze się tam dzieje, gdzie dwóch orze, trzeci sieje. Przysłowie ludowe.
  79. Dom bez książek to dom bez okien. Przysłowie greckie.
  80. Dotknąłeś rzeczy igłą, trafiłeś w sedno. Ludowe przysłowie.
  81. Dziesięciu ubogich śpi pod jedną derką, ale dwom królom i świat jest za ciasny. Przysłowie perskie.
  82. Dziś wesoło, jutro goło. Przysłowie ludowe.
  83. Gdy dziecko upada, Bóg ręce podkłada. Przysłowie ludowe.
  84. Gdy pieniądze mówią, prawda milczy. Przysłowie rosyjskie.
  85. Gdy się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy. Przysłowie ludowe.
  86. Gdyby Bóg żył na tym świecie, ludzie powybijaliby Mu wszystkie szyby. Przysłowie żydowskie.
  87. Gdyby kózka nie skakała, toby nóżki nie złamała. Przysłowie ludowe.
  88. Gdzie Bóg gospodarzy, tam się wszystko darzy. Przysłowie ludowe.
  89. Gdzie bywasz rzadziej, tam przyjmują rzadziej. Przysłowie ludowe.
  90. Gdzie Pan Bóg, tam zwycięstwo. Przysłowie ludowe.
  91. Gdzie Pan Bóg, tam zwycięstwo. Przysłowie ludowe.
  92. Gdzie zgoda, tam i siła. Przysłowie ludowe.
  93. Głodnemu daj ze swego ryżu, cierpiącemu ze swego serca. Przysłowie chińskie.
  94. Głos ludu głosem Boga. Przysłowie ludowe.
  95. Głupi, gdy milczy, za mądrego ujdzie. Przysłowie ludowe.
  96. Gość w dom – Bóg w dom. Przysłowie ludowe.
  97. Góra z górą się nie zejdzie, a człowiek z człowiekiem – zawsze. Przysłowie ludowe.
  98. Grosz do grosza, a będzie kokosza. Przysłowie ludowe.
  99. Grosz oszczędzony może uróść w miliony. Przysłowie ludowe.
  100. Grosz własną pracą zarobiony więcej wart, niż darowane miliony. Przysłowie ludowe.
  101. Honor jak papier, gdy raz się splami, już go nie wyczyścisz. Przysłowie ludowe.
  102. I kwaśne jabłko robak toczy. Przysłowie ludowe.
  103. Im bliżej kościoła, tym dalej od Boga. Przysłowie ludowe.
  104. Im dalej w las, tym więcej drzew. Przysłowie ludowe.
  105. Im dąb starszy, tym korzeń twardszy. Przysłowie ludowe.
  106. Im kto mniej wart, tym wyżej głowę nosi. Przysłowie ludowe.
  107. Im kto więcej ma, tym więcej chce. Przysłowie ludowe.
  108. Im mniej wiesz, tym spokojniej śpisz. Przysłowie ludowe.
  109. Im wyżej siedzisz, z tym większym hukiem zlecisz. Przysłowie ludowe.
  110. Jajko mądrzejsze od kury. Przysłowie ludowe.
  111. Jak cię widzą, tak cię piszą. Przysłowie ludowe.
  112. Jak długo nie wybaczysz drugiemu jego odmienności, tak długo daleko będziesz od drogi mądrości. Przysłowie chińskie.
  113. Jak Pan Bóg dopuści, to i z kija wypuści. Przysłowie ludowe.
  114. Jak się cenisz, tak cię cenią. Przysłowie ludowe.
  115. Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Przysłowie ludowe.
  116. Jak się powiedziało "a" pora powiedzieć "b". Przysłowie ludowe.
  117. Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz. Przysłowie ludowe.
  118. Jak trwoga, to do Boga. Przysłowie ludowe.
  119. Jak ty komu, tak on tobie. Przysłowie ludowe.
  120. Jaka głowa, taka mowa. Przysłowie ludowe.
  121. Jaka praca, taka płaca. Przysłowie ludowe.
  122. Jaka ziemia, taka góra, jaka matka, taka córa. Przysłowie ludowe.
  123. Jaki rycerz, taka szabla. Przysłowie ludowe.
  124. Jakie częstowanie, takie dziękowanie. Przysłowie ludowe.
  125. Jakie drzewo, taki klin, jaki ojciec, taki syn. Przysłowie ludowe.
  126. Jakie jabłko, taka skórka, jaka matka, taka córka. Przysłowie ludowe.
  127. Jakie pytanie, taka odpowiedź. Przysłowie ludowe.
  128. Jakie życie, taka śmierć. Przysłowie ludowe.
  129. Jeśli chcesz być kochany, kochaj sam. Przysłowie ludowe.
  130. Jeśli chcesz być szanowanym, szanuj drugich. Przysłowie ludowe.
  131. Jeśli nie potrafisz, nie pchaj się na afisz. Przysłowie ludowe.
  132. Jeśli zdaje ci się, że jesteś kimś, to już nikim w przyszłości nie zostaniesz. Przysłowie indonezyjskie.
  133. Jeżeli dałeś, nie wypominaj. Jeżeli masz wypominać, nie dawaj! Przysłowie mongolskie.
  134. Jeżeli zbiorą się chmury, będzie deszcz; jeżeli zaczną się plotki, będzie kłótnia. Przysłowie mongolskie.
  135. Każdy jest kowalem swego losu. Przysłowie ludowe.
  136. Każdy kij ma dwa końce. Przysłowie ludowe.
  137. Każdy ma to, na co sobie zasłużył. Przysłowie ludowe.
  138. Każdy nowy dzień jest jak posłaniec Boży, którego należy odpowiednio przyjmować. Przysłowie rosyjskie.
  139. Kiedy Pan Bóg zamyka wszystkie drzwi, zawsze zostawia jakieś uchylone okno. Przysłowie ludowe.
  140. Kiedy w twoim sercu wygaśnie światło miłości, twoje dni staną się ciemną nocą. Przysłowie chińskie.
  141. Kłamstwo ma krótkie nogi. Przysłowie ludowe.
  142. Kochajmy się jak bracia, liczmy się jak Żydzi. Przysłowie ludowe.
  143. Kogo Bóg miłuje, temu nie folguje. Przysłowie ludowe.
  144. Kogo Pan Bóg kocha, temu krzyżyk daje. Przysłowie ludowe.
  145. Komu Bóg pomaga, ten wszystko przemaga. Przysłowie ludowe.
  146. Kowal zawinił, cygana powiesili. Przysłowie ludowe.
  147. Kropla wody, gdy zjednoczy się z oceanem, nigdy nie wysycha. Przysłowie indyjskie.
  148. Kropla wody, nawet najmniejsza, gdy się zjednoczy z oceanem, nigdy nie wysycha. Przysłowie hinduskie.
  149. Krótki żywot na świecie, lecz długa nauka. Przysłowie ludowe.
  150. Kto dba, ten i ma; a kto nie dba, ten nic nie ma. Przysłowie ludowe.
  151. Kto do ciebie z kamieniem – ty do niego z chlebem. Przysłowie ludowe.
  152. Kto gardzi chlebem, nie będzie miał i bułki. Przysłowie ludowe.
  153. Kto marnuje czas, ten okrada sam siebie. Przysłowie estońskie.
  154. Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie. Przysłowie ludowe.
  155. Kto nikogo nie kocha, tego nikt nie kocha. Przysłowie ludowe.
  156. Kto pije dobre wino, temu Bóg zagląda w serce. Przysłowie francuskie.
  157. Kto po wódce wylewny, u tego sekret niepewny. Przysłowie ludowe.
  158. Kto pod kim dołki kopie, sam w nie wpada. Przysłowie ludowe.
  159. Kto pod kim dołki kopie, ten sam w nie wpada. Przysłowie ludowe.
  160. Kto praktykuje gościnność, tego żywi sam Bóg. Przysłowie izraelskie.
  161. Kto pyta, ten nie błądzi. Przysłowie ludowe.
  162. Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje. Przysłowie ludowe.
  163. Kto sieje wiatr, ten zbiera burze. Przysłowie ludowe.
  164. Kto się mądrzejszym czuje, ten głupszemu ustępuje. Przysłowie ludowe.
  165. Kto się milczeniu przyłoży, stawa się z niego tron Boży. Przysłowie polskie.
  166. Kto szuka przyjaciela bez wad, pozostanie bez przyjaciela. Powiedzenie.
  167. Kto wątpiąc prosi, ten odmawiać uczy. Powiedzenie.
  168. Kto zakosztuje dobrego, nie patrzy na biedniejszego. Przysłowie ludowe.
  169. Kto ziarno sieje, ten przed burzą zwieje. Przysłowie ludowe.
  170. Kto żądze swe hamuje, ten mało potrzebuje. Powiedzenie.
  171. Kuj żelazo póki gorące. Przysłowie ludowe.
  172. Kuj żelazo, póki gorące. Przysłowie ludowe.
  173. Lekarstwem na gniew jest milczenie. Przysłowie arabskie.
  174. Lenistwo cierpień przydaje; praca duszę oczyszcza. Przysłowie gruzińskie.
  175. Leniwemu baranowi ciąży jego wełna. Powiedzenie.
  176. Lepiej byle jak siedzieć, niż dobrze stać. Przysłowie ludowe.
  177. Lepiej mało a dobrze niż dużo a źle. Powiedzenie.
  178. Lepiej nie grzeszyć, niż do pokuty śpieszyć. Przysłowie ludowe.
  179. Lepiej późno, niż wcale. Przysłowie ludowe.
  180. Lepiej się na krótko zawstydzić, niż długo żałować. Powiedzenie.
  181. Lepiej zrozumieć mało, niż zrozumieć źle. Przysłowie ludowe.
  182. Lepiej żartować, niż chorować. Przysłowie ludowe.
  183. Lepsza cnota, niż wóz złota. Przysłowie ludowe.
  184. Lepsza prostacka cnota niż grzeczne występki. Powiedzenie.
  185. Lepsza przykrość przed stratą niźli żal po stracie. Powiedzenie.
  186. Lepsza swoja chata niż cudze pałace. Powiedzenie.
  187. Lepsze jest wrogiem dobrego. Przysłowie ludowe.
  188. Lepszy mądry wróg, niż głupi przyjaciel. Przysłowie ludowe.
  189. Lepszy swój grosz niż cudzy trzos. Powiedzenie.
  190. Lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu. Przysłowie ludowe.
  191. Licho nie śpi. Przysłowie ludowe.
  192. Lis, jeśli znajdzie sposób, pokona lwa; człowiek, jeśli się nauczy pracować, obali górę. Przysłowie mongolskie.
  193. List się nie rumieni. Cyceron.
  194. Lubieżność z cnotą się nie ostoi, mądrość z rozkoszą się nie spoi. Powiedzenie.
  195. Ludzi słuchaj, a swój rozum miej. Powiedzenie.
  196. Ludzie najlepiej nauczą rozumu. Powiedzenie.
  197. Łakomstwo jest znakiem, że coś nas gryzie od środka. Przysłowie z Kenii.
  198. Łatwiej niektórym książkę napisać, niż drugim ją przeczytać. Powiedzenie.
  199. Łatwiej pałac skrytykować, niż psu budę postawić. Przysłowie ludowe.
  200. Łódź, gdy popłynie za daleko, może zawrócić; słowa, gdy poszły za daleko, już nie zawrócą. Przysłowie malajskie.
  201. Małe dzieci – mały kłopot, duże dzieci – duży kłopot. Przysłowie ludowe.
  202. Małe rzeczy zgodą rosną, duże niezgodą upadają. Powiedzenie.
  203. Matka Święta o każdym pamięta. Przysłowie ludowe.
  204. Mądra matka dba o swe córki. Przysłowie ludowe.
  205. Mądry głupiemu zawsze ustępuje. Przysłowie ludowe.
  206. Miecz rani ciało, język złośliwy - duszę. Przysłowie perskie.
  207. Mieć dwie lewe ręce. Przysłowie ludowe.
  208. Młodym robić, mężom rządzić, starym modlić się przystoi. Powiedzenie.
  209. Mniej to boli, co w oczy nie kole. Powiedzenie.
  210. Modli się pod figurą, a diabła ma za skórą. Przysłowie ludowe.
  211. Mowa jest srebrem, a milczenie złotem. Przysłowie ludowe.
  212. Mowa jest zwierciadłem duszy, jakie jest życie, taka jest i mowa. Przysłowie rzymskie.
  213. Muru głową nie przebije, a morza nikt nie wypije. Powiedzenie.
  214. Myśl przychodzi przed słowem. Przysłowie ludowe.
  215. Na bezrybiu i rak ryba. Przysłowie ludowe.
  216. Na języku miód, a w sercu lód. Przysłowie ludowe.
  217. Na nic nauka, kto Boga nie szuka. Powiedzenie.
  218. Na ostrożności nikt nigdy nie stracił. Powiedzenie.
  219. Nadużycie nie niweczy prawa do właściwego użycia. Ludowe przysłowie.
  220. Nadzieja jest jak cukier w herbacie, nawet jeśli jej niewiele, osładza wszystko. Przysłowie chińskie.
  221. Nadzieja karmi, ale nie tuczy. Powiedzenie.
  222. Najlepiej smakuje, co się zapracuje. Powiedzenie.
  223. Najlepsze mienie – czyste sumienie. Przysłowie ludowe.
  224. Najpierw klęczy, prosi, szlocha, potem krzyczy: dość, wynocha! Przysłowie ludowe.
  225. Natura ciągnie wilka do lasu. Przysłowie ludowe.
  226. Natura w las wilka prowadzi, z natury ludzie grzeszyć radzi. Przysłowie ludowe.
  227. Nauka nie poszła w las. Przysłowie ludowe.
  228. Nauka nie rozum, rozum - nie nauka. Powiedzenie.
  229. Nawet mistrzowi nie zaszkodzi nauka. Przysłowie ludowe.
  230. Nie budź licha, kiedy śpi. Przysłowie ludowe.
  231. Nie było nas, był las; nie będzie nas, będzie las. Powiedzenie.
  232. Nie chwal człowieka przed śmiercią. Powiedzenie.
  233. Nie chwal dnia przed zachodem słońca. Przysłowie ludowe.
  234. Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy. Przysłowie ludowe.
  235. Nie czyń bliźniemu, co tobie niemiłe. Przysłowie ludowe.
  236. Nie dbaj o piękny strój, tylko o pożytek swój. Powiedzenie.
  237. Nie dokończysz tego, co zacząłeś w pośpiechu. Przysłowie filipińskie.
  238. Nie dolewaj oliwy do ognia. Przysłowie ludowe.
  239. Nie dziel skóry na niedźwiedziu. Przysłowie ludowe.
  240. Nie idź spać w gniewie, bo czy się obudzisz – nie wiesz. Przysłowie ludowe.
  241. Nie każda głowa siwa mądra bywa. Przysłowie ludowe.
  242. Nie każda pokuta Bogu przyjemna. Przysłowie ludowe.
  243. Nie kąsa się ręki, która karmi. Przysłowie ludowe.
  244. Nie ma dymu bez ognia. Przysłowie ludowe.
  245. Nie ma reguły bez wyjątku. Przysłowie ludowe.
  246. Nie ma róży bez kolców. Przysłowie ludowe.
  247. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Przysłowie ludowe.
  248. Nie ma to, jak we własnym domu. Przysłowie ludowe.
  249. Nie ma w chlebie ości, kiedy się ciało wypości. Powiedzenie.
  250. Nie mogąc być gwiazdą na niebie, bądź lampą w domu. Przysłowie arabskie.
  251. Nie można dwom panom służyć. Przysłowie ludowe.
  252. Nie mów hop, póki nie przeskoczysz. Przysłowie ludowe.
  253. Nie mów nikomu, co się dzieje w domu. Przysłowie ludowe.
  254. Nie mów o nikim, nie będą o tobie. Przysłowie ludowe.
  255. Nie mów, co myślisz – myśl, co mówisz. Przysłowie ludowe.
  256. Nie od razu Kraków zbudowano. Przysłowie ludowe.
  257. Nie pluj w studnię, bo może ci przyjść kiedyś czerpać z niej wodę. Przysłowie ludowe.
  258. Nie pomoże puder, róż, kiedy gęba stara już. Przysłowie ludowe.
  259. Nie przesadza się starych drzew. Przysłowie ludowe.
  260. Nie pytaj, jakie będą żniwa, lecz upraw pole i proś Boga o błogosławieństwo. Przysłowie rosyjskie.
  261. Nie rzucaj pereł między wieprze. Przysłowie ludowe.
  262. Nie rzucaj słów na wiatr. Przysłowie ludowe.
  263. Nie szata zdobi człowieka, lecz człowiek szatę. Przysłowie ludowe.
  264. Nie sztuka umrzeć, sztuka żyć. Przysłowie japońskie.
  265. Nie szydź z Boga, żeby święci kijem nie doprali. Przysłowie ludowe.
  266. Nie śmiej się, dziadku, z czyjegoś wypadku – dziadek się śmiał i to samo miał. Przysłowie ludowe.
  267. Nie to ładne, co piękne, ale co się komu podoba. Przysłowie ludowe.
  268. Nie to, co pokazujemy, lecz to, co staramy się ukryć, jest prawdą o nas. Przysłowie afrykańskie.
  269. Nie traci swej istoty światło z tego powodu, że go nie widzą ślepi. Augustyn Barruel.
  270. Nie trzeba posiadać wiele, aby móc dzielić się z innymi. Przysłowie filipińskie.
  271. Nie ucz księdza pacierza. Przysłowie ludowe.
  272. Nie ucz matki jak się dzieci robi. Nie ucz ojca dzieci robić. Przysłowie ludowe.
  273. Nie warto płakać nad rozlanym mlekiem. Przysłowie ludowe.
  274. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Przysłowie ludowe.
  275. Nie wszystko da się kupić za pieniądze. Przysłowie ludowe.
  276. Nie wszystko się godzi, co wolno. Przysłowie ludowe.
  277. Nie wszystko złoto, co się świeci. Przysłowie ludowe.
  278. Nie wtykaj kija w mrowisko. Przysłowie ludowe.
  279. Nie wywołuj wilka z lasu. Przysłowie ludowe.
  280. Nie z jednego pieca jadł chleb. Przysłowie ludowe.
  281. Nie zabija się kury znoszącej złote jajka. Przysłowie ludowe.
  282. Nie zmienia się koni podczas przeprawy przez rzekę. Przysłowie ludowe.
  283. Nie zmienia się koni w biegu. Powiedzenie.
  284. Nie zna obawy, kto pewny swej sprawy. Powiedzenie.
  285. Nie życz złego nikomu, byś tego nie zastał w domu. Przysłowie ludowe.
  286. Niedaleko pada jabłko od jabłoni. Przysłowie ludowe.
  287. Nieszczęścia chodzą parami. Przysłowie ludowe.
  288. Niewielka to sztuka być mądrym między głupimi. Powiedzenie.
  289. Nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej, ani tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej. Przysłowie ludowe.
  290. Nigdy nie mów „nigdy”. Przysłowie ludowe.
  291. Nigdy nie należy palić za sobą wszystkich mostów. Przysłowie ludowe.
  292. Nigdy nie pluj pod wiatr. Przysłowie ludowe.
  293. Nikt nie jest dobrym sędzią w swojej własnej sprawie. Przysłowie ludowe.
  294. Nikt nie jest prorokiem między swymi. Przysłowie ludowe.
  295. Nikt nie odgadnie, co u kogo w sercu na dnie. Przysłowie ludowe.
  296. Nikt się mądrym nie rodzi, ale staje. Przysłowie ludowe.
  297. Nosić drzewo do lasu. Przysłowie ludowe.
  298. Nowa miotła lepiej zamiata. Przysłowie ludowe.
  299. Nowego kłamstwa słucha się chętniej, niż starej prawdy. Przysłowie ludowe.
  300. Obejrz grosz dwa razy, nim go raz wydasz. Powiedzenie.
  301. Od przybytku głowa nie boli. Przysłowie ludowe.
  302. Ofiara, choć w progu, jest przyjemna Bogu. Przysłowie polskie.
  303. Okazja raz stracona rzadko wraca. Powiedzenie.
  304. Oko Opatrzności wszystko widzi. Przysłowie ludowe.
  305. Oliwa sprawiedliwa, zawsze na wierzch wypływa. Przysłowie ludowe.
  306. Opłakiwać przeszłość to zaniedbywać teraźniejszość. Przysłowie greckie.
  307. Orły w pokrzywach gniazd nie ścielą. Przysłowie ludowe.
  308. Orzeł nie zajmuje się łapaniem much. Przysłowie łacińskie.
  309. Osioł wśród małp, osioł wśród wyśmiewających go głupców. Ludowe przysłowie.
  310. Oszczędzaj swego, abyś nie potrzebował cudzego. Powiedzenie.
  311. Padnięty kwiat nie wraca na łodygę. Przysłowie ludowe.
  312. Palec skaleczysz – cała ręka boli. Przysłowie ludowe.
  313. Pamiętaj, człowiecze, że cię niedługo na świecie. Powiedzenie.
  314. Pamiętaj, że kto kłamie dla ciebie, będzie również kłamał przeciw tobie. Przysłowie bośniackie.
  315. Pan Bóg dopuści, ale nie opuści. Przysłowie polskie.
  316. Pan Bóg idzie do tego, kto do Niego przychodzi. Przysłowie rosyjskie.
  317. Pan Bóg ma nogi bawełniane, ale ręce ołowiane. Przysłowie ludowe.
  318. Pan Bóg nie rychliwy, ale sprawiedliwy. Przysłowie ludowe.
  319. Pan każe – sługa musi. Przysłowie ludowe.
  320. Pana Boga za nogi, a diabła za rogi. Przysłowie ludowe.
  321. Pańskie oko konia tuczy. Przysłowie ludowe.
  322. Papier jest cierpliwy: wszystko przyjmie. Przysłowie ludowe.
  323. Papier się nie rumieni ze wstydu, papier jest cierpliwy i wszystko przyjmie. Ludowe przysłowie.
  324. Pasuje jak kwiatek do kożucha. Przysłowie ludowe.
  325. Pasuje jak piąte koło u wozu. Przysłowie ludowe.
  326. Pasuje jak wilk do pilnowania owiec. Przysłowie ludowe.
  327. Pasuje jak wół do karety. Przysłowie ludowe.
  328. Patrz, skąd wiatr wieje, tedy cię deszcz nie zleje. Przysłowie ludowe.
  329. Patrzy jak cielę na malowane wrota. Przysłowie ludowe.
  330. Pieniądz jest dobrym sługą, ale złym panem. Przysłowie francuskie.
  331. Pieniądze szczęścia nie dają. Przysłowie ludowe.
  332. Pierwej rozważ, potem odważ. Przysłowie ludowe.
  333. Pierwsze pół życia żyjemy marzeniami, a drugie pół – wspomnieniami. Przysłowie ludowe.
  334. Pies ogrodnika; samemu nie zje i drugiemu nie da. Przysłowie ludowe.
  335. Plotka bawi, pochlebstwo głaszcze, pilność strzeże, rozum bierze. Powiedzenie.
  336. Plotka wyleci wróblem, a powróci wołem. Przysłowie ludowe.
  337. Po burzy zawsze słońce przychodzi. Przysłowie ludowe.
  338. Po karnawale – czas na gorzkie żale. Przysłowie ludowe.
  339. Po każdej nocy wschodzi słońce. Przysłowie ludowe.
  340. Po pierwsze nie szkodzić. Hipokrates z Kos.
  341. Pod latarnią najciemniej. Przysłowie ludowe.
  342. Podłość ludzka nie ma granic. Przysłowie ludowe.
  343. Podobać się wszystkim niepodobna. Powiedzenie.
  344. Podobni jak dzień do nocy. Przysłowie ludowe.
  345. Podróże kształcą. Przysłowie ludowe.
  346. Podziel się twoją radością, a przybędzie jej. Przysłowie ludowe. Przysłowie chińskie.
  347. Pokorne ciele dwie matki ssie. Przysłowie ludowe.
  348. Polska cnota: każdemu otworzyć wrota. Przysłowie ludowe.
  349. Polski żołnierz w obozie – anioł, w polu – lew. Przysłowie ludowe.
  350. Popielniczka i bogaty im więcej nazbierają, tym bardziej są brudni. Przysłowie japońskie.
  351. Porywać się z motyką na słońce. Przysłowie ludowe.
  352. Postać anielska, dusza diabelska. Przysłowie ludowe.
  353. Postawiłem pomnik trwalszy od spiżu. Horacy.
  354. Pośpiech jest złym doradcą. Przysłowie ludowe.
  355. Potrzebne jak dziura w moście. Przysłowie ludowe.
  356. Powiedz mi, z kim przestajesz, powiem ci, kim jesteś. Powiedzenie.
  357. Poznać łatwo w starości, jaki kto był w młodości. Przysłowie ludowe.
  358. Poznać pana po cholewach. Przysłowie ludowe.
  359. Poznać po mowie, co kto ma w głowie. Przysłowie ludowe.
  360. Poznasz głupiego po śmiechu jego. Przysłowie ludowe.
  361. Pozory często mylą. Przysłowie ludowe.
  362. Póty dzban wodę nosi, póki się ucho nie urwie. Przysłowie ludowe.
  363. Późno nakrywać studnię, gdy już w niej dziecko utonęło. Powiedzenie.
  364. Prawda i cnota ginie od złota. Przysłowie ludowe.
  365. Prawda i dobra wiadomość dochodzą późno, najprędzej kłamstwa i złe wieści. Przysłowie armeńskie.
  366. Prawda w oczy kole. Przysłowie ludowe.
  367. Prawda zawsze zwycięża. Przysłowie ludowe.
  368. Prawdziwa cnota krytyk się nie boi. Przysłowie ludowe.
  369. Prawdziwego przyjaciela poznaje się w biedzie. Przysłowie ludowe.
  370. Proste drzewo nie rzuca garbatego cienia. Przysłowie ludowe.
  371. Proszę, przepraszam, dziękuję – pomaga, a nic nie kosztuje. Przysłowie ludowe.
  372. Przeciwne leczy się przeciwnym. Ludowe przysłowie.
  373. Przed bitwą nie trąb wygranej. Powiedzenie.
  374. Przed Bogiem grzech, przed ludźmi śmiech. Przysłowie ludowe.
  375. Przepadło jak kamień w wodę. Przysłowie ludowe.
  376. Przez ludzi do chleba, przez świętych do nieba. Powiedzenie.
  377. Przyganiał kocioł garnkowi, a sam smoli. Przysłowie ludowe.
  378. Przygody nauczą zgody. Powiedzenie.
  379. Przyjaciela szukaj blisko, wroga daleko. Przysłowie ludowe.
  380. Przyjaciół dość nabędziesz, gdy mało brać, wiele dawać będziesz. Powiedzenie.
  381. Przyjaźń bez zaufania nic niewarta. Powiedzenie.
  382. Przyjaźń szkolna i wojskowa - najtrwalsze. Powiedzenie.
  383. Przyjaźń zawarta przy kieliszku wódki zwykle ma żywot krótki. Przysłowie ludowe.

384.Przysłowia

  1. Przysługa przyjaciół rodzi. Powiedzenie.
  2. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Przysłowie ludowe.
  3. Pycha i z nieba spycha. Przysłowie ludowe.
  4. Raz na wozie, raz pod wozem. Przysłowie ludowe.
  5. Raz powiedz, dwa razy posłuchaj. Przysłowie tureckie.
  6. Ręka rękę myje. Przysłowie ludowe.
  7. Rok za rokiem, jak woda potokiem. Przysłowie ludowe.
  8. Rozkosz z początku smakuje, potem katuje. Powiedzenie.
  9. Rób co chcesz, a patrz końca. Powiedzenie.
  10. Róże kwitną, bo wierzymy w nie. Przysłowie francuskie.
  11. Róże więdną, ale nie kolce. Przysłowie ludowe.
  12. Ryby łowią sieciami, ludzi pięknymi słówkami. Powiedzenie.
  13. Rzadko rzecz uczciwa bez pożytku bywa. Powiedzenie.
  14. Rzeczy powtórzone podobają się. Ludowe przysłowie.
  15. Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem. Przysłowie ludowe.
  16. Samotnemu cały świat pustynią. Przysłowie ludowe.
  17. Samotny jak kołek w płocie. Przysłowie ludowe.
  18. Sercu mówi się po śmierci skromnego człowieka; po śmierci króla jest mowa o pałacu. Przysłowie abisyńskie.
  19. Skoro wąż kogo skaleczy, niechaj go żmija nie leczy. Powiedzenie.
  20. Słońce nigdy nie rozłączy się ze światłem, a góra z cieniem. Przysłowie perskie.
  21. Słońcu i miłości nigdy się w oczy nie patrzy. Przysłowie ludowe.
  22. Słowo się rzekło, kobyłka u płota. Przysłowie ludowe.
  23. Słówko wyleci wróblem, a powróci wołem. Przysłowie ludowe.
  24. Sprawiedliwość bez dobroci okrucieństwem jest. Przysłowie ludowe.
  25. Stara miłość nie rdzewieje. Przysłowie ludowe.
  26. Stare buty najwygodniejsze. Przysłowie ludowe.
  27. Starego wróbla na plewy nie złapiesz. Przysłowie ludowe.
  28. Starość nie radość, młodość nie wieczność. Przysłowie ludowe.
  29. Strach ma wielkie oczy. Przysłowie ludowe.
  30. Strona zewnętrzna człowieka jest stroną tytułową jego wnętrza. Przysłowie perskie.
  31. Strzelić łatwo, ale trafić trudno. Powiedzenie.
  32. Strzeż się psa milczącego i spokojnej wody. Przysłowie ludowe.
  33. Strzeż się takich do domu prosić, co lubią za próg wynosić. Powiedzenie.
  34. Strzeżonego Pan Bóg strzeże. Przysłowie ludowe.
  35. Syty głodnego nie zrozumie. Przysłowie ludowe.
  36. Szanuj sam siebie, będą inni ciebie. Powiedzenie.
  37. Szata świetna nie ozdobi złego, a podła nie oszpeci dobrego. Powiedzenie.
  38. Szczęściarzowi nawet wół się ocieli. Przysłowie ludowe.
  39. Szczęście człowieka psuje, nieszczęście hartuje. Przysłowie ludowe.
  40. Szczęśliwi czasu nie liczą. Przysłowie ludowe.
  41. Szerokie są drzwi ubogiej chaty. Przysłowie afrykańskie.
  42. Szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie. Przysłowie ludowe.
  43. Sztuk, co dobrze nie umiesz, nigdy nie pokazuj. Powiedzenie.
  44. Ściany mają uszy. Przysłowie ludowe.
  45. Ślusarz zawinił, a kowala powiesili. Przysłowie ludowe.
  46. Śniadanie zjedz sam, obiadem podziel się z przyjacielem, a kolację daj wrogowi. Przysłowie ludowe.
  47. Śpiesz się powoli. Przysłowie ludowe.
  48. Tak krawiec kraje, jak mu materii staje. Przysłowie ludowe.
  49. Temu, kto umie czekać, czas otworzy każde drzwi. Przysłowie chińskie.
  50. Ten się nie myli, kto nic nie robi. Przysłowie ludowe.
  51. Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni. Przysłowie ludowe.
  52. Ten, kto nie cierpiał, nic nie wie, nie zna ani dobra, ani zła. Nie zna ludzi i nie zna siebie samego. Przysłowie ludowe.
  53. Tonący brzytwy się chwyta. Przysłowie ludowe.
  54. Trafić z deszczu pod rynnę. Przysłowie ludowe.
  55. Trafiła kosa na kamień. Przysłowie ludowe.
  56. Trafiło się ślepej kurze ziarno. Przysłowie ludowe.
  57. Trzej najlepsi lekarze: dr Spokój, dr Dieta i dr Humor. Przysłowie ludowe.
  58. Trzy dni bez lektury i nasze rozmowy stają się jałowe. Przysłowie chińskie.
  59. Tylko krowa zdania nie zmienia. Przysłowie ludowe.
  60. Tylko trzewik wie, że pończocha dziurawa. Przysłowie ludowe.
  61. U skąpego zawsze po obiedzie. Przysłowie ludowe.
  62. Ubodzy otwierają bogatym drzwi do raju. Powiedzenie.
  63. Ubogi mało ma przyjaciół. Przysłowie ludowe.
  64. Ubogi nie ma tego, owego, a bogacz łakomy wszystkiego. Przysłowie ludowe.
  65. Ubogi za psa u bogacza stoi. Przysłowie ludowe.
  66. Ubogi żywi się jak może, a bogaty jako chce. Przysłowie ludowe.
  67. Ubogiemu kawał chleba, to most do nieba. Przysłowie ludowe.
  68. Ubogiemu zawsze wiatr w oczy a droga pod górkę. Przysłowie ludowe.
  69. Ubóstwo cnoty nie traci. Ubóstwo nie hańbi. Przysłowie ludowe.
  70. Ubóstwo uczciwe nie bywa wstydliwe. Przysłowie ludowe.
  71. Ucząc się umieramy. Powiedzenie.
  72. Uczepił się, jak pchła kożucha. Przysłowie ludowe.
  73. Uczonego zawsze kochają, nieuczonym wszędzie pogardzają. Przysłowie ludowe.
  74. Uderz w stół, a nożyce się odezwą. Przysłowie ludowe.
  75. Umarli otwierają oczy żywym. Przysłowie hiszpańskie.
  76. Umiesz liczyć, licz na siebie. Przysłowie ludowe.
  77. Upartego i kijem nie przekona. Przysłowie ludowe.
  78. Urodził się – ochrzcili, podrósł – ożenili, umarł – pochowali i na grobie napisali, że był błazen. Przysłowie ludowe.
  79. Uszom prędzej można dogodzić, niż oczom. Przysłowie ludowe.
  80. W miłości i w gniewie co człek czyni, nie wie. Powiedzenie.
  81. W starym piecu diabeł pali. Przysłowie ludowe.
  82. W zbytnim pośpiechu można ceł przegonić. Powiedzenie.
  83. Widać po słowie co u kogo w głowie. Przysłowie ludowe.
  84. Widać zwykle z twarzy, co się w sercu waży. Powiedzenie.
  85. Wiedzą sąsiedzi, jak kto siedzi. Przysłowie ludowe.
  86. Większa moc boska, niż złość ludzka. Przysłowie ludowe.
  87. Wstyd jest barwą (tarczą) cnoty. Powiedzenie.
  88. Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Przysłowie ludowe.
  89. Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Przysłowie ludowe.
  90. Wszystko dobre, co się dobrze kończy. Przysłowie ludowe.
  91. Wszystko ma swój koniec. Przysłowie ludowe.
  92. Wszystko, co dobre, szybko się kończy. Przysłowie ludowe.
  93. Wtedyś dobry, kiedy dajesz. Powiedzenie.
  94. Wykop studnię zanim będziesz spragniony. Przysłowie filipińskie.
  95. Wyrzeczonego słowa nie cofniesz do gęby, choćbyś cztery konie zaprzęgnąć. Powiedzenie.
  96. Wyszło szydło z worka. Przysłowie ludowe.
  97. Z armatą na muchę. Przysłowie ludowe.
  98. Z Bogiem pokornie, z człowiekiem mężnie, ze szczęściem przezornie poczynaj. Powiedzenie.
  99. Z deszczu pod rynnę. Przysłowie ludowe.
  100. Z dużej chmury mały deszcz. Przysłowie ludowe.
  101. Z dzieła poznaje się człowieka. Przysłowie ludowe.
  102. Z każdym bądź grzecznie, a z dobrym serdecznie. Powiedzenie.
  103. Z koni na osły, z deszczu pod rynnę. Ludowe przysłowie.
  104. Z lwem bądź jak lew, z jagnięciem - jak jagnię, ale z osłem - nie udawaj osła. Przysłowie karaimskie.
  105. Z małej iskierki wielkie pożary powstają. Powiedzenie.
  106. Z małych przyczyn nieraz wielkie skutki. Powiedzenie.
  107. Z pustego i Salomon nie naleje. Przysłowie ludowe.
  108. Z tej mąki chleba nie będzie. Przysłowie ludowe.
  109. Za babą i diabeł nie trafi. Przysłowie ludowe.
  110. Za cierpienie da Bóg zbawienie. Przysłowie ludowe.
  111. Za dukata brat sprzeda brata. Powiedzenie.
  112. Za wszystkie pieniądze świata nie można kupić czasu. Przysłowie chińskie.
  113. Zapomniał wół, jak cielęciem był. Przysłowie ludowe.
  114. Zgoda buduje, niezgoda rujnuje. Przysłowie ludowe.
  115. Ziarnko do ziarnka, aż zbierze się miarka. Przysłowie ludowe.
  116. Zjesz beczkę soli, nim poznasz do woli. Powiedzenie.
  117. Złej baletnicy szkodzi rąbek przy spódnicy. Przysłowie ludowe.
  118. Złoto poznaje się w ogniu, człowieka w pracy. Przysłowie karakałpackie.
  119. Zostaw Bogu przyszłe rzeczy, dzień dzisiejszy miej na pieczy. Powiedzenie.
  120. Zwycięstwo uczy odrobinę, przegrana wiele. Przysłowie z Kenii.
  121. Żaden człowiek nie jest na tyle bogaty, aby nie potrzebował sąsiada. Przysłowie węgierskie.
  122. Żeby dać, trzeba mać. Przysłowie ludowe.
  123. Żeby kózka nie skakała, to by nóżki nie złamała. Przysłowie ludowe.
  124. Żeby nie ten "dech", toby człowiek zdechł.

Żydzi "czciciele /Jahwe/" naród semicki zamieszkujący w starożytności Palestynę (określany wtedy jako Hebrajczycy albo Izraelici), posługujący się wtedy językiem hebrajskim, a w średniowieczu i czasach nowożytnych mieszkający w diasporze na całym świecie i posługujący się wieloma różnymi językami. Żydzi nie stanowią jednolitej grupy religijnej i etnicznej. Dla żydów ortodoksyjnych Żydem jest tylko osoba, która ma ortodoksyjną matkę lub przeszła konwersję na judaizm. Za Żydów uważa się jednak wiele osób, które nie są żydami ortodoksyjnymi. Kto jest Żydem jest pytaniem, na które nie da się jednoznacznie odpowiedzieć, gdyż może to być identyfikacja kulturowa, etniczna lub religijna. Wiele osób, które uważają się z jakichś powodów za Żydów, nie są uznawane przez inne grupy lub instytucje. Dotyczy to na przykład żydów reformowanych, którzy nawet pomimo etnicznego pochodzenia żydowskiego czasem nie są uznawani przez żydów ortodoksyjnych. Według prawa izraelskiego Żydem jest osoba, która ma ortodoksyjną żydowską matkę, chociaż prawo do obywatelstwa bez oficjalnego uznania takiej osoby za Żyda ma każda osoba, która ma przynajmniej jednego dziadka, który był ortodoksyjnym Żydem. Stąd wielu Żydów mieszkających w Izraelu czy USA nie ma według prawa tego kraju oficjalnego statusu Żyda.

O dialogu 

Prelekcja księdza profesora Waldemara CHROSTOWSKIEGO na temat dialogu z Żydami, wygłoszona dla kapelanów wojskowych na Jasnej Górze

(zapis nagrania magnetofonowego)

"Ta refleksja, której mamy się oddać przez najbliższe pół godziny, nie będzie miała już charakteru takiego wybitnie duchowego, lecz na prośbę co najmniej kilkunastu osób przedstawianą wczoraj, dzisiaj chciałbym się z księżmi kapelanami, również z księdzem biskupem, na pierwszym miejscu podzielić refleksją na temat problematyki, w którą jestem od wielu lat włączony - prawie od 20 lat - mianowicie dialogu katolicko-żydowskiego. Ponieważ część księży prosiła, żeby powiedzieć coś na ten temat, to - pół godziny to bardzo mało czasu bo można byłoby na ten temat przeprowadzić semestralne nauczanie - ale spróbujmy sobie parę rzeczy najbardziej podstawowych powiedzieć, a zwłaszcza takich, których przeczytać raczej jest trudno i znaleźć raczej w źródłach pisanych nie sposób, więc takich bardzo podstawowych.

KTO JEST ŻYDEM?

Otóż, jeżeli mówimy "dialog kościoła z Żydami, judaizmem" to musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, kto jest Żydem? To jest bardzo ważne pytanie - kto jest Żydem? Bo kto jest w Kościele - to my wiemy. Co to znaczy być wierzącym - to my wiemy. Co to znaczy być katolikiem to jest, to my wiemy. Natomiast - kto jest Żydem? Są, proszę księży, dwa wyznaczniki żydowskości. Jeden to: Żydem jest ten, kto jest urodzony z matki Żydówki. Proszę zauważyć zatem, że żydowskość idzie po linii matki, nie po linii ojca. Dlaczego? Talmud odpowiada bardzo prosto: kto jest matką człowieka zawsze wiadomo, natomiast kto jest jego ojcem, to może mieć kłopoty nawet jego własna matka. W związku z tym żydowskość idzie po tej linii, która jest pewna - po linii krwi.

Zatem, proszę zwrócić uwagę na pierwszą sprawę: jeżeli ktoś ma ojca Żyda, natomiast matka nie jest Żydówką, to w świetle żydowskiego prawa, w ocenie rabinów, w uznaniu rabinów, taki człowiek nie jest Żydem. Casus - nasz prezydent. Otóż my, my mówimy że (my, mówię - generalnie opinia panuje) że jest Żydem, natomiast w świetle prawa żydowskiego Żydem w żaden sposób nie jest, ponieważ żydowskość idzie po matce. Oczywiście, bliżej jest mu do żydostwa niż komu innemu, ale tak na niego patrzą, powiedzmy sobie - ci, którzy mieniliby się jego współbratymcami.

Żeby abstrahować od tego jednego przykładu - proszę zwrócić uwagę, że jeżeli Polka wychodzi za mąż za Żyda, jej dzieci nie będą żydowskimi. Przypominam sobie z Jerozolimy, sprzed ponad 20 lat, taki przypadek, jak to po 68. roku wyemigrowali do Izraela - wyemigrowała rodzina. On - profesor Uniwersytetu Warszawskiego, ona - pracownica tego Uniwersytetu. On - Żyd, ona - Polka. Tam urodził im się syn. W międzyczasie ten ojciec, mąż jej, zachorował na raka i zmarł. Ona pracowała w szpitalu. A ten syn spotkał się tam z całkowitym odrzuceniem i jako dziecko napisał taki wiersz:

"Mam dwie Ojczyzny
i obie nie moje.
Jedna - bom był Żydem
druga - bom jest gojem."

To jest problem wielu małżeństw mieszanych - polsko-żydowskich, tak zwanych.

Drugi wyznacznik żydowskości, który trzeba mieć na uwadze, to jest: Żydem jest ten, kto jest wyznawcą judaizmu. Zatem, o ile po pierwszej linii - tej linii krwi - nie można stać się Żydem, bo matki sobie nie dobieramy, o tyle po drugiej linii - mianowicie po linii religii można przybliżyć się do żydostwa. Ale człowiek, który decyduje się na to, żeby przyjąć judaizm, a takie przypadki się zdarzają - w Polsce corocznie kilkudziesięciu chrześcijan, katolików przechodzi na judaizm (aczkolwiek Żydzi zarzucają nam prozelityzm, to oni sami uprawiają prozelityzm w naszych środowiskach), ale taki człowiek, który przechodzi na judaizm nie jest uznawany za Żyda, jest uznawany za prozelitę. Dopiero jego dzieci będą Żydami. On natomiast nie - to jest cena jaką płaci za wejście do tej nowej społeczności.

I tu dochodzimy do pytania: no dobrze, a jeżeli ktoś urodził się z matki-Żydówki, ale urodził się w kraju muzułmańskim, w jakimś tam Maroku, Tunezji albo gdziekolwiek, i jest wyznawcą islamu. To proszę mi podpowiedzieć, zdaniem rabinów - jest Żydem czy nie?

[głosy z sali]

Urodził się z matki Żydówki, wyznaje islam - jest Żydem? Rabin powie: jest kalecznym, pokracznym, krzywym, garbatym, potrzebującym uleczenia, ale - Żydem.

Posuńmy się dalej. Jeżeli ktoś urodził się w takim rozległym państwie jak Związek Radziecki - i tam te przykłady szły w miliony - i urodził się z matki Żydówki, ale jest ateistą, komunistą-ateistą. Jest Żydem czy nie?

[głosy z sali]

Co powie rabin?

[głosy z sali]

Rabin powie, że to jest kaleczny, pokraczny, wymagający uleczenia, ale Żyd.

Idźmy dalej. A jeżeli ktoś urodził się z matki Żydówki, a stał się chrześcijaninem - katolikiem, czy chrześcijaninem innego wyznania. Casus: arcybiskup Paryża, kardynał Lustinger. Jest Żydem czy nie?

[głosy z sali]

Co powie rabin?

[głosy z sali]

Rabin powie: nie jest. Nie jest Żydem. Proszę zwrócić zatem uwagę, bo to jest bardzo ważne dla zrozumienia dialogu, że z żydowskiego punktu widzenia lepiej jest być ateistą niż być chrześcijaninem. Proszę zapamiętać, to jest bardzo ważna przesłanka: lepiej być muzułmaninem, ateistą, kimkolwiek, wolnomyślicielem, nie-wiadomo-kim, niż być chrześcijaninem. Zatem proszę zauważyć - w żydowskim samookreślaniu się, w żydowskim postrzeganiu siebie jest zawarty bardzo silny element antychrześcijański. I tego musimy być świadomi. Tego księża specjalnie nie przeczytają, bo o tym się głośno nie mówi. Oni nam bez przerwy zarzucają potencjał antyżydowski czy antyjudaistyczny, natomiast w żadnym przypadku nie chcą się przyznać do tego, co w ich samookreślaniu się ma charakter zdecydowanie antychrześcijański. Proszę zatem zwrócić uwagę, że to już określa cały ten dialog, czy całe te wzajemne stosunki, ponieważ pokazuje nam, że potencjał wrogości , potencjał niechęci, potencjał uprzedzeń istnieje z całą pewnością po obydwu stronach.

DWA JUDAIZMY

Dlaczego Kościół wszedł w dialog z Żydami, judaizmem? I dlaczego ten dialog - w moim odczuciu - ponosi ogromną porażkę? Żeby na to odpowiedzieć, zastanówmy się, co to znaczy "judaizm", co to znaczy "religia żydowska". Tu istnieje kolejne nieporozumienie. Otóż, w ciągu ostatnich piętnastu lat, tzn. po 13 kwietnia 1986 roku ogromną karierę zrobiła powiedzenie, że Żydzi są starszymi braćmi w wierze Chrześcijan. Jest to nieporozumienie. Ktoś powie: "ale przecież Jan Paweł II tak powiedział". Wszyscy powołują się na Jana Pawła II. Na szczęście, Jan Paweł II tak nie powiedział. Jan Paweł II w synagodze, w Rzymie, powiedział tak - zwracając się do rabinów - "jesteście naszymi braćmi umiłowanymi". A więc dał poznać nasze odczucia, naszą wrażliwość, nasze emocje. To, że w gruncie rzeczy Żydzi - czy wyznawcy judaizmu - nie są postawieni poza nawiasem chrześcijańskiego przykazania miłości Boga i bliźniego. Miłujemy Żydów tak, jak miłujemy wszystkie inne narody, i miłujemy każdego Żyda tak, jak miłujemy każdego innego człowieka. A dalej Ojciec Święty powiedział tak: "i - można powiedzieć - naszymi starszymi braćmi".

Już księża wiedzą, po egzegecie Pisma Świętego, że liczy się każde słowo. A nawet, jak mówią rabini, puste przestrzenie pomiędzy literami. I tutaj liczą się te puste przestrzenie między literami oraz słowa "można powiedzieć". Otóż mamy tutaj do czynienia z pewną, z pewnym myśleniem analogicznym. Skąd wzięła się ta formuła? Tę formułę Jan Paweł zapożyczył - to nie jest formuła teologiczna ściśle - zapożyczył od Adama Mickiewicza, który to Adam Mickiewicz pod koniec lat 40. XIX wieku w swoich odezwach o charakterze, o profilu wyraźnie politycznym i patriotycznym mówił o "Izraelu - naszym starszym bracie". Nie była to formuła teologiczna w znaczeniu takim, powiedzmy sobie, jak używa to teologia katolicka. I Ojciec Święty użył to też ze słowami "można powiedzieć".

Dlaczego więc z ostrożnością trzeba nazywać Żydów "naszymi starszymi braćmi"? Dlatego, proszę księży - Żydów w znaczeniu wyznawców judaizmu - dlatego, proszę księży, ponieważ oni są wyznawcami judaizmu rabinicznego.

Ten judaizm rabiniczny, który wyznają, ukształtował się po 70 r. po Chrystusie w opozycji do chrześcijaństwa. Otóż, chrześcijaństwo nie wyłoniło się z judaizmu rabinicznego. Chrześcijaństwo stanowi przedłużenie, wyrosło, karmiło się judaizmem biblijnym. Jezus Chrystus nie przynależał do judaizmu rabinicznego, bo tego jeszcze nie było. Aczkolwiek, w Jego czasach byli rabini i aczkolwiek Jezusa nazywano czasami Rabbim, to jednak nie był to ten judaizm, który ukształtował się po upadku Jerozolimy.

Judaizm biblijny był diametralnie od tego, z jakim mamy do czynienia po roku 70. odmienny dlatego, że to był misyjny, nastawiony pozytywnie wobec świata greckiego, mający obok Biblii Hebrajskiej również Biblię Grecką, czyli septuagintę, wielopostaciowy, gdzie rozmaite warstwy, rozmaite kręgi i nurty - one istniały obok siebie, a więc: faryzeusze, saduceusze, esseńczycy, zeloci, chrześcijanie. Ten judaizm był wielopostaciowy.

Natomiast po roku 70., kiedy wyłoniło się chrześcijaństwo, kiedy chrześcijaństwo okrzepło - rabini wywalili wszystkie inne nurty życia żydowskiego i przeorientowali, przebudowali swoją wiarę tylko na gruncie faryzejskim, tylko na gruncie rabinicznym. Na tym gruncie wyłoniła się ok. roku 220. po Chrystusie Miszna, następnie tzw. Tosefta - a ponieważ są dwie Tosefty: napisana w Palestynie i w Babilonii - to obie te Tosefty i Miszna - ogromne dzieła - składają się na Talmud Palestyński i Babiloński. Normatywny dla życia żydowskiego jest Talmud Babiloński. W związku z tym judaizm rabiniczny bywa nazywany również judaizmem talmudycznym. Ten, w tym judaizmie talmudycznym jest mnóstwo elementów antychrześcijańskich.

NIENAWIŚĆ DO CHRZEŚCIJAŃSTWA

Natomiast największym, najgorszym paszkwilem, który znany był bardzo długo w tradycji ustnej, a pod koniec I tysiąclecia został spisany, paszkwilem antychrześcijańskim, jest żydowskie dzieło zatytułowane "Toledot Jeszu" czyli - "Historia Jezusa", "Historia Jeszu" dokładnie. To jest takie przekręcone słowo. Tak jak dzieci przedrzeźniają jedno drugiego, tak i tutaj imię Jezusa jest przedrzeźnione. Jest to paszkwil na Ewangelię, ze szczególnym upodobaniem skierowanym przeciwko Ewangelii św. Mateusza, która, jak wiemy, wśród czterech kanonicznych ewangelii jest najbardziej żydowska. I, proszę księży, myślenie żydowskie - mówię to z pełną odpowiedzialnością - mentalność żydowska, wychowanie żydowskie jest mocno zakorzenione w tych właśnie antychrześcijańskich i antyjezusowych nurtach, które rzadko były spisywane (aczkolwiek były), natomiast tkwią w podświadomości i w żydowskich rodzinach. Przykłady można mnożyć.

Otóż jest taka książka - "Córka przymierza", napisana przez Żydówkę, która stała się chrześcijanką. Wspomina ona swoje dzieciństwo, nazywa się Michele Guiness - Angielka, Żydówka angielska. Wspomina swoje dzieciństwo. Kiedy pierwszy raz usłyszała o Jezusie, zapytała swojego nauczyciela żydowskiego, co on myśli o Jezusie, żeby jej powiedział. Odpowiedź nauczyciela była taka: "Nigdy, przenigdy, nie wypowiadaj przy mnie tego imienia".

Otóż pierwsza postawa Żydów rabinicznych - talmudycznych, czyli tych Żydów, z jakimi mamy do czynienia, to jest absolutne milczenie o Jezusie. Nie wolno w żydowskich rodzinach mówić o Jezusie. I nie wolno Żydom podejmować teologicznej rozmowy, religijnej rozmowy o Jezusie z chrześcijanami. Jeżeli jacyś podejmują, podejmują to tylko i wyłącznie jako inicjatywa prywatna, natomiast nie jako przedsięwzięcie, w którym mieli by reprezentować religię żydowską jako taką.

Obok milczenia istnieją całe te pokłady wrogości. Gdzie one są widoczne? Zwłaszcza w żydowskich powieściach. Takich np. jak pisane przez Jerzego Kosińskiego. W tym "Malowanym ptaku" mamy mnóstwo reminiscencji folkloru żydowskiego, który jest specyficznie antykatolicki - zwłaszcza przeciwko katolickim księżom. Dalej - w powieściach Isaaca Bashevisa Singera. Proszę popatrzeć, jaki tam jest wizerunek księdza. Tam ksiądz to jest zawsze przygłup, pijak, z krostami - a więc niekoszerny, itd. itd.

I to znajdujemy również - ten sposób myślenia - choćby w tych ostatnich doniesieniach na temat Jedwabnego, gdzie w książce Grossa - ona rozpoczyna się od takiego epizodu, niby to powołującego się na pamiętnik Wassersteina - to osobna historia, nie ma co w to wchodzić - tam jest też wizerunek polskich katolików, polskich chrześcijan przejęty żywcem z żydowskiego folkloru.

I kiedy wielokrotnie napisałem w trakcie tej konfrontacji, że to jest zmyślenie, że to jest bzdura, że nic takiego się nie wydarzyło. I pisałem - te teksty były przedrukowywane w "Życiu" i gdzie indziej - proszę zauważyć, że nikt z Żydów się do tego nie odniósł, nikt tego tematu nie podjął. Aczkolwiek wyraźnie kwestionowałem wiarygodność tego rodzaju rzeczy mówiąc, że one są nie przejęte ze zdarzeń, tylko przejęte z pewnego stylu myślenia o chrześcijanach i o katolikach.

Dialog zatem jest straszliwie trudny, ponieważ - zwróćmy uwagę - jest to dialog z judaizmem rabinicznym, który ukształtował się w opozycji do chrześcijaństwa. Zatem - i to jest pewien paradoks - oni są młodsi od nas. Bo ci którzy - ci Żydzi, na gruncie których wyrosło chrześcijaństwo, to był - jak powiedziałem - judaizm biblijny. Przecież Piotr był Żydem, Paweł był Żydem, Jakub był Żydem. Wszyscy Apostołowie, być może z wyjątkiem jednego, byli Żydami.

Dlaczego, mimo tak trudnej sytuacji Kościół nawiązał dialog z Żydami? O tym przesądziły trzy okoliczności. Jedna - to sprawa wymordowania Żydów w Europie. I w związku z tym - aczkolwiek cyfry się wahają - Żydzi usankcjonowali cyfrę 6 milionów. Dzisiaj nie ma żadnej dyskusji nad tą cyfrą. Każdy, kto zakwestionuje 6 milionów - jest rewizjonistą. Jeżeli księża pojadą do Jerozolimy, to przy ścianie płaczu, na dziedzińcu jest sześć świeczników - sześć lamp. I te sześć lamp oznacza sześć milionów. Jakakolwiek dyskusja na ten temat jest natychmiast ucinana, i niczego się nie zmieni. Podobnie np. jak niczego nie zmieniła ekshumacja w Jedwabnem - podano 1600, i to jest cyfra święta. I koniec - żadna ekshumacja nic tu nie pomoże. Dlaczego? Bo spotykają się dwa sposoby myślenia.

OPOWIADANIE ZAMIAST FAKTÓW

My próbujemy w tej, w tym myśleniu o wojnie odtworzyć to, co się wydarzyło. Próbujemy odtworzyć kto, gdzie, kiedy, ile osób, dlaczego, itd. My myślimy na sposób historyczny - chcemy odtworzyć fakty. Proszę księży, dla Żydów fakty nie mają żadnego znaczenia. Proszę to zapamiętać, mówię to z długiego doświadczenia. Żydów nie interesuje historia jako taka. Nie mają pojęcia historii obiektywnej. Co ich interesuje? Żydów interesuje haggada o przeszłości - opowiadanie o przeszłości. A to jest zupełnie co innego. Nie liczy się to co się wydarzyło. Ważne jest to, jak się to opowiada.

Zatem - upraszczając nieco - nie zadaje się pytania, co jest prawdziwe. Zadaje się pytanie, co jest prawdziwe dla Żyda. Nie mówi się, co jest dobre (lecz) co jest dobre dla Żydów? Nie mówi się, co się wydarzyło - co się wydarzyło, żeby to było dobre dla Żydów? Otóż to jest mentalność - sposób myślenia ukształtowany przez tysiąclecia. Spotykają się ze sobą dwie mentalności. My w tym wydarzeniu zagłady Żydów chcemy ustalać fakty. Natomiast Żydzi wyciągają stąd znaczenie, sens, który mógłby być dla nich pożyteczny. Jeżeli fakty temu przeczą, to tym gorzej dla faktów. W związku z tym, dyskusja z nimi na temat faktów mija się w ogóle z celem.

I typowy przykład tego mogą księża znaleźć w licznych publikacjach "Gazety Wyborczej". Jest to gazeta - mówię to z pełna odpowiedzialnością - w specyficznym i pełnym tego słowa znaczeniu - żydowska. Od redagowania, od - powiedzmy sobie - sposobu podawania informacji, od sposobu układania informacji itd. itd. jest, ona doskonale odzwierciedla mentalność żydowską.

Posuńmy się dalej. Kiedy wchodziliśmy w ten dialog - a w Kościele katolickim w Polsce następowało to w połowie 80. lat - sądziliśmy, że wobec tej zagłady Żydów można wykazać wrażliwość. Upłynęło, co prawda, 40 lat od II wojny, pokolenie, które było świadkiem zagłady już powoli odchodziło, ale wydawało się, że Kościół powinien powiedzieć: "współcierpimy z Wami, rozumiemy Was". Czyli, myśmy pojmowali ten dialog w kategoriach etycznych, moralnych i duchowych. Bardzo szybko żeśmy zobaczyli, że te kategorie zupełnie nie interesują rozmówców. Oni mówili o tych samych rzeczach, ale w kategoriach politycznych, społecznych i ekonomicznych. Kiedy więc myśmy mówili, że współczujemy, to odpowiedź była: "a ile można by z tego zyskać?". Ona nie była wręcz tak podawana, ale do tego się sprowadzała.

Niemcy w latach 50. i 60. zapłacili Izraelowi ponad 100 miliardów marek, dzięki czemu to państwo okrzepło. A kiedy źródło niemieckie wyschło - wtedy zaczęto szukać możliwości gdzie indziej. Oczywiście, Izrael jest stale utrzymywany przez Stany Zjednoczone. Roczne, roczna subwencja bezzwrotna Ameryki na rzecz Izraela wynosi - według źródeł oficjalnych - 10 miliardów dolarów. A ponadto każdy Żyd mieszkający na terenie Ameryki jest opodatkowany na rzecz Izraela. Więc Izrael może się rozwijać. Myśmy bardzo wielu z tych rzeczy przedtem po prostu nie wiedzieli. Obracaliśmy się w tych kategoriach moralnych, a te kategorie moralne były przekładane na kategorie finansowe.

KARMELITANKI, KRZYŻ, JEDWABNE...

Kiedy więc zaczęliśmy mówić o współczuciu, to to współczucie - również w Polsce - zaczęto przekładać na żądania finansowe obliczone na ok. 65 miliardów dolarów. I zaczęto dawać do zrozumienia, że któregoś dnia ci, którzy współczują Żydom muszą stać się sojusznikami w wywieraniu presji. Testem była sprawa Oświęcimia. Nie sposób tego, choćby pokrótce, streszczać. Przypomnę tylko, że Żydzi mocno domagali się przeniesienia sióstr Karmelitanek. W tej sprawie zostało podpisane zobowiązanie, które w Polsce w ogóle nie było konsultowane. A w momencie kiedy sygnatariusze tego zobowiązania nie mogli się z niego wywiązać - wówczas całe ostrze skierowane przeciwko Janowi Pawłowi II grożąc bojkotem papieskich pielgrzymek. I w tamtych warunkach Komisja Episkopatu Polski musiała niejako wspomóc Ojca Świętego, a w każdym razie zaoszczędzić ewentualnego wstydu. Karmelitanki zostały przeniesione.

To był tylko początek - potem pojawiła się sprawa krzyża na żwirowisku - gdyby krzyż został przeniesiony, to pojawiła się sprawa usunięcia wszystkich krzyży na terenie Oświęcimia, tak żeby nie było ich widać z obozu Birkenau. A potem kolejne żądania. Dzięki Bogu, na pewnym etapie ksiądz Prymas powiedział "Nie. Krzyż jest i będzie". Rozpoczęła się wielka nagonka przeciwko Prymasowi, przeżył ją bardzo, ale jest faktem, że krzyż został.

Skoro ten etap nie został przeskoczony, to nie posunięto się dalej. A dlaczego to było takie ważne? Bo w ten sposób chciano dokonać judaizacji Auschwitz jako symbolu zagłady Żydów, i całą II wojnę światową sprowadzić do wojny przeciwko Żydom, do zagłady Żydów. Cała inna martyrologia nie wchodziłaby w rachubę. A skoro "inni" wymordowali Żydów, to ci "inni" to nie tylko Niemcy, ale również Polacy, Litwini, Łotysze, Ukraińcy, Białorusini i Bóg wie kto jeszcze. I potem tę odpowiedzialność, narzuconą sztucznie, należało przełożyć na odpowiedzialność ekonomiczną. Skoro nie zdało to sprawy z Auschwitz, znaczy - nie zdało egzaminu z Auschwitz, przerzucono się na Jedwabne.

Jedwabne było przygotowywane od trzech lat - starannie i precyzyjnie. Kiedy mówiliśmy o tym wcześniej, to specjalnie nas nie chciano słuchać. Ksiądz Prymas dostawał - również - miał bardzo dobre informacje, że Jedwabne się szykuje. To jest starannie przygotowana kampania. Chodziło w niej o to, żeby z Polaków uczynić współsprawców Holocaustu, obok Niemców. Ale nie tylko o odpowiedzialność moralną chodzi, ale o odpowiedzialność polityczną.

W związku z tym ostrzegaliśmy kancelarię prezydenta i premiera, że nie wolno doprowadzić do tego, żeby polski rząd miał przepraszać Żydów. Ponieważ w języku dyplomatycznym za przeprosinami idzie, idą pieniądze. Proszę sobie przypomnieć np. casus tego samolotu amerykańskiego zestrzelonego w Chinach. Amerykanie bardzo długo nie chcieli przeprosić, ponieważ doskonale wiedzieli, że jeżeli przeproszą, to muszą potem Chińczykom płacić. Proszę sobie przypomnieć - teraz ostatni - casus Afryki. Tam wydano taką deklarację, że te narody białe przepraszają Murzynów za to, że ich wyniszczyły. A Murzyni natychmiast zatem powiedzieli: "skoro nas przeprosiliście to nam zapłaćcie teraz, dajcie nam odszkodowania za niewolnictwo, za to, za tamto, itd. itd.".

I z dialogu, proszę zauważyć, zaczęto robić, i z ludzi dialogu - zaczęto robić sprzymierzeńców kampanii czysto politycznej, ekonomicznej. Byli tacy, którzy na to poszli. Np. z pracujących w tych kręgach akademickich - ks. prof. Michał Czajkowski. Myśmy go prosili, mówili, ksiądz prymas również: "nie wolno ci tego robić". Pozostawało bez echa i pozostaje nadal. Natomiast byli tacy, którzy powiedzieli twardo "nie". I spowodowało to określone reakcje.

Ale nie posunęło rzeczy naprzód. Dla mnie takim krytycznym był rok 1998, do którego to czasu byłem takim współprzewodniczącym Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów. Drugim współprzewodniczącym był Stanisław Krajewski, Żyd. Chodziło o sprawę Auschwitz i krzyża w Auschwitz. Były na nas naciski, żebyśmy przyczynili się do tego, że krzyż z Auschwitz zostanie przesunięty, przeniesiony. Powiedziałem: "absolutnie to nie wchodzi w rachubę". Krajewski zadzwonił do mnie i powiada: "Słuchaj, no, to jest dialog - my musimy mówić jednym głosem". Mówię mu: "W porządku. Tylko czy to musi być Twój głos?". Tu nasze drogi się rozeszły, prawda? Bo mówienie jednym głosem, to mówienie tego czego oni chcą. I trzeba było po prostu twardo powiedzieć "nie".

Druga okoliczność, na którą warto zwrócić uwagę, ma charakter specyficznie religijny. Mianowicie my podejmujemy dialog chcąc lepiej zrozumieć siebie. Ale tu uwaga: wyszło mnóstwo książek typu np. - tytuły: "Jezus - Żyd praktykujący", i na okładce mężczyzna odwrócony, w tałesie, pod Ścianą Płaczu, co sugeruje, że tak wygląda Jezus - czyli tak jakby Jezus był współczesnym Żydem. To jest bzdura. Jezus - po raz trzeci powtarzam - nie przynależał do judaizmu talmudycznego ani rabinicznego, bo ten jest z gruntu anty-jezusowy i anty-chrześcijański.

Otóż, jeżeli podejmujemy dialog, to - i z judaizmem rabinicznym - to dlatego, że mamy świadomość, że także we współczesnej religii żydowskiej, pomimo wielkiego potencjału anty-chrześcijańskości, jest jednak pewna wierność i ciągłość z judaizmem biblijnym. I że rozmaite formy życia religijnego żydowskiego prowadzą wyznawców judaizmu do Pana Boga, i że jest to dla tych z nich, którzy żyją wedle swojego sumienia, no - skuteczna droga do Pana Boga.

ANTYSEMITYZM KONCESJONOWANY

My więc podejmujemy dialog z perspektyw, z przesłanek religijnych, teologicznych. Chcemy również lepiej zrozumieć siebie, i chcemy wyciągnąć rękę, podać rękę tym, którzy -tak jak my - wyznają Boga Jedynego. Żydów nie interesuje dialog teologiczny. Mało tego, mają - powtarzam to po raz drugi - zakaz teologicznych debat z chrześcijanami. Jeżeli nawiązują kontakty, to czynią to z przesłanek politycznych i społecznych, szukając wśród chrześcijan sojuszników do zwalczania antysemityzmu. I tylko tyle. Na tym się cała sprawa kończy. Jeżeli któryś chrześcijanin nie chce być sojusznikiem w zwalczaniu antysemityzmu - stawiają go natychmiast poza nawiasem.

A co to jest antysemityzm? Tutaj też nastąpiła pewna zmiana. Aż do lat 90. antysemitą był ten, kto nie lubił Żydów. Od początku lat 90. antysemitami mogą być również ci, których Żydzi nie lubią. I tu się zaczyna problem. Dlatego, że antysemityzm, antysemita, to może być nominacja - można zostać antysemitą z nominacji, prawda? I tu, czyli, jeżeli ktoś jest niewygodny - przylepia mu się etykietę. Taka etykieta w Ameryce czy w Kanadzie oznacza publiczną śmierć. Dziennikarz obrzucony tym, naukowiec obrzucony tym - traci posadę. Casus: Norman Davis. Casus: Finkelstein, który ma, sam jest Żydem z urodzenia, ale został okrzyczany antysemitą - można być więc i Żydem, i antysemitą, to już jest wyjątkowa dialektyka. Więc, więc proszę zwrócić uwagę, że cała ta sprawa się bardzo mocno rozmywa.

No i ostatnia, ostatnia - że tak powiem - uwaga, która pozwala nam to zrozumieć, nie zrozumieć, ale - zobaczyć jak to jest bardzo trudne. Otóż, proszę księży, mi się wydaje, że w tym wszystkim aktualnie jest ogromny impas. Dlaczego ten impas? Dlatego, że znaleźli się ludzie, którzy nazywają rzeczy po imieniu. Ponieważ Żydzi do tej pory - wśród katolików - szukali takich, którzy powtarzali to, co im się podobało (tym Żydom), albo co Żydzi chcieli słuchać.

W momencie, kiedy po stronie katolickiej pojawiły się osoby, które nazywają rzeczy po imieniu, nastąpiła próba zwekslowania ich na bok i takiego ułożenia - modelu takiego dialogu, który się Żydom podoba. Na to można Żydom odpowiedzieć krótko, po żydowsku - czyli tak jak rabin Mendel z Kocka. A rabin Mendel z Kocka powiedział tak: "Jeżeli ja to jestem ja, bo Ty to jesteś Ty, to ani ja nie jestem ja, ani Ty nie jesteś Ty". Czyli: jeżeli ja podejmuję jakąś rozmowę, po to, żeby się tobie przypodobać, to ani ja nie jestem sobą, ani ty nie jesteś sobą. Ale rabin dalej powiedział: "Jeżeli ja to jestem ja, bo ja to jestem ja, a Ty to jesteś Ty, bo Ty to jesteś Ty, to wtedy ja to jestem ja, a Ty to jesteś Ty, i możemy ze sobą gadać".

Więc wtedy będzie dialog, jeżeli chrześcijanie pozostają sobą, Żydzi - jeżeli tak chcą - pozostają sobą, i te rzeczy są nazywane otwarcie, i nazywane bez kompleksów. Jeżeli coś takiego się dzieje, jeżeli by się coś takiego odbywało, to wtedy ten, te wzajemne kontakty mają sens. Bez tego przeobrażają się w umizgi, które - w moim przekonaniu - prowadzą, z chrześcijańskiej strony - donikąd, a nawet więcej - one przesądzają o tym, że następuje rozmywanie chrześcijańskiej tożsamości, a więc - osłabianie chrześcijaństwa, czyli rozsadzanie go od środka.

Dziękuję bardzo."

 


Czemu Żydzi nienawidzą Polaków? Spotkanie z dr Ewą Kurek

przedruk z http://naszeblogi.pl/49529-czemu-zydzi-nienawidza-polakow-spotkanie-z-dr-ewa-kurek

2014-09-20 22:34

  W piątek, 19.09.2014 byłam w kawiarni Niespodzianka /Marszałkowska 7 w Warszawie/na spotkaniu z dr Ewą Kurek, historykiem, autorką wielu książek m.in. "Poza granicą solidarności" o stosunkach polsko-żydowskich 1939-1945.  Właśnie ukazało się jej drugie wydanie.  Kupiłam je i do tej pory zdołałam pobieżnie przejrzeć.

  Spotkanie zaczęlo się o 19:10 a skończyło o 20:45.  Zorganizowało je Centrum Edukacyjne Powiśle.  Po prelekcji i po półgodzinnej przerwie wyświetlono 50- minutowy film dokumentalny dr Ewy Kurek "Kto ratuje jedno życie..." o zakonnicach ukrywających żydowskie dzieci w klasztorach podczas hitlerowskiej okupacji.  Obecnych było ok. 30 osób.  Jest już relacja wideo z tego spotkania nakręcona przez blogera Raven59  /TUTAJ/.

  Dr Ewa Kurek zaczęła od stwierdzenia, iz nie sposób zrozumieć tego, co działo się z Żydami i Polakami podczas okupacji bez uwzględnienia faktu, iż Żydzi należą do innej cywilizacji niż zachodni Europejczycy i mają inny system wartości.  Powiedziała dolkładnie to, co napisała w swej książce /str. 198-202/:

  "Życie żydowskich kobiet i żydowskich mężczyzn toczyło się od tysiącleci w wąskich wyznaczonych przez religię ramach.  Wszelkie odstępstwo od tworzących te ramy zasad było z zasady niemożliwe.  W żydowskim życiu nie bylo miejsca na indywidualizm".  I dalej:

  "Pierwsze tradycyjne prawo żydowskie mówi o możliwości  składania w ofierze życia części Żydów w celu ratowania życia reszty społeczności żydowskiej(...)

  Drugie prawo żydowskie mówi o nieograniczonym prawie Żydów do ratowania się od natychmiastowej śmierci".  Zgodnie z nimi:

  "W świetle żydowskiego prawa i tradycji haniebne czyny żydowskich katów zostaly usprawiedliwione.  Rozdział X izraelskiej ustawy z roku 1950 uwalniał ich wszak od winy, jeśli dowiedli, że uczestniczyli czynnie w zagładzie własnego narodu "w zamiarze uratowania się od groźby natychmiastowej śmierci".".

  W chrześcijańskiej cywilizacji zachodniej królowały zaś: wywodzący się jeszcze od św. Augustyna indywidualizm oraz moralny obowiązek obrony słabszych przez silniejszych.  Oddanie życia za drugiego człowieka było oceniane jako bohaterstwo.

  Potem Ewa Kurek nakreśliła krótko historię stosunków polsko-żydowskixh od Kazimierza Wielkiego do roku 1918.  Wspomniała o tym, że w I RP Żydzi trworzyli swoiste państwo w państwie.  Chroniły ich przywileje królewskie, mieli szeroką autonomię, własne sądy i sejmy.  Zajmowali się finansami i handlem, zyjąc w swym odrębnym swiecie żydowskiej religii i żydowskich zwyczajów.  Wszystko zmieniły zabory.

  Okazało się, że Żydzi nie są zainteresowani walką o wolność Polski.  Ludzie tacy, jak Berek Joselewicz stanowili ułamek procenta społeczności żydowskiej.  Natomiast po odzyskaniu niepodległości przez nasz kraj w 1918 roku Żydzi zażądali utworzenia w dzielnicach żydowskich polskich miast autonomii żydowskich - takich mini państewek .  Polski Sejm odrzucił te żądania i ten fakt wzbudził, wg Ewy Kurek, nienawiść Żydów do Polaków.

  Obraz stosunków polsko-żydowskich podczas okupacji hitlerowskiej i zagłady Żydów jest wypaczony przez fakt, że wojnę przeżyli przede wszystkim Żydzi zasymilowani, mieszkający przedtem wśród Polaków.  Jednak 85% Żydów w Polsce to byli Żydzi, którzy mieszkali od pokoleń w swych tradycyjnych dzielnicach, niezwiązani z Polską, nie znający nawet polskiego języka.  Wyznawali na ogół chasydyzm, a ich życie regulowały gminy żydowskie.  Oni wszyscy padli ofiarą Holocaustu i nie pozostawili po sobie prawie żadnych świadectw.  Zostali zapomniani.

  Po klęsce Polski w 1939 roku elity żydowskie postawiły na współpracę z Niemcami.  Za cenę uległości wobec nich chciały uzyskać realizację swojego planu utworzenia żydowskich autonomii w dzielnicach żydowskich /gettach/.  Nie można tego uważać za zdradę Polski, gdyż polscy Żydzi czuli się zupełnie odrębnym od Polaków narodem /i byli nim/.

  Gdy Niemcy ustanowili getta w których rządziła /pod nadzorem Niemców, oczywiście/ czysto żydowska administracja i policja, większość Żydów była z tego zadowolona.  Jak napisała Ewa Kurek:

  "Skutkiem tego po upływie pierwszych trzech lat wojny [w lipcu 1942] mieli wprawdzie polscy Żydzi rozrzucone na terenie całej Polski upragnione struktury autonomiczne, których kursowały zydowskie tramwaje, dzieci żydowskie uczyly się w żydowskich szkołach żydowskiego języka, płacono żydowskimi pieniędzmi, przestępcow łapała żydowska policja (...), lecz w sensie polityczno militarnym i mentalnościowym byli bezbronni i osamotnieni.  Skazani tylko i wyłacznie na siebie i łaskę Niemców.".

  W tym okresie Żydzi czuli sie bardziej bezpieczni w gettach niż poza nimi.  Niemcy mordowali wielokrotnie wiecej Polaków niż Żydów.  Getto warszawskie otoczono murem na polecenie Niemców, ale prace budowlane przeprowadziła i sfinansowała Gmina Żydowska.  NIkt nie próbował sabotować robót.  Uważano, że za murami da sie jakoś przetrwać wojnę.  Snuto nawet plany obrony getta przed ... Polakami.

  Jak grom z jesnego nieba spadła na wszystkich decyzja Niemców o wymordowaniu europejskich Żydów.  Podjeto ją w 1941 i była oczywiście tajna.  Realizację rozpoczęto w lipcu 1942 roku, wywożąc pierwsze transporty Żydów do obozów zagłady.  Wtedy dały o sobie znać tradycyjne prawa żydowskie sformułowane wyżej.

   Żydowska policja oraz administracja ukrywały prawdę przed ludnością getta wmawiając jej, że wysiedlani jadą na wschód do pracy, a sobie, iż poświęcają część Żydów, by uratować resztę.  To oni sporzadzali listy Żydow i zapędzali ich do wagonów.  Wykonywali najbardziej pracochłonną i brudną część pracy przy wywózce.  Potem chodzilo im już tylko o własną skórę. Na koniec i oni zostali w większości zabici przez Niemców.

  Ewa Kurek przekonywujaco dowodzi, że gdyby nie współpraca żydowskich władz gett, przeprowadzenie Holocaustu w takich rozmiarach byłoby niemożliwe.  Zagładę getta warszawskiego nadzorowało 50 esesmanów, i kilkuset żołnierzy, głównie Ukraińcow i Łotyszy.  Mieszkało w nim prawie pół miiona ludzi.  Tak więc, ci co chcieli zbudować "żydowskie autonomie" stali się katami własnego narodu.  Ich liczebność ocenia się na 6-10% ogółu Żydów.  Ewa Kurek twierdzi, że należała do nich głównie żydowska inteligencja, między 1/3 a 2/3 jej liczby.

  A co na to Polacy?  Już 1941 roku Niemcy wydali rozporzadzenie, że wszelka pomoc Żydom przebywajacym poza gettami będzie karana śmiercią całej udzielajacej pomocy rodziny.  Polacy mieli też surowy zakaz wchodzenia do gett.  Aby więc pomoc Żydowi była możliwa, spełnione musiały być dwa warunki: Żyd musiał wydostać się z getta, a Polak musiał byc gotowy zaryzykować dla niego życiem swoim i swej rodziny.

  Nonsensem są więc zarzuty pod adresem Polaków , że nie uratowali więcej  Żydow.  Tylko najwyżej 10% Żydów bylo gotowych opuścić getto.  A i mało Polaków chciało poświęcić swe rodziny dla obcych sobie Żydow.  Niemniej Kościół Katolicki i AK robiły co mogły, ale mogły niewiele.

  Wskutek wspólpracy żydowskiej administracji gett z Niemcami oraz bierności ogółu Żydów, zagłada przebiegła sprawnie /od lipca 1942 do kwietnia 1943/, a z 3 milionów 335 tys.  Żydow polskich wojnę przeżyło 369 tys. /wg Normana Davisa/.  Okolo 170 tys. z nich ocalało dzięki ucieczce na wschód, do Sowietów  Były tylko dwa powstania w Warszawie i Bialymstoku w których uczestniczylo po kilkuset bojowników.

  Na sali była obecna  p. Anna Ciałowicz, historyczka z Gminy Żydowskiej.  Jest ona specjalistką w dziedzinie prawa żydowskiego, oraz dobrze zna język jidisz i hebrajski.  Korzystała ona ze źródeł w tych jezykach.  Jej badania potwierdziły wnioski dr Kurek.  Pani Ciałowicz odpowiadała też na pytania z sali razem z Ewą Kurek.

  Pierwsze pytanie dotyczylo Jedwabnego.  Dr Kurek skrytykowała decyzję Lecha Kaczyńskiego o zrezygnowaniu z ekshumacji ofiar tego mordu.  Prezydent został pzrez Żydow oszukany.  Jak powiedział p. Cialowicz prawo żydowskie nie zanazuje przeprowadzania ekshumacji, a wręcz nakazuje je w przypadku takim, jak ten.  Wtrącił sie p. Pruszyński i poinformował, ze okolicę Jdwablego policja przebadała radarem geologicznym i stwierdzono obecnośc 123 szkieletów.  Tyle więc prawdopodobnie było ofiar tego mordu.

  Pytano też o kapłanów żydowskich.  Okazalo sie, że rabini nie są kapłanami, ale istnieje grupa takzwanych kohele, czyli potomków dawnych kapłanow Światyni Jerozolimskiej, którzy sa nadal za kapłanów uawżani.  Dr Ewa Kurek powiedziała, ze ostatnio pracowała nad książka o Rosji p.t "Rosji ogarnąć rozumem się nie da" i zdumiała ją analogia między niektórymi aspektami prawosławia a chasydyzmem.  Rosyjskimi odpowiednikami chasydów sa "starcy".  Religie te łączy też aspekt wspólnotowy.

  Po zakończeniu projekcji filmu rozmawiałam z panem, który powiedzial mi, że w budowanym przez o. Rydzyka kościele w Toruniu jest specjalna kaplica poświęcona Polakom ratującym Żydow.  O. Rydzyk zbiera więc wszelkie informacje o nich.

Obejrzyj:

 

 

Poczucie winy

Vittorio Messori w swojej książce "Czarne karty Kościoła" przeciwstawia się wielu fałszywym opiniom dotyczącym historii Kościoła . W jednym z jej rozdziałów tak pisze o "Poczuciu Winy" jakie propaganda antychrześcijańska usiłuje od lat wmówić ludziom wierzącym :

"Po trzech dniach męczącej podróży, Leo Moulin, liczący sobie osiemdziesiąt jeden lat, jest wypoczęty, elegancki, skupiony i serdeczny jak zawsze. Moulin, przez pół wieku profesor historii i socjologii na uniwersytecie w Brukseli, autor wielu fascynujących książek, jest jednym z najbardziej znaczących intelektualistów w Europie. Chyba najlepiej zna średniowieczne zakony religijne i jak rzadko kto bardzo podziwia mądrość ówczesnych mnichów. Zaraz po odsunięciu się od lóż masońskich, których był aktywnym członkiem („Bardzo często — powiada — przynależność do nich jest nieodzowna, jeśli chce się zrobić karierę uniwersytecką, dziennikarską lub wydawniczą: wzajemna pomoc «braci masonów» nie jest mitem, jest rzeczywistością"), przyjął postawę świeckiego racjonalisty, którego agnostycyzm graniczy z ateizmem.Moulin radzi mi, abym powtórzył wierzącym jedną zasadę, która dojrzewała w czasie jego długiego życia, nauki i doświadczeń: „Posłuchajcie tego starego niedowiarka, który wie, co mówi: Mistrzowska propaganda antychrześcijańska zdołała wytworzyć u chrześcijan, zwłaszcza u katolików, złą świadomość, opanowaną niepokojem, jeśli już nie wstydem, z powodu własnej historii. Siłą stałego nacisku, od reformacji aż do naszych czasów, zdołała przekonać was, że jesteście odpowiedzialni za całe, albo prawie całe, zło na świecie. Sparaliżowała was na etapie masochistycznej auto krytyki, aby zneutralizować krytykę tych, którzy zajęli wasze miejsce".Feminiści, homoseksualiści, tercermundyści , pacyfiści, reprezentanci najróżniejszych mniejszości, kontestatorzy i niezadowoleni z jakichkolwiek powodów, naukowcy, humaniści, filozofowie, ekolodzy, obrońcy zwierząt i świeccy moraliści: „Pozwoliliście, aby za wszystko, nawet za kłamstwa, bezdyskusyjnie obarczali was. Nie było w historii problemu, błędu lub cierpienia, którego nie przypisaliby wam. A wy, niemal zawsze nie znający swojej przeszłości, zaczęliście w to wierzyć, a nawet wspomagać ich w tym działaniu. Tymczasem ja (agnostyk, ale także i historyk starający się być zawsze obiektywnym) mówię wam, że macie przeciwstawiać się temu w imię prawdy. W rzeczywistości bowiem większość zarzutów jest nieprawdziwa. A jeśli któryś ma nawet jakieś uzasadnienie, to oczywiste jest, że w rozliczeniu dwudziestu wieków chrześcijaństwa światła zdecydowanie górują nad ciemnościami. Dlaczego więc nie żądacie odpowiedzialności od tych, którzy żądają jej wyłącznie od was? Czyż rezultaty ich pracy są lepsze od waszych? Z jakich ambon, skruszeni, słuchacie kazań?" Mówi też o średniowieczu, które studiował: „Owe wstydliwe kłamstwa o «ciemnych wiekach», czyżby były inspirowane wiarą płynącą z Ewangelii ? Dlaczego więc to, co pozostało nam z tamtych czasów, odznacza się tak fascynującym pięknem i mądrością ? Także w historii trzeba kierować się zasadą przyczyny i skutku..."

Codziennie przemierzając samochodem peryferie Mediolanu, myślę o historyku z Brukseli. Tutaj, podobnie jak i na innych zurbanizowanych peryferiach, jakiś współczesny Dante mógłby umieścić jedną ze swoich sfer piekielnych:ogłuszający hałas, przykre zapachy, sterty śmieci i odpadów, zatrute wody, chodniki zatarasowane zaparkowanymi samochodami, szczury i myszy, zwariowany beton i źdźbła toksycznej trawy. Gdzie nie spojrzeć — tam gniew i nienawiść jednych wobec drugich: kierowców taksówek wobec kierowców ciężarówek, pieszych wobec zmotoryzowanych, klientów wobec sprzedawców, tych z Północy wobec tych z Południa, Włochów wobec obcokrajowców, robotników wobec właścicieli, dzieci wobec rodziców. Degradacja zaczyna gnieździć się dużo wcześniej w sercach niż w środowisku.

Na końcu meta: wielki klasztor, starożytny dom zakonny. Uspokojony uwolnieniem się od samochodu przechodzę przez bramę. Nagle cały świat wokół mnie się zmienia. Wielki, liczący wieki dziedziniec, zamknięty ze wszystkich stron kolumnadami, podtrzymuje ducha harmonią swych łuków. Cisza, piękno fresków, spoistość budowli, chłód cieni. Nieco dalej, za dziedzińcem, znajduje się duży ogród, ostatnia ostoja drzew, w których schroniło się wszystko, co jeszcze żyje lub fruwa nad zdewastowaną, pobliską okolicą. Gościnność zakonników pozwala odczuć, że ci ludzie, mimo wszystko, starają się czynić dobro i jeszcze wierzą, że można kochać.

Z odrobiną ironii i smutku myślę o zemście historii ostatnich dwóch wieków, w której brali udział różni ludzie, zjednoczeni pragnieniem zniszczenia chrześcijańskich znaków, zaczynając od zakonów. Chcieli koniecznie zniszczyć te miejsca pokoju i piękna, ponieważ uważali je za oazy obskurantyzmu, anachroniczne przeszkody na drodze do zbudowania wyśnionego „nowego świata".

Za ogrodem mamy owoc obiecanego świetlanego jutra. Nigdy jeszcze świat w imię humanitaryzmu nie stał się tak nieludzki. Pomylono się: rzeczywistość i nadzieja na świat bardziej ludzki przetrwają — jednak jak długo ? — w tych ostatnich religijnych ostojach, które przeżyły (dzięki cudowi, przypadkowi i uporowi chrześcijan, wzmagającemu się w chwilach trudności) furię „oświeconych". Ich dzieci i wnuki także chronią się w tych miejscach, lamentując nad tym, co utracono i ciesząc się, że jednak coś ocalało przed wściekłością niszczycieli.Jeśli drzewo poznaje się po owocach, warto z tego, co powiedzieliśmy, wyciągnąć pewne wnioski, chociażby tylko dlatego, aby postępować zgodnie z zaleceniem Moulina, starego filozofa-agnostyka, skierowanym do wierzących, a dotyczącym „przyczyny i skutku..." My także mamy nasze wady i trzeba uważać z ukrywaniem ich. Rzeczywistość chrześcijańska zawsze miesza to, co boskie, z tym, co ludzkie. "Ecclesia — casta et meretrix" , jak nas pouczają Ojcowie Kościoła. I tacy zawsze byli jego synowie. Popatrzmy wokół nas z zawstydzeniem i onieśmieleniem. Miłość nie jest już możliwa bez prawdy, zarówno wśród nas, jak i wśród innych ."

Z kolei w innym swoim tekście,  wspomniany Vittorio Messori pisze tak:

/.../Kryzys ostatniego dwudziestolecia - który opróżnił kościoły i seminaria duchowne oraz doprowadził do masowych ucieczek, do porzucania chwalebnych tradycji - ma swoje przyczyny czysto wewnętrzne. Jest to kryzys zaufania do samego siebie; może raczej kryzys wiary, a nie struktur.Nic bardziej żywotnego natomiast, pomimo wszystko, nad Kościół z XIX wieku, atakowany zewsząd przez laicyzm, który chciał go wyrwać z korzeniami, ale mocny i trwały, ponieważ przekonany o swym słusznym prawie do istnienia, ożywiony pewnością, że Bóg jest z nim, a zatem portae Inferi nie zwyciężą go . Kościół rzymski okazał się na koniec zwycięski również w Europie Wschodniej, zaatakowanej i okupowanej przez marksistów rosyjskich. Są już jednak niepokojące znaki, że opór katolicyzmu wschodniego, nieugiętego, gdy przeciwstawiał się temu, co przychodziło z zewnątrz, skończy i rozpadnie się pod naporem wirusów wewnętrznych, które już zniszczyły chrześcijaństwo zachodnie.

Wśród tych wirusów jednym z najbardziej niebezpiecznych i podstępnych jest wirus wyrzutów sumienia, poczucia winy, podsycanego bynajmniej nie bezinteresownie z zewnątrz i przyjmowanego, aklimatyzowanego również przez rozległe obszary kościelne, a więc od wewnątrz. W poprzednim artykule mówiliśmy o kampanii, prowadzonej od dziesiątków lat na sposób naczyń włosowatych, a polegającej na tym, by nieustannie wytwarzać i gdzie się da podsycać "zawstydzenie" chrześcijan z powodu ich postawy wobec Żydów. W połączeniu z przemyślna instrumentalizacją każdej "czarnej plamy" (prawdziwej lub domniemanej), jest to krecia robota, zmierzająca do tego, by pozbawić wierzących uczucia spokoju z powodu ich przeszłości, a więc zniechęcić ich, skłonić do kapitulacji, odebrać im wiarygodność w ich własnych oczach.

Ta batalia jest decydująca. Chodzi w niej o sama przyszłość Kościoła, wielu bowiem chrześcijan nie uświadamia sobie tej podstępnej strategii. Inni zaś, także liczni, w przekonaniu, że postępują dobrze, uczestniczą żarliwie w oczernianiu historii swojego Kościoła. Dlatego proponujemy do zastanowienia się - i oczywiście także do dyskusji, gdyby diagnoza nie wydawała się prawidłowa - urywek nie dawno zmarłego pisarza francuskiego, Alexisa Curversa. Cytat jest długi, ale warto się z nim zaznajomić. Posłuchajmy:

"Od dawna toczy się, a dziś wręcz nasila, kampania w wielkim stylu, zmierzająca do podkopania moralnej trwałości Kościoła przerostem chorobliwego i bezpożytecznego uczucia, jakim jest poczucie winy. Rzecz ma kapitalne znaczenie, ponieważ najpewniejszym środkiem, żeby skłonić każdy organizm do samobójstwa, jest zaszczepienie mu wyrzutów sumienia. Czym innym jest oczywiście konstruktywna skrucha, która przewyższa, naprawia i zastępuje zło dobrem, czym innym są natomiast wyrzuty sumienia, które zżerają człowieka, a niekiedy w ukryciu znajdują upodobanie w swoim piekle, zaludnionym widmami wstydu, który prowadzi do rozpaczy. Wyrzuty sumienia niczego nie rekompensują. Przeciwnie, wszystko niszczą. Dopełnia się dzieło grzechu, czyniąc go w jakimś stopniu wiecznym, odbierając grzesznikowi ufność i odwagę, konieczne do jego poprawy i do jego obrony".

Tak kontynuuje pisarz francuski: "Te wyrzuty sumienia są zasiewem śmierci, rzucanym od pewnego czasu, na setki sposobów, przez działalność wywrotową w duszę Kościoła i tej Europy, do której stworzenia przyczynił się sam Kościół. Dwa tysiące lat chrześcijaństwa nie są na pewno historia bez skazy. Ale są to skazy dawne, pomimo których chrześcijaństwo jawi się stale w nowym blasku. Jednakże te wyblakłe plamy są ciągle odświeżane, naznaczane niezmywalnym piętnem, pokazywane bezustannie oczom ludzi wierzących, i w ogóle Europejczyków o tradycji chrześcijańskiej, w taki sposób, że to, co powinno być jedynie godnym pożałowania wspomnieniem, osiada w sumieniach i staje się obsesją.

Inkwizycja, kolonializm, podbój obydwu Ameryk, Galileusz, antysemityzm, ugody z faszyzmem - wciąż krzyczy się, że to wy jesteście odpowiedzialni za te zbrodnie lub co najmniej solidarni z ich sprawcami. Równoważne im zbrodnie, tyle że nie można ich przypisać Kościołowi i Europie, które właśnie były ich ofiarami, są traktowane z wielką pobłażliwością. Różne mity i «czarne legendy», wymyślone i sterowane przez osoby inteligentne, które bynajmniej nie kryją się ze swymi planami zniszczenia chrześcijaństwa, są rozpowszechniane przez tłumy głupców, ludzi źle poinformowanych, a także przez masochistów wewnątrz samego Kościoła i odnoszą tryumfy w jego organizmie, któremu wszczepiono zarazki wyrzutów sumienia. Wszystkie metody warunkowania, uzależniania umysłów przyczyniają się do dzieła infekcji moralne, po mistrzowsku wprowadzanej już od szkoły podstawowej i wspieranej przez system mass mediów, przemyślnie odciągających od ludzi od możliwości właściwego odczytania faktów i w konsekwencji - od myślenia. Tak uprawiana gleba jest gotowa przyjąć zasiew propagandy i go zwielokrotniać. Toteż siewcy kąkolu wyrzutów sumienia, widząc, że gra jest warta świeczki, próbują dziś (skutecznie wspomagani przez «chrześcijan», przez «katolików»,) wyrwać z korzeniami to wszystko, co jeszcze stawia opór ich dziełu rozbrajania umysłów, osłabiania resztek odporności wiary".

Literatura:

1. V.Messori  - Czarne karty Kościoła - Katowice 1998.

2. PRZEMYSLEĆ HISTORIĘ. Katolicka interpretacja ludzkiego losu, Tom II, Kraków 1999.

Kościół  i  nauka  

Zachęcam zainteresowanych do zapoznania sie z bardzo ciekawą pracą księdza Jose Maria Moralesa, przedstawiającą w sposób niemal encyklopedyczny ogromny wkład ludzi Koscioła Katolickiego w rozwój nauki na przestrzeni wieków

"Kościół i nauka – konflikt czy współpraca? "

przeł. Szymon Jędrusiak, Wydawnictwo WAM, Kraków 2003.

Ponadto poniżej zamieszczono fragmenty spisu tresci pokazujące na jak wielu polach nauki i oświaty działał Kosciół katolicki 
wbrew wrogiej mu propagandzie lansującej mit ciemnoty i zacofania średniowiecza

CZĘŚĆ I

HISTORYCZNA PANORAMA

UDZIAŁU KOŚCIOŁA W ROZWOJU NAUKI

WSTĘP: NAUKA I TECHNIKA

Rozdział 1

UDZIAŁ KOŚCIOŁA W ZACHOWANIU

  

Rozdział 2

ROLA KOŚCIOŁA W ROZPOWSZECHNIANIU

Rozdział 3

ROLA KOŚCIOŁA W NARODZINACH UNIWERSYTETÓW

Rozdział 4

ROLA KOŚCIOŁA W PRZYGOTOWANIU

Rozdział 5

EWANGELIZACYJNA EKSPANSJA KOŚCIOŁA

Rozdział 6

GREGORIAŃSKA REFORMA KALENDARZA

Rozdział 7

OBSERWATORIA

Rozdzał 8

UNIWERSYTETY

Rozdział 9

AKADEMIE I TOWARZYSTWA NAUKOWE

Rozdział 10

LUDZIE KOŚCIOŁA W POSTRENESANSOWYM

  

CZĘŚĆ II

NA STYKU NAUKi WYBRANE PROBLEMY

Rozdział 11

BIBLIA I NAUKA

Rozdział 12

SPRAWA GALILEUSZA

WE WCZESNYM ŚREDNIOWIECZU

 “Inwazje barbarzyńców zatrzymały ewolucję kultury Zachodu i pchnęły ją wstecz... Wojenne pożogi położyły kres wszelkiej naukowej twórczości oraz istnieniu wielu struktur społecznych, które zapewniały jej ciągłość". “Upadek Zachodniego Imperium oznacza także ruinę kultury klasycznej. Ośrodki naukowe upadają, na głucho zamykane są instytucje kulturalne i pedagogiczne; nastaje czas chaosu i barbarzyństwa. Nauka zamiera, albo może lepiej - zostaje porzucona". W podobnych barwach to, co się stało, odmalowuje Beaujeu: “Nauka starożytna, w chwili gdy zadawano jej i całemu Imperium Zachodniemu ostateczny cios, była głęboko - być może już nieodwracalnie - upośledzona. I jeśli materialne i moralne warunki stworzone przez pierwszych Lagidów dały silny impuls do rozwoju nauki hellenistycznej, tak zniszczenia dokonane przez germańskich najeźdźców i ich późniejsze panowanie unicestwiły moralne i materialne możliwości rozwijania nauki czy prowadzenia jakichkolwiek badań".

Zbawienny trud mnichów

Znaczenie Kościoła po rozpadzie Imperium, trafnie oddają słowa Ducasse'ego: “W ciągu kilku stuleci ucywilizowane niegdyś przez Rzym ludy znalazły się na poziomie kulturowo-społecznym znacznie niższym niż w starożytności, nawet tej przedhelleńskiej... Klęska była tak wielka, cierpienia tak długotrwałe i dotkliwe, że zmusiło to ludzi do ponownego rozbudzenia myśli technicznej i wyniesienia jej z ówczesnego nędznego stanu na wyższy poziom. Tak w skrócie można by określić gigantyczne dzieło średniowiecza.

Podejmowali je czasami przywódcy polityczni, jednak najczęściej siłą sprawczą był Kościół. Przemienna uprawa pól, udoskonalana technika karczunku, lepsza orka - gdziekolwiek by spojrzeć, wszędzie impuls wychodził od Kościoła, a zwłaszcza od zakonów monastycznych... System uprawy roli i prawidła gospodarki rolnej trzeba było budować niemal od początku".

“Nie ma się więc co dziwić legendarnej popularności owych pionierskich mnichów, osiadłych w lasach i na pustkowiach... Od VI do X wieku jeszcze na niewielką skalę, potem, zwłaszcza od IX do XIII wieku, rolnicza kolonizacja i przygotowywanie nowych ziem pod uprawę prowadzone były przez zakony metodycznie". Z drugiej strony nastąpił wtedy “rozwój rzemiosł, które Kościół wspierał reorganizując swoje warsztaty i szkoląc rzemieślników różnych specjalności".

A oto, co napisał Hull: “panowała tak duża niepewność jutra (w okresie 500-1000 r. n.e.), że postęp intelektualny był praktycznie niemożliwy. Stąd dług, jaki ma Europa wobec Kościoła jest trudny do przeszacowania. Wpływ Kościoła w tych mrocznych wiekach, cywilizacyjny i unifikujący, miał ogromne znaczenie dla kształtowania się Europy".

W okresie od V do VIII wieku “wszelka działalność kulturowa odbywa się pod osłoną murów benedyktyńskich klasztorów i bardzo powoli przenika do szkół katedralnych, klasztornych i pałacowych. Kościół stał się depozytariuszem i protektorem kultury starożytnej w owym czasie kulturowego zaćmienia". “Wszyscy historycy oddają sprawiedliwość wielkiemu dziełu zakonników, którzy pozwolili Europie przetrwać nieuchronne wstrząsy towarzyszące jej narodzinom... Do życia kulturalnego należało także czuwanie nad ogniem wiedzy i nauki, w epoce, gdy intelektualne zajęcia straciły dla większości sens". Mnisi przyjęli rolę orędowników starożytnej wiedzy.

Rzymianin Magnus Aurelius Cassiodorus (ok. 490-583) w sędziwym wieku wycofuje się z życia świeckiego i w Sauillace na południu Włoch zakłada klasztor w Vivarium, którym kieruje i gdzie dokonuje żywota. Zakonnicy wspólnoty spędzają czas na przepisywaniu prac dawnych mistrzów, które Kasjodor cierpliwie wyszukuje. Jest to bodaj pierwsza tego typu wspólnota. To, co zapoczątkował Kasjodor, będzie kontynuowane w następnych wiekach w klasztorach średniowiecznych, zwłaszcza benedyktyńskich.

Tradycja monastyczna zrodziła się w Egipcie. Przyjęła się najpierw na wybrzeżach Prowansji wraz z założeniem klasztorów w Lerins i Saint-Victor de Marseille (w latach 410 i 418), potem w Irlandii za sprawą św. Patryka i jego uczniów (około 452). Mnisi irlandzcy trafiają do wszystkich krajów celtyckich, Szkocji, północnej Anglii i Armoryki.

U schyłku VI wieku Szkoci przeniknęli do królestwa frankońskiego i do plemion germańskich, zakładając klasztory w Luxeuil (610) i St. Gallen (612) we Francji oraz Bobbio w Italii. Potężnym impulsem dla mo-nastycyzmu stało się ogłoszenie około 525 r. przez św. Benedykta słynnej reguły. Klasztor w Monte Cassino przekształcił się w opactwo-matkę benedyktynów, których klasztory, pełniące także rolę ośrodków kultury, pojawiają się na znacznym obszarze Europy.

Mianem skryptorium określano pomieszczenie istniejące przy każdym dużym klasztorze, gdzie mnisi - skryptorzy kopiowali manuskrypty, w całkowitej ciszy oddając się swej żmudnej pracy. Posługiwali się minuskułą karolińską, pismem lombardzkim albo wizygockim. Bardzo często klasztory wymieniały między sobą kodeksy, by uzupełnić własne zbiory biblioteczne; ocaliło to przed zgubą wiele starożytnych pism. Beaujeu stwierdza: “Bez Kasjodora i jego mnichów, i wszystkich, którzy przez te wszystkie wieki niezmordowanie kopiowali rękopisy, cały dorobek literacki i naukowy minionych epok zostałby zaprzepaszczony w tej strasznej dziejowej katastrofie... i zapewne nigdy ludzkość nie dojrzałaby do Odrodzenia".

“Okres pomiędzy V a X wiekiem możemy nazwać epoką medycyny klasztornej. Mnisi z zapałem poświęcają się zachowaniu wiedzy klasycznej ocalałej po barbarzyńskiej nawale... Spuścizna kulturowa zawarta w ich bibliotekach, wzbogacanych powoli acz systematycznie dzięki pracy kopistów, przekształciła klasztory w ośrodki intelektualne i naukowe o pierwszorzędnym znaczeniu"24.

“W wieku VI benedyktyni rozpoczęli studiowanie niektórych dzieł Hipokratesa i Galena i stopniowo upowszechniali te pisma na Zachodzie". “To właśnie klasztorom benedyktyńskim przypisać należy wielką zasługę powołania do życia w owych trudnych czasach pierwszych szpitali. Mnisi zakładali i otaczali troskliwą opieką małe ogrody botaniczne; prowadzili też skromne biblioteki medyczne, w których znaleźć można było prace Pliniusza, Celiusa Aurelianusa, Celsusa, streszczenia i wypisy zCorpus hipocraticum,z dzieł Galena i Dioskuridesa, a nawet pewnych śladów Pawła z Eginy i Aleksandra z Tralles".

Rdzeń naukowej literatury medycznej miał rodowód “kościelny, jak widać na przykładzieCommentarium MedicinaleBenedykta Crispo, arcybiskupa Mediolanu (681)... czy późniejszego traktatu medycznego o chorobach i środkach zaradczych pióra opata Monte Cassino, Bertaria (857-884), w IX wieku".

Od Kasjodora do Hrabana Maura

Choć wieki średnie ogarnął naukowy i kulturowy mrok, na jego tle niczym gwiazdy jaśniało kilka wielkich indywidualności. “Mimo wszystko, pewna część ludzi światłych zaczyna odczuwać ciężar odpowiedzialności, jaki spoczął na ich barkach, a mianowicie: “ocalić i przekazać następnym pokoleniom spuściznę starożytności". Ci ludzie, jak podkreśla Carreras Artau, to duchowni. “Nauka przestaje mieć znaczenie; jedynie kilka wybitnych postaci wywodzących się z Kościoła, świadomych, iż wiedza gromadzona wysiłkiem tylu pokoleń może bezpowrotnie zginąć, pospieszyło pisać encyklopedie. Usiłowali w nich zebrać dla potomnych przynajmniej jakąś część starożytnej wiedzy".

Wymienia się przy tej okazji zazwyczaj kilka nazwisk: Włocha Kasjodora, Hiszpana św. Izydora (560-636), Anglików: św. Bede (ok. 673-735) i Alkuina (735-804) oraz Niemca Hrabana Maura (ok. 780-856).

Kasjodor, oprócz poświęcenia się dziełu przepisywania manuskryptów, sam pisze. Jego twórczość podporządkowana jest celom dydaktycznym. Najważniejsze jego dzieło, pisane z myślą o podległych mu mnichach, nosi tytułInstitutiones.Jest to rodzaj encyklopedii w dwóch tomach, swoisty bibliograficzny przewodnik po świecie nauki. Autor utrwala w nim między innymi podział sztuk wyzwolonych natrivium(gramatyka, retoryka, dialektyka) iquadrivium(arytmetyka, geometria, astronomia i muzyka).

Św. Izydor pozostawił także po sobie dwa ważne dla nas, bo tyczące nauki, traktaty. PierwszyDe natura rerum {O istocie rzeczy)dotyczy astronomii, kosmografii i meteorologii, drugi -De ordine creaturarum (O porządku stworzeń) -można by uznać za uzupełnienie poprzedniego. Z kolei w trzecim rozdziale innego jeszcze dziełaDe officiis (O urzędach)porusza temat górnictwa.

Wpływ Izydora z Sewilli sięgał daleko poza granice Półwyspu Pirenejskiego. Jego pisma szybko przedostały się najpierw do Francji, Italii i Irlandii, a potem rozprzestrzeniły się na całą chrześcijańską Europę. W tamtych czasachEtymologiestanowiły obowiązkową pozycję każdej poważnej biblioteki klasztornej. Szacuje się, że w średniowieczu krążyło około 10 000 kopii tego niezwykłego dzieła.

Omawiając dorobek wybitnego uczonego Kościoła Hiszpanii wizygockiej, Beaujouan stwierdza: “podobnego dzieła, «ocalenia dla potomnych», podejmuje się w Anglii Beda Venerabilis (Czcigodny)". Ten kapłan i zakonnik benedyktyński nazywany był “angielskim Izydorem". Znał zresztą doskonale dorobek słynnego Hiszpana, podobnie jak on wczytywał się w dzieła starożytnych autorów i przetwarzał swą rozległą, encyklopedyczną wiedzę na liczne pisma i traktaty dotykające najróżniejszych dziedzin poznania. Podobnie jak Izydor, stał się Beda przez swą twórczość jednym z wielkich mentorów średniowiecza.

W obszarze naszego zainteresowania znajduje się jegoDe natura rerum,kompendium wiedzy z kosmologii, orazDe temporum ratione- traktat z chronologii. W sposób istotny wpłynął na rozwój nauk przyrodniczych. “Zajmował się astronomią proponując reformę kalendarza podobną do gregoriańskiej; wprowadził też zwyczaj datowania wydarzeń w odniesieniu do narodzin Jezusa, czyli ery chrześcijańskiej". Beda Venerabilis wykazuje takie zamiłowanie do nauk czystych, że można by go uznać za specjalistę od rachunków i arytmetyki. Osobiście obserwował zależność pływów morza od ruchów Księżyca, wiatry, przesilenia czy nierówności dnia i nocy; zaobserwował nawet ich zmianę w zależności od szerokości geograficznej"

Wedle Beaujeu, Posydoniusz, filozof i uczony grecki, dokonał w traktacieO oceanienajpełniejszej w starożytności analizy zjawiska pływów zaobserwowanego przez niego w Kadyksie. Od tamtego czasu “w teorii przypływów i odpływów nie zanotowano postępów aż do XVI wieku.

Niemniej pewien uczony wieków średnich dokonał korekty analizy Posydoniusza: Beda Czcigodny, który w VII wieku osobiście dokonywał obserwacji u wybrzeży Anglii". Spadkobiercą naukowej tradycji Bedy był angielski diakon Alkuin z Yorku; wykształcony w szkole w Yorku upowszechnia we Francji kulturę i naukę Anglosasów. W Akwizgranie zakłada słynną Szkołę Pałacową i staje się obok Karola Wielkiego głównym promotorem kulturowego odrodzenia epoki Karolingów. Później jako opat kieruje klasztorem Św. Marcina w Tours. Wzbogaca bibliotekę o kopie manuskryptów przenoszonych z bogatej biblioteki w Yorku, przykłada wagę do ulepszenia metody ich kopiowania i czyni z podległego mu skryptorium jedno z najbardziej sławnych. Wprowadza bardzo ambitny program nauczania do wszystkich wielkich szkół klasztornych w królestwie Franków. Ten uczony o niesłychanej erudycji był niezwykle płodny jako pisarz, w jego twórczości bowiem znajdują się między innymi traktaty z matematyki i muzyki. Zdarza się także, iż wprost przepisuje z Kasjodora, Izydora z Sewilli, Bedy...

Z kręgu uczniów Alkuina wywodzą się najznamienitsze postacie nauki i kultury, filary renesansu karolińskiego. Jednym z nich jest Hraban Maur, niemiecki benedyktyn, opat klasztoru w Fuldzie i arcybiskup Moguncji. Za swą niezwykle obszerną twórczość pisarską i pracę dydaktyczną w szkole klasztornej uhonorowany został tytułemprimus praeceptor Germaniae(pierwszy nauczyciel Niemiec). Wzorując się na izydoriańskichEtymologiach,pisze jedno ze swych najważniejszych dzieł -De universo,encyklopedię w 22 księgach; inne jego dzieło,De computo,traktuje o kalendarzu. Hraban Maur jest ostatnim z wielkich uczonych VI-IX w., którzy gromadzili rozproszone i stopniowo zapominane elementy tradycji starożytnej po rozpadzie instytucji i struktur Imperium Rzymskiego.

(....)


LUDZIE KOŚCIOŁA WPROWADZAJĄ NAUKĘ DO AULI UNIWERSYTECKICH

Niezwykle ważną rolę w rozkwicie powstałych uniwersytetów odgrywają nowe zakony religijne, które pojawiają się na początku XIII wieku. Zakony medytacyjne dominikanów i franciszkanów stanowią od połowy stulecia istotny czynnik rozwoju nauki zarówno na uniwersytecie w Paryżu, jak i w Oksfordzie.

W murach prestiżowej uczelni paryskiej “zadomawiają się" najpierw dominikanie –w 1217r.,a w dwa lata później franciszkanie, w latach 1229-31 przedstawiciele tych zakonów stają się już trwałym elementem kadry nauczającej. W Oksfordzie grupafranciszkanów osiada na stałe w 1225 r. “Uniwersytet oksfordzki. który walczył o palmę pierwszeństwa z uczelnią paryską, uchodził w 2. połowie XIII wieku za drugi pod względem kategorii pośród wszystkich istniejących podówczas ośrodków uniwersyteckich. Zakony medytacyjne swymi wpływami nadały tej uczelni europejską rangę... W Paryżu prym dzierżyli dominikanie, w Okslordzie - franciszkanie".

Franciszkanie w Oksfordzie

Oksfordzkich franciszkanów cechuje zamiłowanie do nauk matematycznych i empirycznych. Widzimy ich tym samym w roli spadkobierców kierunku, który w poprzednim stuleciu przydał takiego splendoru szkole w Chartres. “Oksford zasłużył na miano pioniera nowożytnej nauki eksperymentalnej".

Za twórcę tzw. szkoły oksfordzkiej uważany jest Anglik Robert Grosseteste (ok. 1175-1253), kanclerz Oksfordu około 1221 r. i później, od 1235 r. do śmierci biskup diecezji Lincoln, do której należało miasto. Uchodził za znawcę greki, sam zresztą parał się i tumaczeniami. Szczególnym uznaniem darzył pracę translatorską franciszkanina Adama Marscha; to dzięki niemu w kulturze zachodniej poczęło krążyć wiele pism naukowych i filozoficznych tłumaczonych na łacinę z greki i arabskiego. Ten matematyk, astronom i fizyk dużą wagę przykłada do uprawiania nauk ząuadrivium,wykazuje przydatność metod matematycznych do badania zjawisk przyrodniczych i dąży, nie szczędząc wysiłku, do osadzenia filozofii na gruncie wiedzy naukowej.

Jego prace i pisma dotyczą najróżniejszych zagadnień z dziedziny m.in. astronomii, meteorologii, kosmogonii, optyki, fizyki, np.:O liniach, kątach i figurach, O świetle i powstawaniu form, O refrakcji i refleksji promieni, O tęczy, O kolorach, O powstawaniu dźwięków, O cieple słonecznym, O kometach, O ruchu ciał i światła, O granicach ruchu i czasu,itd.

Całą spuściznę po Grosseteste przejął jego słynny i oddany mu uczeń, angielski franciszkanin Roger Bacon (ok. 1214-1292). Ten wszechstronny umysł “opracował teorię szkieł wypukłych, napisał instrukcję budowy luster parabolicznych, poznał zasadęcamera obscura,badał mechanizm wzroku....". “Przypuszczalnie jako jeden z pierwszych ludzi na Zachodzie poznał proch strzelniczy; nie wiemy, czy wynalazł okulary, z pewnością jednak, badając układy soczewek i luster, przyczynił się do wynalezienia mikroskopu i teleskopu". “Udowodnił, że tęcza nie może powstać, gdy Słońce znajduje się wyżej niż 42 stopnie nad horyzontem". “Przewiduje możliwość wytworzenia maszyn latających, łodzi bez wioseł, wozów samojezdnych, urządzeń do schodzenia na dno morza, mostów wiszących oraz aparatów do czytania na dużą odległość"". Zapowiada wynalazki, które dużo później urzeczywistnią się w postaci maszyn parowych, samochodów, samolotów, łodzi podwodnych itd.

“Matematyka była dla Bacona kluczem i początkiem wszystkich nauk". Mocno podkreśla, iż rozwój astronomii wymaga silnego wsparcia ze strony matematyki. Ta, zastosowana do obserwacji, jest jedyną drogą do poznania natury. Wzywa do rozwijania nauki na fundamencie eksperymentu, sam z zapałem oddaje się nauce doświadczalnej. W jego mniemaniu połączenie metody matematycznej z eksperymentalną otwiera uczonemu drogę do zdobycia wszelkiej wiedzy. Doceniono jego niezwykłą intuicję w dostrzeżeniu roli, jaką dedukcja w połączeniu z indukcją odgrywa w rozwoju nauki.

Copleston, stawiając obok siebie Rogera Bacona i późniejszego o kilka wieków, choć równie sławnego, Anglika Francisa Bacona, tak pisze: “Jak zauważył profesor Adamson, «można zaryzykować twierdzenie, że kiedy mówimy o reformie nauki Bacona, winniśmy przywołać na myśl raczej zapomnianego mnicha z XIII niż błyskotliwego i sławnego kanclerza z XVII wieku». Bridges zauważa, iż o ile Francis Bacon był nieporównywalnie lepszym pisarzem, Roger Bacon cieszył się znacznie większą estymą i wykazywał dużo głębsze zrozumienie dla owego zespolenia naukowej dedukcji i indukcji, które cechuje prawdziwego uczonego".

Angielski franciszkanin John Peckham (ok. 1220-1292) przebywał w Paryżu i Oxfordzie, a potem piastował godność arcybiskupa Canterbury. Napisał między innymi wysoko cenioną pracę z optykiPerspectiva communis.Jego dzieła “wydawano jeszcze w XVI wieku, kiedy szeroko znane już były prace Keplera i Galileusza". Inny angielski franciszkanin, uczeń Roberta Grosseteste współczesny Peckhamowi, Bartłomiej Anglik, pisze dziewiętnastotomową encyklopedię zatytułowanąPosiadacz wszystkich rzeczy,w której porusza zagadnienia z wielu nauk przyrodniczych. Przełożona z łaciny na języki włoski, francuski, hiszpański szybko zdobyła sobie w średniowieczu wielkie uznanie i popularność.

Wśród wymienianych tu franciszkanów nie może zabraknąć Irancuza Pierre'a Olieu ( Olivi ok. 1248-1298), choć nie należał on do grupy oksfordzkiej. “Zasługą Oliviego jest duży wkład w rozwój dynamiki, a zwłaszcza jednej z jej podstawowych zasad: bezwładności". Ogłasza teorię, w myśl której motor wprawia pocisk w ruch przekazując mu impuls; pod wpływem owego impulsu, nawet po jego ustaniu, ciało porusza się dalej, póki nie zatrzyma się na skutek siły oporu powietrza lub innej siły. XIV-wieczni fizycy łacińskim określeniemimpetusnazywać będą ów impuls czy energię, która sprawia, iż rzucony kamień po opuszczeniu ręki leci dalej, aż zatrzyma go opór powietrza i siła grawitacji.

Z pewnością do oksfordzkiej grupy franciszkanów zaliczyć należy Anglika Wilhelma Ockhama (ok. 1300-1349), który “stawiał na doświadczenie i rozumowanie; określił też zasadę akcji i reakcji". Jego empirystyczne nastawienie oraz śmiałe koncepcje filozoficzne przyczyniły się do ożywienia badań naukowych. Często w swych rozważaniach stosował zasadę ekonomiki myślenia, znaną później jako “brzytwa Ockhama", która głosi, że “bytów nie należy mnożyć bez potrzeby". Warto przypomnieć, że to słynne średniowieczne hasło bliskie jest “zasadzie prostoty" stosowanej we współczesnych teoriach naukowych.

W tym samym roku co Ockham umiera angielski duchowny Tomasz Bradwardine (ok. 1290-1349), wprawdzie nie franciszkanin, ale wykładowca w Oksfordzie. Ten arcybiskup Canterbury to typowy przedstawiciel matematycznej tradycji oksfordzkiej uczelni. “Napisał między innymi traktat o continuum,Tractatus de continuo,gdzie odnaleźć możemy ustępy jakby wyjęte z najnowszej teorii o zbiorach". “Dochodzi do wniosków, które wywarły wpływ na późniejszy rozwój rachunku nieskończenie małych liczb". Rozróżnia dwa rodzaje nieskończoności - potencjalną i nieosiągalną. Matematykę wzbogacił ponadto dwoma dziełami:Arytmetyka teoretyczna {Arithmetica speculativa)iGeometria teoretyczna {Geometria speculativa),w których położył fundamenty pod teorię wielokątów gwiaździstych. WTraktacie o proporcjachbada matematyczne zależności pomiędzy prędkością, siłą poruszającą i oporem.

Do tego szacownego grona dodać jeszcze wypada hiszpańskiego franciszkanina, urodzonego w Palma de Mallorca, Rajmunda Llulla (Raimundo Lulio, ok. 1232-1316), męczennika i błogosławionego. Ten prawdziwie uniwersalny umysł posiada rozległą wiedzę w wielu dziedzinach, a na jego zróżnicowany dorobek składa się co najmniej 250 tytułów. Nie brak wśród nich dzieł poświęconych astronomii, geometrii, nawigacji, logice, itd. Pisze po łacinie, katalońsku i arabsku; na podkreślenie zasługuje zwłaszcza jego wkład w kształtowanie się naukowego języka katalońskiego. Przede wszystkim jednak jest autorem genialnejArs magnaalboArs generalis,uniwersalnego, opartego na matematyce opracowania systemu logicznego dla wszelkich nauk. JegoArspolega na mechanicznym ogarnięciu za pomocą symboli liczbowych, tabel i odsyłaczy wszystkich prawd i koncepcji naukowych. Konstruuje tablicę, której użycie wedle ściśle określonych reguł, przynosi logiczno-matematyczne rozwiązanie każdego rozważanego problemu.Ars magnajest przykładem “pierwszej próby wyrażenia myśli ludzkiejmore geometrico,stając się tym samym zapowiedziąArs combinatoriaLeibniza oraz współczesnej logiki symbolicznej czy matematycznej".

Dominikanie w Paryżu

Pozostawimy teraz franciszkanów, by zająć się dominikanami. W tym celu musimy opuścić Oksford i przenieść się na początek do Paryża. Jako pierwszemu przyjrzyjmy się Francuzowi Vicenle de Beauvais (ok. 1190-1264). Ten dominikanin o wielkiej erudycji streszcza w swym monumentalnym dziele - encyklopediiSpeculum maius- całą ówczesną wiedzę; wiele miejsca poświęca zagadnieniom z fizyki i nauk przyrodniczych, ze szczególnym uwypukleniem alchemii. Z kolei o Belgu, profesorze paryskiej uczelni, pisze Beaujouan: “Dominikanin Tomasz z Cantimpre (ok. 1201-1270) zasługuje... na honorowe miejsce w historii zoologii". W swej 20-tomowej encyklopedii Denatura rerumgromadzi najróżniejsze dane o zwierzętach, roślinach, kamieniach i metalach.

Św. Albert Wielki (ok. 1193-1280), niemiecki dominikanin, biskup Ratyzbony, wykładowca uczelni w Paryżu i Kolonii, któremu słusznie jego współcześni nadali znaczący tytuł doktora powszechnego{doctor universalis),ogarniał swym naukowym spojrzeniem cały wszechświat, od kamieni po gwiazdy. Jego sława erudyty jest w pełni zasłużona. Pozostawił dla potomności prace nie tylko z teologii i filozofii, ale również z matematyki, astronomii, meteorologii, fizyki, chemii, mineralogii, geologii, rolnictwa, zoologii, botaniki, medycyny... Wydanie jego dzieł przedsięwzięcie A. Borgneta - obejmuje 38 opasłych tomów w formacie in auarto. M. de Wulf powiedział o nim, że rozbudzał w swej epoce pragnienie, by wiedzieć wszystko. “Jako człowiek nauki jest jednym z prekursorów nauki doświadczalnej... Albert, podobnie jak Roger Bacon, głośno i często mówi o konieczności obserwacji, doświadczenia i dochodzenia do prawdy na drodze rozumowania, ucząc tym samym swych współczesnych kierować wzrok w stronę natury". “Największy uczony swej epoki", jak pisze o nim Singer, “zalicza się do wąskiego grona ludzi średniowiecza, którzy poświęcili się osobistej obserwacji przyrody". Polegał na eksperymencie i obserwacji niemal bezgranicznie, dając impuls do bezpośredniej eksploracji przyrody we wszelkich jej przejawach. Głosił, że im więcej przeprowadzi się doświadczeń, tym przydatniejsze stają się do analizy badanych zjawisk i tym łatwiej wyeliminować przypadkowość i błędy. “Przyzwyczajony do podróżowania, odbywania długich spacerów wśród pól, podglądania pracy alchemików, rybaków, górników, umiał łączyć nieprzebraną wiedzę z upodobaniem do konkretów i - przede wszystkim -ze zdrowym rozsądkiem". “Mimo uniwersalności swych zainteresowań, Albert Wielki jawi się nam jako największy przyrodnik epoki średniowiecza".

W swych pracach -O roślinach czy O zwierzętach -obok wiedzy zaczerpniętej od innych autorów zamieszcza wyniki własnych badań. “Skalą i jakością obserwacji przyrody zasłużył sobie na miano najlepszego botanika i zoologa epoki średniowiecza. Jeden z kastylijskich infantów, brat Alfonsa Mądrego, udał się nawet do Paryża, by bezpośrednio od Alberta czerpać wiedzę w tych dziedzinach... Trzeba podkreślić, że dzięki potężnemu impulsowi idącemu od św. Alberta nauka w chrześcijańskich państwach Zachodu ruszyła z miejsca".

“Carlos Jessen nazywa go «błyskotliwym chorążym nauk przyrodniczych na Zachodzie»..., który jako pierwszy w artystyczny sposób opisał przyrodę Niemiec..., jako pierwszy, i jedyny, wyjaśnił historię naturalną we wszystkich jej aspektach". H.J. Stadler twierdzi: “Gdyby nauki przyrodnicze rozwijały się drogą obraną przez św. Alberta, zaoszczędzono by im gdzieś ze trzy stulecia".

G. Fraile pisał: “Franz Strunck uważa, iż wiedza św. Alberta na temat niemieckiej flory jest wprost niebywała. Jego traktatDe animalibus,wydany przez H.J. Stadlera, stanowi nadzwyczaj kompletny opis europejskiej fauny, pełny osobistych obserwacji". Jak przypomniał nam Garcia Figar: “Doktor Meyer pisał w 1836 roku: «Przed Albertem nie znajdziemy nikogo, kto mógłby się z nim równać, może poza Teofrastem, którego Albert nie znał. Po nim z kolei nie ma nikogo, kto tak żywo rozumiałby naturę roślin, nikogo, kto z taką uwagą by je badał, aż do czasów Conrado Gessnera i Cesalpiniego".

Do szkoły św. Alberta Wielkiego należy Dietrich von Freiberg (Theodoricus Teutonicus de Yriberg, ok. 1250-1313), także niemiecki dominikanin, i także wykładowca paryskiej uczelni. “Jako pierwszy we właściwy sposób wyjaśnił nam zjawisko tęczy, tłumacząc rolę kropelek wody zawieszonych w powietrzu".

Podkreśla duże znaczenie doświadczenia dla nauki. Jest, jak mówi Beaujouan, jednym z największych eksperymentatorów swej epoki. “Prawdziwym arcydziełem z dziedziny nauki doświadczalnej średniowiecza jest bez wątpieniaDe iride {O tęczy),praca napisana pomiędzy 1300 a 1310 r. przez Dietricha von Freiberga (Theodoricus Teutonicus). Aby wyjaśnić zjawisko tęczy w miejsce kropel, użył szklanych kul, które wypełnił wodą. Tym sposobem wykazał, dlaczego łuk wtórny ma promień zewnętrzny o 11 stopni większy niż łuk główny i odwróconą kolejność barw". W dziele tym rozwija teorię, która ma wyjaśnić to zjawisko za pomocą eksperymentu, który kilka stuleci później zostanie powtórzony przez Kartezjusza.

O Jordanusie Nemorariusie tak pisał Colerus: “Nie będziemy wchodzić w szczegóły obszernego dorobku tego dominikanina, mimo wielkiego pod każdym względem wpływu, jaki wywarł na swą epokę... W jego dziełach napotykamy definicje, które równie dobrze mogłyby zostać sformułowane w XIX wieku przez Bolzano czy Dedekinda... Definicje w takim stylu u zarania XIII stulecia budzą zdumienie, dowodzą bowiem, iż rachunek całkowy, ze wszystkimi jego trudnościami i sprzecznościami, już torował sobie drogę". “Mówią, że (Jordanus) wykładał na uniwersytecie w Paryżu". “Matematyk, dominikanin Jordanus Nemorarius (i jego szkoła) odkrył prawo dźwigni i sposób określania siły ciężkości działającej na ciało na równi pochyłej za pomocą doświadczenia, które później przeprowadzili Stevinus i Galileusz".

Podobno dominikanin Jordanus Nemorarius “pierwszy użył oznaczeń literowych w miejsce konkretnych liczb. Jego traktat o planisferii jest najstarszym, który omawia, w ogólnej jeszcze formie, własności rzutu stereograficznego". Napisał wiele prac o astronomii Ptolemeusza, z geometrii (między innymiDe triangulis,gdzie rozważa problem podwojenia sześcianu i trysekcji kąta) oraz dziełoDeponderibus,w którym porusza temat sprawności maszyn prostych". Na zakończenie tej krótkiej informacji biograficznej, warto zapamiętać, iż nie należy raczej łączyć Jordanusa Nemorariusa z Jordanem z Saksonii (1190-1237).

Inni duchowni ze świata nauki w XIII wieku

Wielkie uznanie jako profesor matematyki i astronomii na Uniwersytecie Paryskim zyskał szkocki norbertanin, wykształcony w Oksfordzie, Jan z Holywood (ok. 1195-1256). Cytując go używano powszechnie nazwiska Jan z Sacrobosco, mając na względzie łaciński odpowiednik Holywood. Jego pracaO algorytmiezajmuje się obliczeniami arytmetycznymi, inna z prac mówiO kalendarzu kościelnym,ale w dziejach nauki zapisał się głównie za sprawą dziełaO sferach,które wywarło ogromny wpływ w całej Europie. Stało się ono podręcznikiem astronomii, z którego uczono się przez cztery wieki, począwszy od połowy XIII, aż niemal do końca XVII wieku. Zanim tekst ukazał się w formie drukowanej w 1472 r., po świecie krążyły już tysiące jego ręcznych kopii. Z łaciny przełożono go na języki: francuski, angielski, włoski, hiszpański, niemiecki, hebrajski...

W XIII wieku podziw wzbudza postać Erazma Witelona (E. Vitelo, ok. 1220-1285), również norbertanina. “Głównym dziełem tego polskiego matematyka i fizyka, najsławniejszego bez wątpienia w całych Wiekach Średnich, jest traktat o optycePerspectiva"',oparty na aksjomatach, twierdzeniach i hipotezach matematyków greckich oraz arabskiego uczonego Al-Hazena. “Dzieło zawiera nowe spojrzenie na zjawisko refrakcji oraz oryginalne rozważania o naturze światła i psychofizjologii widzenia". Kilka wieków później niektóre idee polskiego uczonego rozwinie w jednym z swych dzieł Kepler. Witelon jako badacz “konstruował lustra paraboliczne, a pewnym przyrządem własnego pomysłu zdołał dokonać pomiaru kąta refrakcji różnych kolorów w odmiennych środowiskach".

Kapłan Giovanni Campano z Novary (ok. 1215-1296), urodzony w Italii, matematyk i astronom, uważany za jednego z dwóch największych matematyków XIII wieku, przygotowuje łacińskie tłumaczenie i obszerne komentarze doElementówEuklidesa. Praca będzie powszechnie używana w średniowieczu i szybko zaliczać się będzie do dzieł klasycznych. W swym najsłynniejszym dziele z zakresu astronomii,Teorii planet,opisuje budowę przyrządu astronomicznego, nazwanego późniejaeauatorium.WTraktacie o sferzezarysowuje kształt hipotezy wysuniętej w przyszłości przez Tycho Brahe. Jego i tak już wysoki prestiż wzmacnia się po opublikowaniu świetnego studium na temat kalendarza:De computo maiori.

Lizbończyk Piotr Julian (ok. 1210-1277) przeszedł do historii nauki jako Piotr Hiszpan, arcybiskup, kardynał, papież (Jan XXI), matematyk, myśliciel i filozof; wykładał na uniwersytecie w Sienie, pisał komentarze do Hipokratesa, Galena, Arystotelesa (m.in. jegoHistorii zwierząt).Jest autorem traktatu zatytułowanegoO oczach,czym zasłużył sobie na poczesne miejsce wśród sław okulistyki, oraz słynnej encyklopedii medycznej -Skarbiec ubogich.

(....)

Przedrenesansowi uczeni Kościoła

Gdy bliżej przyjrzeć się ostatniemu okresowi średniowiecza, szybko daje się zauważyć, że historycy raczej zgodni są w określaniu go jako późnego średniowiecza, trudniej natomiast jest już z ustaleniem czasu jego trwania. Beaujouan zamyka go w okresie od połowy XIV do połowy XV wieku (1350-1450). L. Suarez, dla którego epoka ta zaczyna się znacznie wcześniej, pisze: “Przyjęło się określać mianem prerenesansu cały wiek XIV i pierwszą połowę XV".

Do epoki tej należy włoski augustianin Grzegorz z Rimini, urodzony w 2. połowie XIII wieku i zmarły w 1358 r., przełożony generalny zakonu i wykładowca paryskiej uczelni. Pisał Duhem, iż kiedy już zapoznamy się nawet z niewielką częścią jego twórczości, wtedy warto przeczytać “pierwsze stronyTeorii zbiorówGeorga Cantora. Uderza zbieżność myśli tych dwóch wielkich logików, choć dzieli ich ponad pięć długich stuleci". “Grzegorz z Rimini przewidywał możliwość istnienia systemu, ujętego później przez Cantora; sądził, że obok matematyki liczb skończonych, wielkości skończonych, jest miejsce na matematykę mnogości nieskończonych, wielkości nieskończonych"6.

Francuz Jean Buridan (ok. 1290-1360), duchowny z diecezji Arras, profesor i dwukrotny rektor Uniwersytetu Paryskiego, uprawia takie dziedziny nauki, jak fizyka, logika i psychologia. W fizyce sformułował sławną hipotezę, w myśl której ruch można wytłumaczyć przy założeniu, że motor, wprawiając w ruch ciało, przekazuje mu pewną energię albo impet(impetus),proporcjonalny do prędkości początkowej i “ciężaru właściwego" poruszanego ciała, i zachowywany przez to ciało w trakcie ruchu. Teoria tłumaczyć miała nie tylko swobodne spadanie ciał, ale również ruch ciał niebieskich.

Niemiec Albert z Saksonii (ok. 1316-1390), profesor i rektor Uniwersytetu Paryskiego, pierwszy rektor uniwersytetu w Wiedniu, biskup Halberstadt, zasłynął przede wszystkim jako fizyk i matematyk. Przyjął poglądy Buridana wyrażone w jego teorii impetu. Bada przyspieszony ruch spadającego ciała i odkrywa zależność pomiędzy czasem, pokonywaną przestrzenią i prędkością. Podejmuje próby zdefiniowania tego, co rozumiemy pod pojęciem “ciążenia" i czyni rozróżnienie pomiędzy środkiem ciężkości a środkiem objętości ciała. Jego traktaty z zakresu matematyki przygotowały grunt pod teorię continuum.

Francuz Mikołaj z Oresme (ok. 1320-1382), profesor uniwersytetu w Paryżu i biskup Lisieux, matematyk, fizyk, astronom, jest dla Rey Pastora i Babiniego “najważniejszym bez wątpienia matematykiem swego stulecia", a dla Kistnera - “całego średniowiecza". W opinii Beaujouan sięga matematycznych “wyżyn: suma nieskończonych szeregów, graficzne przedstawianie funkcji... i pierwsze kroki w kierunku geometrii analitycznej, zastosowanie wykładników ułamkowych". “W swymTractatus de latitudinibusformarum {Traktat o szerokości form)wprowadza po raz pierwszy pojęcie graficznego obrazowania funkcji albo inaczej - zjawisk zjedna zmienną". “Równie oryginalna jest inna jego praca:Algorismus proportionum,gdzie przedstawia teorię operacji z wykładnikami ułamkowymi". “Oresme bada sumę nieskończonego szeregu, co stawia go wśród zachodnich prekursorów rachunku całkowego". Jak pisze Colerus: “JegoTraktat o szerokości formzostał gorąco przyjęty przez ówczesne kręgi naukowe. Rozchodził się najpierw w formie manuskryptu, potem, już po wynalazku Gutenberga, w postaci drukowanej, osiągając aż cztery wydania. W rzeczywistości owe «szerokości» to nic innego, jak obraz z pierwszego układu współrzędnych". Oresme “dał początek prawdziwej geometrii analitycznej".

Ponadto jako matematyk Oresme “stosował już wykładniki ułamkowe, rozumiejąc ich znaczenie". Jak uważa Bourbaki, pojawia się u niego “po raz pierwszy pojęcie wykładnika ułamkowego większego od zera, o znaczeniu zbliżonym do dzisiejszego, a także pewne reguły działań (zapowiedziane w ogólnej formie) odnoszące się do podnoszenia do potęgi o dodatnich wykładnikach ułamkowych".

Podobnie jak Albert z Saksonii, Oresme szuka potwierdzenia dla fizycznej teorii impetu w doświadczeniu. Bada zjawisko impetu podczas spadania ciał i wyrzucania pocisków. Carreras Artau dodaje: Oresme, “idąc za rozumowaniem Alberta z Saksonii, ogłosił prawo ciążenia, które odpowiedzialne jest za spadanie ciał"'. Odkrył jednocześnie, że “czas, w którym ciało w ruchu jednostajnie przyspieszonym pokonuje określoną przestrzeń, jest równy czasowi, w którym ciało pokonałoby tę samą przestrzeń, poruszając się z prędkością równą połowie prędkości końcowej".

Ruch obrotowy Ziemi to jedno z tych zagadnień, które szczególnie frapowały Mikołaja z Oresme. W jednym ze swych najsławniejszych dzieł,Le livre du ciel et du monde,utrzymuje, iż bezpośrednia obserwacja nie przynosi nam dowodów na to, by Ziemia trwała nieruchoma, niebo zaś pozostawało w dobowym ruchu. Dochodzi do wniosku, że “żadnym sposobem nie można wykazać, by niebo znajdowało się w ruchu dobowym, a Ziemia w nim nie pozostawała". Ponadto, zakładając obrót Ziemi, znacznie łatwiej “zachować pozory" niż przy odwrotnej hipotezie, ponieważ jeśli zaneguje się ruch obrotowy Ziemi, założyć trzeba cały ciąg innych ruchów, by wyjaśnić dane empiryczne". “Wydaje się dość oczywiste - komentuje Copleston - że mimo jego ewentualnej akceptacji powszechnie [wówczas] wyznawanej teorii, uważał on, że hipoteza o dobowym obrocie Ziemi wokół swojej osi bardziej odpowiadała wymogom naukowym niż hipoteza odwrotna". “To rzeczywiście najgenialniejszy filozof przyrody XIV wieku". Mikołaj z Oresme pisał część swych dzieł w języku ojczystym, tłumaczył też nań Arystotelesa iO sferachSacrobosco, stając się tym samym jednym z twórców francuskiego języka naukowego.

Marsyliusz z Inghen (1330-1396), holenderski duchowny, rektor Uniwersytetu Paryskiego, pierwszy rektor uniwersytetu w Heidelbergu, w sposób szczególny popiera teorię impetu. Profesor matematyki i astronomii w Merton College na uniwersytecie oksfordzkim, cysters brytyjski Richard Swineshead, nazywany Rachmistrzem (Calculator), wyróżnia się w gronie XIV-wiecznychcalculatoresza sprawą wielokrotnie wznawianejKsięgi kalkulacji {Liber calculationum),od której wziął nazwę charakterystyczny dla XIV-wiecznego Oksfordu ruch naukowy. “Cechą wyróżniającą owych «calculatores [oksfordzkich]» było analizowanie problemów, które wymagały ustalenia przedziałów dla zmiennych fizycznych (to jest maksimów i minimów, momentu początkowego i końcowego jakiegoś procesu), jak również matematycznych zależności pomiędzy dwoma parametrami (prędkość i opór stawiany ruchowi)".

Francuz Piotr z Ailly (ok. 1350-1422), profesor Uniwersytetu Paryskiego, biskup i kardynał, porusza w swych pismach kwestie z dziedziny astronomii, fizyki, kosmologii. Opowiada się za sferycznym kształtem Ziemi i jej rotacją wokół osi, a co za tym idzie - możliwością podróżowania na Daleki Wschód drogą morską. Jeden egzemplarz jego książkiImago munditrafił do rąk Krzysztofa Kolumba.

Jan Fusoris (1355-1436), kanonik z paryskiej Notre Dame, zajmuje się konstruowaniem przyrządów astronomicznych i pisze instrukcje ich wykorzystywania. Opracowuje tablice trygonometryczne, tablice cięciw, buduje astrolabia, udoskonala ekwatorium i konstruuje zegar astronomiczny dla katedry w Bourges. Swe dokonania naukowe uzupełnia publikacjami:Traite de cosmographieiPractiąue de l'astrolabe

(....)

Mikołaj z Kuzy

W XV wieku dwaj geniusze - Mikołaj z Kuzy (1401-1464) i Leonardo da Vinci (1452-1519) rozświetlają drogą od średniowiecza do epoki nowożytnej. Niemiec Nicolaus Krebs albo Chrypffs (Mikołaj z Kuzy), biskup Brixen i kardynał, “jest świadkiem jesieni średniowiecza, a także wiosny czasów nowożytnych". “Może uchodzić równocześnie za człowieka średniowiecza i człowieka renesansu...". Wiele jest powodów, “aby w Mikołaju z Kuzy widzieć myśliciela epoki przejściowej i postać renesansową".

Jego bogaty dorobek obejmuje szereg prac matematycznych. Przeprowadza “pierwsze w średniowieczu wnikliwe badania nad długością okrągu. Najważniejszym jego dokonaniem jest podanie wzoru na przybliżoną rektyfikacją okrągu, ważnego dla rozwoju geometrii opisowej". Colerus pisze: “Wystarczy podkreślić, że Kuzańczyk - i to zapewne jako pierwszy - w sposób jasny i oryginalny przedstawił okrąg jako wielokąt o nieskończonej liczbie boków". Nieco dalej dodaje, że “nowoczesna geometria, ze swymi punktami i prostymi do nieskończoności, ani na jotą - przy zachowaniu odpowiednich proporcji - nie odchodzi od koncepcji Kuzańczyka i jej, rzecz jasna, nie przeczy".

Wedle słów Perroya: “W Niemczech narodził sią jeden z najprężniejszych umysłów tamtych czasów, Mikołaj z Kuzy". “Kontynuując prace XIV-wiecznych uczonych odrzuca geocentryzm, na faktach opiera obserwacją, a na obliczeniach - nowożytną astronomią, w której wkrótce zasłynie jego uczeń Regiomontanus". “Matematyka miała według niego być opoką wszelkiej nauki, metodą opisywania świata, którego jedność głosił". “Podążając jego śladami, niemiecki humanizm przybrał charakter bardziej naukowy niż w innych częściach Europy".

Mikołaj z Kuzy utrzymuje, że Ziemia nie jest środkiem wszechświata; jest mniejsza od Słońca i większa od Księżyca, jak możemy się przekonać obserwując zaćmienia Słońca. Słońce, Ziemia i pozostałe ciała niebieskie znajdują się w ruchu i różnią się prędkością poruszania. Obserwator na naszej planecie może sądzić, że ta pozostaje nieruchoma, a inne ciała niebieskie są w ruchu, ale gdyby znalazł się na Słońcu, na Księżycu czy na Marsie, to wówczas te planety uznałby za nieruchome. Ziemia “przede wszystkim wykonuje w ciągu dwudziestu czterech godzin ruch obrotowy dookoła własnej osi".

“Mikołaj z Kuzy jest prekursorem Kopernika, a jego matematyczne metody obliczania, pomiarów i myślenia, które wprowadza do nauk przyrodniczych, zwiastują nadejście ery Keplera". “Propagował mierzenie pulsu zegarem oraz badanie za pomocą wagi wydzielin ludzi chorych i zdrowych; zwracał także uwagę na ciężar właściwy metali". “Pracował dużo z wagą, którą stosował do najróżniejszych pomiarów w fizyce, meteorologii i medycynie. Wiele z jego pomysłów zostało wprowadzonych w życie w czasach Galileusza". “Mówił o gęstości powietrza, wynalazł barometr i pomysłową sondę, która pozwala w krótkim czasie oszacować głębokość rzeki lub jeziora".

Kepler często cytuje go w swych pracach. Te cytaty odnoszą się zarówno do astronomicznych hipotez biegłego w tej dziedzinie kardynała, jak i do jego teorii geometrycznych oraz matematycznych rozważań dotyczących nieskończoności. “Mikołaj z Kuzy wywarł niewątpliwie silny wpływ na Leonarda da Vinci, Giordana Bruna, Kopernika i Keplera; jego potwierdzenie absolutnej wartości zasady continuum w matematyce i formalne uznanie okręgu za wielokąt o nieskończonej liczbie boków stanowią fundamentStereometria doliorum vinariorumKeplera, początek geometrii niepodzielnych w XVII wieku". “Leonardo swą matematyczną wiedzę zawdzięcza w dużej mierze Luce Paciolemu -przeczytał jegoSumma,gdy tylko się ukazała, a później zaprzyjaźnił się z nim. Znał także Alberta z Saksonii, Jordanusa Nemorariusa oraz Mikołaja z Kuzy, który wywarł na niego niewątpliwy wpływ między innymi poprzezDe transmutationibus geometricis".Dynamika Leonarda da Vinci oparta jest na teorii impetu, a konkretna forma, jaką jej nadał, zdradza wpływy Alberta z Saksonii i Mikołaja z Kuzy. O Leonardzie da Vinci tak pisał Perroy: “Wiele czerpał z Kuzańczyka, ale korzenie jego nauki sięgają jeszcze głębiej, aż do XIV wieku".

Matematycy i astronomowie

Mikołaj z Kuzy to nie jedyna znakomitość tamtych czasów. Franciszkanin Luca Pacioli (ok. 1445-1517), urodzony we Włoszech, wykłada matematykę na różnych uczelniach w swym kraju. W kręgu jego zainteresowań leżą logarytmy, rachunek prawdopodobieństwa oraz sporadycznie systemy numeryczne, w których podstawą jest cyfra 2. Zyskuje rozgłos publikując w 1494 r.Summa di arithmetica, geometria, proportione et proportionalita-encyklopedię, zawierającą ogół wiedzy matematycznej tamtej epoki oraz matematyczne podstawy buchalterii, w tym zasady podwójnej księgowości. W późniejszym dziele, zatytułowanymDivina proportione,bada zasadę złotego podziału w geometrii oraz budowę wielokątów regularnych i gwiazdowych.

W opinii Wieleitnera “najpełniejsze studia na Zachodzie [na temat krzywych stożkowych] przeprowadził ksiądz z Norymbergii Johannes Werner (1468-1528), przedstawiając 22 twierdzenia o parabolach i hiperbolach". Niemiecki duchowny “opublikował przed rokiem 1528 dzieło z trygonometrii wpięciu tomach"51. Jego metoda liczenia, która pozwala zastępować mnożenie dodawaniem i odejmowaniem, oddawała rachmistrzom takie same usługi, jak dzisiaj tablice logarytmiczne. Jako pierwszy opracował też metodę określania długości geograficznych na podstawie kątowej odległości pomiędzy Księżycem i niektórymi gwiazdami.

Inny Niemiec, kartuz Grzegorz Reisch (ok. 1467-1525), wydał w 1503 r. słynną encyklopedięMargaritaphilosophica,wielokrotnie wznawianą w XVI stuleciu. Traktuje w niej między innymi o arytmetyce, geometrii (teoretycznej i praktycznej), astronomii, fizyce, historii naturalnej i fizjologii. Pojawiają się tu idee, które legną u podstaw systemu Galla opisującego funkcje mózgu. Aleksander von Humboldt stwierdził, że dzieło to było niezwykle użyteczne jako zestawienie, łatwe i szybkie do przekazania w najodleglejsze zakątki Świata, naukowego dorobku odrodzenia.

Pacioli w swejSummiemianem księcia matematyki swych czasów ochrzcił Pawła z Middelburga (ok. 1455-1534), Holendra, biskupa Fossombrone, profesora matematyki i astronomii w Padwie. Jego dziełoO właściwym obchodzeniu Wielkanocy(1513) to wartościowa praca, ważny krok ku gregoriańskiej reformie kalendarza. “Gdyby jedno tylko wydarzenie symbolizować miało zmiany, jakie przyniosło nauce odrodzenie, wybór padłby bez wątpienia na dzieło polskiego kanonika Mikołaja Kopernika (1473-1543)".

Kopernik (Copernicus) to zlatynizowana forma jego nazwiska, które oryginalnie brzmiało Koppernigk. “To typowy renesansowy uczony". Praktykował medycynę, ale z największą pasją oddawał się astronomii. Równocześnie z pisaniem swego najważniejszego dzieła z astronomii, które przysporzyło mu tyle sławy, pracował nad ambitnym projektem opracowania modeli matematycznych do badań medycznych. Wieże w Lidzbarku Warmińskim, Olsztynie i Fromborku służyć mu będą za kolejne obserwatoria astronomiczne. Dzieło, któremu poświęca wiele lat swego życia i które uczyniło go nieśmiertelnym,O obrotach sfer niebieskich {De revolutionibus orbium coelestium),ukazuje się drukiem dopiero zimą 1542-1543 r., choć ukończone zostało znacznie wcześniej.

Dla zwykłego śmiertelnika w tamtych czasach musiało wydawać się oczywiste, że Słońce i planety przemieszczają się wokół Ziemi. XIV- i XV-wieczni uczeni próbują wyjaśnić ów pozorny ruch hipotezą o obrocie naszej planety wokół swojej osi. Kopernik dowodzi nie tylko tego ruchu, ale także poruszania się Ziemi dookoła Słońca (heliocentryzm).

Oto system kopernikański. Ziemia obraca się wokół swej osi w kierunku z zachodu na wschód, z czego bierze się pozorny dobowy ruch ciał niebieskich w kierunku przeciwnym. Kula ziemska obiega Słońce z zachodu na wschód. Planety również okrążają Słońce, podobnie jak Księżyc Ziemię. Brak ruchu Ziemi dookoła swojej osi sprawiłby, że ciała niebieskie poruszałyby się każdego dnia wokół nas z zawrotną szybkością. Umieszczając Słońce w centrum, łatwiej można było zinterpretować widoczny na nieboskłonie ruch planet i Słońca w ciągu roku. Fazy Księżyca znajdowały wyjaśnienie poprzez jego ruch dookoła ziemskiego globu. Tak samo ruch Ziemi tłumaczony miał być przez “precesję równonocy".

“W wybitnych dziełach Mikołaja Kopernika... znajduje pełne zastosowanie trygonometria". “Matematyczna strona systemu Kopernika stawia go w szeregu największych astronomów przeszłości". Jego dziełoO obrotach“wyznacza jeden z najważniejszych przełomów w dziejach myśli: można by wymienić zaledwie dwie albo trzy prace o podobnej sile oddziaływania na ludzką umysłowość. Wraz z nim nastają czasy nowożytne...". “Zbyteczne jest podkreślanie walorów naukowych dzieła Kopernika". “Kopernik utkał kanwę, na której kładzie się wzorem całe nowożytne myślenie człowieka". “Dokonał jednej z najbardziej transcendentnych rewolucji w historii ludzkiej myśli". “Przez następców ochrzczony został mianem «odnowiciela astronomii» i «Ptolemeusza swej epoki»". Jak powiedział o nim Tycho Brahe: “Nie wydała Ziemia człowieka równego mu geniuszem przez wiele stuleci".

Do wzbogacenia naukowego dorobku odrodzenia przyczyniło się w istotny sposób dwóch hiszpańskich dominikanów: Juan de Ortega (ok. 1480-1568) i Domingo de Soto (1495-1560). Ortega, matematyk, publikuje w 1537 r. pracęReglas y modos de contar.W swym najważniejszym dzieleTratado subtilisimo d'aritmetica y geometriaopracowuje nową metodę obliczania pierwiastków kwadratowych. Soto “w 1545 r. ... jasno wykazał, że swobodne spadanie ciał odbywa siew ruchu jednostajnie przyspieszonym". “Rozwijając kinematykę Oresme i Heytesbury'ego daleko poza obszar zbadany przez obydwóch poprzedników, sformułował -torując drogę Galileuszowi - prawo swobodnego spadania". Potwierdzająte spostrzeżenia słowa L. Villena: “Domingo de Soto... poza uściśleniem dość niejasnych poglądów, jakie panowały na temat bezwładności, uprzedza Galileusza w sformułowaniu prawa spadania ciał. Odkrywa w tym zjawisku ruch jednostajnie zmienny i wykorzystuje jego średnią prędkość do pomiaru przebytej drogi".

Najważniejsi matematycy Italii odwoływali się do włoskiego duchownego Francesco Maurolico (1494-1575), wykładowcy na uniwersytecie w Mesynie, wymienianego pośród największych geometrów XV wieku. “Był jednym z najpłodniejszych umysłów swej epoki. Matematyk, inżynier, optyk i historyk zostawił po sobie imponujący dorobek naukowy". “WArytmetyce[ 1575] znalazło się systematyczne zastosowanie symboli literowych w miejsce liczbowych oraz jeden z pierwszych przykładów modelu rozumowania, nazywanego później indukcją matematyczną".

Należał do rodziny wywodzącej się z Konstantynopola, znakomicie znał język grecki i dbał o wydawanie tłumaczeń matematyków klasycznych. Ma na swoim koncie kilka wielkich odkryć, jak na przykład nową metodę badania przekrojów stożkowych, sposobu wyznaczania środka ciężkości piramidy lub konoidy parabolicznej, ujęcie siecznych w rachunkach trygonometrycznych.

Maurolico jest autorem traktatu z gnomoniki (1553), której nadaje prawdziwie naukowy kierunek, kontynuowany później przez innych badaczy. Opublikował równieżKosmografię(1543) i pracę poświęconą budowie instrumentów astronomicznych (1546). “Około 1550 r. F. Maurolico rozpoczął na Sycylii badania nad pryzmatami, lustrami sferycznymi i mechanizmem widzenia. Prace te... stanowią zapowiedź osiągnięć Keplera". Zrobił krok w kierunku teorii powierzchni kaustycznych, którą sformułował później Tschirnhaus. Porównał także “soczewkę oka z soczewką szklaną". “Znajdujemy tu trafną interpretację efektu, jaki dają okulary"64. “Soczewka oka - stwierdził Maurolico - zachowuje się jak szklana soczewka dwuwypukła".

W ostatnich dekadach XVI wieku sławę zyskują trzej matematycy i astronomowie, o których powiemy w następnych rozdziałach: Danti, Clavius i Ricci. Wraz z końcem wieku dokonuje żywota inny wybitny uczony: przyrodnik Jose de Acosta (ok. 1539-1600).

Jose de Acosta

Ten hiszpański jezuita po latach pracy misyjnej na kontynencie amerykańskim opublikował w 1590 r. monumentalne i nadzwyczaj rzetelne dziełoHistoria natural y morał de las Indias,bardzo szybko przełożone na wiele języków europejskich. Składa się ono z siedmiu ksiąg: pierwsze trzy dotyczą kosmografii i geografii fizycznej Ameryki, czwarta - minerałów, roślin i zwierząt. Jose de Acosta, pionier w dziedzinie geofizyki, bada zjawisko magnetyzmu ziemskiego, mechanizmy powstawiania pasatów, prądów morskich; ustala związek pomiędzy przypływami morza a fazami Księżyca, bada wzajemne oddziaływanie wulkanów i trzęsień ziemi... Ma na swym koncie odkrycie związków pomiędzy różnymi zjawiskami przyrodniczymi, nawet, w niektórych przypadkach, z pozoru ze sobą nie związanych. Gromadzi olbrzymią ilość danych na temat flory i fauny Nowego Świata, porównuje je z przyrodą europejską i wskazuje na występujące różnice, które stara się wyjaśnić metodami naukowymi. Z powodu formułowanych przez Acostę hipotez w odniesieniu do zjawisk fizjologicznych zachodzących na dużych wysokościach w Andach, niektórzy widzieli w nim pioniera medycyny kosmicznej. A. von Humboldt wychwalał i często cytował Acostę. Rey Pastor napisał o hiszpańskim uczonym: “Ta samotna postać na polu nauk fizycznych, przyrodniczych, a nawet moralnych, słusznie nazywana jest «Pliniuszem Nowego Świata»". Jak powiedział Humboldt: “Fundamenty tego, co dzisiaj nazywamy fizyką Ziemi, pomijając kwestie matematyczne, zawarte zostały w dziele jezuity Jose de Acosty, zatytułowanymHistoria natural y morał de las Indias,a także w pracach Gonzaleo Fernandeza de Oviedo".

(....)

Kontynent amerykański

(...)

W założeniach Kolumba kryły się dwa błędy: przyszły admirał przewidywał, iż kontynent azjatycki sięga dalej na wschód, niż dzieje się to w rzeczywistości, na dodatek źle ocenił długość promienia Ziemi -jako znacznie mniejszą od rzeczywistej. W rezultacie ujęta w planach odległość, dzieląca go od wschodnich wybrzeży Azji, była znacznie zaniżona. I tak, kiedy 12 października 1492 r. wylądował na jednej z wysp Morza Karaibskiego, sądził, że dotarł do upragnionego celu, do Indii. Napotkanych tubylców uznał więc za mieszkańców Indii i nazwał “Indianami" .

Dopiero kilka lat później, w trakcie następnych ekspedycji, wychodzi na jaw prawdziwy stan rzeczy. Nowe ziemie zaczyna się już określać mianem “Indii Zachodnich" dla odróżnienia od prawdziwych Indii, należących do kontynentu azjatyckiego. Tak oto poszukiwania zachodniego szlaku morskiego z Europy do Indii zostały nieoczekiwanie uwieńczone odkryciem ogromnego, dotąd nieznanego kontynentu: Ameryki.

Warto zwrócić uwagę również na inną stronę zagadnienia -postawę hiszpańskich monarchów, która sprawiła, że amerykański sen mógł się ziścić. E. Rivera zauważa: “słowocoloniapojawia się w hiszpańskiej Ameryce dopiero pod koniec XVIII wieku, jako preludium secesji. Rzecz w tym, iż w świadomości królów Hiszpanii i w świetle prawa Ameryka to nie kolonie, które trzeba eksploatować, lecz prowincje i królestwa, o które należy zadbać'". Belg R Charles tak pisał: “Hiszpanie wszędzie pojawiają się jako budowniczowie: stawiają kościoły, katedry, klasztory, szpitale, pałace gubematorskie oraz warownie, by stały na straży tego wszystkiego. Tworzą nie tylko kantory wymiany czy faktorie, ale trwałe miasta... Od chwili postawienia stopy na amerykańskim kontynencie przyświeca im jedna idea: pozyskać cały obszar dla Kościoła katolickiego. Filipiny i hiszpańska Ameryka dowodzą, że osiągnęli coś, co nie udało się nikomu innemu". Powołują do życia nowe Hiszpanie, ustanawiają królestwa, z których ukształtują się prawdziwe państwa.

Z drugiej strony, Lapomarda zwraca uwagę, że “znaczny odsetek potomków amerykańskich krajowców wśród obywateli dzisiejszej Gwatemali, Meksyku, Peru i innych krajów Ameryki stanowi dowód na humanitarne traktowanie w owych czasach rdzennych mieszkańców przez Hiszpanów". Ponad połowa Gwatemalczyków to Indianie, potomkowie dawnych Majów.

Ewangelizacja

Członkowie zakonów religijnych często jako pierwsi zapuszczali się w głąb nowych ziem, jeszcze przed żołnierzami cywilami; stąd też wielu z nich znalazło się w gronie największych odkrywców, badaczy, założycieli osad i kartografów. Indianie czuli, że misjonarze podchodzą do nich inaczej niż inni biali, i że stawali w ich obronie, gdy dochodziło do nadużyć.

W 1864 r. Kongres Federalny Stanów Zjednoczonych postanawia stworzyć Galerię Sławnych Ludzi Unii i upoważnia każdy stan do wybrania dwóch przedstawicieli. W 1895 r. stan Wisconsin wybiera do National Statuary Hall Collection w Waszyngtonie jezuitę Jacques'a Marquette'a. Pomnik franciszkanina brata Junipero Serry trafia do tejże Galerii za sprawą stanu Kalifornia w 1931 r." Takie samo zaszczytne wyróżnienie spotyka innego jezuitę, Eusebio Francesco Chini.

Francuz Jacques Marquette (1637-1675) prowadził działalność misyjną wśród Algonkinów na terytorium Nowej Francji, obszaru rozciągającego się na dużej części Stanów Zjednoczonych i Kanady. Z zamiarem krzewienia wiary pośród indiańskich plemion przemierza wraz z sześcioma towarzyszami na kruchych pirogach rzekę Wisconsin, wpływa w potężną i nieznaną rzekę, Missisipi, i dociera nią aż do ujścia rzeki Arkansas. Marquette, odkrywca Missisipi w 1673 r., umiera wkrótce potem, w wieku 39 lat.

Włoch Eusebio Francesco Chini (1645-1711), w Ameryce Łacińskiej ze względów fonetycznych nazywany Kino, posiadał rozległą wiedzę z matematyki, astronomii, architektury, geografii, kartografii, agronomii, hodowli i budownictwa. Studiował języki Indian, napisał słownik, budował stacje misyjne i kościoły... Na północnym zachodzie Nowej Hiszpanii, wzdłuż granicy Sonora-Arizona oraz rzek San Ignacio, Sonoita i Santa Cruz, wykuwa kolejne ogniwa łańcucha jezuickich misji ciągnącego się równolegle do Sierra Madre. Odbywa ponad 50 podróży badawczych, przemierzając wszerz i wzdłuż terytorium Pimów. Niezmordowany badacz i kartograf, wykreśla sporo nie wydanych nigdy map, które miały uzupełniać jego naukowe opisy. W 1700 r. odkrywa, że Dolna Kalifornia nie jest wyspą, jak sądziło się od półtora wieku, ale półwyspem, złączonym od północy z kontynentem.

Hiszpan Miguel Jose Serra (Junipero Serra, 1713-1784) urodził się na Majorce, dwa lata po śmierci Kino. Gdy miał już za sobą wiele lat pracy misyjnej w Nowej Hiszpanii, został wyznaczony do kierowania grupą franciszkanów, którzy mieli przejąć ośrodki misyjne założone w Kalifornii przez wypędzonych właśnie z Ameryki jezuitów (1767-68). Błogosławiony Junipero Serra rusza potem dalej na północ z zadaniem rozciągnięcia łańcucha misji wzdłuż wybrzeża. W ciągu kilkunastu lat intensywnej pracy (1769-82) zakłada kolejne osiedla: San Fernando, San Diego, San Carlos de Monterrey, San Antonio, San Gabriel, San Luis, San Francisco, San Juan de Capistrano, Santa Clara, San Buena-ventura. Skromne osady powstające wokół tych misji stały się zalążkiem potężnych aglomeracji miejskich, jak San Francisco w Kalifornii czy Los Angeles.

Jeszcze wielu franciszkanów i jezuitów, których z konieczności musimy tutaj pominąć, zapisało się dziejach Ameryki dzięki swej działalności na obszarze Nowej Hiszpanii, Kalifornii, Teksasu i Florydy. Dominikanin Tomas Martinez (Tomas de Berlanga) odkrywa Wyspy Galapagos. Dominikanie i jezuici kreślą pierwsze mapy obszarów dzisiejszego Ekwadoru. Jezuita Jose Gumilla penetruje dorzecze Orinoko, gromadząc przy tym bogaty materiał naukowy. Dominikanin Gaspar de Carvajal opisuje wyprawę Francisca de Orellany, a jezuita Cristobal de Acurla i franciszkanin Lau-reano de la Cruz - odkrycie Amazonki.

Jezuita Raimundo de Santa Cruz zbadał dorzecza rzek Maranón i Pastaza.

Włoski jezuita Nicolas Mascardi, misjonarz, bada Chile, jego wybrzeża i sąsiednie wyspy i araukańskie Andy; jako pierwszy przemierza Patagonię i dociera do cieśniny Magellana; ginie z rąk Indian; jego imieniem nazwane zostało jedno z jezior w słynnym parku Nahuel-Huapi.

Imię Anglika Thomasa Falknera, anglikanina nawróconego na katolicyzm w Argentynie, potem jezuity i ewangelizatora Patagończyków, nosi wzgórze i jezioro w Patagonii. Falkner publikuje geograficzną i etnologiczną charakterystykę Patagonii w głośnej w Europie książce.

Portugalski jezuita Manuel de Nobrega (1519-1570) związany jest z założeniem miast Bahia, Pernambuco, Sao Paulo i Rio de Janeiro; z kolei nazwisko hiszpańskiego jezuity urodzonego na Teneryfie, błogosławionego Jose de Anchieta (1533-1597), wymieniane jest przy okazji początków Sao Paulo, Rio de Janeiro i Anchieta.

Kolumbowi podczas słynnej wyprawy uwieńczonej odkryciem kontynentu towarzyszył mnich z zakonu mercedariuszy. Inny mercedariusz oraz pewien franciszkanin biorą udział w drugiej wyprawie (1493). Jednak w większej liczbie franciszkanie zaczynają przybywać do Ameryki w 1502 r., a dominikanie zadomawiają się tam w 1510 r.; mercedariusze osiedlają się w Ameryce ostatecznie w 1514 r. Augustianie, dołączywszy do nich w 1533 r., stanowią czwarty zakon misjonarski, który wiąże swe plany z Nowym Światem. Trzy pierwsze zakony rozpoczynają proces zakładania misji od Espanoli (Santo Domingo), skąd później rozprzestrzenia się na cały kontynent, augustianie zaś od Nowej Hiszpanii (1533).

W chwili odkrycia Ameryki, w 1492 r., nie istniało jeszcze Towarzystwo Jezusowe. Jego przyszły założyciel, Ignacy Loyola, dopiero się urodził (1491). Zakon powstanie w 1540 r. Św. Franciszek Ksawery rusza na Wschód (do Indii i Japonii) na prośbę monarchy portugalskiego (1540), a Ignacy Loyola wysyła w 1549 r. do Brazylii, czyli portugalskiej części Ameryki, pierwszych sześciu jezuitów. (...)

Filipiny

Na Filipiny Kościół dociera w XVI wieku (....) Ewangelizacja rusza tam pełną parą po przybyciu w 1668 roku jezuitów. Na ich czele stoi błogosławiony Diego Luis de San Vitores, hiszpański jezuita, który na cześć królowej Hiszpanii, Marii Anny z Domu Austriackiego, nazywa je Marianami (Islas Marianas). W 1671 r. Francisco de Miedes, kolejny jezuita hiszpański, wysyła do Europy katalog z opisem ponad 80 wysepek archipelagu Wysp Karolińskich. Jezuita Juan Antonio Cantova jako pierwszy naniósł na mapę inną grupę wysp, stanowiących dziś państwo Palau (Islas Palaos), w najbardziej na zachód wysuniętej części archipelagu Wysp Karolińskich.

Pełna poświęcenia praca misjonarska w Ameryce i na Filipinach, oprócz wymiaru ewangelizacyjnego skupiona na krzewieniu wśród tubylców najnowszych osiągnięć w rolnictwie, hodowli, rzemiośle i inżynierii, przywodzi na myśl dobroczynny wpływ, jaki w swoim czasie wywierali na średniowieczne społeczeństwo mnisi, pionierzy nauki. W miarę jak Kościół w swej misjonarskiej ekspansji penetrował nowe obszary Azji, Oceanii czy Afryki, członkowie zakonów religijnych powielali, w bardziej zacofanych regionach, sposób pracy średniowiecznych mnichów. To prawda, że wkład Kościoła ogranicza się tu w wielu przypadkach do spraw technicznych.

Ale nie zawsze. “Jezuici ufali, iż zdobędą Wschód dzięki europejskiej wiedzy naukowej i technicznej". “Odegrali znakomitą rolę w upowszechnianiu wielu traktatów naukowych zachodniego świata". Podjęli próbę “odgórnej chrystianizacji, a ich głównym argumentem była wiedza".

CHINY

W XVI wieku “na Dalekim Wschodzie, głównie za sprawą jezuickich misjonarzy, zaczyna być znana zachodnia matematyka" - pisali Rey Pastor i Babini, biorąc pod uwagę tylko jedną z dziedzin wiedzy. Chesneaux i Needham patrzą nieco szerzej: “Od chwili przybycia do Chin w 1583 r. astronoma i matematyka, jezuity Matteo Ricciego, nowożytne nauki, zrodzone na Zachodzie, zaczęły przenikać do Chin i Japonii". “Udział jezuitów w tym procesie jest imponujący".

Matteo Ricci

Włoch z urodzenia, Matteo Ricci (1552-1610) uzyskuje w 1583 roku zgodę na osiedlenie się w granicach imperium chińskiego, gdzie stopniowo zyskuje sławę jako uczony. W Nankin (1599) naucza matematyki, astronomii, geografii, filozofii. Był autorem pierwszej w Chinach mapy świata, słynnej “mapy dziesięciu tysięcy królestw", dzięki której dowiedziano się w Chinach o istnieniu wielu nowych i dalekich krajów, niewiele wcześniej odkrytych, i która doprowadziła do przemian w tradycyjnej kosmografii chińskiej. Ostatecznie osiada w Pekinie (1600-01) przy dworze, gdzie szuka możliwości dotarcia do samego cesarza. W jednym z podań o audiencję pisze: “Wasz uniżony sługa zna doskonale sferę niebieską, geometrię, geografię i matematykę. Za pomocą instrumentów obserwuje ciała niebieskie i wykorzystuje gnomon. Jego metody są całkowicie zgodne z tymi, jakie stosowali starożytni Chińczycy".

Przekłada na chiński sześć pierwszych ksiągElementówEuklidesa, wydanych przez Claviusa. Konstruuje kwadrant słoneczny, sfery, zegary. Publikuje szereg dzieł, wśród nichKomentarze z Chinw pięciu księgach, zawierających wszystko, co mogło zainteresować Europę o tym wówczas nieznanym i tajemniczym kraju: obraz jego potęgi, położenie, florę, faunę, bogactwa mineralne i naturalne, poziom rzemiosła i sztuk, naukę, język, itd. Ten sławny na całym świecie misjonarz przybliżył Zachód Chinom, ale także Chiny Zachodowi.

Inni jezuiccy misjonarze przejmują jego metodę ewangelizacji, polegającą na propagowaniu wiary pośród klas najlepiej wykształconych i wpływowych w cesarstwie poprzez wykazanie naukowej i technicznej wyższości chrześcijan*. Do najbliższych jego współpracowników należał Włoch Nicolas Longobardi, który, jeszcze długo po śmierci Ricciego, przebywa w Państwie Środka; z polecenia chińskiego ministra zajmuje się balistyką, obserwacją trzęsień ziemi i innymi zagadnieniami naukowymi.

W 1618 r. przybywają nowe siły: Szwajcar Johann Schreck (o. Terencjusz), Włoch Giacomo Rho, Niemiec Johann Adam Schall... O. Terencjusz, lekarz, członek rzymskiej Akademii Rysiów, znawca historii naturalnej, przywozi ze sobą skarbiec wiedzy w postaci 7000 woluminów oraz teleskop - pierwszy, jaki dotarł do tego wielkiego państwa azjatyckiego - o którym pisze traktat naukowy w języku chińskim.

Trybunał Astronomiczny i Obserwatorium Cesarskie

Chińczycy mieli swoją Narodową Radę Uczonych, Trybunał Matematyczny oraz Trybunał Astronomiczny; jednym z ważniejszych zadań tych instytucji było coroczne przygotowywanie kalendarza. W 1629 r. cesarz mianuje Longobardiego i Terencjusza członkami komisji odpowiedzialnej za kalendarz, a w 1631 r., w zastępstwie zmarłego rok wcześniej Terencjusza, wyznacza jeszcze Giacomo Rho'a i Johanna Adama Schalla. Schall (1592-1666) pracuje w Chinach jako misjonarz przez 47 lat, a w okresie 1630-66 przebywa na pekińskim dworze. Prowadzi kurs astronomii dla 200 członków Trybunału Astronomicznego; awansuje potem na przewodniczącego Trybunału i dyrektora Obserwatorium Cesarskiego, konstruuje przyrządy astronomiczne i tłumaczy albo pisze wiele dzieł w języku chińskim.

W 1660 r. przybywa do Pekinu Belg Ferdynand Verbiest, by wspomóc chorego i starego już Schalla. Przez pięć miesięcy objaśnia cesarzowi najnowsze osiągnięcia zachodniej astronomii i matematyki. W 1669 r. bierze się energicznie do unowocześnienia obserwatorium, którego zostaje dyrektorem w miejsce Schalla. (cztery lata poświęca na budowę instrumentów astronomicznych na wzór używanych wówczas w Europie, a następnie w 16 tomach przedstawia ich budowę i sposób posługiwania się nimi. Zostaje mianowany przewodniczącym Trybunału Astronomicznego, przeprowadza reformę chińskiego kalendarza, a nawet pisze traktat o hutnictwie i użyciu dział artyleryjskich.

Od czasów Verbiesta - do końca XVII wieku, przez cały XVIII i w pierwszych latach XIX - stanowisko przewodniczącego Trybunału Astronomicznego piastują misjonarze jezuiccy: belgijski astronom A. Thomas, Włoch F. Grimaldi, Niemcy C. Kastner, K Stumpf, I. Kogler i A. von Hallerstein. Po śmierci tego ostatniego, w 1774 r., do 1805 r. miejsce przewodniczącego zajmowali Portugalczycy: F. de Rocha, J. de Espinha, A. RodriguesiJ. B. de Almeida.

Kogler, przewodniczący Trybunału przez ponad 25 lat, pozostawił po swym urzędowaniu pamiątkę w postaci dziesięciu tomów opublikowanych tablic astronomicznych, które zawierały prace sławnych astronomów, takich jak J. Flamsteed i G. D. Caslini. Zaobserwowaną przez Koglera w 1737 r. kometę skojarzono niedawno z kometą Swift-Tuttle, która powróciła w 1993 r.

W Obserwatorium i nad reformą kalendarza pracują, oprócz już wcześniej wymienionych, także inni jezuici różnych narodowości. I tak Włoch L. Buglio bierze udział razem z Verbiestem w opracowaniu kalendarza, a Niemiec Antonio Gogeisl przejmuje w połowie XVIII wieku obowiązki dyrektora Obserwatorium. I rancuz A. Gaubil prowadzi, a następnie publikuje szereg obserwacji z dziedziny astronomii i fizyki. Włoch G. Aleni pisze, między innymi, dziełaO kosmografii królestw całego świata oraz traktat zgeometrii elementarnejw czterech tomach.

W 1688 r., w dziesięć dni po śmierci Verbiesta, zakończyła w Pekinie misję ekspedycja złożona z sześciu jezuitów, tzw. “Matematyków króla", wspieranych przez króla Francji Ludwika XIV. W jej skład wchodzili: Jean de Fontaney, Jean-Francois Gerbil lon, Joachim Bouvet, Louis Le Comte, Claude Visdelou i Guy Tachard.

Jean-Francois Gerbillon napisze traktat z geometrii w języku tatarskim i chińskim, oprócz tego dzieło z astronomii o obliczaniu zaćmień słońca oraz wspomnienia z podróży do Wielkiej Tatarii. Joachim Bouvet, wraz z innymi misjonarzami, podejmie się dzieła nakreślenia mapy całego cesarstwa chińskiego. Jeden i drugi nauczali w Pekinie matematyki i innych nauk. Nieco później, w latach czterdziestych XVIII wieku wyróżnia się Austriak G. X. La-imbeckhoven, wybitny matematyk, doradca Trybunału Matematycznego, który dzieli się swą wiedzą z trzema różnymi dworami: w Chinach, Kochinchina i w królestwie Wielkiego Mogoła.

Inne dokonania uczonych misjonarzy

O dokonaniach na polu geodezji i kartografii pisali Chesneaux i Needham: “Grupa kartografów jezuickich przemierzyła za panowania cesarza K'ang Si Tatarie i całe Chiny zostały pokryte siecią triangulacyjną w latach 1708-17. Ojciec Antoine Thomas dokonuje w 1702 r. w Chinach pomiaru długości południka ziemskiego, a w 1718 r. opublikowana została mapa w postaci 35 stronic wykonanych techniką drzeworytu. Za czasów panowania Kien-lunga sześciu kartografów jezuickich opracowało w 1769 r., wielką mapę Azji Środkowej na 104 stronicach, która do XIX wieku przewyższała analogiczne przedsięwzięcia europejskie". Ukazywały się różne mapy, między innymi autorstwa Gulia Aleniego i Polaka Michała Boyma; Włoch Martin Martini wydałNovus Atlas Sinensis(1655), zawierający 17 map i obszerny komentarz. Na początku XVIII wieku cesarz K'ang Si zlecił Francuzowi Jean-Baptiste Regisowi przygotowanie mapy całego kraju. W 1718 r. przedstawił on cesarzowi gotowe dzieło wraz ze wskazówkami w języku chińskim. To, co osiągnęli na polu kartografii Regis i Thomas, opracowanie mapy tak rozległego kraju, zostało uznane przez słynnego geografa i geologa F.G. von Richthofena za “pomnik nauki XVIII wieku". W pracy nad tym dziełem uczestniczyli także inni uczeni misjonarze, wśród nich Francuzi: J. Bouvet, Dominiąue Parrenin i Pierre Jartoux.

Astronom i architekt, Michel Benoist, również Francuz, któremu cesarz Kienlung nadał w 1744 r. tytuł nadwornego matematyka, miał duży udział w powstaniu 104-stronicowej mapy Chin wykonanej z miedzianych matryc (1769). Kreśli ponadto mapę świata bogatą w astronomiczne i geograficzne detale. Obdarowuje cesarza wielkim teleskopem zwierciadlanym i maszyną pneumatyczną, ucząc go jednocześnie ich używania. Kieruje też budową dla cesarskich ogrodów ogromnego zegara wodnego, wodotrysków i fontann; projektuje też przemyślne systemy wodne.

Dokonawszy podsumowania roli Towarzystwa Jezusowego w rozwoju chińskiej astronomii i matematyki, Chesneaux i Needham piszą: “Jezuici byli nie mniej aktywni w pozostałych dziedzinach nauki... Terencjusz (Schreck) napisał w 1625 r.Kompendium ciała ludzkiego,a Parrenin, na początku XVIII wieku opublikował tabliceAnatomii manchu...Misjonarze założyli w pałacu K'ang Si laboratorium farmaceutyczne". “Przetłumaczyli albo skompilowali traktaty o perspektywie (1626), o trzęsieniach ziemi (1626 i 1679), o świetle i dźwiękach (1682), o mechanice cieczy (1612) i o różnych typach urządzeń (1617); tą drogą poznano w Chinach między innymi śrubę Archimedesa, nieznaną tam do tej pory". Warto również wspomnieć o pracy traktującej o chińskim systemie miar i wag oraz na temat obserwacji meteorologicznych prowadzonych w Pekinie pióra Francuza Josepha Marii Amiota, a także o dzieleFlora Chin(1656) iMedyk chiński(1686) autorstwa Michała Boyma (1614-1659). Ogromną zasługą tego ostatniego było przetłumaczenie czterech ksiąg medycznych autorstwa Wang-Shuho (1658).

Przez dwa stulecia nieprzerwanej pracy apostolskiej misjonarze skrupulatnie analizowali i przekazywali na Zachód bezcenne zbiory danych obserwacyjnych dotyczących nieboskłonu, zarejestrowanych przez chińskich uczonych. Piszą raporty i są w kontakcie z czołowymi uczelniami na Zachodzie. Za pośrednictwemLettres edifiantes et curieuses,wydawanych od 1702 do 1726 r. w łącznej liczbie 17 tomów, przenikają do Europy najcenniejsze elementy chińskiej wiedzy i tradycji naukowej.

“W historii kontaktów między cywilizacjami, zauważa Needham, nie zaszło nic, co można by porównać z przybyciem do Chin w XVII wieku grupy jezuitów - ludzi kierowanych żarliwą religijnością, a z drugiej strony tak wykształconych niemal we wszystkich dziedzinach nauki, jakie rozwinęły się w dobie renesansu".

Redukcje

Pośród wielu dróg propagowania wiary chrześcijańskiej szczególnie fascynuje jedna, typowa dla Hispanoameryki, oparta na tzw. redukcjach(reducciones).Misjonarze przybyli do Ameryki zastali Indian różnych plemion i grup etnicznych żyjących w rozproszonych po dżungli wioskach. Zrodził się wówczas plan łączenia ich w specjalnie zakładanych w tym celu osadach, oddalonych od miast zamieszkałych przez Hiszpanów.Największą sławę zyskały redukcje w Paragwaju założone przez Towarzystwo Jezusowe. Choć trzeba powiedzieć, że ta forma apostołowania nie występowała wyłącznie w Paragwaju i nie należała wyłącznie do jezuitów, nie była nawet ich oryginalnym pomysłem. Sława tamtych redukcji brała się z doskonałości, do jakiej ten rodzaj pracy misjonarskiej został doprowadzony przez jezuitów.

Pierwsze próby wprowadzenia nowego systemu należą do dominikanina, ojca Bartolome de las Casas. Pierwsze redukcje powstają z jego inicjatywy w Wenezueli ok. 1515 r., i w Gwatemali ok. 1537 r., a więc w czasach, kiedy zakon jezuitów w rzeczywistości jeszcze nie istniał. Po 1530 r. w Nowej Hiszpanii zaczynają je organizować franciszkanie, dominikanie i augustianie, a około 1580 r. - franciszkanie w Paragwaju. Za typowe redukcje paragwajskie uważa się zwłaszcza 30 osad założonych wśród Indian Guaranów. Pierwsza redukcja została założona w 1609 i ochrzczona imieniem św. Ignacio Guazu.

Warto uzmysłowić sobie, jak ogromny sukces odniosły te kwitnące i tętniące życiem osady, utrzymywane przez ponad 150 lat. Lokalizowano je wzdłuż rzek Paragwaj, Parana i Urugwaj, na rozległym obszarze, dziś rozdzielonym pomiędzy cztery sąsiadujące ze sobą kraje: Paragwaj, Argentynę, Brazylię i Urugwaj.

Misjonarze-założyciele znalazłszy odpowiednie miejsce nad brzegiem rzeki wznosili osadę z krzyżem pośrodku placu zamkniętego przez kościół, dom dla zakonników, szkołę i warsztaty. Do placu dochodziły długie, proste ulice, wzdłuż których ciągnęły się indiańskie chaty. Ruiny redukcji Trinidad zajmują obecnie ponad osiem hektarów. Na liście założycieli redukcji honorowe miejsce zajmuje św. Roque Gonzalez de Santa Cruz, jezuita urodzony w Paragwaju. Wyrusza z San Ignacio Guazu do Parany zakładając m.in. Santa Ana de Ibera na ziemi argentyńskiej (dała początek dzisiejszemu Itati), Itapua (obecnie Posadas), Concepcióon, a także Yapeyu. Jego niezwykła działalność jako badacza i społecznika oraz pełna poświęcenia postawa apostolska kończy się męczeńską śmiercią w 1628 r.

W San Ignacio Guazu już w 1613 r. żyło 6 tys. Guaranów. W 1700 r. liczba redukcji w Paragwaju sięgnęła 29; zamieszkiwało je wówczas 114 tys. Indian, potem liczba ta urosła do 130 tys., a nawet 140 tys. Każdą redukcję obsługiwało od 4 do 6 misjonarzy, a liczba misji sięgnęła w 1767 r. osiemdziesięciu. Na miejsce odchodzących jezuitów przychodzili następni i tak przez całe półtora wieku; oprócz Hiszpanów w misjach pracowali też Włosi, Flamandczycy, Walończycy, Niemcy, Szwajcarzy.

Indianie skupieni we wspólnoty “o organizacji społecznej i poziomie ekonomicznym przewyższającym, w ocenie Mac Dowela, to, co prezentowali ówcześnie biali osadnicy", zajmowali się rolnictwem, hodowlą, rzemiosłem i handlem. Jezuici przekazują im najnowsze zdobycze agrotechniki, budują warsztaty, szkolą w rzemiośle i sztuce.

Jezuici nie tworzyli redukcji wyłącznie dla Guaranów. W 1682 roku rozpoczyna działalność ośrodek wśród Indian Mojos, nad brzegiem rzeki Mamore; z biegiem czasu 16 takich redukcji liczyć będzie 30,5 tys. dusz. W 1692 r. uruchomiona zostaje misja na obszarze dzisiejszej Boliwii (Chiquitos); w połowie XVIII wieku 10 osad zamieszkiwało łącznie 23 tys. Indian. W połowie XVII stulecia, u brzegów rzeki Maranón, katechizowano 70 tys. Maynas w 12 redukcjach. Około 1731 r. zaczynają powstawać następne u wybrzeży Orinoko.

W paragwajskich redukcjach założono nawet drukarnię, w której Guaranowie sami odlewali czcionki i wykonywali drzeworyty. Książki - pierwsza wydana została w 1705 r. - ukazują się drukiem w różnych miejscowościach i niemal wszystkie w języku guarani.

Jezuita Buenaventura Suarez (1678-1756), urodzony w Santa Fe (w obecnej Argentynie), misjonarz przez 30 lat w redukcjach w Paragwaju, astronom, buduje przy pomocy Guaranów narzędzia niezbędne do funkcjonowania obserwatorium w redukcji San Cosme i San Damian: wahadło, kwadrant astronomiczny, małe i duże teleskopy. Gromadzi bardzo szczegółowe dane na temat nieba południowego, jest w kontakcie z głównymi astronomicznymi ośrodkami badawczymi tamtych czasów i pisze “Lunario”,w którym przepowiada zaćmienia na całe stulecie.

W redukcjach znanych pod nazwą “ciquitos”misjonarze zakładali wspólnoty złożone z Indian z różnych szczepów, posługujących się odmiennymi dialektami. Wziąwszy to, co przydatne z poszczególnych języków, jezuici utworzyli nowy język, zwany “chiquitana escrita”.Jeszcze dzisiaj Indianie z różnych stron używają rodzimego dialektu, gdy rozmawiają między sobą, zaś na język “chiquitana escrita”przechodzą, by porozumieć się z obcymi. Podczas długoletniej pracy misyjnej wśród Indian Chiquitos szwajcarski jezuita Martin Schmid szkoli ich w rzemiośle i sztuce, buduje zegary słoneczne i piaskowe, składa zegary na ścianę i konstruuje przyrząd do określania godziny w porze nocnej, na podstawie pozycji gwiazdozbioru Krzyż Południa.

Po wypędzeniu jezuitów z Hiszpanii i Hispanoameryki w latach 1767-68 na mocy dekretu Karola III bez duchowej i socjalnej opieki pozostało około 305 tys. nawróconych na chrześcijaństwo Indian.

 (...)

Gregoriańska reforma kalendarza

1. KALENDARZ

W latach osiemdziesiątych XVI wieku miało miejsce doniosłe wydarzenie, o którym znakomity historyk, L. Pastor, napisał: “nie ma obecnie wykształconego człowieka, który podważałby zasługi, jakie dla rozwoju cywilizacji położył Grzegorz XIII swą reformą kalendarza".

W języku potocznym słowo “kalendarz”oznacza kartkę albo mieszczący się w portfelu kartonik, gdzie umieszczony jest spis wszystkich dni bieżącego roku z podziałem na tygodnie i miesiące oraz różne dodatkowe informacje. Kalendarz, jak wiadomo, występuje w najróżniejszej postaci, może być wiszący, stojący, kieszonkowy itd. ... W bardziej precyzyjnym, naukowym znaczeniu, “kalendarz" to opracowany przez człowieka system do mierzenia upływu czasu, zbiór prawideł, zasad, tabeli, mający na celu ustanowienie wygodnej dla człowieka chronologii, właściwie regulującej życie społeczne.

Jednostki

Nasi dalecy przodkowie patrząc w niebo, dostrzegli pierwsze wskazówki, jak mierzyć i opisać zjawisko trwania, jak podzielić bezkresną przestrzeń czasu. Z obserwacji następujących po sobie okresów jasności i ciemności, dnia i nocy, zrodziła się jednostka zwana “dniem”.Astronomia odkryje później, że odpowiada ona jednemu obrotowi Ziemi dookoła własnej osi. W mroku nocy uwagę człowieka przyciągał zawsze Księżyc oraz jego fazy, powodowane krążeniem naszego satelity dookoła Ziemi. Seria jego dziwnych przemian zachodzących w ciągu 29 i pół dnia stanowi jedno z najbardziej regularnych i widocznych zjawisk, zaraz po sekwencji dnia i nocy. Nic więc dziwnego, że jeden pełny cykl również przyjęty został za jednostkę: “lunacją”.To z niej najprawdopodobniej narodziła się jednostka używana od zamierzchłych czasów – “miesiąc”.

Cykl czterech pór roku z jego zmianami w wegetacji, różnicami klimatycznymi, w sposób naturalny skłonił człowieka do określenia jeszcze jednej podstawowej jednostki: “roku”.Odpowiada czasowi, w jakim Ziemia okrąża Słońce. Ruch naszej planety po orbicie powoduje złudzenie, jakby to Słońce wędrowało po nieboskłonie, na tle gwiazdozbiorów zodiakalnych. Wśród różnych odmian roku zdefiniowanych przez astronomów występuje “rok zwrotnikowy”,czyli w uproszczeniu czas, jaki upływa pomiędzy dwoma następującymi po sobie momentami przejścia Słońca przez tzw. punkt “równonocy wiosennej”. “Rok cywilny"natomiast, powielany na wszystkich kalendarzach, z jakimi spotykamy się na co dzień, porządkuje wszelkie przejawy życia społecznego i w odróżnieniu od roku naturalnego (zwrotnikowego) składa się z pełnej liczby dni, pomijając ze względów praktycznych ułamkowe różnice.

Kalendarz juliański

Kalendarz muzułmański jest kalendarzem księżycowym, na jeden rok przypada 12 lunacji (354/355 dni). Wśród Hebrajczyków obowiązywał kalendarz księżycowo-sloneczny, w którym rok miał 12 miesięcy, a każdy miesiąc na przemian: 29 albo 30 dni; po roku albo dwóch latach 354-dniowych dodawano trzynasty miesiąc przestępny. Grecy używali początkowo kalendarza tylko księżycowego, a potem księżycowo-słonecznego; jego reguły zmieniały się z biegiem czasu, aż do 432 r. p.n.e., kiedy to reformę wprowadził grecki astronom i geometra Meton z Aten; jego cykl obejmuje 19 lat słonecznych, w ciągu których następuje po sobie łącznie 235 pełnych lunacji (cykl Metona).

Kalendarz rzymski ulegał stopniowym modyfikacjom. Początkowo rok składał się z 304 dni, rozłożonych na 10 miesięcy; zaczynał się w marcu, a kończył w grudniu. Potem miesiąc piąty i szósty otrzymały nazwy “Julius”(lipiec) i “Augustus”(sierpień) w miejsce dawnych “Quintilis”i “Sextilis”.Kolejna zmiana wprowadza dwa nowe miesiące: “Januarius”(styczeń) i “Februarius”(luty), umieszczone w kalendarzu po grudniu, i rok zamyka się liczbą 354 dni. Później zadecydowano, że rok rozpoczynał się będzie 1 stycznia, a kończył 31 grudnia. Miesiące różniły się pod względem liczby dni. Kalendarz egipski był początkowo bardzo prosty: 12 równych miesięcy, po 30 dni, składało się na 360-dniowy rok. Po nim następował rok 365-dniowy. Udoskonala go król Ptolemeusz III, na dwa stulecia przed Juliuszem Cezarem, polecając dodawać jeden dzień co cztery lata.

Kiedy Juliusz Cezar, już jako faktyczny dyktator, zabiera się do reformy kalendarza, w Rzymie oficjalna rachuba czasu odbiega już bardzo od astronomicznej. Cezar wzywa do siebie greckiego astronoma Sosigenesa i z jego pomocą ustala porządek nowego kalendarza. Wylicza, że średni czas trwania “roku zwykłego"(roku zwrotnikowego) wynosi 365,25 doby, a więc pominięte zostanie ćwierć doby, jeśli przyjmie się liczbę 365 dni w “roku cywilnym”.Wiosenne zrównanie dnia z nocą przywraca na dzień 25 marca, a początek roku przenosi z 1 marca na 1 stycznia. Ustala również, że rok cywilny składał się będzie z 12 miesięcy, czyli z 365 dni. Miesiące liczyć mają na przemian 30 i 31 dni, z wyjątkiem lutego, krótszego.

Aby zapobiec opóźnianiu się kalendarza w stosunku do naturalnych pór roku, po trzech latach zwykłych następować miał rok przestępny z miesiącem lutym dłuższym o jeden dzień. Opóźnienie narosłe do tamtej pory koryguje w ten sposób, iż biegnący wówczas rok, 708 od założenia Rzymu, liczyć miał 455 dni. Kalendarz juliański wszedł w życie 1 stycznia 46 r. p.n.e.

Inna jednostka obecna aktualnie w kalendarzu - tydzień, wschodniej proweniencji, w czasach rzymskich nie była stosowana. Prawdopodobnie jej początki związane są z cyklem księżycowym: cztery kolejne tygodnie dają w sumie 28 dni, czyli mniej więcej tyle, ile trwa jedna lunacja. W świecie zachodnim jednostka ta pojawia się dopiero w III wieku n.e.

2. REFORMA

Kościół katolicki coraz lepiej zorganizowany i rozszerzający swe wpływy, stopniowo dostosowuje swój kalendarz liturgiczny. Zmienia nazwy dni, wprowadza też do kalendarza biblijnego nową jednostkę, tydzień, i określa daty dla swych uroczystości. Wielkanoc urasta do rangi najważniejszego święta Kościoła, stąd też wokół jej daty powstaje w pierwszych stuleciach wiele sporów. Sobór w Nicei (325 n.e.) przyjmuje kalendarz juliański i na datę Wielkanocy wyznacza pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni Księżyca (21 marca). Uznano również, że w czasach Juliusza Cezara popełniono błąd, wyznaczając zrównanie dnia z nocą na dzień 25 marca, a nie na 21.

Użyteczność reformy

W rzeczywistości błąd był znacznie poważniejszy, a popełnił go Sosigenes przyjmując, że jeden rok zwykły trwa 365,25 dni. Rok w kalendarzu juliańskim jest dłuższy od rzeczywistego o 0,0078 doby, czyli 11 minut i 14 sekund. Chodzi tu o błąd, który, jeśli traktować go miarą jednego życia ludzkiego, znaczy niewiele, ale rozpatrywany z perspektywy stuleci staje się bardzo istotny: oznacza jeden dzień na każde 128 lat.

Data przejścia Słońca przez punkt wiosennej równonocy następowała wcześniej o trzy dni na każde cztery stulecia w stosunku do tego, co pokazywał kalendarz cywilny. Blisko cztery wieki, jakie upłynęły pomiędzy wprowadzeniem kalendarza juliańskiego w Rzymie, a soborem w Nicei tłumaczą, dlaczego w roku soboru wiosenna równonoc przypadała na dzień 21 marca, podczas gdy w epoce Juliusza Cezara i Sosigenesa następowała 24 marca.

Ta różnica narastała wprawdzie powoli, ale systematycznie. W VIII wieku Beda rejestruje cofnięcie się równonocy o trzy dni w stosunku do 21 marca, stałej daty święta Zmartwychwstania Pańskiego. Wielu uczonych Kościoła zajmowało się tą sprawą i proponowało środki zaradcze. W XIII wieku Grosseteste pisze traktat o kalendarzu ”De computo”,podobnie czynią Sacrobosco i Giovanni Campano. “De computo”to także tytuł dzieła napisanego w 1263 roku przez Rogera Bacona. Reforma kalendarza nie daje mu spokoju. W swych “Opus maius”i “Opus tertium”naciska na papieża Klemensa IV w tej sprawie. Uczestnicy Soboru w Pizie (1409) domagają się natychmiastowej reformy. Piotr z Ailly (1350-1422), Francuz, profesor Uniwersytetu Paryskiego, biskup i kardynał, autor wielu prac z astronomii, kosmologii i fizyki pisze “Exhortatio ad concilium generale super kalendarii correctionem”(1411) na Sobór w Konstancji. Mikołaj z Kuzy przedstawia na Soborze w Bazylei w 1436 r. traktat na temat reformy kalendarza. Paweł z Middelburga zabiera głos w sprawie reformy przy okazj i V Soboru Laterańskiego (1512); aktywny jest tam także Giovanni Maria Tolosani (1470-1549), matematyk biegły w astronomii.

Papież Sykstus IV już w 1475 r., planując korektę kalendarza, sprowadził do Rzymu niemieckiego matematyka i astronoma Johannesa Mullera (Regiomontanus, 1436-1476), podniesionego później do godności biskupa Ratyzbony. Regiomontanus podejmuje przygotowania do reformy, ale niespodziewanie umiera i w rok po jego śmierci prace nad reformą zostają wstrzymane.

W 1515 r. papież Leon X sprawę poddaje pod rozwagę uniwersytetowi w Salamance*. Ostatecznie Sobór Trydencki podejmuje decyzję o reformie i w grudniu 1563 r. zwraca się z prośbą do Grzegorza XIII o przystąpienie do dzieła. W owym czasie wiosenna równonoc roku astronomicznego nie przypadała na 25 marca roku cywilnego, jak ustalił był Juliusz Cezar, ani nawet na 21, jak postanowił potem Sobór Nicejski, ale na dzień 11III.

* Przypis tłumacza:

Sobór Laterański (1512-17) zwrócił się w tej sprawie także do uniwersytetu w Krakowie, który w 1514 r. powierzył to zadanie Marcinowi Biemowi. Dwa lata później przesłane zostały do Rzymu wyniki Biema, które jednakże uznane zostały za zbyt tradycyjne. Wiadomo również, iż problemem tym zajmował się także Mikołaj Kopernik, lecz wyniki jego pracy są nieznane.

Komisja papieska

Papież podejmuje decyzję o przystąpieniu do prac nad reformą kalendarza. Zamierza skorygować, zgodnie z najnowszą wiedzą, błędy kalendarza juliańskiego i prosi o fachową opinię w tej sprawie uniwersytety w Salamance i Bolonii. Po jej otrzymaniu z jednej i drugiej strony mianuje w 1577 r. ośmioosobowa komisję, z włoskim kardynałem Gugliermo Sirleto na czele, do przygotowania reformy. W jej skład wchodzą, między innymi, włoski dominikanin Igna-zio Danti, niemiecki jezuita Christoph Schussel (Clavius), hiszpański franciszkanin Juan Salon, autor dzieła “De emendatione romani calendarii”(1572), a także Hiszpan Pedro Chacón, mianowany przez papieża kanonikiem w Sewilli... Chacón (1527-1586), który zmarł w Rzymie na rok przed wprowadzeniem nowego kalendarza", pozostawił po sobie, pośród innych pism, “Kalendarii romani veteris explanatio”(1568) oraz “Sobre las pesas y medidas”.

Ignazio Danti (1536-1586), biskup, dał się poznać jako matematyk i astronom przez swą działalność pedagogiczną we Florencji i Bolonii, oraz przez naukowe publikacje z lat 1569-78. Jest autorem projektu 73-metrowej wieży - znanej obecnie jako Wieża Wiatrów albo Wieża Gregoriańska - wybudowanej na polecenie Grzegorza XIII w ramach prac przygotowawczych do reformy. W jej wnętrzu, w tak zwanej Sali Kalendarzowej albo Aula delia Meridiana, znajduje się skonstruowany przez Dantiego zegar słoneczny, tzw. meridiana, który miał precyzyjnie określić nadejście równonocy wiosennej, obserwowanej już wówczas dziesięć dni wcześniej, niż pokazywał kalendarz.

Do grona najważniejszych członków komisji papieskiej należał Włoch Antonio Giglio (albo Lilio). Istniały spore trudności z obliczeniem daty pełni Księżyca poprzedzającej niedzielę wielkanocną. Drogę do ich pokonania otworzyły specjalne tablice epaktalne przygotowane przez Luigiego Lilio we współpracy ze swym bratem, Antonio, który - po śmierci Luigiego - przedstawił je Grzegorzowi XIII. Tablice stanowiły podstawowe narzędzie pracy dla zespołu zaangażowanego w przeprowadzenie reformy.

Panuje zadziwiająca zgodność historyków, co do roli, jaką odegrał w tym przedsięwzięciu Christoph Clavius (1532-1612). “Jeden z głównych twórców reformy gregoriańskiej". “Wniósł duży wkład w reformę kalendarza z 1582 r.". “Odegrał zasadniczą rolę w sporządzeniu kalendarza gregoriańskiego". “Clavius otrzymał... zadanie przygotowania kalendarza i wykonania mnóstwa obliczeń". Konieczna stała się “korekta w tablicach epaktów. To jezuita Clavius opracował skomplikowane tablice epak-tów, wykorzystane w reformie gregoriańskiej".

I jeszcze: “Tablice do gregoriańskich obliczeń wykonane zostały -jak się uważa - przez jezuitę Claviusa, który odegrał główną rolę w reformie z 1582 r. jako doradca papieża". “Christoph Clavius, jezuita, główny architekt reformy gregoriańskiej". “Ostateczna redakcja była, według wszelkiego prawdopodobieństwa, dziełem jezuity Claviusa, który bronił jej później w rozmaitych pismach". “Klemens VIII w bulli z 17 marca 1603 r. twierdzi, że Clavius jak nikt inny zasłużył się dla reformy (kalendarza)". Komisja papieska działa sprawnie i skutecznie. Grzegorz XIII ogłasza reformę bullą z dnia 24 lutego 1582 r., tak by weszła w życie jeszcze tego samego roku.

Treść reformy

Miała ona przed sobą dwa cele. Po pierwsze: przywrócić zgodność pomiędzy kalendarzem i danymi astronomicznymi, dopasować rok cywilny do roku słonecznego. Po drugie: opracować zasady, które umożliwią utrzymanie tej zgodności na wieczność. Normy ustalone w celu osiągnięcia tych celów budzą podziw swą prostotą.

Ponieważ w 1582 r. równonoc wiosenna wypadała 11 marca, to usuwając z kalendarza 10 dni, w roku następnym, w 1583, przypadłaby na dzień 21 marca. Skrócenie roku dokonane zostało w ten sposób, że po dniu 4 października (czwartek) nastąpił nie dzień 5, ale 15 (piątek). Rok 1582 liczył więc zamiast 365 tylko 355 dni.

Z powodu błędu tkwiącego w kalendarzu juliańskim, równonoc od czasów Juliusza Cezara następowała wcześniej niż wskazywał kalendarz cywilny o trzy dni na przestrzeni 400 lat. By raz na zawsze rozwiązać ten problem, zaproponowano i przyjęto sposób bardzo prosty. Z lat, które w okresie czterech wieków winny być - idąc za wskazaniami kalendarza juliańskiego - przestępnymi, trzy mają być zwyczajne. Lata wieńczące stulecia i w postaci cyfrowej zakończone dwoma zerami, uznawano za przestępne. Od tamtej pory przestępnymi mają być jedynie te lata, w których dwie cyfry poprzedzające zera tworzą liczbę podzielną przez cztery.

Tak zatem przez 400 lat, jakie upłynęły od wprowadzenia reformy gregoriańskiej, do kategorii “przestępnych" zaliczono lata 1600, ale nie 1700, 1800 i 1900. Ta sama reguła obowiązywać będzie dla kolejnych cykli czterowiekowych.

“Lilio i Clavius zatryumfowali tam, gdzie inni ponosili porażki". Po wprowadzeniu zmian pewien błąd pozostał, jednak jest on tak drobny, że z jego przyczyny, jak policzono, rozbieżność pomiędzy rokiem cywilnym a rokiem przestępnym osiągnie jeden dzień po mniej więcej trzech tysiącach lat. Wedle Couderca “precyzja kalendarza gregoriańskiego wystarcza na potrzeby współczesnych społeczeństw: przyszłe kalendarze muszą się jej tylko trzymać".

Jak pisze L. Pastor, “na wszelkie wątpliwości wobec nowego kalendarza rzeczowo odpowiadał Clavius – “spiritus movens”reformy i pomysłodawca nowego kalendarza, człowiek w tej materii najbardziej kompetentny. Jego “Explicatio” (Explicatio Romani Calendarii a Gregorio XIII RM. restituti),obszerna 800-stronicowa publikacja, poprzedzona aprobującym breve Klemensa VIII, ukazuje się w Rzymie w 1603 r. z polecenia tegoż papieża jako odpowiedź na zastrzeżenia wobec nowego kalendarza i naukowe omówienie podstaw reformy.

Akceptacja

Grzegorz XIII przedstawił reformę do akceptacji wszystkim poddanym. Już w 1582 r. wchodzi w życie we Włoszech, Hiszpanii, Portugalii i Francji, a w przeciągu kilku następnych lat w innych krajach katolickich. Tam, gdzie przeważa protestantyzm, nie ma zgody na przyjęcie kalendarza, mimo że opowiadali się za nim dwaj wybitni astronomowie protestanccy: Tycho Brahe i Kepler. Zwolennikiem reformy był zwłaszcza ten drugi. Mówił z przekąsem:

“Protestanci wolą trwać w niezgodzie ze Słońcem, niźli zgodzić się z papieżem".

Państwa prawosławne trwały jeszcze przez wieki przy nie reformowanym kalendarzu juliańskim. Poniższe zestawienie pokazuje rok wprowadzenia kalendarza gregoriańskiego w poszczególnych krajach:

1582 Włochy, Hiszpania, Portugalia, Francja (i Lotaryngia)

1583 Belgia

1584 Austria, Bawaria, Niemcy katolickie, Szwajcaria katolicka

1586 Polska

$11587.               Węgry

  1. 1610Prusy
  2. 1700Holandia, Niemcy i Szwajcaria protestanckie, Dania, Norwegia

1752 Wielka Brytania

$11753.               Szwecja

$11873.               Japonia

$11911.               Chiny

  1. 1916Bułgaria

1918 Rosja

1919 Serbia, Rumunia

1924 Grecja

$11925.               Turcja

(...) 

 



UNIWERSYTETY KOŚCIOŁA

Kolegia jezuickie

Jednym z charakterystycznych zjawisk Nowej Epoki, która nastała wraz z renesansem i zastąpiła epokę średniowiecza, było upowszechnianie się kultury i wykształcenia w szerszych warstwach społecznych. W takim to właśnie czasie powstaje Towarzystwo Jezusowe. Ignacy Loyola i jego towarzysze ze studiów, którzy wspólnie z nim powołują do życia nowy zakon, odebrali wykształcenie na Uniwersytecie Paryskim. W niedługim czasie w kolegiach przy uniwersytetach rozpoczynają kształcenie młodych ludzi gotowych podążać ich śladem.

Zakładają domy dla studentów, kolegia przeznaczone dla młodych jezuitów kształcących się w uniwersytetach: Paryż (1540), Padwa, Coimbra i Louvain (1542), Kolonia i Walencja (1544)... Wkrótce także tam zaczęto prowadzić nauczanie. Kolejny krok został uczyniony w Gandii (Hiszpania), gdzie książę Franciszek Borgia (Francisco de Borja) funduje kolegium dla studentów należących do Towarzystwa Jezusowego (1545). Miejscowa ludność prosi, by w lekcjach brać udział mogli także inni uczniowie, nie tylko jezuici, a Borgia wyraża zgodę, podobnie czyni Ignacy Loyola, pierwszy generał w wojskowej strukturze Towarzystwa (1546).

Niedługo potem rada miejska Mesyny (Włochy) zwraca się z prośbą do Towarzystwa o otwarcie kolegium dla tamtejszej młodzieży. W ten sposób powstaje pierwsze kolegium przeznaczone dla uczniów nie-jezuitów; jego formalna inauguracja daje początek długiej serii podobnych ośrodków.

We władanie jezuitów przechodzi w owym czasie także kolegium z Santa Fe, niewielkiego ośrodka dla Portugalczyków i tubylców żyjących w dalekiej Goa (Azja), tak drogiej dla św. Franciszka Ksawerego.

Ignacy Loyola w ciągu swych ostatnich dziesięciu lat życia zatwierdza osobiście otwarcie 39 kolegiów. Umierając, w lipcu 1556 r., pozostawia w Europie 33 działające już kolegia, głównie we Włoszech i Hiszpanii, ale również w Portugalii, Francji i Europie Środkowej. 14 lipca owego roku tak pisał w liście do króla Hiszpanii Filipa II:

“Całe dobro chrześcijaństwa i całego Świata zależy od dobrego wychowania i wykształcenia młodzieży".

Z biegiem lat liczba kolegiów nowego typu systematycznie rosła. Nieco ponad dwadzieścia lat później Towarzystwo Jezusowe prowadziło ich już 144, a pod koniec XVI wieku - 245. Tylko wiatach 1581-93 ówczesny generał zakonu, Claudio Acquaviva, odrzuca 150 petycji o otwarcie kolejnych szkół. We wrześniu 1603 r. król Henryk IV zezwala na powrót zakonu do Francji i pięć miesięcy później 32 miejscowości jego królestwa poprosiły jezuitów o kolegia.

Bardzo szybko ruszają przygotowania do otwarcia 18. Monarcha inauguruje kolegium w La Fleche, nieopodal Angers (1604), które darzyć będzie specjalnymi względami. “Zakonem o największych wpływach w nauczaniu i szkolnictwie było, i to coraz wyraźniej, Towarzystwo Jezusowe". Muller w nawiązaniu do historii zakonów w XVI i początku XVII wieku pisze tak: “Wśród szkół dla młodzieży męskiej największe znaczenie zyskały ośrodki jezuickie, tak było wszędzie. Ale również inne zakony kierowały część swych członków do nauczania, zwłaszcza benedyktyni". Valler Virville w kontekście rozkwitu szkół jezuickich pisał: “Były one przede wszystkim gorąco popierane przez ludność, z kolei władze różnych szczebli robiły wszystko, by ten sprzyjający klimat wykorzystać, utrzymać i podsycić". Królowie, radcy miejscy, biskupi - wszyscy sprzyjali ich zakładaniu.

Kolegia jezuickie otwierały swe podwoje dla uczniów z różnych warstw społecznych, działały w dużych i małych miejscowościach, często także na wsi. Nie wszystkie rozwijały się w takim samym tempie i rozrastały do tych samych rozmiarów, i choć przeważnie prowadziły nauczanie średnie lub podstawowe, niemała część z nich zyskała prawo do nadawania stopni akademickich i przekształciła się w uniwersytety.

Tak było w przypadku kolegium w Gandii (1547-48). Św. Franciszek Borgia osiąga dla niego przywileje podobne do tych, jakie miały uniwersytety w Salamance czy Paryżu. Papież Paweł IV przywilej nadawania tytułów akademickich przyznaje również dla Collegio Romano. WKonstytucjachTowarzystwa Jezusowego, dokumencie założycielskim zakonu, aż siedem rozdziałów poświęconych jest uniwersytetom, które w przyszłości prowadzić mieli jezuici.

Rok po otwarciu kolegium w La Fleche zapisanych do niego było już około 1000 uczniów, a wśród nich, w latach 1604-1612, słynny Kartezjusz. O swym pobycie w kolegium tak sam pisze: “Studiowałem w La Fleche, w jednym z najprzedniejszych ośrodków nauczania, jakie ma dziś Europa". Pochwała to wielka, a że zasłużona, świadczą słowa współczesnego matematyka B. Russella, który twierdzi, że Kartezjusz studiując w kolegium La Fleche otrzymał, jak się zdaje, wykształcenie matematyczne na poziomie przewyższającym to, co oferowały wszystkie pozostałe uniwersytety w Europie. “Kartezjusz wspomina jezuitów z La Fleche z serdecznością i szacunkiem; ich system nauczania, w porównaniu z większością ówczesnych ośrodków kształcenia, uważał za zdecydowanie najlepszy. Z jego pism wynika jasno, że uważał swe wykształcenie otrzymane w La Fleche za najlepsze z możliwych do osiągnięcia w tradycyjnych strukturach".

Tam też w trakcie ostatnich lat nauki poświęcił się studiom z filozofii i matematyki. “Studiował algebrę w szkole jezuitów" pisze Wieleitner. Pierwsze wydanie “Algebry”Claviusa “ukazało się w Rzymie w 1608 roku". Teksty Claviusa były omawiane w La Fleche i w wiele ustępów z dzieł Kartezjusza wykazuje wpływy matematyka z Collegio Romano. Już jako słynny uczony i filozof Kartezjusz składa sentymentalną wizytę w La Fleche (1644), kolegium swej młodości.

Miał tam za towarzysza innego sławnego uczonego, fizyka i matematyka, Marina Mersenne'a. W aulach uczelni prowadzonych przez jezuitów można było spotkać wielu uczniów, którzy z czasem zapisali swe nazwiska na kartach historii nauki. Byli wśród nich matematycy G. Ceva, J.E. Montucla, C.B. Bragelogne; astronomowie G.D. Cassini, J.J. Lalande, G. Wendelin; matematycy i fizycy E. Torricelli, C. Bossut, R.A.F. Reamur, V. Mur; biolog L. Spallanzani; zoologowie, botanicy, przyrodnicy- J.I. Leclerc Buffon, J.B. Monet de Lamarck, L.R Gratiolet, J. Pitton de Tourne-fort, AJ. Cavanilles...

Profesorowie Collegio Romano (Uniwersytetu Gregoriańskiego)

Sam Ignacy Loyola zakłada w Rzymie, na początku 1551 roku, kolegium będące wzorem do naśladowania dla wszystkich pozostałych ośrodków: słynne Collegio Romano. Do grona profesorskiego ściąga z różnych stron świata najlepiej wykształconych jezuitów. W następnym roku, również w Rzymie, otwiera Collegio Germanico, zależne od poprzedniego jeśli idzie o studia i stopnie naukowe. Samo Collegio Romano rychło zyska powszechną sławę za sprawą wysokiego poziomu nauczania i znakomitego, międzynarodowego grona wykładowców.

Ograniczając się do spraw nauki, przypomnijmy Claviusa, o którym papież Sykstus V powiedział, że nawet gdyby jezuici nie położyli innych zasług, to wystarczyłaby ta jedna - danie światu Claviusa. Matematyk i astronom naucza tam przez niemal 45 lat, począwszy od 1564 r., z ledwie dwiema krótkimi przerwami. Historyk nauki George Sarton ocenia go jako “najbardziej wpływowego nauczyciela Renesansu". “Ten cieszący się w pełni zasłużoną sławą profesor matematyki w kolegium jezuickim w Rzymie odegrał zasadniczą rolę w pracach nad kalendarzem gregoriańskim. Jego “Opera mathematica”(Moguncja 1612) zawierają 5 tomów in folio. Znakomite i opatrzone komentarzami tłumaczenie Euklidesa dokonane przez Claviusa (1574) szybko stało się wydaniem wzorcowym i tak pozostało przez cały XVII wiek. Jego wspaniałe podręczniki z arytmetyki, geometrii, algebry, gnomoniki dzięki swym walorom pedagogicznym i pozycji autora zostały przyjęte przez kolegia jezuickie... i uczyniły z Claviusa Nauczyciela Matematyki katolickiej Europy".

Ukazało się aż sześć wydań jego “Komentarzy do Elementów Euklidesa”,wydanych po łacinie, zawierających 13 ksiąg Euklidesa oraz obszerny zbiór objaśnień oraz rozważań nad problemami nie rozwiązanymi przez geometrię euklidesową. Wywarł tym samym istotny wpływ na nauczanie i rozwój geometrii. Matteo Ricci, jego uczeń w Collegio Romano, przetłumaczył obszerne fragmenty dzieła na chiński, by przedstawić zachodnią matematykę na dworze cesarskim w Pekinie.

“Clavius zasłużył na miano «Euklidesa XVI wieku» wspaniałą syntezą całej ówczesnej wiedzy matematycznej".

Niemiecki jezuita w swym “Tractatus triangulorum, tum rectilineorum, tum sphaericorum”(1611), gromadzi niemal całą ówczesną wiedzę z zakresu trygonometrii płaskiej i sferycznej. W “Astrolabium”(1593) jako pierwszy stosuje kropkę do oddzielenia części dziesiętnej od całości. Wieleitner, wspominając o typowej podziałce noniusza, pisze: “po raz pierwszy zastosowanie tego typu podziałki do mierzenia kątów opisano w “Astrolabium”(Rzym 1593) pióra jezuity Christophera Claviusa, a do miar w linii prostej w “Geometria Practica”(Rzym 1604)... Wswym “Astrolabium”wykorzystuje projekcję stereograficzną".W “Algebrze”z 1608 r. jako pierwszy używa nawiasu do łączenia elementów.

Scheiner, znany przede wszystkim jako badacz zjawisk słonecznych, w fizyce przyczynił się do rozwoju optyki. “Przeprowadza szereg eksperymentów z oczami wołów i ludzi. Trafnie określa rolę źrenicy i substancji załamujących światło, wyjaśnia mechanizm odwrócenie obrazu na siatkówce oka, daje też pierwszy opis zjawiska akomodacji". W odniesieniu do mechanizmu widzenia Kepler stwierdził, że “realny, odwrócony obraz winien powstawać na siatkówce oka. Teorię tę potwierdził Scheiner, który wziął oko byka, zdjął kolejne warstwy aż do siatkówki, skierował je w stronę światła i zobaczył powstający w nim czysty obraz; ten sam uczony odkrył, że dostosowanie się oka do odległości od obserwowanego przedmiotu odbywa się poprzez zmianę stopnia wypukłości soczewki". Niemiecki jezuita wynalazł ponadto pantograf (1603), wydał też o nim książkę w 1631 r.

Athanasius Kircher (1601-1680), przez wiele lat profesor w Collegio Romano, wybitny i niezwykły umysł, wszechstronny erudyta, wywarł szeroki wpływ na ludzi nauki tamtych czasów. Badawczy zapał każe mu zejść do krateru Wezuwiusza. Zajmuje się między innymi matematyką, astronomią, naukami przyrodniczymi, fizyką, archeologią, medycyną, filozofią... Jego “głośne “Mundus subterraneus”(1664-65) może być uważane za pierwszy tekst z nowoczesnej geologii". Kircher Jawi się jako prekursor nowoczesnej geologii pisząc: «Ziemia ani na zewnątrz, ani wewnątrz nie przetrwała w takim stanie, w jakim znajdowała się na początku». Wymienia przy tym czynniki odpowiedzialne za zmiany: erozję, inwazję morza, osady rzek, deformacje wywołane ruchami sejsmicznymi". Wiele miejsca poświęca prądom morskim, zjawiskom wulkanicznym, aluwialnym równinom, zjawisku krasowienia, pisze o fosforescencji morza...Prowadzi badania nad magnetyzmem i wydaje dzieło “Magnes sive de arte magnetica libri tres”(1641). Przypisuje się mu odkrycie pierwowzoru rzutnika, tzw. laterna magica, którą szczegółowo opisujew “Ars Magna lucis et umbrae”(1644). Na polu matematyki projektuje wiele urządzeń, m.in. pierwszą maszynę do liczenia. “Teoria o istnieniu mikrobów została wysunięta przez A. Kirchera, który mówił o organizmach niewidocznych gołym

okiem". Opierając się na swoich zbiorach i własnych pracach zakłada w Collegio Romano słynne muzeum nauki Museo Kircheriano. Łącznie naukowy dorobek Athanasiusa Kirchera obejmuje 44 tomy.

Boscovich to nie tylko astronom i geodeta, jak widzieliśmy w poprzednim rozdziale, ale także matematyk, fizyk, inżynier, filozof.... W traktacie o pomiarze łuku południka (Rzym 1755) wykłada metodę szacowania powierzchni. Uważa się tę pracę za pierwszą, w której zastosowano prawdopodobieństwo do teorii błędów, a jej autora za prekursora Laplace'a, który zastosował tę metodę wielokrotnie. Gauss odwoływał się do pracy Boscovicha i włączył ją do jednego ze swych dzieł. Euler, Simpson i Jacobi również wiele mu zawdzięczali. W 1754 r. Boscovich wydał “Elementa universae matheseos”,jedno z 66 pism z zakresu matematyki, w którym doceniono przede wszystkim część poświęconą przekrojom stożkowym.

Z kolei pięć tomów “Opera pertinentia ad opticam et astronomiam”(1785) zawiera najważniejsze jego dokonania na polu fizyki i astronomii.

Aureola sławy otacza Boscovicha głównie za sprawą mistrzowskiego dzieła “Philosophiae naturalis theoria”(Rzym 1758), które o całe stulecie wyprzedza narodziny nowoczesnej teorii atomistycznej; uznany został za faktycznego odkrywcę teorii atomistycznej. Jak przypuszczał, elementarnymi cząstkami materii są niepodzielne punkty (atomy), nierozciągliwe, nieprzenikliwe, identyczne, skupiające energię. Siła oddziaływania pomiędzy atomami zmienia się w funkcji odległości; przy małych odpychająca, przy dużych staje się przyciągającą i zmienia się wraz z kwadratem odległości. Istotną cechą tej teorii jest jej prostota, w tym stopniu nieosiągalna przez współczesne teorie fizyczne.

Wymaga niewiele założeń wstępnych, zakłada jedynie istnienie pewnych cząstek elementarnych do wyjaśnienia wszystkich wielorakich form materii, zależnych od względnego położenia i prędkości poruszania się punktów-atomów. Holliday pisze: “philosophiae naturalis theoria”Rudjera Boscovicha wywarła tak duży wpływ, okazała się na tyle ważna, że jeszcze 150 lat później Lord Kelvin mógł określić się mianem prawdziwego boscovichianina".

“Brytyjski fizyk J. H. Poynting zaliczył go (Boscovicha) do grona «najbardziej śmiałych umysłów w dziejach ludzkości»". W zależności od wartości siły “punkt-atom otoczony jest przez szereg koncentrycznych warstw... Warstwy te odpowiadają zadziwiająco dokładnie orbitom elektronów w modelu atomu zaproponowanym przez Nielsa Bohra w 1913 roku".

F.M. Rinard “pisząc dla American Journal of Physics, podkreśla, że prawo siły Boscovicha mogłoby posłużyć do opisu którejś z interakcji kwarków". Boscovich twierdzi ponadto, że jeśli dany obiekt znajduje się w ruchu, winny zmienić się jego rozmiary, gdyż względny rozkład atomów punktowych ulega zmianie; uprzedza tym samym, w pewnym sensie, nowości, jakie przyniosła teoria względności.

Pośród uczonych, którzy wiele Boscovichowi zawdzięczają albo darzą go podziwem, wymienić można, oprócz wspomnianych już wcześniej, takie nazwiska jak: Priestley, Young, Davy, Faraday, Maxwell, J.J. Thomson, Clairant, Lalande, Gay-Lussac, Ampere, Cauchy, Veguin, Poisson, Fechner, Weber, Helm-holtz, Hertz, Lorenz... Dla Mendelejewa “Boscovich jest, obok Kopernika, dumą narodów słowiańskich. Może być uważany za twórcę nowoczesnego atomizmu".

Bardzo szybko kolegia nowego zakonu docierają za Ocean. Jezuici w krótkim czasie po osiedleniu się w jakimś regionie otwierali tam kolegium. Pierwsze powstały w Brazylii: w Pernambuco (1562), Rio de Janeiro (1565). Najstarsze w Ameryce Łacińskiej założone zostało w Limie (1568). Po nim otwierano następne: również w Peru - w Cuzco (1571) i La Paz (1572); na terenie Meksyku w Pazcuaro w Michoacan (1573), w Oaxaca (1574) i w Puebla (1578); na obszarze dzisiejszego Ekwadoru - w Quito (1587)... Franciszkański historyk Morales Valerio, odnosząc się do Towarzystwa Jezusowego, stwierdza: “Każde średniej wielkości miasto w Meksyku kolonialnym posiadało jedno albo dwa kolegia kierowane przez jezuitów. Ich udział na polu nauk ścisłych i humanistycznych jest w tamtych wiekach nie do przecenienia".

Potem przyszedł czas na Filipiny. Powstaje Colegio de San Ignacio w Manili (1589), San Ildefonso w Cebu (1599) i również w Manili - San Jose (1601). Salvado Madariaga stwierdza: “Rozmach, z jakim jezuici cywilizowali Indie Zachodnie, jest zdumiewający. Cały kontynent, od Nowej Hiszpanii po Chile, usiany był kolegiami prowadzącymi nauczanie średnie i wyższe. Tak zatem w niedługim czasie na obszarze całej hiszpańskiej Ameryki i Filipin nie było większego miasta, w którym jezuici nie przyczyniliby się w istotny sposób do wykształcenia klasy rządzącej".

Instytuty religijne w oświacie

W XVII wieku liczba szkół jezuickich rośnie nadal w zawrotnym tempie. Rozproszonych po całym świecie są już ich setki. W nurcie powszechnego dążenia do posiadania jak największej liczby ośrodków kształcenia dla dzieci i młodzieży pojawiają się w Europie nowego wieku różne instytuty religijne powołane właśnie w tym celu. Dawny uczeń kolegium z Clermont, otwartego przez jezuitów w Paryżu w 1564 r., przyszły kardynał Pierre de Berulle (1575-1629), zakłada we Francji Kongregację Oratorium (1613). Wielu prałatów zleca oratorianom kierowanie instytucjami kształcenia i seminariami na obszarze swych diecezji. Kongregacja zyskuje wpływy na szerokie warstwy społeczne poprzez dobre kolegia: w 1618 r. prowadziła już dwa, w Rouan i w Dieppe.

Na przełomie XVI i XVII wieku hiszpański duszpasterz Św. Józef Kalasancjusz (Jose de Calasanz, 1557-1648) zakłada w Rzymie, gdzie prowadzi działalność apostolską, Zakon Szkół Pobożnych. Zakon, zwłaszcza od chwili zatwierdzenia papieskim brewe z 1617 r., w szybkim tempie rozprzestrzenia się we Włoszech, a później, od 1631 r., w Europie Środkowej. Obie wspólnoty, oratorian i pijarów, od samego początku doskonale wypełniały swe wychowawcze zadanie i osiągnęły na tym polu wspaniałe rezultaty.

U schyłku XVII wieku francuski kapłan, św. Jean Baptiste de la Salle (1651-1719), doprowadza do powstania wspólnoty Braci Szkół Chrześcijańskich, która w XVIII wieku tworzy we Francji sieć bezpłatnych szkół podstawowych i średnich dla ubogich oraz prowadzi seminaria kształcące nauczycieli.

Pijarzy skupili się przede wszystkim na nauczaniu podstawowym i średnim. “Pijarskie szkoły Kalasancjusza - twierdzi H. Jedin - odegrały w kształceniu szerokich warstw społecznych tę samą ważną rolę, co jezuickie kolegia w szkolnictwie wyższym".

Ośrodki nauczania akademickiego

Jezuici, jak tylko zaczęli być znani, trafiali na zaproszenie biskupów i europejskich władców do wielu uniwersytetów, by objąć tam jakąś katedrę, a niekiedy cały wydział. Tak było w Ingolstadt (1548), Wiedniu (1551), Trewirze (1561), Moguncji (1562), Fryburgu Bryzgowijskim (1620), Heidelbergu (1706), Fuldzie (1734)... Niekiedy oddawano w ich ręce cały uniwersytet - nowo otwarty albo już istniejący (Evora 1559; Tournon 1561; Ponta-Mousson 1574; Graz 1585; Paderborn 1614; Osnabruck 1629; Innsbruck 1669...).

W niektórych ze swych kolegiów jezuici uzupełniali program nauczania i podnosili jego poziom, tak by zyskać dla nich rangę uniwersytetów i móc nadawać stopnie akademickie. Kolegium otwartemu w Gandii (1546) nadano status uczelni wyższej bardzo szybko (1548), a Collegio Romano, utworzone w 1551 r., otrzymało go z rąk papieża w 1556 r. Potem procedura powtarzała się wiele razy: Coimbra- 1555, 1559; Praga- 1556, 1562; Tyrnawa - 1561, 1635; Ołomuniec - 1566, 1581; Wurzburg -1568, 1582; Wilno- 1570, 1579; Wrocław- 1635, 1702...

Kolegium Św. Izydora, otwarte w Madrycie (1560), przemianowane zostaje na Kolegium Cesarskie (1603). Potem król Filip IV, pragnący mieć w stolicy nauczanie na poziomie uniwersyteckim, poleca Towarzystwu Jezusowemu uruchomienie studiów generalnych (1628-29), które nosić będą imię Studiów Królewskich Św. Izydora. Uruchomiono między innymi katedry matematyki, astronomii i historii naturalnej. Wśród profesorów znaleźli się: Belg Jean Charles delia Faille, Włoch Piętro Camassa, Hiszpan Juan Eusebio Nieremberg i wielu innych. Nieco później będzie tam wykładał i pracował w uczelnianym obserwatorium matematyk i astronom, hiszpański jezuita, Jose Zaragoza, “najważniejsza postać astronomii praktycznej w Hiszpanii epoki baroku", jak twierdził López Pifiero.

Dzieło Nieremberga “Historia Natural”(1635) zawiera pierwszy znany w Hiszpanii wykład teorii W. Holberta na temat magnetyzmu. Della Faille, matematyk i kosmograf, “naczelny kosmograf Rady do spraw Indii z mianowania Filipa IV, nauczyciel drugiego don Juana de Austria, wykłada w madryckim ośrodku od 1629 do 1647 r. Filip II założył był na madryckim dworze (1582) tak zwaną Akademię Matematyki, będącą katedrą matematyki i kosmografii. Z polecenia króla prowadzenie jej powierzano jezuickim profesorom matematyki z Kolegium Cesarskiego.

W Nowym Świecie natomiast najstarszy w całej Ameryce uniwersytet zakładają w 1538 r. na Santo Domingo dominikanie. Dopiero blisko sto lat później (1636) powstanie w Harvardzie pierwsza uczelnia Stanów Zjednoczonych. Hiszpania z kolei funduje w Ameryce uniwersytety w Limie (1551) i Meksyku (1553), przyznając im te same przywileje, co uczelniom w Salamance czy Alcala.

Borges, nawiązując do działalności zakonu dominikanów w Ameryce, pisze: “na plan pierwszy wysuwa się ich szczególne zainteresowanie nauczaniem uniwersyteckim". W miarę rozprzestrzeniania się na nowych ziemiach dominikanie otwierają kolegia i studia generalne do kształcenia swych mnichów, ale otwarte również dla studentów z zewnątrz. Po uniwersytecie Santo Tomas na Santo Domingo zakon powołuje do życia i utrzymuje przez jakiś czas uczelnię w Limie, a następnie w Santa Fe, Santiago de Chile, Guatemali, Quito, Hawanie, Asunción...

Z powodu olbrzymich odległości, jakie dzieliły znaczną większość amerykańskich miejscowości od Limy i Meksyku, zdobycie naukowego tytułu, niezbędnego do pełnienia wyższych funkcji w społeczeństwie, było dla wielu nieosiągalne. Mając to na względzie, jezuici zwracają się do papieża, Grzegorza XV, o pozwolenie na nadawanie stopni akademickich w niektórych swych kolegiach. Otrzymują je w 1621 r. mocą papieskiego brewe, jakkolwiek wybrane kolegia nie mogły liczyć na wszystkie przywileje i dobra, jakie były udziałem uczelni w Salamance i Alcala.

Towarzystwo Jezusowe szybko przystępuje do wcielania w życie otrzymanego pozwolenia. I tak kolegium w Quito przemianowane zostało (1621-1622) na królewski i papieski Uniwersytet Św. Grzegorza Wielkiego. Kolegium Santa Fe z Bogoty przekształca się w Academię Javeriana (1621-23), z której wywodzi się obecny papieski Uniwersytet Javeriana. Uniwersytet Państwowy w Kordobie wywodzi swe początki z ośrodka utworzonego pod nazwą Universidad de Tucuman (1614). Status uczelni zyskują w tamtych latach również kolegia z Chuąuisaca, Santiago de Chile, Cuzco...

Ponieważ papieski przywilej obejmował także Filipiny, w 1623 r. stopnie naukowe zaczyna przyznawać kolegium z San Jose w Manili. Niedługo po jezuitach taką samą papieską łaskę otrzymali dominikanie, którzy przekształcają swe kolegium Nuestra Seńora del Rosario, założone w 1611 r., w słynny dziś uniwersytet - Universidad Santo Tomas.

Wyższa szkoła matematyki

Kilka lat wcześniej miało miejsce w Europie szczególne wydarzenie: nie tyle przemiana kolegium w uniwersytet, co utworzenie przez kolegium wyższej szkoły dla matematyków. Założył ją rektor kolegium z Antwerpii Francois De Aguilon (1566-1617), belgijski fizyk, matematyk i architekt. Jako architekt wykonuje plany monumentalnego kościoła Towarzystwa Jezusowego w tym mieście. Z kolei jako fizyk i matematyk publikuje traktat z optyki “Opticorum libri sex”(1613). Jedną z głównych wartości tego dzieła jest studium poświęcone widzeniu obuocznemu, gdzie autor wprowadził pojęcie i termin “horopter". Na uwagę zasługuje też wykład na temat różnych rzutów, m.in. stereograficznego, którego nazwę zawdzięczamy właśnie De Aguilonowi. Jako wybitny matematyk wraz z Saint-Vincentem kreśli program nauczania dla ośrodka matematyki wyższej. Kurs mógł trwać od roku do trzech lat.

Działalność szkoły matematyki wyższej, zainaugurowana w 1617 r. trwała przez niemal cały XVII wiek, aż do 1690 r.; czasami w Antwerpii, czasami w Lowanium, zawsze jednak pod dyktando jezuitów. Przez pierwsze lata wykłady prowadzi Belg Gregorius Saint-Vincent (1584-1667). Ten wybitny matematyk, uważany za jednego z twórców geometrii analitycznej, w latach 1617-20 pracuje nad postępami nieskończonymi, odkrywa związek pomiędzy polem hiperboli i logarytmami, wprowadza pojęcie kresu i z jego pomocą opracowuje “metodę wyczerpywania", bardziej ścisłą niż metoda Cavalieriego z 1635 r. Około 1620 r. stosuje ją w swej teorii “ductus piani in planum".

W latach 1626-27 odkrywa szereg związków pomiędzy spiralą i parabolą. “W tym samym czasie -jak twierdzi Wieleitner - i niezależnie od Cavalieriego analogiczne metody określania powierzchni i objętości badali inni matematycy. Na przykład obszerne “Opus geometricum”,prawie ukończone w 1625 r., choć opublikowane dopiero w 1647 r. w Antwerpii, dzieło holenderskiego jezuity Gregoriusa Saint-Vincenta zawiera pełne i znakomite studium brył stożkowych". “Cavalieri i Gregorius Saint-Vincent jeszcze na długo przed 1630 r. odkryli szereg związków pomiędzy parabolą i spiralą".

Wśród publikacji Saint-Vincenta jedna zasługuje na szczególną uwagę– “Opus geometricum”.Jak pisze Bourbaki: ,jużtam, pod nazwą «ductus piani in planum» wprowadza pewien rodzaj prawa kompozycji, które sprowadza się do systematycznego stosowania całek... traktowanych jako pola brył". A w innym miejscu wzmiankuje o “słynnej analogii pomiędzy logarytmem i odwrotnymi funkcjami kołowymi - albo w języku XVII-wiecznym: pomiędzy kwadraturami koła i hiperboli - zauważonej już przez Gregoriusa Saint-Vincenta". Metodę “ductus" wykorzystają później do różnych celów David Gregory, Pascal i Leibniz.

“Opus geometricum”(albo “Problema austriacum”)zawiera cenne odkrycia z dziedziny stożkowych i użycia nieskończenie małych, a także krzywych, które stały się znane jako “pozorne parabole Saint-Vincenta". Jezuicki matematyk jako pierwszy oparł się na sumowaniu postępu geometrycznego zbieżnego do rozwiązania paradoksu Zenona. W jego książce, także po raz pierwszy, pojawia się stwierdzenie, że postęp przedłużony do nieskończoności przedstawia pewną wielkość, którą nazwał granicą postępu. Jak sam pisze, “terminus”(granica) postępu jest to koniec szeregu, którego postęp nie osiąga, ale może się do niego zbliżyć więcej niż na dowolny dany odcinek. Huygens nie krył podziwu dla Saint-Vincenta i poznawszy w Paryżu Leibniza polecił mu lekturę “Opus geometricum”.Ten poszedł za jego radą i znalazł w dziele holenderskiego jezuity inspirację do rozwinięcia rachunku różniczkowego. W liście do Jacoba Bernouillego zwierza się, że prace Saint-Vincenta rozbudziły jego zainteresowanie matematyką i stanowiły dla niego rodzaj przewodnika w matematycznych dociekaniach.

Z Saint-Vincentem współpracował przez jakiś czas inny jezuita, urodzony we Flandrii w rodzinie hiszpańskiej - Alphonse Antoine de Sarasa (1618-1667). Wspólnie szukali możliwości obliczenia pola hiperbolicznego za pomocą metody wyczerpywania. Po przeanalizowaniu wyników Sarasa zauważa, iż powierzchnie mogą być interpretowane jako logarytmy. Swoje odkrycie publikuje w książce “Solutio problematis...”(1649).

Po Saint-Vincencie specjalistycznym kursem matematyki zajmuje się Jean Charles delia Faille (1597-1652). W swym traktacie “Theorema de centro gravitatis”(1632) wyprowadza wzór, który pozwala określić środek ciężkości wycinka koła, i pokazuje jak metodą tą otrzymać można pozycję środka ciężkości odcinka koła, a także wycinków i odcinków elipsy. Spośród jego następców odpowiedzialnych za kurs wymienić wypada przede wszystkim trzech: Boelmansa, Ciermansa i Tacąueta.

Holender Guillaume Boelmans (1603-1638), pracując nad refrakcją światła, wyprowadza konstrukcję geometryczną załamanego promienia opierając się na twierdzeniu sinusów, na trzy lata przed opublikowaniem jej po raz pierwszy przez Kartezjusza.

Holender Jean Ciermans (1602-1648) jako pierwszy projektuje maszynę liczącą do mnożenia i dzielenia dwóch liczb; opisuje ją w swej książce “Annuspositionum mathematicarum”(1640).

Belg Andre Tacquet (1612-1660) w książce “Cylindricorum et annularium libri”,wydanej w 1651 r. i uzupełnionej w 1659 r., bada metodą wyczerpywania kubatury objętość odcinków cylindrycznych i ciał pierścieniokształtnych. Pascal skorzysta z tej pracy do rozwinięcia swej metody niepodzielnych. W latach 1651-59 Tacquet pisze na polecenie ojca generała swego zakonu dwa dobre podręczniki szkolne: “Geometrię”,wielokrotnie wznawianą i przetłumaczoną na wiele języków, i “Arytmetyką”,utrzymaną w nurcie arytmetyki racjonalnej, oryginalną w sposobie prezentacji podstawowych działań arytmetycznych.

UNIWERSYTETY KATOLICKIE

W czasach współczesnych, w XIX i XX wieku, pozycja uczelni wyższych wybudowanych albo powstałych przy udziale Kościoła jest nadal bardzo mocna. Niemałą część z nich stanowią rozsiane na wszystkich kontynentach uniwersytety i wydziały kościelne, ukierunkowane na kultywowanie dyscyplin kościelnych lub z nimi związanych i na nadawanie stopni akademickich posiadających skutki kanoniczne w Kościele. Istnieją oprócz tego fakultety, departamenty albo katedry teologii, które działają w porozumieniu ze Stolicą Apostolską na uniwersytetach państwowych w Niemczech, Austrii, Szwajcarii, Francji, Polski itd.

Obserwatoria

$11.     OBSERWATORIA STOLICY ASPOSTOLSKIEJ

Watykańskie Obserwatorium Astronomiczne, jedno z najstarszych w Europie Zachodniej, powstało na mocy decyzji Grzegorza XIII, a pierwsze kroki stawiało pod kierunkiem dominikańskiego astronoma Ignazio Dantiego w Wieży Wiatrów, przylegającej do zespołu Muzeów Watykańskich. Obserwatorium uruchomiono w latach 1579-80 w celu przeprowadzenia obserwacji astronomicznych na potrzeby gregoriańskiej reformy kalendarza.

Obserwatorium w Collegio Romano

Ignacy Loyola otworzył w Wiecznym Mieście (1551) słynne Collegio Romano - wyposażone, w niedługi czas potem, w obserwatorium astronomiczne. Rychło papieże zaczynają otaczać ośrodek nauczania swą protekcją. Nic dziwnego, że przez wiele lat wolą korzystać z usług Collegio Romano, niż ponosić koszty opłacania personelu i zakupu urządzeń do własnego obserwatorium. W przeciągu dwóch następnych stuleci historia wkładu papiestwa w rozwoj badań astronomicznych pokrywa się, ogólnie rzecz biorąc, z dziejami obserwatorium w Collegio Romano (jego rozkład obrazują sztychy z książki Scheinera “Rosa Ursina”).

Rozgłos zyskuje już pierwszy dyrektor obserwatorium, Christoph Clavius (1538-1612), “słynny jezuicki geometra i astronom z Collegio Romano", “najbardziej kompetentny i szanowany astronom Italii", wedle słów profesora historii nauki Carlosa Solisa. Oprócz wspomnianych już wcześniej publikacji niemieckiego uczonego na temat reformy gregoriańskiej kalendarza światło dzienne ujrzało w 1570 r. dziełoSferaJana Sacrobosco, a w 1593 r.- Astrolabium.

Stanowisko dyrektora obejmuje po nim austriacki jezuita Christopher Grienberger (1564-1636), wynalazca montażu paralaktycznego (zwanego też równikowym) do teleskopów, który pozwala na dokładne śledzenie pozornego ruchu ciał niebieskich. Montaż z Collegio Romano trafił do obserwatoriów na całym świecie.

W 1624 do Collegio Romano przychodzi wspaniały matematyk, fizyk i astronom, Niemiec Christoph Scheiner (1575-1650) z uniwersytetu w Ingolstadcie, gdzie w 1611 r. odkrył był plamy na Słońcu. Dokonał tego nieco później od Galileusza i od niego niezależnie-jeden obserwował Słońce z Niemiec, drugi z Włoch, nie informując się wzajemnie o swych pracach. Niemiec jako pierwszy przeprowadził systematyczne badania zjawiska i odkrył charakterystyczne jego cechy. “Scheiner wprowadził przyciemnione szkło do obserwacji Słońca", przez wzgląd na intensywne promieniowanie słoneczne zaczął korzystać z wynalezionego przez siebie helioskopu. Kolejny postęp tak skomentował Papp: “luneta astronomiczna składająca się z dwóch soczewek wypukłych... skonstruowana została ... przez jezuitę, ojca Christopha Scheinera", według pomysłu Keplera. Inny wynalazek Scheinera to “zamontowany w ciemni optycznej, skierowany w stronę Słońca teleskop, a za nim ustawiony biały ekran, na który rzutowany jest obraz dysku Słońca z jego plamami. Mógł w ten sposób przeprowadzić ponad 2000 obserwacji, a w 1626 r., w swym dziele “Rosa Ursina”,ogłosić obracanie się Słońca i innych ciał niebieskich wokół osi".

“Kreślił mapy słoneczne i wykazywał, iż Słońce podlega zmianom i że kręci się wokół swej osi. Odkrycie to stanowiło punkt wyjścia astrofizyki i utorowało drogę nowym teoriom dziejów Ziemi". Scheinerowi “zawdzięczamy wprowadzenie metod he-liofizycznych do obserwacji... Jego długie, wieloletnie obserwacje wytrzymują porównanie z najnowszymi rezultatami badań. Widać w nich przebłyski prawdziwego geniuszu, są to osiągnięcia na trwałe zapisane na kartach heliofizyki". “Trafnie opisuje różne części plam słonecznych, ich ewolucję, okresy pojawiania się i znikania; potwierdza też średni czas rotacji Słońca - około 27 dni". “Wyjaśnił również pozorne zniekształcenie zachodzącego Słońca", wykładając w dzieleSol ellipticus(1615) naukowe przyczyny spłaszczenia tarczy w pobliżu horyzontu. Dodajmy jeszcze, że odkrył w 1629 r. tak zwane “halo Scheinera", rzadkie zjawisko atmosferyczne, wywoływane prawdopodobnie przez “ośmiościenne kryształki lodu". Na tytuł prekursora heliofizyki zasłużył sobie jednak przede wszystkim publikując “Rosa Ursina”(Rzym 1630), monumentalne 800-stronicowe dzieło, bogato ilustrowane miedziorytami.

Profesor i rektor Collegio Romano Włoch Nicolas Zucchi (1586-1670), zastępując obiektyw w lunecie astronomicznej dużym zwierciadłem wklęsłym, konstruuje około 1616 r. teleskop zwierciadlany. “W 1640 r. zaobserwował plamy na Marsie i pasma na Jowiszu. Jako pierwszy obserwował Merkuriusza w ciągu dnia i dostrzegł tzw. «światło popielate» Wenus".

Kolejny Włoch, Giovanni Battista Riccioli (1598-1671), chcąc zwiększyć możliwości obserwatorium w Collegio Romano zdobywa - lub wypożycza - teleskopy Galileusza, Fontany, Torri-cellego i Manziniego, a kupuje inny, bezcenny z uwagi na swój wyjątkowy układ optyczny, pozwalający dostrzec detale wcześniej nieosiągalne dla ludzkiego oka. Zauważa, że jedna z gwiazd Wielkiej Niedźwiedzicy jest podwójna. Do tamtej pory, żadna inna “podwójna gwiazda" nie została odkryta.

Riccioli zaprasza do współpracy włoskiego jezuitę Francesco Marię Grimaldiego (1613-1663). Wspólnie z nim sporządza mapę powierzchni Księżyca, która swą dokładnością przewyższała wszystko, czym do tamtej pory dysponowała nauka. Zawiera około 600 starannie wyszczególnionych detali, ponadto wiele innych, które dostrzec nowym teleskopem można jedynie przy świetle zmierzchowym. Mapa uzupełnia i koryguje z niezwykłą skrupulatnością wiele informacji zawartych na wcześniejszych mapach. Autorzy wprowadzili nowe nazewnictwo, które w dużej części obowiązuje do dziś. Wiele obiektów księżycowych otrzymało wówczas imię sławnego astronoma, uczonego albo starożytnego mędrca. Riccioli publikuje swe prace w słynnym “Almagestum novum”(1651), w którym zawarł mapy selenograficzne rysowane przez jego współpracownika Grimaldiego. Ten ostatni zasłużył się ponadto dla astronomii wyznaczeniem spłaszczenia Saturna dużo wcześniej od Huygensa. Sławę przyniosło mu przede wszystkim odkrycie zjawiska dyfrakcji światła.

W Rzymie współpracował z Scheinerem słynny polihistor Athanasius Kircher (1602-1680), również Niemiec. “Obserwował Słońce i sporządził jego mapę, którą opublikował później w swymMundus subterraneus(1664). Mapa ta... obrazuje po raz pierwszy koncepcję Słońca jako ciała w ewolucji. Stąd już tylko krok do teorii, że ewolucji podlega również Ziemia. I krok ten stawia".

Inna osobistość grona profesorskiego Collegio Romano, jezuita belgijski Gilles-Francois de Gottigniez (1630-1689), walczy z Giovannim Domenico Cassinim o palmę pierwszeństwa w niektórych odkryciach dotyczących Jowisza i Marsa. Od 1665 r. publikuje wiele prac z dziedziny matematyki i astronomii.

W wieku XVIII najznakomitszą postacią w Collegio Romano na polu astronomii jest bez wątpienia Chorwat Rudjer Josip Boscovich (1711-1787). Posługując się specjalnym przyrządem umieszczonym w lunecie, oblicza aberrację światła na 20 sekund. Czyni to na tyle precyzyjnie, że późniejsze, znacznie doskonalsze urządzenia korygowały jego pomiar zaledwie o dziesiąte części. Jest pomysłodawcą mikrometru pierścieniowego. Uprzedzając Laplace'a i Olbersa, wykazuje, że trzy dokładne i dokonane w odstępach pomiary pozycji komety wystarczą do wyznaczenia jej orbity. Wymyśla praktyczny system miar geodezyjnych. Zaangażowany przez Benedykta XIV do pomiaru długości południka ziemskiego w Państwie Kościelnym dokonuje wraz z angielskim jezuitą Christopherem Maire pomiaru łuku zawartego pomiędzy Rzymem i Rimini. Po dwuletnich, zakończonych sukcesem pomiarach obydwaj astronomowie piszą niezależne sprawozdania z badań, które wydają razem w pięciotomowym dziele “De expeditione... ad dimetiendos duos meridiani gradus”(1755).

Po kasacji zakonu jezuitów w 1773 r. pieczę nad Collegio Romano przejmuje kler diecezjalny Rzymu. Kardynał F.J. de Zelada wyposaża Obserwatorium w nowe instrumenty, a w 1787 roku kierowanie nim powierza doświadczonemu włoskiemu astronomowi, księdzu Giuseppe Calandrellemu (1749-1827). Ten w 1786 r. publikuje swe obserwacje Merkurego z okresu 1781-86; później, w latach 1803-24, przy udziale innych astronomów - m.in. księdza A. Contiego - wydaje ośmiotomową pracę “Opuscoli astronomici”.

La Specola Pontificia Vaticana i Obserwatorium “La Sapienza"

Pius VI decyduje siew 1797 r. na przeprowadzenie koniecznych remontów w pomieszczeniach Wieży Wiatrów, wykorzystywanych w czasach reformy gregoriańskiej. Kierownictwo w nowym Obserwatorium, zwanym od tamtej pory La Specola Pontificia Vaticana, obejmuje ksiądz Filippo Luis Gilii (1756-1821), astronom i przyrodnik. Gilii przeprowadza tam długą serię obserwacji meteorologicznych, geofizycznych i astronomicznych; te metodologicznie prowadzone badania kończą się wraz z jego śmiercią w 1821 r., podobnie jak żywot tego obserwatorium.

W 1814 r. Towarzystwo Jezusowe zostaje wskrzeszone. Leon XII restytuuje je w 1824 r., a wraz z nim także Collegio Romano i jego obserwatorium. Funkcję dyrektora obejmuje francuski jezuita Etienne Dumouchel (1773-1840); z nim pracuje, a potem przejmuje jego obowiązki Francisco de Vico (1805-1848), jezuita, sławny przede wszystkim za odkrycia licznych komet, z których jedna nosi jego imię, oraz obserwacje Wenus, satelitów Saturna, Mgławicy Oriona, itp. Zakłada “Raccolta Scientifica”.

.

Leon XII idzie krok dalej. Postanawia, iż Uniwersytet Rzymski “La Sapienza" zostanie wyposażony w obserwatorium astronomiczne (1823-24), a za jego budowę odpowiedzialnym czyni znanego konstruktora przyrządów astronomicznych, księdza Feliciano Scarpelliniego (1762-1840), który kierował do tamtej pory Obserwatorium Caetani, założonym przez księcia Francesco Caetaniego w swoim pałacu. Scarpellini wybiera wschodnią wieżę w Pałacu Senatorów przy Campidoglio. Budowę Obserwatorium Papieskiego kończy w 1827 r. i zostaje mianowany jego pierwszym dyrektorem. Za zasługę poczytuje mu się również wznowienie działalności Akademii Rysiów, której został “stałym sekretarzem".

Nowy etap Obserwatorium w Collegio Romano

Po Vico kierownictwo Obserwatorium w Collegio Romano obejmuje Angelo Secchi (1818-1878), wybitny uczony, który na trwałe zapisał się w dziejach nowożytnej astronomii jako pionier jej nowych kierunków. Secchi to w opinii Meurersa “badacz otwierający nowe horyzonty i najważniejszy astronom XIX wieku". Wyjątkowa wartość jego badań, wspaniała naukowa intuicja czynią zeń jednego z ojców współczesnej astrofizyki. “Znakomite są - piszą Newcomb i Engelman - jego studia z heliofizyki i analizy widmowej gwiazd; opracował pierwszy katalog widm gwiazd". Levy dodaje: “Secchi w 1867 r., po wielu latach obserwacji, dokonał spektralnej klasyfikacji gwiazd, dzieląc je na trzy typy zależnie od występowania bądź intensywności pewnych grup linii widmowych. Typy widmowe odpowiadały widocznemu kolorowi gwiazdy; i tak podział obejmował: gwiazdy «niebieskie» jak Syriusz, gwiazdy «żółte» jak Słońce, gwiazdy «czerwone» jak Betelgeuse, z tego ostatniego typu... wyodrębniona została potem osobna grupa dla tzw. «intensywnie czerwonych»". “Klasyfikacja Secchiego... była... bardzo rzetelna. Astronomowie z Harvardu, na użytek pierwszego katalogu fotograficznego, wprowadzili jedynie podpodziały. I takHenry Draper Cataloguewymienia klasy oznaczone literami od A do N, trzymając się czterech typów Secchiego".

Jak stwierdza L.Alonso, Jezuita Angelo Secchi klasyfikował, w 1868 r., gwiazdy następująco: białe, z czterema liniami emisyjnymi wodoru; żółte ze spektrum podobnym do słonecznego; czerwonopomarańczowe z pasmami linii na przemian ciemnych i intensywnych, oraz słabo czerwone. To prawdziwie śmiertelny cios dla “Cours dephilosophiepositive”Comte'a, gdzie pada stwierdzenie, że zawsze będą rzeczy niezgłębione dla nauki, jak skład chemiczny Słońca i gwiazd. Klasyfikacja ta rzucała także światło na historię kosmosu i drogę ewolucyjną gwiazd".

Secchi, pionier w dziedzinie spektroskopii, obserwując tą metodą światło emitowane przez Słońce i gwiazdy, badał naturę elementów, z których składają się owe roziskrzone i odległe światy. Prowadzi obserwacje spektralne ponad 4000 gwiazd, by móc sklasyfikować je podług charakterystycznych linii lub pasm w widmie emisyjnym i w ten sposób ustalić skład chemiczny badanego obiektu. Jak nikt przed nim rozwija badania z zakresu fizyki Słońca. Jako jeden z pierwszych utrwala na błonie fotograficznej bardzo krótkotrwałe zjawisko całkowitego zaćmienia Słońca z biało-perłową koroną i czerwonymi protuberancjami. Obserwuje zaćmienia z 1842, 1860 i 1870 roku; podczas drugiego z nich, w Hiszpanii, wykorzystuje po raz pierwszy bardzo skuteczną procedurę do utrwalania tego typu zjawisk.

Dokonuje ponadto licznych obserwacji składników gwiazd podwójnych, ich ruchu obrotowego i innych nieznanych dotąd danych. Wnikliwie bada mgławice, zwłaszcza Wielką Mgławicę w Orionie. Obiektem jego badań sanie tylko gwiazdy i Słońce, ale także Księżyc, planety i komety (....).

(...)

2. OBSERWATORIA I ASTRONOMOWIE KOŚCIOŁA

Rola Towarzystwa Jezusowego

Towarzystwo Jezusowe powstaje w epoce odrodzenia (1540). Rozszerza szybko sieć ośrodków kształcenia i propaguje w nich obok nauk humanistycznych, typowych dla literackiego renesansu, także nauki ścisłe, które bujnie wówczas rozkwitają. Kiedy po opublikowaniu nieśmiertelnego dzieła Kopernika “De revolutionibus”(1543) przed astronomią otwierają się nowe horyzonty, jezuici zakładają albo już prowadzą w Europie wiele obserwatoriów.

Tak u początków XIX wieku, w okresie zawieszenia zakonu, pisał sławny astronom francuski JJ. Lalande: “Jezuici polecili zbudować w Lyonie, obok swego wspaniałego kolegium, obserwatorium usytuowane w jednym z najlepszych miejsc..., ufundowane przez o. Saint-Bonneta". “Muszę przyznać Towarzystwu, tak otwartemu na mądrość, i tak okrutnie potraktowanemu, że wielce się zasłużyło budując obserwatoria astronomiczne w większości ze swych kolegiów". “To, co powiedziałem o kolegium lyońskim można odnieść do pozostałych regionów; wszędzie tam, gdzie działało dobre kolegium jezuickie, istniało również obserwatorium". Ten sam Lalande wskazuje przede wszystkim na ośrodki z Marsylii, Awinionu, Mannheim, Schwezingen, Wiednia, Tyrnau, Ingolstadt, Grazu, Wrocławia, Ołomuńca, Poznania, Wilna, Rzymu, Padwy, Florencji, Mediolanu, Madrytu...

W obserwatorium w Ingolstadt (Niemcy), gdzie Scheiner dokonał swych największych odkryć, jego następca, szwajcarski jezuita Johann Baptist Cysat (1588-1657), architekt Kościoła kolegium w Innsbrucku (1637), jako pierwszy (1618) obserwował kometę przez teleskop i wyróżnił nominalnie trzy części komety; odkrywa Wielką Mgławicę Oriona, i obserwuje po raz pierwszy w historii, razem z Pierrem Gassendim, przejście Merkurego przed tarczą Słońca. Jest między innymi autorem dzieła “Mathematica astronomica”(1619).

Węgier Maximilian Heli (1720-1792), wezwany do Wiednia do kierowania budową Obserwatorium Cesarskiego, pozostaje na jego czele od 1753 r. przez ponad 30 lat, wydając co roku cieszące się dużym uznaniem “Ephemerides astronomicae”,w których publikuje swe obserwacje astronomiczne. Dla zbadania przejścia Wenus przed tarczą Słońca wyrusza na kilkuletnią wyprawę do Laponii, na północ Norwegii. W 1769 r. udaje mu się przeprowadzić pierwszą naukową obserwację takiego przejścia. Jak wynika z późniejszego sprawozdania, głównym celem tej obserwacji było określenie na podstawie paralaksy słonecznej odległości Słońca od Ziemi. Wartość podana przez jezuickiego astronoma różni się minimalnie od tej, jaką otrzymać możemy dzisiaj przy użyciu najnowocześniejszej elektroniki.

Współczesny mu czeski jezuita Cristian Mayer (1719-1783) uruchamia obserwatorium w Mannheim oraz w Schwezingen, niedaleko kolegium w Heildelbergu (Niemcy), gdzie naucza. Pierwszy wysuwa przypuszczenie, iż gwiazdy podwójne tworzą prawdziwe układy fizyczne. W pracy z 1778 r. kataloguje 72 układy gwiazd podwójnych i wielokrotnych. Na zlecenie rosyjskiej carycy obserwuje w San Petersburgu przejście Wenus i prowadzi badania nad mapą Rosji.

Dyrektor obserwatorium w Lyonie, o. Laurent Beraud (1702-1777), prowadzi obserwacje zaćmień, komet itp. O. Antoine de Laval (1664-1728) zakłada obserwatorium w kolegium w Marsylii i kieruje nim przez 20 lat. Wiele z jego prac astronomicznych znalazło się w “Memoires de Trevaux" z lat 1706-28 i w Rocznikach Akademii Nauk (1701-1715). Jako profesor matematyki i hydrografii w szkole morskiej w Toulon, pracuje nad mapami morskich wybrzeży Prowansji. Później kierownictwo tego obserwatorium obejmuje o. Esprit Pezenas (1692-1776), który pisze między innymi podręcznik astronomii dla marynarzy (1765).

W kolegium w Awinionie o. Jean Bonfa (1638-1724) obserwuje i opisuje serię zaćmień Księżyca i Słońca od 1678 do 1706 r. Publikuje także swe obserwacje komet i plam na Słońcu. Aktywnie pracuje na polu kartografii; znajduje nową metodę wyznaczania minut i sekund na półkolu i ćwiartce koła.

Jezuici fundują obserwatorium w Pradze, którego budową kieruje Niemiec o. Joseph Stepling (1716-1778); on też, wiatach 1751-78 zostaje jego pierwszym dyrektorem. Stepling publikuje swoje obserwacje astronomiczne i meteorologiczne, jak również studium na temat trzęsień ziemi.

W Wilnie ojcowie Tomasz Żebrowski i Marcin Poczobut-Odlanicki (ten drugi zajmował się między innymi pomiarem szerokości i długości geograficznej miast litewskich na podstawie obserwacji astronomicznych) prowadzą budowę obserwatorium astronomicznego Akademii Wileńskiej. Poczobut (1728-1810) dba o wyposażenie go w najnowocześniejsze instrumenty, tak by dorównać obserwatoriom w Paryżu i Greenwich. Dzięki jego staraniom obserwatorium w Wilnie zajmuje miejsce pośród najlepszych w Europie. Oprócz publikacji z zakresu prowadzonych regularnie badań, wydał również dzieło zatytułowane “Essais sur l 'epoque de l 'antiąuite du zodiaque de Denderah”oraz zbiór tablic pozycji Merkurego, które okazały się wielce użyteczne dla Lalande'a do wyznaczenia orbity tej planety. Wielu jezuitów z Uniwersytetu Wileńskiego wydatnie przyczyniło się do ustalenia polskiej terminologii matematycznej.

Jezuici Pascual Bovio i Juan Domingo Gerra zakładają około 1760 r. obserwatorium w Colegio de Brera (Mediolan). Jego współzałożycielem jest Boscovich, a pierwsze stanowisko dyrektora obejmuje Francuz Joseph-Louis de Lagrange (1736-1813). Lagrange, wcześniej dyrektor obserwatorium w Marsylii, ogłasza drukiem obserwacje meteorologiczne prowadzone w Mediolanie i astronomiczne dokonane w Marsylii, a także szereg innych prac naukowych. Angelo Giovanni Cesaris (1749-1832), również piastujący przez jakiś czas funkcję dyrektora obserwatorium, redaguje od 1775 r., przez 28 lat, roczne efemerydy: “Ephemerides astronomicae”.Publikuje swe obserwacje dolnej koniunk-cji Wenus ze Słońcem (1784), artykuły o górach na Księżycu (1790) itd. Współpracuje, przekazując wyniki własnych obserwacji, w przygotowaniu katalogu 501 gwiazd, dzieła A. Cogno-liego (1807). Przeprowadza ponadto część operacji trygonometrycznych na potrzeby mapy Lombardii.

Zasługą o. Leonardo Ximeneza (1716-1786), urodzonego na Sycylii w hiszpańskiej rodzinie, jest założenie Obserwatorium San Giovannino (albo Ximeniano) we Florencji. Ten hiszpańsko-sycylijski jezuita, matematyk, astronom, geograf, jest autorem książek z tych dziedzin i wynalazcą wielu urządzeń. Znawca praw hydromechaniki wykorzystuje swą wiedzę do opanowania wylewów Renu i Po. W chwili kasacji zakonu w 1773 r. jezuici kierowali trzydziestoma ze stu trzydziestu obserwatoriów astronomicznych działających wówczas na świecie.

Grono astronomów nie-jezuitów

Nie tylko członkowie Towarzystwa Jezusowego przyczyniali się do sławy swoich obserwatoriów. Francuski duchowny Jean Picard (1620-1682), astronom i geodeta, choć nigdy nie kierował Obserwatorium Paryskim, należał do najgorętszych orędowników jego założenia. Z A. Auzoutem wybiera teren pod budowę i określa jego powierzchnię. Picard jako pierwszy wykorzystuje lunetę do pomiaru kątów. Wraz z Auzoutem buduje mikrometr z krzyżem ruchomych nitek.Ze szczególną skrupulatnością i wyposażony w najlepszy sprzęt przeprowadza pierwszy dokładny pomiar długości jednego stopnia szerokości geograficznej we Francji (1669-70), mierząc łuk południka zawartego pomiędzy Malvoisine, w pobliżu Paryża, i Sourdon, niedaleko Amiens. Wynik, korygujący poprzednie wyliczenia, dawał bardzo dokładną wiedzę na temat promienia Ziemi. W ten sposób Newton, formułując ostateczną postać teorii powszechnego ciążenia, będzie miał do dyspozycji w 1684 r. poprawnie oszacowaną, opartą na tzw. stopniu Picarda, wartość ziemskiego promienia. “Pierwsza racjonalna ocena odległości Słońca od Ziemi datuje się na rok 1672. Picard i Richer obserwowali równocześnie Marsa w opozycji względem Słońca (Picard w Paryżu i Richer w Cayenne) i wywnioskowali ze swych pomiarów, że odległość Ziemia-Słońce wynosi 140 milionów kilometrów... Wcześniej uważano, że odległość ta jest 20 razy krótsza; skala Układu Słonecznego została tym samym znacznie powiększona". Obecnie ów dystans ocenia się na około 150 milionów kilometrów. Obaj astronomowie odkrywają, że okres wahań wahadła różni się w zależności od długości geograficznej miejsca prowadzenia obserwacji.

Picard opracowuje ponadto nowy system obserwacji do precyzyjnego określania, za pomocą nowych zegarów wynalezionych przez Huyghensa w 1670 r., względnego położenia gwiazd podczas ich przejścia przez południk. Pracuje z G.D. Cassinim i w kontakcie z J. Richerem nad zmierzeniem paralaksy Marsa. Udaje się do Danii i przy pomocy O. Romera wyznacza współrzędne obserwatorium Tychona Brahego w Uraniborgu. Na podstawie systematycznej obserwacji Gwiazdy Polarnej zwraca uwagę astronomom na zmianę kształtu Ziemi. Dla Levy'ego Picard “jest ojcem precyzyjnej astronomii". “Uważa się go za jednego z najlepszych obserwatorów swej epoki". “W 1679 r. wydaje pierwszy francuski rocznik astronomiczny", zatytułowany “Connaissance des temps”

.

Król Francji, Ludwik XIV, polecił wybudowanie obserwatorium w Marsylii dla paulina Louisa Feuillee (1660-1732), uznanego astronoma i fizyka. Wyniki jego obserwacji astronomicznych ukazywały się od 1699 do 1716 r. w rocznikach Paryskiej Akademii Nauk. Akademia, do której sam należał, wysyła go w 1724 r. na Wyspy Kanaryjskie w celu określenia dokładnego położenia wyspy Hierro.

Na ziemiach Nowego Świata, w Kolumbii, hiszpański kapłan Jose Celestino Mutis (1732-1808) wykłada astronomię i zakłada najwyżej położone obserwatorium na świecie, Obserwatorium Bogotańskie (1803). Śledzi nocne zmiany ciśnienia barometrycznego oraz przyczyny przypływów atmosferycznych.

Teatyn Giuseppe Piazzi (1746-1826), Włoch, kieruje budową obserwatorium w Palermo i zostaje jego pierwszym dyrektorem na ponad dwadzieścia lat. Zajmuje siew tym czasie przede wszystkim precyzyjnym ustalaniem położenia gwiazd. Astronom Giorgio Abetti tak ocenia rezultaty tej żmudnej i wymagającej sporych umiejętności pracy: “Po dwudziestu latach trudów i nieprzespanych nocy opublikował pozycje 7646 gwiazd... Mógł teraz na podstawie swego katalogu wykazać, jak ruchy własne gwiazd stanowią nie tyle wyjątek, co regułę". Katalog wydany w 1814 r. pod tytułem “Praecipuarum stellarum inerrantium positiones”,poprawiał i uzupełniał jego wcześniejszy zbiór z 1803 r. Podczas obserwacji nieboskłonu w nocy na przełomie 1800 i 1801 r. Piazzi dostrzega pewien obiekt, który śledzi przez sześć tygodni, by przekonać się, że ten z nocy na noc zmienia swe położenie. Jak się okazuje, małe ciało niebieskie, o średnicy ok. 955 km, obserwowane przez włoskiego astronoma to asteroida -pierwsza, jaka zostaje odkryta z przeszło 2000 znanych dzisiaj i tworzących “pas asteroidów" pomiędzy orbitami Marsa i Jowisza. W 1802 r. chrzci go imieniem Ceres. Bada ponadto nachylenie ekliptyki i zagadnienia precesji równonocy. W 1815 r. powierzono mu wprowadzenie dziesiętnego systemu metrycznego do Królestwa Dwóch Sycylii, a w 1817 r. nadzorowanie budowy obserwatorium w Neapolu, które obejmuje potem jako pierwszy dyrektor.

Inny Włoch, Barnaba Oriani (1752-1832), zakonnik barnabita, astronom i geodeta, po kasacji zakonu jezuitów trafia do obserwatorium w Brera. Będzie stał na jego czele przez wiele lat. Zapisuje się w dziejach astronomii dzięki obliczeniu orbity Uranu i opublikowaniu innych danych (1785) tyczących tej planety, odkrytej w 1781 r. W 1802 r. oblicza orbitę Ceresa. Poza licznymi traktatami publikuje prace na temat Merkurego, Marsa, Jowisza, Księżyca, komet itd. Bierze udział w pomiarze długości południka ziemskiego i w pracach triangulacyjnych zmierzających do aktualizacji ówczesnej mapy Włoch.

Pijarzy z Obserwatorium Ximeniano

Obserwatorium Ximeniano we Florencji - po śmierci jezuity założyciela i likwidacji nieco wcześniej jego zakonu - zostało oddane w ręce pijarów, którzy prowadzili je fachowo i na wysokim poziomie naukowym. Dyrektorami zostawali kolejno wybitni włoscy pijarzy: Giovanni Inghirami (1779-1851), Giovanni Antonelli (1818-1871), Filippo Cecchi (1822-1887), Guido Al-fani (1876-1940).

Inghirami prowadzi interesujące badania nad efemerydami planet i asteroidów, przeprowadza triangulację Toskanii oraz inne prace geodezyjne. Antonelli na podstawie obliczeń wyprzedza o kilka miesięcy odkrycie wizualne Syriusza B, towarzysza najjaśniejszej gwiazdy nieba - Syriusza. Jest autorem licznych prac o obserwacjach meteorologicznych i o barometrach, koryguje triangulację Toskanii; podejmuje także, w pracy wydanej w 1855 r., temat nieskończoności i nieskończenie małych w odniesieniu do rachunku różniczkowego.

Cecchi, przez ponad 40 lat profesor fizyki i matematyki we Florencji, obejmuje stanowisko dyrektora obserwatorium w 1872 r. i ukierunkowuje jego prace na meteorologię i geodynamikę, w których to dziedzinach osiąga poziom znacznie przewyższający inne obserwatoria o podobnej specjalizacji. Wymyśla i buduje nowe urządzenia: barometr i termometr, które noszą jego imię, nefo-skop, system sejsmograficzny, piorunochrony itp.

Alfani, odważny sejsmolog i genialny eksperymentator z zakresu fizyki, kieruje obserwatorium od 1906 do 1940, wyposaża go w szeroką gamę urządzeń astronomicznych i meteorologicznych, ale przede wszystkim narzuca mu specjalizację w dziedzinie sejsmologii, w której ośrodek zdobywa międzynarodową sławę. Alfani wzbogaca go o nowe instrumenty przez siebie wymyślone lub unowocześnione. Poza sejsmologią dał się poznać także jako wynalazca na polu meteorologii i fizyki. Blisko sto pism naukowych jego autorstwa lub redakcji daje obraz zasług, jakie wniósł w rozwój nauki.

Obserwatoria XIX i XX wieku

Zainteresowanie Kościoła obserwatoriami utrzymywało się w czasach współczesnych. Świadczy o tym dobitnie Obserwatorium Watykańskie, a także inne liczne ośrodki działające w XIX i XX wieku.Starsze obserwatoria, klasyczne, powstawały w celu obserwowania ciał niebieskich; później zajęły się także badaniem zjawisk meteorologicznych. W czasach współczesnych zakres ich działalności uległ poszerzeniu; są obserwatoria, które koncentrują się na badaniu zjawisk astronomicznych, astrofizycznych, geofizycznych, sejsmologicznych, meteorologicznych, geomagnetycznych itd. Często składają się z wielu działów, ukierunkowanych na różne obszary działalności. I tak wspomniane już Obserwatorium Ximeniano z Florencji, kierowane przez pijarów, zyskało międzynarodowe uznanie przede wszystkim w dziedzinie meteorologii oraz sejsmologii.

Hiszpania i Hispanoameryka

Hiszpański jezuita Ricardo Cirena (1864-1932) po założeniu sekcji magnetycznej w obserwatorium w Manili i wykonaniu magnetycznej mapy wysp Archipelagu Filipińskiego, zakłada w Hiszpanii, niedaleko Tortosy, obserwatorium w Ebro (1904-05). Zgodnie z jego zamysłem ośrodek specjalizuje się w astrofizyce i geofizyce i stawia sobie za cel gromadzenie danych do badania związku pomiędzy aktywnością Słońca i różnymi zjawiskami na naszej planecie, zwłaszcza elektrycznymi i magnetycznymi. Ośrodek liczył wiele sekcji: heliofizyki, sejsmologii, magnetyzmu ziemskiego, elektryczności atmosferycznej i elektryczności ziemskiej, meteorologii...

Cirerę, który był również założycielem naukowego pisma “Iberica", zastępuje w 1920 r. na stanowisku dyrektora obserwatorium Luis Rodes (1881-1939), autor metody obliczania odległości pomiędzy Ziemią i Słońcem oraz imponującego dzieła z astronomii ogólnej “El Firmamento”.Po nim obowiązki dyrektora przejmuje, i to na ponad 40 lat, Antonio Romana (1900-1981). Stara się on ukierunkować prace obserwatorium na badanie jonosfery, chromosfery słonecznej i magnetyzmu Ziemi – specjalności dzięki którym obserwatorium w Ebro stało się sławne w naukowych kręgach całego świata.

Ludzie Kościoła w postrenesansowym rozwoju nauk

1. EPOKA NOWOŻYTNA (XVII-XVIII WIEK)

Oprócz nazwisk wymienionych w poprzednich rozdziałach jeszcze wielu innych duchownych, zajmujących się jedną lub kilkoma dyscyplinami, zapisało się w annałach nauki. By nie popaść w grzech rozwlekłości, wiele postaci będziemy musieli pominąć, niemniej wybrane grono osobistości, z którymi się teraz zapoznamy, uświadomi nam skalę wkładu Kościoła w rozwój nauki. Często, przez wzgląd na objętość tej książki, ograniczymy się zaledwie do podania tytułów dzieł przez nich napisanych.

Matematyka

Włoch Bonaventura Cavalieri (1598-1647) z zakonu jezuitów, matematyk i astronom, “opracował teorię tzw. niepodzielnych, która była w istocie pierwszym sformułowaniem rachunku całkowego". “Zajmował się przede wszystkim trygonometrią i zastosowaniami logarytmów (walnie przyczynił się do ich upowszechnienia we Włoszech), jest także autorem metody całkowania... Udaje mu się podać wynik “całkowania" czterech pierwszych potęg zmiennej, co - za pomocą indukcji niezupełnej -uogólnia na dowolne wykładniki naturalne. Nauka zyskała tym samym narzędzie do uporania się z szeregiem zagadnień nierozwiązanych przez starożytnych, a także z wieloma ówczesnymi problemami, w tym postawionymi przez Keplera. Pośród jego oryginalnych dokonań wymieńmy także kwadraturę spirali Archimedesa, którą sprowadził do kwadratury paraboli, oraz spostrzeżenie, iż łuk spirali jest identyczny z łukiem pewnej paraboli". “Udowadnia między innymi, że objętości brył podobnych mają się do siebie tak, jak sześciany stosunku podobieństwa". Z kolei “zasada Cavalieriego, której uczyliśmy się w szkole, leży u podstaw wszelkich dociekań na temat powierzchni figur czy objętości brył".

W swym dziele “Directorium generale uranometricum”,wydanym w Bolonii w 1632 r., zawarł wiele innowacyjnych rozwiązań, propagował też stosowanie logarytmów w obliczeniach. Cavalieri, w “Compendio delie regole dei triangoli”,podał wzory, które nazywamy logarytmami addytywnymi z zastosowaniem do trygonometrii i rozwiązał trygonometrycznie równania drugiego stopnia. Obliczył “logarytmy sum z zastosowaniem funkcji trygonometrycznych" . “Jako pierwszy w sposób niemal doskonały wykazał proporcjonalność powierzchni trójkąta sferycznego do nadmiaru sferycznego". Podał także wzór na obliczanie ogniskowej soczewki, przyczynił się do wynalezienia teleskopu zwierciadlanego i wymyślił maszynę pozwalającą zamienić ruch obrotowy na postępowy.

W Grazu, Wiedniu i Rzymie matematykę wykładał Paul Guldin (1577-1643) szwajcarski jezuita, któremu Kepler dedykuje jedno ze swych dzieł, a Duhem określa go jako “uczonego geometrę". Od 1635 do 1641 r. wydaje w Wiedniu swe główne dzieło “De centro gravitatis trium specierum auantitatis continuae”,w dwóch tomach i czterech księgach, czasami wymieniane jako

“Centrobaryca”.Traktuje w nim o środkach ciężkości. Przedstawia między innymi tzw. “reguły Guldina" pozwalające, w oparciu o centroidę, obliczyć objętość i powierzchnię bryły utworzonej przez obrót figury zamkniętej dookoła osi leżącej poza nią. Ogłasza twierdzenie, zwane odtąd “twierdzeniem Guldina", sformułowane prawdopodobnie przez niego na nowo, niezależnie od greckiego matematyka Pappusa, w którego pismach również możemy je znaleźć.

Wedle Lópeza Pinero początków odrodzenia hiszpańskiej nauki “na polu matematyki, fizyki, astronomii i nautyki należy się doszukiwać, ogólnie rzecz biorąc, w dwóch osobach: pochodzącego z Walencji Jose Zaragozy oraz pochodzącego z Madrytu Juana Caramuela". Jezuita Jose Zaragoza (1627-1679), profesor matematyki w Estudios Generales de San Isidro, jest “wybitnym astronomem praktykiem". Prowadził przez wiele lat obserwacje, zwłaszcza komet, przy użyciu lunet przez niego samego wykonanych, był więc także konstruktorem przyrządów astronomicznych. Zasłynął jako autor licznych dzieł z matematyki i astronomii; bywało, że przed ich wydaniem musiał osobiście wykonać niektóre czcionki typowe dla języka algebry, gdyż brak ich było w tamtym czasie w drukarniach hiszpańskich.

Juan Caramuel (1606-1682), członek zakonu cystersów i biskup, niezwykle płodny jako autor, “w swej pracy “Mathesis biceps",wydanej w Kampanii w 1770 r., zajmował się zagadnieniami z dziedziny kombinatoryki". Rozpatruje także “system liczbowy oparty na odmiennej - dwunastkowej - podstawie i skupia uwagę na korzyściach, jakie można by wynieść z jego zastosowania". Caramuel jako pierwszy uczony hiszpański wydał tablice logarytmiczne. Stworzył też własny system, który nazwał “logarytmami doskonałymi", co zapewniło mu miejsce wśród prekursorów cologarytmów. Jako astronom teoretyk przedstawia w swym “Mathesis Astronomica”(1668) astronomię jako naukę pozytywną zapisaną językiem matematyki, jako coś w rodzaju “mechaniki nieba".

Inny Hiszpan, jezuita Sebastian Iząuierdo (1601-1681), idąc za przykładem Raimunda Lulia, opowiada się za sztuką uniwersalną, nauką wszelkich nauk, opracowaną na bazie najogólniejszych pojęć. W “Pharus Scientiarum”(1659) proponuje uproszczenie wszystkich procedur wymyślonych ongiś przez franciszkanina z Majorki, sprowadzając je do matematycznej kombinatoryki.

Kircher zapoznaje się z tym dziełem, równocześnie pisze podobne – “Ars magna sciendi”.Obie prace nie pozostaną bez wpływu na “Dissertatio de arte combinatoria”Leibniza. Warto jeszcze podkreślić, że Izquierdo na kartach “Pharus Scientiarum”odkrywa - jednocześnie z Pascalem i od niego niezależnie - “trójkąt arytmetyczny".

Warto dodać tu jeszcze jedno hiszpańskie nazwisko: Filipińczyka Tomasa Vicente Tosci (1651-1723). “Ten matematyk, fizyk i architekt wydaje drukiem w 1670 r. “Compendio matematico”w dziewięciu tomach, do których później doda jeszcze (1694) kilka z architektury. Ma na swym koncie ponadto całą serię traktatów z matematyki, astronomii i meteorologii".

Część prac Pierre'a Fermata dotyczących teorii liczb “przejrzał i uzupełnił jezuita Jacąues de Billy" (1602-1679). Jedno z dzieł tego francuskiego matematyka i astronoma, “Doctrinae analyticae inventorium novum”(1670), wykorzystane przez Fermata w jego teorii liczb, to szczgółowe studium na temat technik rozwiązywania równań nieoznaczonych. De Billy zajmował się również równaniami diofantycznymi i proporcjami harmonicznymi.

Z kolei francuski jezuita Antoine de la Loubere (1600-1664) jawi się nam poprzez swoje pisma jako prekursor rachunku całkowego i pionier badań nad helisą. “Pierwsze prace z geometrii elementarnej nie oparte na aksjomatach geometrii euklidesowej pojawiły się we Francji; zaliczają się do nich publikacje jansenisty Antoine'a Arnauld (1667), jezuity Gastona Pardiesa (1671) i Filipińczyka Bernarda de Lamy" (1684).

Dwaj francuscy uczeni lgnące Gaston Pardies (1636-1673) i Bernard de Lamy (1645-1715) wydali jeszcze szereg innych dzieł z matematyki, fizyki i astronomii. U Pardiesa “spotykamy po raz pierwszy prawo księżyców Hipokratesa, wschodniej proweniencji". Jego atlas nieba, “Globi coelestis in tabulas planas redacti descriptio”(1673-74), aż do czasu pojawienia się katalogu Flamsteeda, cieszył się dużym powodzeniem i uznaniem. Szeroki oddźwięk znalazły jego teorie na temat światła.

Kanonik belgijski Rene Francois de Sluse (1622-1685) podejmuje zagadnienia związane z cykloidą i posuwa naprzód badania nad równaniami trzeciego i czwartego stopnia, ukazując możliwość ich rozwiązania z wykorzystaniem przecięcia się przekroju stożkowego i okręgu. Sluse podał regułę na wytyczenie stycznej dla dowolnej krzywej algebraicznej; swoje odkrycie, dokonane w 1662 r., opublikował w “Philosophical Transactions”(1673). Leibniz czytał Cavalieriego, Saint-Vincenta, Sluse'a... lgnace de Jonghe (1632-1692), jezuita belgijski, jeden z wybitnych matematyków z wyższej szkoły matematyki, utworzonej przez Towarzystwo Jezusowe w Antwerpii i Lowanium, wydaje drukiem w 1688 r. “Geometrica inąuisitio” -traktat na temat parabol i hiperbol oraz ich kwadratury.

Włoch Girolamo Saccheri (1667-1733) był doskonale obeznany z wcześniejszymi pracami nad udowodnieniem poprawności piątego aksjomatu Euklidesa, tzw. “postulatu równoległości". Dzieło “Logica demonstranta”(1702), w której rozwija metodę “sprowadzenia do absurdu" aksjomatu geometrii euklidesowej, jest uznawane za pierwszą naukową rozprawę nad jego istotą. W swym najważniejszym dziele “Euclides ab omni naevo vindicatus”(1733) “genialny jezuita -jak określa go Colerus - przyjął jako hipotezę nieważność postulatu równoległości, a następnie usiłował sprowadzić tę hipotezę do absurdu". “Był pierwszym autorem, który odważył się założyć nieważność V aksjomatu, co pociągnęło za sobą istotne konsekwencje dla rozwoju geometrii". Jezuita G.Saccheri, twierdzi Wieleitner, pisząc poważną pracę na temat postulatu równoległości -w której porównuje trzy możliwości logiczne i usiłuje dowieść, że euklidesowa jest jedyną prawdziwą- dał początek geometrii nieeuklidesowej. “Z dzisiejszego punktu widzenia, faktycznym osiągnięciem Saccheriego było dowiedzenie wielu twierdzeń z geometrii nieeuklidesowej... Usiłując wykazać słuszność założeń Euklidesa, stanął mimowolnie na czele przeciwników greckiego geometry". W 1733 r. “publikuje pierwsze twierdzenia nieeuklidesowe, otwierając drogę do geometrii alternatywnych wobec euklidesowej". “Dokonania Sacchieriego w dziedzinie logiki i matematyki czynią zeń twórcę, choć nieświadomego ważkości swych dokonań, nowych geometrii". “Jako pierwszy udowodnił około dwunastu twierdzeń z geometrii kąta rozwartego i ponad dwadzieścia z geometrii kąta ostrego".

Pierwsza księga dzieła “Euclides ab omni naevo vindicatus”“stanowi pierwsze rzetelne kompendium geometrii hiperbolicznej". “To pierwszy traktat z geometrii hiperbolicznej poparty szeregiem twierdzeń - oryginalnych, dogłębnych i poprawnie dowiedzionych. Artykuł C. Segre... dobitnie ukazuje wpływ, przynajmniej pośredni, myśli Saccheriego na późniejszych matematyków, takich jak Lambert, Gauss, Bolyai i Łobaczewski. Dzieło Saccheriego to zatem pierwszy naukowy krok na długiej, ale prostej drodze do geometrii nieeuklidesowej". “Wydaje się, że Saccheri poważnie zastanawiał się, czy to aby na pewno geometria euklidesowa jest tą, która włada w rzeczywistej przestrzeni".

Kolejne nazwiska odnoszą się także do Włochów. Jezuita Tommaso Ceva (1648-1737) w dziele “Opuscula mathematica”(1699) rozprawia na temat cykloidy i krzywych wyższego rzędu. W 1695 r. wymyśla i upowszechnia instrument do podziału kąta prostego na dowolną liczbę równych części. W swej “De natura gravium”wprowadza do Włoch teorię grawitacji Newtona. Guido Grandi (16711742), kameduła, prowadzi studia nad rektyfikacją cysoidy, krzywą logarytmiczną i stożkami. W jednej ze swych prac Grandi przeprowadza geometrycznie dowód na twierdzenie Huygensa (akustyka i optyka). Wymyśla metodę rozwiązania problemu podwojenia sześcianu (mesolabium) i z dużym powodzeniem próbuje sił w hydraulice. Dzięki powiązaniu przez Eulera funkcji kołowych z funkcjami wykładniczymi jezuita Vincenzo Riccati (1707-1775) otrzymał narzędzia niezbędne do rozwinięcia funkcji dziś nazywanych sinusem i cosinusem. Ponadto w książce “De seriebus recipientibus

summam generałem algebraicam et exponentialem”(1756) publikuje obszerną pracę na temat równań różniczkowych i szeregów nieskończonych.

Gregorio Fontana (1735-1803), pijar, po śmierci Boscovicha kierował katedrą matematyki wyższej na Uniwersytecie w Pawii. Zyskał uznanie jako uczony za swój przebogaty dorobek naukowy, obejmujący prace z matematyki i fizyki. Mariano Fontana (1746-1808), barnabita, profesor matematyki stosowanej na Uniwersytecie w Pawii ma na swym koncie wiele prac, które na trwałe zapisały się w dziejach matematyki, ale za główne jego dzieło uważa się trzytomowe “Corso di dinamica”(1790-1795).

Francuz Christophe Bernard de Bragelogne (1688-1744) był - podobnie jak dwaj następni uczeni - opatem, wyróżnił się pracą opisującą krzywe czwartego rzędu. Jean Paul de Gua de Malves (1712-1786) udowodnił między innymi regułę znaków Kartezjusza i “ze szczególną atencją zajmował się badaniem punktów osobliwych krzywych algebraicznych".

Charles Bossut (1730-1814), autor licznych prac z matematyki i fizyki, w źródłach wymieniany jako historyk matematyki za sprawą “Essai sur l'histoire generale des mathematiąue”;wyróżnia się pracami z dziedziny hydrodynamiki, zwłaszcza w zakresie oporu płynów.

Astronomia. Fizyka

Francuski kanonik Pierre Gassend (1592-1655), znany powszechnie jako Gassendi, matematyk, astronom, fizyk, anatom, należy do grona założycieli nowej nauki. Obdarzony umiejętnością wnikliwej obserwacji prowadzi owocne badania w różnych dziedzinach nauki. W latach 1618-55 rejestruje najważniejsze zjawiska astronomiczne. Zawdzięczamy mu obserwację komety (1618), zjawiska nazwanego przez niego samego “zorzą polarną" (1621), zaćmienia księżyca (1623), koniunkcji Wenus z Merkurym, zakrycia księżyców Jowisza, halo słonecznego. Jako pierwszy zaobserwował przejście Merkurego na tle tarczy Słońca i obliczył jego średnicę. “Gassendi przeprowadził w 1640 r. doświadczenie, spuszczając kamień z bocianiego gniazda płynącej z dużą prędkością galery i trafnie wytłumaczył jego ruch równoległy do masztu". Swym wyjaśnieniem “sformułował rodzaj zasady względności". Jeśli idzie o szybkość dźwięku w powietrzu, to “pierwszy pomiar wykonał Gassendi. Polecił oddać strzał z armaty i stojąc w znacznej odległości mierzył różnicę w czasie pomiędzy rozbłyskiem i dźwiękiem". Gassendi odnawia atomistyczną teorię starożytnych Greków i powraca do teorii o istnieniu atomów jako niepodzielnych cząstek materii, posiadających rozmiar, kształt (masę) i będących w ciągłym ruchu; badacz sięgający do początków teorii kinetycznej gazów zawsze napotyka jakieś odniesienie do atomistycznych koncepcji uczonego duchownego. Dodajmy jeszcze, że wspólnie z Fermatem podważył hipotezę o bezpośrednim związku przyspieszenia i odległości.

Godefroy Wendelin (1580-1660), belgijski kanonik, prowadzi obserwacje astronomiczne, głównie Księżyca, zajmuje się plamami na jego powierzchni oraz ich położeniem. Bada orbity satelitów Jowisza; w sposób formalny, porównując współczesne mu obserwacje z zapisami starożytnych, ustala zmiany w nachyleniu ekliptyki. Określa też paralaksę Słońca, co wydawało się do tamtej pory niewykonalne.

Anton Maria Schyrle de Rheita (1597-1660), czeski kapucyn, jako pierwszy buduje lunetę astronomiczną z czterema soczewkami (okular i trzy obiektywy), a opisując ów aparat w jednej ze swych prac, używa określeń “okular" i “obiektyw", które sam zresztą stworzył. Jest również wynalazcą teleskopu binokularnego.

Włoch Paolo Frisi (1728-1784), barnabita, matematyk, astronom i fizyk, poświęca się badaniom zagadnienia izoperymetrycznego oraz mechanice niebieskiej; w sposób nowatorski i niezbicie dowodzi, że Ziemia ma kształt spłaszczonej na biegunach sferoidy; bada także dzienny ruch Ziemi i przybliża teorię ruchu Księżyca. Ponadto, tłumaczy zjawiska światła i elektryczności, wykorzystując w tym celu eter.

Jednym z założycieli i pierwszych członków paryskiej Akademii Nauk był francuski ksiądz Edme Mariotte (1620-1684), teoretyk i eksperymentator, fizyk, fizjolog, badacz w dziedzinie mechaniki, zderzeń ciał sprężystych, wahadła fizycznego, cieczy, właściwości gazów, kolorów. Jest też autorem znakomitych prac z fizjologii roślin i zwierząt. “Prace Mariotte'a zaskakują różnorodnością przeprowadzanych doświadczeń, często bardzo wyrafinowanych i pomysłowych". Niezależnie od Boyle'a odkrył tak zwane “prawo Boyle'a-Mariotte'a", opisujące relację pomiędzy ciśnieniem a zmianą objętości gazów. “Zdołał sformułować je znacznie przejrzyściej niż Boyle". “Jako pierwszy zastosował to prawo do... ustalenia zależności spadku ciśnienia atmosferycznego od wysokości". “Także jako pierwszy poprawnie wytłumaczył mechanizm powstawania chmur (efekt kondensacji pary wodnej unoszącej się z oceanów i kontynentów)". “Pierwsze ważne dzieło z dziedziny fizjologii roślin - jak twierdzi Singer - wyszło spod pióra Edme Mariotte'a". “Praca “O wegetacji roślin”z wielkim niespotykanym do tamtej pory znawstwem podejmuje zagadnienia dystrybucji związków odżywczych w roślinie, żywienia mineralnego roślin i ich rozwoju". “Francuskiemu duchownemu przypisuje się też zasługę dostrzeżenia wagi światła [w odniesieniu do roślin] oraz ukazania licznych zależności między organizmem roślinnym i jego otoczeniem (ekologia roślin)". Podkreślał fakt, że rośliny nie pobierają z gleby gotowego pokarmu, ale wytwarzają go sobie same. W dziedzinie optyki odkrył istnienie ślepej plamki w oku.

Nieco starszy od Mariotte'a był pochodzący z Francji jezuita Jean Francois (1582-1668). Jeszcze przed Mariottem ojciec Francois stwierdził, iż deszcze przenikają do podziemnych zbiorników wodnych, te zaś zasilają biegi rzek i innych dróg wodnych. “Pierwsze wiadomości - pisze Kistner - o doświaczeniach Guerickego i ich wynikach znajdują się w dwóch pracach (z 1657 i 1664) Gaspara Schotta". Sam Otto von Guericke opisał słynne “doświadczenie magdeburskie" kilka lat po fakcie i wspomina już wtedy wcześniejsze publikacje Gaspara Schotta (1608-1666). Ten niemiecki jezuita po okresie kilkuletniej pracy w Rzymie u boku A. Kirchera wrócił do rodzinnego kraju; nauczając i wydając kolejne książki, przyczynił się do ożywienia nauk fizycznych w Niemczech.

Francuz Honore Fabri (1607-1688), jezuita o wielostronnych zainteresowaniach, “wybitny fizyk, pierwszy wpadł na pomysł budowy rakiety przeznaczonej do lotów z człowiekiem, w której jako paliwo zamiast prochu miało być wykorzystane sprężone powietrze". Przypisuje mu się odkrycie Wielkiej Mgławicy w Andromedzie. W “Tractatus de homine”mówi o krążeniu krwi, które odkrył niezależnie od Harveya. Pośród wielu jezuitów pojawiających się na łamach “Philosophical Transaction", organu londyńskiego Royal Society, niektórzy z nich zajmowali stanowisko oficjalnych korespondentów.

Włoch Francesco Lana-Terzi (1631 -1687) dostąpił tego zaszczytu w tym samym czasie, co Huygens, Leibniz i Newton. Lana-Terzi prowadzi precyzyjne badania nad siłą i przyspieszeniem ciał podczas swobodnego spadania i prostuje twierdzenia Galileusza odnoszące się do ruchu po płaszczyznach nachylonych. Opracowuje prostą metodę pomiaru głębokości morza, wymyśla szereg maszyn przeznaczonych do podnoszenia wody, eksperymentuje z igłą magnetyczną...

Jedno z j ego dzieł, “Prodromo”(1670), stawia go w rzędzie najsłynniejszych prekursorów powietrznej nawigacji34. Rozważa w nim niezwykle pomysłowy, jak na owe czasy, projekt żaglowego statku latającego, w którym zastosowanie znalazły pewne elementy potem z powodzeniem wykorzystane przez braci Montgolfier, m.in. gondola miała być utrzymana w powietrzu przez cztery przyczepione do niej miedziane kule próżniowe.

Bartholomeu Lourenco de Gusmao (1685-1724), ,jeden z pionierów lotnictwa, był Brazylijczykiem, bardzo szybko znalazł się w Portugalii, gdzie wstąpił do zakonu jezuitów. Z racji jego doświadczeń przeprowadzonych w Lizbonie w 1709 r. uważany jest niekiedy za bezpośredniego prekursora braci Montgolfier". W 1709 r., w obecności króla Jana V i zgromadzonego tłumu, wykonał lot w swym modelu balonu z wieży Casa de Indias w Lizbonie.

Jak przypomina Ducasse, “niespokojne duchy, jak opat Hautefeuille albo uczony Huygens, uprzedzając wynalezienie silników wybuchowych, wykorzystali eksplozję gazów powstałych w wyniku spalania prochu strzelniczego". Francuski ksiądz Jean de Hautefeuille (1647-1724) uruchomił w ten sposób zaprojektowaną przez siebie maszynę tłokową. Ten inżynier wynalazca, opatentował też, między innymi, pierwszy wychwyt kotwicowy do zegarków kieszonkowych.

Włoski benedyktyn Benito Castelli (1577-1654), profesor uniwersytetów w Pizie i w Rzymie, jest postrzegany jako twórca nowej gałęzi hydrauliki: teorii ruchów cieczy i wód bieżących. “W swych pracach z hydrodynamiki opublikowanych w 1628 r. umieszcza ważne stwierdzenie, iż prędkość przepływu cieczy jest odwrotnie proporcjonalna do przekroju poprzecznego toru".Ze sposobu, w jaki Księżyc przyjmuje światło słoneczne odbite przez Ziemię, wnioskuje, że na półkuli południowej istnieć musi rozległy kontynent, dotąd nieznany. Pierwszy zauważył, iż intensywność światła zmienia się proporcjonalnie do kwadratu odległości. Prowadzi badania nad zjawiskiem irradiacji i zniekształcenia obrazu powstającego na siatkówce oka, nad użyciem przysłony w przyrządach optycznych i absorpcją ciepła przez kolory.

W 1623 r. “kordobański prezbiterianin Benito Daza de Valdes (1591-1634)... napisał przystępnym językiem książkę o używaniu okularów, która jest pierwszym traktatem z optyki fizjologicznej i o trzy wieki wyprzedza najlepsze dzieła europejskie w tej dziedzinie".

F. M. Grimaldi, ów sławny jezuita, współpracownik G.B. Ricciolego w Obserwatorium Collegio Romano oraz w pracach nad mapami elenograficznymi oraz aktulną toponimią księżycową w “Almagestum novum”,“jeden z najzręczniejszych eksperymentatorów epoki, odkrył dyfrakcję światła, pojęcie, które sam stworzył dla określenia zjawiska ugięcia przy rozchodzeniu się fal świetlnych w ośrodkach niejednorodnych". “Jako pierwszy użył siatki dyfrakcyjnej, która w XIX wieku miała znaleźć tak wiele istotnych zastosowań".

Przeprowadzone doświadczenia podsunęły mu myśl, iż białe światło składa się z promieni o różnych kolorach. Po mistrzowsku bada i opisuje wszystkie te zjawiska. “Odkrył dwa niezwykle ważne zjawiska: dyfrakcję oraz interferencje. Przeczyły one wszystkiemu, co na temat natury światła ówcześnie głoszono; mogły zatem te odkrycia otworzyć przed nauką nowe horyzonty, dokonano ich jednak za wcześnie: trwały w zapomnieniu niemal przez półtora wieku".

Grimaldi słusznie uznał, że zjawisko dyfrakcji implikuje falową naturę światła. Dokonał rozróżnienia pomiędzy optyką fizyczną a optyką geometryczną. Grimaldi był również tym, “który po raz pierwszy, w książce “Physicomathesis de lumine”opisał dźwięk muskularny transmitowany do ośrodka słuchu poprzez kciuki". Jeśli idzie o światło, to o. I.G. Pardies i Robert Hooke starali się kontynuować “Optykę”Grimaldiego i stworzyć na jej bazie prawdziwą teorię eteru. “W “Physicomathesis”,z 1665 r., Grimaldi przywołuje analogię pomiędzy falami wodnymi i rozchodzeniem się światła.

Wyraźniej mówi o tym francuski jezuita Pierre Ango (1640-1694) w traktacieDe optica,opublikowanym -jeśli wierzyć manuskryptowi o. Pardiesa - w 1682 r., a poświęconym właśnie ruchowi falowemu. Analogia z falami wodnymi jest zastosowana, wedle świadectwa o. Ango, do zjawiska dźwięku. Potem stosuje ją w odniesieniu do światła". “Ojciec Ango wprowadził też wyraźne rozróżnienie pomiędzy intensywnością (amplitudą wibracji) i wysokością dźwięków (ich częstotliwością), co dowodzi, że analiza dźwięku weszła już na właściwą drogę".

Do grona uczonych optyków zalicza się także francuskiego oratorianina Nicolasa Malebranche'a (1638-1715). Jego teoria kolorów ,jest pierwszą nowoczesną teorią w tej materii. Opublikowana w 1699 r. stanowi dzieło w pełni oryginalne". “Opierając się na analogii światła i dźwięku, Malebranche proponuje rozsądne wyjaśnienie różnorodności kolorów". “Dzięki Malebranche'owi i Newtonowi powstaje nowoczesna teoria kolorów". Włoski jezuita Nicolas Galeotti (1692-1758) “wykazał, że to nie przejście przez pryzmat powoduje powstanie barw, ale refrakacja, jakiej ulegają promienie".

Louis Bertrand Castel (1688-1757), francuski jezuita “wynalazca klawesynu optycznego(clavecin oculaire),nie usatysfakcjonowany ukazaniem analogii pomiędzy dźwiękami i kolorami, skonstruował specjalne urządzenie, by przy jego pomocy, zmieniając kolory, wywołać w organie wzrokowym efekt analogiczny do tego, jaki w narządzie słuchu, przy różnych dźwiękach, wytwarza zwykły klawikord.

Nicola Cabei (1602-1650), włoski jezuita, podkreśla znaczenie eksperymentu jako warunku koniecznego do formułowania teorii. Obszerny zbiór eksperymentów z najróżniejszych dziedzin znajdziemy w czterech tomach jego dzieła “Meteore”(1646). Wyróżnia się na polu magnetyzmu. W odniesieniu do Gilberta* pisano, że w “Philosophia magnetica”(1629) Cabei podejmował polemikę z jego wyjaśnieniami i interpretacjami teoretycznymi. Wyjaśnił między innymi zjawisko odpychania elektrostatycznego. Jacąues Grandami (1588-1672), francuski jezuita, prowadził studia nad kometami w latach 1664-65, a w dziedzinie fizyki sprostował teorię Gilberta dotyczącą magnetyzmu Ziemi.

/Przypis tłumacza/

* William Gilbert (1544-1603), angielski lekarz i przyrodnik, nadworny lekarz królowej Elżbiety i króla Jakuba I. Prowadził pionierskie badania zjawisk magnetycznych i elektrostatycznych, m.in. odkrył zjawisko namagnesowania przez indukcją, zaobserwował zanik właściwości magnetycznych żelaza po silnym ogrzaniu, pierwszy wysunął hipotezę, że Ziemia stanowi wielki magnes. Pierwszy też wprowadził termin “elektryczność".

“Jednym z największych popularyzatorów nauki jest opat [Jean Antoine] Nollet (1700-1770). W swych “Lecons de physique experimentale”i na wykładach z fizyki przybliża paryżanom wszystkie najnowsze osiągnięcia z tej dziedziny, ubarwiając wykłady ciekawymi doświadczeniami. Ostatecznie otrzymał na Sorbonie katedrę fizyki eksperymentalnej". “Wystawiał na pokaz swoje wynalazki i nie twierdził nic, czego nie mógłby natychmiast sprawdzić doświadczalnie". “Doprowadził do rozładowania [udoskonalonej przez siebie butelki lejdejskiej] poprzez oddział 180 gwardzistów, a potem 300 mnichów ustawionych w szeregu i połączonych pomiędzy sobą sztabami żelaza". “Od powstania pierwszych maszyn elektrycznych w XVII wieku myślano o wykorzystaniu elektryczności w leczeniu... Lekarzy wspomagali i nierzadko prześcigali w tej materii fizycy, jak choćby najsłynniejszy z nich - opat Nollet". Uważał błyskawicę i iskrę elektryczną za zjawiska tej samej natury. Wymyślił pierwszy elektroskop z płytkami ze złota. “Udowodnił w 1743 r., że dźwięk rozchodzi się również w wodzie. Zanurzył się w Sekwanie, by przekonać się, iż słyszy sygnały akustyczne w tym samym tonie, ale o różnym natężeniu. Wykorzystując wodę bez powietrza, Nollet wykazał, że to nie powietrze zawarte w wodzie jest odpowiedzialne za transmisję dźwięku". Kistner dodaje: “pierwszy eksperyment z dyfuzji cieczy wykonał Francuz J.A. Nollet (1748)".

Giovanni Battista Beccaria (1716-1781), włoski pijar, zajmował katedrę fizyki na uniwersytecie w Turynie. Wyróżnia się na wielu polach nauki, zwłaszcza jednak w elektryczności. O jego pierwszym dziele “De elettricismo artiflciale e naturale”(1753) z uznaniem wyrażał się między innymi B. Franklin i J. Priestley. Ten znany angielski uczony, w monumentalnym dziele “History and present state of electricity”(1767), nie wahał się nazwać Beccarię “włoskim geniuszem", który “w elektryczności poszedł o wiele dalej niż uczeni francuscy i angielscy". Inna praca Włocha na temat elektryczności zostaje w 1772 r. przełożona na angielski i opublikowana, z inicjatywy Franklina, już w 1774 r.

Pierre Bertholon (1742-1800), z zakonu lazarytów, w dziedzinie elektroterapii pracował nad “systemem opartym na elektryczności zwierzęcej, będąc w tej materii pionierem". “Jako pierwszy prowadził studia nad elektrycznością w świecie roślin (1783)". Jednym z efektów jego prac było wynalezienie przenośnego piorunochronu.

Chemia

Hoefer w “Histoire de la Chimie”(1869), odnosząc się do chemików-metalurgów na świecie, tak pisze: “W XVII wieku na szczegolną uwagę zasługuje tylko Hiszpan A. Barba, były ksiądz z Potosi". Ksiądz Alvaro Alonso Barba (15691662) udaje się do Ameryki, gdzie przez wiele lat sprawuje posługę pasterską. Dzięki obserwacjom i badaniom zgłębia wszystkie tajniki górnictwa i uszlachetniania rudy metali; swą obszerną wiedzę metalurgiczną wyłożył w książce “Arte de los metales”(1640), przełożonej na wiele języków. Cyril Stanley uważa, że “był jednym z pierwszych, który głosił potrzebę poddania laboratoryjnej kontroli całego procesu przemysłowego". Pińero zwraca ponadto uwagę na “żywotność jego dzieła, które przyczyniło się do stworzenia nowoczesnej chemii".

Nauki przyrodnicze

Inni duchowni, podobnie jak Alonso Barba w mineralogii, prowadzili badania nad florą i fauną tam, gdzie prowadzili swą misyjną i ewangelizacyjną działalność. Hiszpański franciszkanin Bemardino de Sahagiin (1499-1590) w dziele “Historia generał de las cosas de la Nueva Espana”zajmuje się między innymi minerałami, roślinami i zwierzętami Meksyku, zamieszczając przy okazji listę roślin leczniczych.

Hiszpański jezuita Bernabe Cobo (1582-1657) przemierza Antyle, Peru i Meksyk i pisze “Historia del Nuevo Mundo”.Znajdziemy w niej pierwsze szczegółowe studium flory Peru, w tym pierwszą wzmiankę o chinowcu. “Cabanilles podkreślał już wysokie kompetencje Cobo w dziedzinie botaniki opisowej..." Cobo nie ogranicza się jednak do poziomu opisowego, ale stara się studiować florę w sposób systematyczny. W “Historia del Nuevo Mundo”aż cztery księgi poświęca faunie. “Odkrył dla Europejczyków lub opisał wiele nowych, nieznanych gatunków roślin i zwierząt".

Francuski dominikanin Jean Baptiste de Tertre (1610-1687), po wielu latach pracy misyjnej na Antylach, pisze swą “Histoire generale des Antilles habitees par les Francais”,dzieło interesujące, zwłaszcza z punktu widzenia botaniki stosowanej. Franciszkanin, również Francuz, Charles Plumier (1647-1706), przedsięwziął liczne podróże badawcze do Ameryki, posługując się w części z nich tytułem “botanika królewskiego". W opublikowanym w Paryżu (1703) “Nouveaux genres de plantes d'Ameriąue”opisuje 106, w większości nowych, rodzajów roślin Ameryki, łącznie około 700 gatunków.

Trzeci Francuz, brat mniejszy, Louis Feuillee, wcześniej wspominany jako astronom, zyskał również uznanie za swe prace w dziedzinie botaniki. Piszą o nim Davy de Virville i Leroy: “Florę Ameryki Południowej badał L. Feuillee (1660-1732), który w latach 1703-06 zbadał florę Antyli i wybrzeża Caracas, potem przeniósł się do Chile i Peru. Jego studium na temat roślin medycznych opisuje wiele nowych rodzajów roślin, jak choćby fuksję".

Pedro de Montenegro (1663-1728), jezuita hiszpański, wydaje w Paragwaju dwie książki poświęcone właściwościom roślin (1710). Hiszpański kapłan Jose Celestino Mutis, wspomniany już wcześniej za swe dokonania w astronomii, położył też spore zasługi na polu botaniki. W Kolumbii, gdzie spędził większość swego życia, bada właściwości i zastosowanie balsamu z Tolu, balsamu z Peru, wymiotnicy lekarskiej (ipekakuana), herbaty z Bogoty i gałki muszkatołowej oraz kory z Angostury (Ciudad Bolivar). Odkrywa tam wiele gatunków chininy, o której pisze trzy traktaty. W zasadzie można uznać, iż jako pierwszy zbadał dogłębnie jej własności lecznicze. Mianowany przez króla Hiszpanii, Karola III, pierwszym botanikiem i astronomem królewskim, kieruje instytutem nauk przyrodniczych Expedicion Botanica de Nueva Granada. Przy pomocy grupy współpracowników i rysowników tworzy wspaniały zielnik zawierający blisko 20 tys. roślin, wzbogacony ponad 6 tys. rycin, wykonanych z podziwu godną dokładnością i dbałością o kolor. “Mutis wyprzedził swą epokę i zdołał stworzyć instytut nauk przyrodniczych z prawdziwego zdarzenia".

Zgromadził “niezliczone okazy roślin, z których wykonał wspaniałe ryciny, a część wysłał do Linneusza". Linneusz w swych pracach niejednokrotnie wymienia dziwne gatunki, przysłanę mu przez hiszpańskiego uczonego. Wiele gatunków roślin zawartych w suplemencie do “Speciesplantarum”Linneusza (1753) pochodzi właśnie od botanika z Santa Fe de Bogota. W Santa Fe, zachęcony jego sławą, odwiedza Mutisa sam Aleksander von Humboldt. Podziwia jego prace i dedykuje mu napisane wspólnie z A. Bonplandem dzieło “Plantas Eąuinocciales”.

Kilka lat temu Chile nadało statkowi do badań oceanograficznych imię “Abate Molina" na cześć jezuity Juana Ignacio Moliny (1740-1829), którego już wcześniej uhonorowało znaczkiem pocztowym jako “pierwszego uczonego chilijskiego". Molina, urodzony w Chile, po wygnaniu jezuitów z Ameryki profesor na uniwersytecie w Bolonii, za pionierskie prace na polu historii naturalnej swego kraju zasłużył na honorowy tytuł “wybitnego uczonego amerykańskiego XVIII wieku". Bolonia wystawiła mu nawet pomnik. Owoce swych badań zawarł w licznych publikacjach.

Davy de Virville i Leroy, nawiązując do pobytu w Ameryce i badań tam prowadzonych francuskiego jezuity Pierre'a Francois-Xavier de Charlevoix (1682-1761), stwierdzają: “Amerykę Północną spotkał zaszczyt goszczenia na swej ziemi ojca Charlevoix, który w 1774 r. wydał “Description des plantes principales de l 'Ameriąue equinoxiale”.

Kamelia to nazwa rodzaju roślin ozdobnych nazwanych tak przez Linneusza na cześć Josepha Georga Kamela (1661-1706), czeskiego jezuity i botanika. Kamel, misjonarz w Manili, przez dużą część swego życia bada florę Filipin, odkrywa dla Europy kamelie, wysyła do Royal Society w Londynie staranne opisy i okazy roślin i owadów, a także zwraca uwagę na lecznicze własności rośliny “Strychnos Ignatii”,znanej potocznie jako “bób Św. Ignacego", z której otrzymuje się strychninę.

Juan de Loureiro (1710-1791), misjonarz w Kochinchinie (Nam Bo) i Kantonie, botanik, wysyła do Anglii i Szwecji, jako przykład swych zbiorów, 60 nieznanych dotąd roślin, a potem 230 kolejnych. Jego dwutomowe dzieło “Flora Cochinchinensis”zawiera 662 rodzaje roślin, przy czym 182 z nich wskazuje jako nowe. Davy de Virville i Leroy pisali: “portugalski o. de Loureiro badał rośliny Kambodży, Mozambiku i Wybrzeża Malabarskiego; opublikował znakomite opracowanie na temat flory Kochinchiny (1790).

Florę Chin badał francuski jezuita Pierre d'Incarville (1706-1757), który wysłał B. de Jussieu'emu zielnik złożony z 300 roślin. Zawdzięczamy mu znajomość takich roślin, jak cedrela czy inkarwila". “Florę Japonii studiował P. Charlevoix”.

Florę i faunę Azorów Europa poznała za sprawą urodzonego na wyspach jezuity Antonio Cordeiro (1640-1722). Jacques Barrelier (1606-1673), francuski dominikanin, wydał w 1672 r. wielkie dzieło zatytułowane “Hortus mundi”albo “Orbis botanicus”.Inne, “Plantae per Galiam, Hispaniam et Italiam observatae”,zawiera 1392 rycin na 334 planszach. W XVIII wieku francuski kapłan Pierre Andre Pourret bada florę Pirenejów i układa znakomite herbarium, które trafia następnie do Muzeum Historii Naturalnej w Paryżu. “Pośród licznych traktatów z botaniki pojawiających się w XVIII wieku wymieńmy “Dictionnaire”oraz “Cours de botanique”benedyktyna N. Jolyclerca".

Hiszpański ksiądz Antonio Jose Cavanilles (1745-1804), dyrektor Ogrodu Botanicznego w Madrycie, założyciel “Anales de Historia Natural”,zaangażowany przez rząd do prowadzenia badań nad florą Hiszpanii, publikuje dzieła, które zyskują rozgłos w całej Europie i dostarcza pierwszych informacji o licznych nieznanych dotąd roślinach.

Krążenie soków roślinnych badał francuski jezuita N. Sarrabat (1698-1737). Wpadł on na pomysł, by śledzić ruch soków roślinnych w naczyniach [rośliny], zanurzając końce pędów w czerwonym soku szkarlatki(Phytolacca).Odkrył w ten sposób, że wznoszenie się soków roślinnych odbywa się wyłącznie przez naczynia.

Duńczyk Niels Stensen (1638-1686), znany ogólnie pod imieniem Stenon albo Steno, lekarz i biskup, geolog, paleontolog i anatom, po przebadaniu obszarów Toskanii “doszedł do zaskakujących jak na owe czasy wniosków, które do dzisiaj stanowią fundamenty nowoczesnej stratygrafii". “Potwierdza, rzecz jasna, naturalne pochodzenie skamieniałości, ale uznaje, iż widoczne w skorupie ziemskiej warstwy skalne są wynikiem procesu sedymentacji zachodzącego w morzach; że warstwa zalegająca niżej jest starsza od tej, która ją pokrywa; że warstwy tworzyły się horyzontalnie, a jeśli obecnie są ułożone pod różnymi kątami, znaczy to, że uległy przemieszczeniu; i wreszcie, jeśli jakaś warstwa zalega horyzontalnie nad warstwami nachylonymi, to jej osadzanie się nastąpiło po wstrząsie odpowiedzialnym za przemieszczenia". “Wyróżnił «skały pierwotne» powstałe przed pojawieniem się roślin i zwierząt, oraz skały «osadowe», późniejsze, zawierające skamieniałości". “Wyróżnił w historii sześć wielkich epok Natury, w miarę jak morze pokrywało kontynenty lub się z nich wycofywało". Rozmiary jego dzieła “De solido intra solidum naturaliter contento dissertationis prodromus”(1669) “dowodzą, że mamy do czynienia z pierwszym prawdziwym geologiem... Należał też do grona największych anatomów XVII wieku". Stworzył podwaliny stratygrafii, ogłosił pierwszą zasadę stratygraficzną, o “następstwie warstw", podstawową dla współczesnej geochronologii względnej. Ogłaszał błyskotliwe teorie na temat znaczenia skamieniałości i tworzenia się kryształów. Wskazał na krystaliczną strukturę minerałów, “dogłębnie badał formy różnych rodzajów kryształu" i ogłosił krystalograficzne prawo stałości kątów, noszące jego imię.

Jako anatom odkrywa tak zwany “przewód Stensena", który przenosi ślinę ze ślinianki przyusznej do wnętrza policzka. Przedstawia pierwszy pełny opis aparatu łzowego. W swych pracach dochodzi do wielu konkluzji na temat mięśni: funkcji mięśni międzyżebrowych, budowy serca i języka, włóknistej struktury mięśni, itd.

Hiszpański franciszkanin Jose Torrubia odbywa szereg podróży po Ameryce, Azji i Oceanii, gromadzi wiele danych na temat historii naturalnej oraz kolekcję niezwykle rzadkich skamielin. Po powrocie do Hiszpanii posyła do drukarni w 1754 r. tom zatytułowany “Aparato para la historia natural”,gdzie opisuje liczne skamieniałości z okolic Molina de Aragon. Umiera w 1768 r. pozostawiając w formie manuskryptu “Tratado de los insectos”.

Pierre Bernard Palassou (1745-1830), francuski kapłan, mineralog, otrzymuje zlecenie od swego rządu na prowadzenie prac i obserwacji koniecznych do opracowania mapy mineralogicznej Francji; prowadzi badania nad Pirenejami i wydaje “znakomity “Essai sur la mineralogie des Monts-Pyrenees”(1781). Palassou jako pierwszy potwierdził równoległość warstw w stosunku do osi łańcucha i za przyczynę powstawania dolin podał erozję wywołaną biegiem rzek, a nie jak do tamtej pory sądzono działaniem wód morskich. Tekst zawiera geologiczną mapę południowego stoku łańcucha".

Francuski kapłan i przyrodnik G.L.Ch.A. Bexon (1748-1784) współpracował przy powstawaniu “Historii naturalnej”Buffona. “Od 1770 do 1780 r. wychodzi przy dużym udziale Bexona dziewięć tomów traktujących o ptactwie".

Inny francuski kapłan, zoolog Pierre Andre Latreille (1762-1833), słusznie nazywany “księciem entomologii francuskiej", położył podwaliny pod entomologię stosowaną. Cuvier, pracując nad swym wielkim dziełem, powierzył mu przygotowanie tomu o owadach. Twierdził przy tym, że Latreille “to człowiek o najgłębszej w Europie wiedzy na temat tych zwierząt". Swą sławę zawdzięcza w dużej mierze zastosowaniu w pracach nad owadami metody klasyfikacji naturalnej ustanowionej przez Jussieu'a na użytek botaniki.

Do włoskiego kleryka, L. Spallanzaniego, wykładowcy na uniwersytetach w Padwie i Modenie, odnoszą się słowa Mariasa i Laina: “Na te same naukowe wyżyny co Haller zaszedł Lazzaro Spallanzani (1729-1799), jeden z najbardziej pomysłowych i płodnych eksperymentatorów w dziejach biologii. Jego doświadczenia dotykały czterech zasadniczych punktów: procesu zapładniania, procesów trawiennych, mechanizmu krążenia oraz mechanizmu oddychania... Obalił teorię samorództwa, wykazując między innymi, że mikroorganizmy rozmnażają się dzięki zarodnikom przenoszonym przez powietrze". Jego odkrycia, razem z epigenezą Wolffa, stanowią kamienie milowe badań genetycznych i embriologicznych drugiej połowy XVIII wieku. Był autorem, jak pisze J. Rostand, “licznych eksperymentów doskonale zaplanowanych i przeprowadzonych". Prowadził “eksperymentalne badania nad płodnością zwierząt". Zwrócił uwagę na zdolność do regeneracji utraconych kawałków ciała u dżdżownicy, ślimaka i salamandry. Stworzył fundamenty fizjologii ogólnej dzięki swym metodom zaczerpniętym z fizjologii porównawczej, i uczynił to w sposób znacznie pełniejszy niż Lavoisier. Tak pisał o nim Tortonese: “Jego nazwisko wiązane jest przede wszystkim z rozwojem fizjologii eksperymentalnej, której słusznie może uchodzić za twórcę". “Spallanzani zasługuje na trwałe miejsce w historii zoologii". Szwajcarski przyrodnik, Ch. Bonnet, stwierdził, że “Spallanzani w ciągu niewielu lat odkrył znacznie więcej niż najsłynniejsze akademie europejskie w przeciągu bardzo wielu". “W pełni uzasadnione jest zatem uznanie w Spallanzanim jednego z najznakomitszych biologów pośród tych, którzy inicjowali nowe kierunki badań i otwierali nowe horyzonty w dziedzinie materii ożywionej".

Od niego pochodzi też “odkrycie, że niektóre zwierzęta są zdolne do ustalenia swego położenia dzięki systemowi echolokacji, ...a pod koniec XVIII wieku udowodnił, że ślepe nietoperze potrafią bezbłędnie odnaleźć drogę do dzwonnicy w katedrze w Pawii, gdzie żyły, albo z łatwością polować na owady".

2. CZASY WSPÓŁCZESNE (XIX-XX WIEK)

Nauki matematyczne i fizyczne

Analizując matematyczne zagadnienie “ciągłości", rychło natrafimy na znane twierdzenie Bolzana. Bernard Bolzano (1781-1848) był czeskim księdzem, prekursorem niektórych aspektów nowoczesnej logiki matematycznej. Z upływem lat przekonano się, iż swymi poglądami wyprzedził największych matematyków swego stulecia, jak Cauchy czy Cantor. “W tamtym czasie - ocenia Wieleitner - pojawia się przenikliwy 

myśliciel, B. Bolzano, którego idee, gdyby zostały należycie docenione w tamtym czasie, wpłynęłyby znacząco na rozwój matematyki". “Miał nie tylko jasny pogląd na zagadnienie zbieżności szeregu, ale także podał przykład funkcji nieróżniczkowalnej... Dziełem “Paradoxien des Unendlichen”,opublikowanym pośmiertnie w Pradze w 1850.r., sam sobie wystawił pomnik, jawiąc się jako poprzednik G. Cantora i odkrywca jego znanych twierdzeń".

Bolzano w parze z Cauchy'm precyzyjnie definiuje pojęcie szeregu zbieżnego i funkcji ciągłej; z Weierstrassem kreśli przykłady krzywych bez stycznych.

W odniesieniu do nieskończoności aktualnej Bolzano w swym dziele “Paradoksy nieskończoności”zwraca uwagę na właściwość zbiorów nieskończonych, polegającą na równoliczności zbioru z jego częścią. Przeszedł do historii jako współautor dwóch definicji ze zbioru nieskończonego: definicji Bolzana-Cantora oraz Bolzana-Dedekinda.

Na uwagę zasługująjeszcze trzej pijarzy: Baccelli, Chelini i Barsanti. Liberatore Baccelli (1772-1835), sławny fizyk, profesor uniwersytetów w Bolonii i Modenie, publikuje w 1821 r., kilka miesięcy po odkryciu Oerstedta, wyniki własnych badań nad zjawiskami elektromagnetycznymi, rywalizując w tej materii z Faradayem, Amperem i Arago. Wnioskuje, że prawo Boyle'a i Mariotte'a obowiązuje w pełni jedynie w odniesieniu do gazu doskonałego, a zachowanie “gazu rzeczywistego" jest zbliżone do jego założeń. Przeprowadził po raz pierwszy skroplenie gazu: amoniaku (1811), na dwanaście lat przed doświadczeniami Faradaya. Na wyróżnienie zasługują jego studia i odkrycia w chemii, optyce i hydraulice.

Domenico Chelini (1802-1878) wykładał mechanikę i hydraulikę na Uniwersytecie Boiońskim oraz mechanikę stosowaną w rzymskiej La Sapienza. Renomę zyskał dzięki publikacjom z dziedziny geometrii analitycznej, czystej i stosowanej oraz mechaniki.

Eugenio Barsanti (1821-1864), fizyk i genialny eksperymentator, rozpoczyna w 1851 r., wspólnie z F. Matteuccim, próby skonstruowania silnika napędzanego wybuchową mieszaniną gazów, zapalaną iskrą elektryczną. Z jego idei i eksperymentów zrodził się pierwszy silnik wybuchowy Barsanti-Matteucci.

Z grona fizyków, zanim przejdziemy do innych gałęzi nauki, wymieńmy jeszcze niemieckiego jezuitę Teodora Wulfa, wynalazcę kolejnych elektroskopów - coraz doskonalszych i bardziej czułych. Brał udział w odkryciu promieni kosmicznych, przeprowadzając kluczowe doświadczenia na Wieży Eiffla w Paryżu.

Nauki przyrodnicze

Liczne prace naukowe i publikacje dokonane na przełomie wieków pozwalają zaliczyć francuskiego duchownego Renę Just Hauya (1743-1822) do grona największych uczonych tak XVIII, jak i XIX stulecia. Mineralog, członek Komisji Miar i Wag, profesor w Muzeum Historii Naturalnej w Paryżu i na Sorbonie, nazywany był “legislatorem krystalografii". Sformułował ważne prawa krystalograficzne, czym przyczynił się w dużej mierze do postępu w mineralogii. “Prawdziwy twórca współczesnej mineralogii" w 1770 r. wnikliwie badał “pryzmatyczny kryształ kalcytu oraz jego fragmenty. “W dziele “Essai d'une theorie sur la structure des cristaux...”(1748) rozwinął teorię, która dała początek krystalografii". “W 1801 r. wydał “Traite de mineralogie”(w pięciu tomach), a w 1822 – “Traite de cristallographie”(w trzech tomach)". “Dzięki Hauyemu poznaliśmy strukturę kryształu..., zajmował się także ich klasyfikacją". “Na początku XIX wieku, Hauy znajdował się u szczytu sławy. Dzięki swej teorii budowy wewnętrznej kryształu skierował krystalografię na nowe tory, z kolei definicją gatunków minerałów stworzył solidne fundamenty dla mineralogii". “Bez wątpienia nauka o kryształach nastręczała jeszcze wielu trudności, ale Hauy wyposażył ją w nowe narzędzia i stworzył metodę badań, która do dziś nie straciła na aktualności".

“W dziele Hauya wyraźnie widać dwa obszary zainteresowania, ściśle ze sobą powiązane: z jednej strony badania nad strukturą kryształu samą w sobie; z drugiej obserwacja rodzajów minerałów, ich przeobrażania się w przyrodzie i łączenia (skały albo minerały)". “W 1815 r. opierając się na licznych pomiarach sformułował prawo symetrii, ogłosił też prawo wymiernych wskaźników... Te dwa prawa stanowią owoc wieloletnich wysiłków i ukoronowanie wzorowo skonstruowanej doktryny". “Zasługa rozróżnienia cech kluczowych do zdefiniowania rodzajów mineralnych należy do Hauya". Odkrył istnienie elementów symetrii i zdefiniował zjawisko anizotropii kryształów. Pokazał, w jaki sposób różne kryształy tego samego rodzaju chemicznego mogą pochodzić od formy pierwotnej poddanej nacięciom. Opisał także siedem, klasycznych już dzisiaj, systemów symetrii.

Przewidział ogólne prawo kryształów bliźniaczych, ogłoszone przez późniejszych badaczy. Wreszcie, “odkrył, że te same kryształy, które elektryzują się po ogrzaniu, podobnie zachowują się pod wpływem ściskania. Zjawisko powstawania wypadkowego momentu elektrycznego w kryształach pod wpływem ściskania zostało później nazwane piezoelektrycznością".

Osiągnięcia naukowe przysporzyły sławy dwóm włoskim duchownym. Wśród nich byli m.in.: Antonio Stoppani (1824-1891), uznawany za “wybitnego geologa", oraz Giuseppe Morcalli (1850-1914), wielki wulkanolog. Stoppani, największy geolog tamtego czasu we Włoszech i jeden z najwyżej cenionych w Europie, wykładowca wielu uniwersytetów, w serii znakomitych dzieł publikuje wyniki badań z geologii i paleontologii Lombardii.

Inny Włoch, jezuita Luiggi Sodiro (1836-1909), botanik, większą część życia spędza w Ekwadorze. Obejmuje na pewien czas katedrę rolnictwa na Uniwersytecie Centralnym. Bada tamtejszą florę, gromadzi w swym herbarium okazy tysięcy roślin, powołuje do życia Krajowy Ogród Botaniczny w Quito. Oprócz ogromnej liczby artykułów i broszur, wydaje pięć książek o florze Ekwadoru.

Jean Nicolas Boulay (1837-1905), francuski kapłan, profesor botaniki na katolickim Uniwersytecie w Lille, publikuje szereg prac poświęconych francuskiej florze i paleobotanice. Bracia Bernardo Zapater (1824-1907) i Jose Zapater (1834-1892), hiszpańscy duchowni, dzielą pasję do nauk przyrodniczych. Bernardo zajmuje się badaniem owadów i różnych gatunków roślin, głównie okolic Albaracin. Udaje mu się opisać wiele nieznanych do tamtej pory motyli i roślin. Jose wydaje drukiem “Catdlogo de los moluscos terrestres de las cercanias de La Granja y Albarracin”i pozostawia po śmierci wiele nie opublikowanych pism z geologii i paleontologii.

Czech “Johann Gregor Mendel (1822-1884), augustianin z zakonu w Brnie, prowadził doświadczenia nad mieszańcami roślin i odkrył słynne reguły przekazywania cech dziedzicznych noszące dziś jego imię". “Był geniuszem, wyprzedził swą epokę o całe pokolenie". Wykształcony w zakresie nauk przyrodniczych i fizyczno-matematycznych, obdarzony niezwykłą umiejętnością obserwacji, skrupulatny w prowadzeniu doświadczeń, świetny analityk posiadł łatwość zadawania pytań naturze i poprawnego odczytywania dawanych przez nią odpowiedzi. Wprowadza matematykę do biologii. Jego prace mogą uchodzić za wzór naukowej metody i rygoru.

W latach 1857-68 w klasztornym ogrodzie prowadził badania nad krzyżowaniem pokrewnych gatunków roślin i poddawał wyniki matematycznej analizie. Odkryte dla nauki w 1900 r., a opublikowane przez Mendela w 1866 i 1868 r., prace stają się podstawowymi prawami całej genetyki.

Wedle Lacadeny: “Bez wątpienia nazwisko Mendla zapisało się na trwałe w historii ludzkości... Wielkim osiągnięciem Mendla było ogłoszenie modelu niezależnego dziedziczenia cech, to znaczy istnienia jednostek dziedzicznych... Pewien biograf czeskiego uczonego obliczył, że w latach 1856-63 wyhodował on i zbadał 13 tys. roślin, co oznacza przebadanie 350 tys. ziaren (J. Sajner, 1978)". Ze swych badań wywnioskował o istnieniu materialnych cząstek - warunkujących daną cechę organizmu i przekazywanych organizmom potomnym - które nazwał czynnikami dziedzicznymi, a którym w 1903 r. W.L. Johanssen nadał aktualną nazwę genów.

Słynnemu augustianinowi “zawdzięczamy bezdyskusyjnie odkrycie głównych praw dziedziczenia cech. Uzdolniony matematycznie, potrafił nadać tym prawom ścisłą i ostateczną postać. Ogłosił “istnienie jednostek dziedziczenia, decydujących o przekazywaniu cech, zlokalizowanych w komórkach rozrodczych..., co zostało w pełni potwierdzone piętnaście lat później dzięki odkryciu chromosomów. Jego prace pozostawały jednak w cieniu aż do 1900 r."

“Trzej botanicy: C. Correns, E. Tschermak i H. de Vries, ...zapoznali się w 1900 r. z pracą Mendla i doceniając jej znaczenie, przedstawili ją światu naukowemu jako kamień węgielny rodzącej się dopiero genetyki". “Mendel dokonał wielu krzyżówek, badał statystycznie wyniki, sformułował na ich podstawie hipotezę, która okazała się równie genialnie trafna, co prosta". Jego dwa dzieła “są owocem wielu lat pracy i świadczą o umiejętności wnikliwej obserwacji przyrody i doskonałym przygotowaniu matematycznym - cechy rzadko kiedy występujące obok siebie". Od chwili opublikowania ich przez wspomnianych uczonych “nazwisko Mendla stało się jednym z najbardziej znanych w biologii; był czas, gdy nawet w świadomości publicznej mógł równać się sławą z samym Darwinem". “Odkrycia Mendla stanowią dziś podstawę wszelkich badań nad hybrydami".

Wnioski wypływające z prac uczonego augustianina wykraczają daleko poza botanikę i stanowią znaczny postęp w rozwoju nauk przyrodniczych. “Prawa hybrydyzacji przyjęły nazwę praw Mendla, a nauka o krzyżówkach genetycznych -mendelizmem... Prawa Mendla zostały potwierdzone na dużej liczbie roślin i zwierząt". “Mają zasięg powszechny, a fakty zaobserwowane na zwierzętach pozwalają zrozumieć zjawiska zachodzące u człowieka".

“Osiągnięcia w dziedzinie biologii nie stanowią żadnej rewolucji, są raczej konsekwencją rewolucji biologicznej, jaka dokonała się w XIX wieku za sprawą Darwina i Mendla". Ten ostatni “uważany jest obecnie za twórcę genetyki", “był pierwszym biologiem w dziejach, który ściśle zdefiniował prawa dziedziczenia". “Można się też spotkać z opinią, że dokonania Mendla miały tak znaczący wpływ na biologię, jak Newtona na fizykę". B. Nemec uważa dzieło Mendla za, jedno z nieśmiertelnych osiągnięć ludzkiego umysłu", a E. Mayr za, jedno z najwspanialszych w całej historii nauki".

Dla J. Huxleya (1951) “ponowne odkrycie praw Mendla uczyniło z genetyki, nauki iluzorycznej, dyscyplinę ścisłą wieloaspektową, jedyną gałąź biologii, w której zastosowanie znalazły indukcja i dedukcja, teoria i eksperyment, obserwacja i porównanie - w stopniu, w jakim od dawna ma to miejsce w fizyce". Bateson, jeden z najbardziej wpływowych biologów angielskich pierwszej dekady XX wieku, stawia eksperymenty Mendla na równi z “tymi, które kładły podwaliny pod atomistyczne prawa chemii", a Lock twierdzi, że ,jego odkrycia miały nie mniejszą wagę, niż to, czego dokonali Newton czy Dalton".

Warto jeszcze wspomnieć o trzech późniejszych uczonych, członkach Towarzystwa Jezusowego. Pierwszy z nich to hiszpański przyrodnik Longinos Navas (1858-1938), specjalista w dziedzinie entomologii, zwłaszcza owadów siatkoskrzydłych. Przygotował kolekcje dla muzeów w Londynie, Wiedniu, Berlinie, Hamburgu, Budapeszcie, Oksfordzie, San Petersburgu, Paryżu, Tokio, Szanghaju... Opisał blisko 3000 nowych gatunków i odmian, a katalog jego naukowych publikacji obejmuje ponad 600 tytułów. Wziął czynny udział w założeniu Sociedad Aragonesa de Ciencias Naturales, Academia de Ciencias de Zaragoza, Sociedad Entomológica de Espańa i Sociedad Iberica de Ciencias Naturales.

Portugalski przyrodnik Joaąuin de Silva Tavares (1866-1931), założyciel i przez wiele lat dyrektor naukowego czasopisma “Broteria", w swej szeroko zakrojonej działalności naukowej wyróżnia się szczególnie badaniami nad “zoocecidiami”Półwyspu Iberyjskiego, Madery, Mozambiku, Argentyny i Brazylii.

Niemiec Erie Wasmann (1859-1931), uznany zoolog, badał życie mrówek i termitów, ich gatunki, kolonie, zachowanie, pasożyty. Będąc pionierem w tej dziedzinie, stworzył w entomologii dział poświęcony mrówkom i termitom. Ze szczególną pasją badał zwierzęcy instynkt. Podziw budzą jego spreparowane okazy (zwłaszcza skrzydeł tęgopokrywych), których wykonał ponad 50 tys. O rozmiarach jego dorobku naukowego niech świadczy fakt, że ostatnia jego publikacja nosi numer 270. Poświęcił ją skamieniałym pasożytom z bałtyckich bursztynów.

Jaime Almera (1845-1919), hiszpański duchowny, geolog, zajmuje się paleontologią systematyczną, głównie mięczakami kopalnymi. Wydaje drukiem monografie na temat trzeciorzędu w Katalonii. “Dokonał niezliczonych odkryć nowych gatunków na terytorium Hiszpanii". Za szczytowe jego osiągnięcie uważa się “Mapę topograficzną i geologiczną prowincji Barcelony.”

Jesus Carvallo, hiszpański salezjanin, prowadzi badania geologiczne, speleologiczne i prehistoryczne, głównie w regionie Cantabrii. Dokonuje wielu ważnych odkryć prehistorycznych -neolitycznych rycin, kości mamuta, nosorożca i innych zwierząt, pozostałości różnych kultur prehistorycznych itp. Odkrywa i bada malowidła naskalne w jaskiniach w Atapuerca i San Garcia (prowincja Burgos) oraz ryciny i malowidła w jaskiniach w Sepulveda (Segowia). Upowszechnił termin “speleologia" w Hiszpańskim Towarzystwie Przyrodniczym i sprawił, że został on zaakceptowany. Jako przykład jego naukowej twórczości przypomnijmy “Fauna espeleológica cuaternaria de Santander”(1910), “La Espeleologia, ciencia nueva en Espańa”(1909)...

Hugo Obermaier (1877-1964), hiszpański kapłan niemieckiego pochodzenia, paleontolog i archeolog, profesor uniwersytetu w Wiedniu, Instytutu Paleontologii Człowieka w Paryżu oraz na uniwersytetach w Madrycie i Fryburgu. Bada zlodowacenia w Alpach, we francuskich Pirenejach, a później w Hiszpanii: Picos de Europa, w Sierra de Gredos oraz Sierra de Guadarrama oraz w Sierra Nevada.

Penetruje prehistoryczne jaskinie w prowincji Santander: Altamira, Puentę Viesgo, Hornos de la Pena, Villanueva... Odkrywa jaskinię w La Pasiega, bogatą we wspaniałe malowidła prehistoryczne i ważną dla poznania sztuki naskalnej. Zasługą J. Carvallo jest odkrycie i eksploatacja stanowiska prehistorycznego Las Carolinas nad rzeką Manzanares (Madryt). Był uczonym o niewyczerpanej energii, autorem licznych i wysoko cenionych w środowisku naukowym publikacji. (...)

* * *



Jezuici w Polsce

Fragment opracowania "Święty Andrzej Bobola (1591-1657)"


O. Felicjan Paluszkiewicz SJ

przedruk ze strony http://www.jezuici.pl

U progu życia zakonnego

Wśród karłów nie wyrasta się na giganta. Aby osiągnąć określony poziom trzeba żyć w środowisku reprezentującym konkretne walory tak duchowe, jak intelektualne. Święty Ignacy Loyola chociaż przeżyć mistycznych doznał w samotności, w grocie nad Cardonerem koło Manresy, do zadań postawionych mu przez Opatrzność dojrzewał w gronie przyjaciół z paryskiej Sorbony. Podobnie sprawa wyglądała ze św. Andrzejem Bobolą.

Do rozwoju wewnętrznego Boboli najbardziej przyczynił się Wawrzyniec Bartiliusz, uważany przez swoje pokolenie za człowieka świętego i kandydata na ołtarze: bezpretensjonalny, opanowany, o ujmującej powierzchowności, błyszczących oczach, rozjaśnionych zawsze pogodą ducha; przy tym pracowity, spostrzegawczy i krytyczny, ale wyrozumiały na błędy otoczenia. Profesor filozofii Akademii Wileńskiej, w latach pobytu Andrzeja w nowicjacie, pełnił obowiązki rektora kolegium i mistrza nowicjatu, następnie, gdy Andrzej studiował już teologię, był jego ojcem duchownym i spowiednikiem. Wszechstronnie oczytany w literaturze dotyczącej chrześcijańskiej duchowości, sam był autorem licznych pism ascetycznych. Jego osoba budziła zainteresowanie innych jezuitów. Wojciech Kojałowicz Wijuk wydał w Wilnie jego biografię liczącą ponad dwieście stronic druku, która w ciągu dziesięciu lat doczekała się czterech wydań. Obszernie pisał o nim także Stanisław Rostowski w swej pracy opublikowanej w Wilnie i ponownie w Paryżu. Pomniejsze biogramy Bartiliusza ukazały się po polsku, litewsku, angielsku, francusku i włosku. Postać skupiająca tak wielką uwagę współczesnych nie mogła być jednostką mierną, musiała reprezentować wysoki stopień dojrzałości chrześcijańskiej.

W otoczeniu niezwykle idealistycznie nastawionej wspólnoty, jaką jest nowicjat, ważną rolę odgrywają koledzy. Na pierwszym roku miał ich Andrzej trzydziestu ośmiu, na drugim – czterdziestu. Sześciu z nich opuściło nowicjat po roku, dwóch odeszło w okresie studiów, dwóch po święceniach kapłańskich. Z braci po ślubach szeregi zakonne opuściło pięciu. Z tych, co do śmierci pozostali w Zakonie trzech kapłanów oraz jeden brat oddali życie w samarytańskiej posłudze zakażonym; trzech zostało profesorami teologii na Akademii Wileńskiej, trzech kapelanami wojskowymi, jeden – kaznodzieją sejmowym, jeden – misjonarzem ludowym. Pozostali w największej liczbie pełnili posługę nauczycieli w szkołach jezuickich rozsianych na terenie całej prowincji zakonnej. Z braci wybiło się dwóch złotników: jeden zdobił kościół św. Kazimierza w Wilnie, drugi – kościół Jezuitów przy ul. Świętojańskiej w Warszawie.

W panoramie nowicjackich kolegów Boboli wyjątkowe miejsce zajmuje Maciej Kazimierz Sarbiewski, poeta, chluba polskiego Baroku, zwany “Horatius sarmaticus”. Przed laty czytałem esej o przyjaźni Sarbiewkiego z Bobolą, niestety nie pamiętam już autora. Ich droga życiowa krzyżowała się jeszcze trzykrotnie: najpierw spotkali się w Braniewie, następnie studiowali razem teologię, w końcu, gdy Sarbiewski wykładał retorykę na Akademii Wileńskiej, Bobola pracował duszpastersko w kościele św. Kazimierza. Sarbiewski wybił się szybko. Podczas studiów rzymskich w imieniu grona młodych humanistów wystąpił ze swoją poezją w ramach uroczystości koronacji papieża Urbana VIII, brał również udział w reformie hymnów brewiarzowych. Po powrocie do kraju uczył retoryki w Połocku i Wilnie oraz wykładał filozofię i teologię na Akademii Wileńskiej oraz głosił słowo Boże w kościele św. Jana. Jesienią 1635 r. został kaznodzieją i teologiem króla Władysława IV. Utrzymywał szerokie kontakty z poetami i pisarzami Zachodu. Zbiory jego poezji wielokrotnie wznawiano w kraju i za granicą. Teoretyk poetyki pozostawił w rękopisie trzy obszerne dzieła, które wydano dopiero w drugiej połowie dwudziestego wieku.

Następnym człowiekiem, który po mistrzu nowicjatu ma z urzędu formować jezuitę w pierwszych latach jego kapłaństwa i pomagać w pozbyciu się naleciałości z okresu studiów, kiedy umysł pochłonięty zdobywaniem wiedzy czasami dyspensuje się od pogłębiania ciągłej przyjaźni z Bogiem, jest instruktor tzw. “trzeciej próby”. Dla Andrzeja był nim Filip Frisius, kapłan wtedy już niemłody, twardy dla siebie i wymagający od innych, z dużym doświadczeniem życiowym; wcześniej profesor matematyki i filozofii w Braniewie, następnie teologii dogmatycznej w Nieświeżu, regens Seminarium Papieskiego w Braniewie, rektor jezuickiego kolegium w Rydze. Przez jeden rok, właśnie w czasie pobytu Andrzeja w Nieświeżu, był instruktorem odbywających tam ćwiczenia mające nadać ostatni szlif dojrzałemu już jezuicie.

W roku trzeciej próby w Nieświeżu nie bez znaczenia był dla młodego Andrzeja również przełożony lokalny, Jan Aland. Człowiek wykwintnych obyczajów, stał się wychowawcą synów Mikołaja Krzysztofa Radziwiłła Sierotki. Poza tym zyskał uznanie wśród wybitnych stylistów polskich dzięki przekładowi na język polski pięciu traktatów średniowiecznych, przypisywanych mylnie św. Augustynowi. Ponadto opublikował też pracę O cudach SS. Aniołów Bożych.

Ta grupa ludzi, z, którymi spotykał się Andrzej Bobola w okresie nowicjatu i pierwocin kapłaństwa rozbudziła w nim ambicje równania w górę, co zaowocowało heroiczną dyspozycyjnością względem Boga w okresie ostatniej próby, jaką było męczeństwo.

Panorama przełożonych

Oprócz mistrza nowicjatu oraz instruktora trzeciej próby, olbrzymi wpływ na życie jezuity mają przełożeni prowincji. Przed nimi co roku zdaje się sprawę sumienia i oni, mając najlepsze rozeznanie lokalnych potrzeb apostolskich, poznawszy w czasie dorocznych wizytacji zdolności poszczególnych współbraci, ostatecznie ustawiają powierzonych im przez Boga ludzi, wyznaczając każdemu dyspozycję działania apostolskiego. Bobola w swoim życiu zakonnym miał ich czternastu. Pragnę zwrócić uwagę na sześciu szczególnie aktywnych, dzięki którym nastąpił rozwój Towarzystwa, a z nim wzrost powołań oraz zapał do wzmożonej pracy na Bożym zagonie.

Pierwszym był Paweł Boksza. Jako przełożony prowincji przyjmował Andrzeja do Towarzystwa, a później ukierunkowywał go w czasie nowicjatu i studiów filozoficznych. Poprzednio wykładowca języka hebrajskiego i rektor Akademii, prowincjałem był w latach 1608-14. Jego rządy cechował wielki dynamizm: powołał do życia kilkanaście nowych placówek, doprowadził do podziału administracyjnego Prowincji Polskiej na Prowincję Koronną i Litewską. Po złożeniu obowiązków prowincjała zajął się budową domu oraz kościoła św. Kazimierza w Wilnie.

Gdy Bobola wkraczał w pierwociny życia apostolskiego prowincją kierował Michał Ortiz. Swoją działalność rozpoczął w powołanej przez Stefana Batorego misji w Siedmiogrodzie. Był dyrektorem jezuickiej szkoły w Koloszwarze. Po usunięciu stamtąd jezuitów podjął wykłady na Akademii Wileńskiej, został jej kanclerzem, następnie rektorem. W 1622 r. otrzymał nominację na przełożonego Prowincji Litewskiej. Dalej Akademia Wileńska była priorytetowym celem jego działalności: doprowadził do otwarcia w niej Wydziałów Prawa i Medycyny, zbudował osobny gmach dla biblioteki oraz polecił uporządkowanie archiwum.

Jako znawca chrześcijańskiej duchowości wyróżnił się prowincjał Mikołaj Łęczycki, syn drukarza kalwińskiego. Gdy 1592 r. wstępował do Towarzystwa był już kapłanem. Sześć lat pracował w archiwum jezuickim w Rzymie zajmując się dziejami Zakonu. Nawiązawszy kontakt ze specjalistami od ascezy, swój pobyt w Wiecznym Mieście wykorzystał dla zgłębienia zagadnień mistyki. Na Akademii Wileńskiej wykładał biblistykę i język hebrajski. Z okazji kanonizacji św. Ignacego Loyoli napisał na jego cześć panegiryk Gloria S. Ignatii Societatis Iesu fundatoris. W 1631 r. został prowincjałem. Andrzej był wtedy przełożonym i budowniczym kościoła w Bobrujsku. W imię wolności sumienia nakazał, aby na lekcjach, ani w kazaniach nie atakowano prawosławnych. Wydał też przepisy zobowiązujące do łagodniejszego traktowania chłopów w jezuickich majątkach. Ideę reform społecznych Łęczyckiego krzewili wśród szlachty inni jezuici wykorzystując do tego ambonę, konfesjonał i prywatne rozmowy. Po prowincjalstwie, na zaproszenie jezuitów z Czech, od 1637 r. prowadził tam wykłady z zakresu Instytutu Towarzystwa Jezusowego i ascezy. Powstała tam większość jego dzieł z teologii duchowości. Część z nich stracił, gdy napadnięto na niego koło Kotnej Hory. Pozostałą część planował wydać w Antwerpii, ale około dziesięciu dziełek zginęło w drodze. Ocalały jednak m.in. ważne prace o Instytucie Towarzystwa Jezusowego: Dissertatio historica et theologica de praestantia Instituti Societatis Jesu oraz najcenniejsze jego dziełko ascetyczne: De piis erga Deum affectibus. Przełożono je na języki: polski, niemiecki, francuski, angielski i czeski. Na starość osiadł w Kownie. Tam zmarł. W dwa lata przed męczeństwem Andrzeja Boboli trumna z ciałem Łęczyckiego została spalona przez Szwedów, a popiół wrzucony do Niemna.

Kolejny prowincjał Andrzeja Boboli to Jan Grużewski, człowiek pełen inicjatywy i troski o pomnożenie chwały Bożej. Gdy został rektorem Akademii, w dni świąteczne wysyłał specjalnie przygotowanych studentów, aby na ulicach miasta śpiewali ułożone w tym celu wierszowane teksty polskie oraz litewskie katechizując ich treścią przypadkowych słuchaczy. W czasie epidemii otworzył szpital dla zakaźnie chorych. W pewnym okresie pełnił w Warszawie obowiązki kaznodziei Zygmunta III Wazy. W 1643 r. został prowincjałem i w rok później doprowadził do otwarcia na Akademii Wileńskiej Wydziału Prawa. Jest autorem dzieła teologicznego: Ultima et maxima hominis mutatio.

Trzynasty prowincjał, Jan Rywocki, autor kilku monografii historycznych, był profesorem teologii oraz języka hebrajskiego na Akademii Wileńskiej. Brał udział w toruńskim “Colloquium charitativum”. Zostawszy rektorem kolegium Hosianum w Braniewie, otworzył tam studia teologiczne. W biografii Szymona Rudnickiego zamieścił cenne uwagi na tematy społeczno-polityczne. Prowincjałem był dwukrotnie, w latach: 1650-53 oraz 1662-65. Troszczył się o poziom jezuickich szkół, burs muzycznych oraz teatru szkolnego. Analogocznie jak przedtem Łęczycki, wykazał duże zainteresowanie warunkami bytowymi jezuickich pracowników świeckich.

Ostatnim prowincjałem Andrzeja, za którego rządów zdobył palmę męczeństwa był Wojciech Cieciszewski, profesor filozofii na Akademii Wileńskiej, kaznodzieja nadworny Jana Kazimierza, a następnie spowiednik Michała Korybuta Wiśniowieckiego. Podobnie jak jego poprzednicy ostro widział niesprawiedliwość społeczną, a po wybuchu powstania kozackiego w buncie tym dopatrywał się kary za krzywdę wyrządzaną chłopom, za zjadanie “mięsa z krwią, a chleba ze łzami ubogich”. Nierówność społeczna – według Cieciszewskiego – była groźniejsza w skutkach niż “czterdzieści tysięcy samopałów”. W kazaniu wygłoszonym 22 listopada 1649 r. na rozpoczęcie sejmu, wypomniał szlachcie brak zmysłu ekonomicznego, wyprzedaż dobrego polskiego towaru za bezwartościowe obce pieniądze. Prowincjałem, tak samo, jak przedtem Rywocki, był dwukrotnie: w latach 1655-58 oraz 1668-70.

Miał więc Andrzej w panoramie swoich wyższych przełożonych liczne pozytywne wzory osobowości, ludzi nietuzinkowych, imponujących zarówno współbraciom, jak ludziom spoza Towarzystwa. Z pewnością dopomogło mu to do wyracowania własnej wielkości.

Środowisko wileńskie

Najdłuższy okres życia w Towarzystwie Jezusowym, dwadzieścia jeden na czterdzieści sześć lat, spędził Bobola w Wilnie, wówczas najprężniejszym ośrodku życia umysłowego Rzeczypospolitej. Batorowy Uniwersytet, Alma Mater Vilnensis, był w pełni rozkwitu. W czasie pobytu Andrzeja Boboli w Wilnie działali tam sławni jezuici, których drogi krzyżowały się z jego drogami. Niektórzy z nich zyskali sławę europejską.

Marcin Śmiglecki, najwybitniejszy logik i najlepszy pisarz filozoficzny dawnej Polski, autor monumentalnego dzieła Logica, które w Oxfordzie służyło jako podręcznik uniwersytecki. Śmiglecki napisał również ceniony traktat ekonomiczno-etyczny O lichwie (kilkanaście wydań) oraz wiele rozpraw teologicznych: O Bóstwie przedwiecznym Syna Bożego, Absurda synodu toruńskiego, Dysputacja wileńska, O jednej widomej Głowie Kościoła i in. Był inicjatorem nurtu metafizyki neoscholastycznej, którą przejęli Gottfred Leibniz i Christian Wolff.

Zygmunt Lauxmin profesor Akademii, w 1645 r. brał udział w “Colloquium charitativum” w Toruniu. Opracował nową i oryginalną, poglądową metodę nauczania retoryki, uwzględniającą naturę dykcji, w podręczniku: Praxis oratoria, który został wysoko oceniony przez znawców zarówno katolickich, jak ewangelickich, nie tylko w Polsce, ale również poza krajem. Wydawano go wielokrotnie w Monachium, Frankfurcie, Kolonii, Würzburgu, Pradze i Wiedniu. Tępił makaronizm, zachęcał do studiowania filozofów, podkreślając, że zasadniczym znamieniem sztuki oratorskiej jest mądrość. Nauczał w bursie muzyków czego owocem była ogłoszona drukiem Ars et praxis musicae. Znał doskonale lud i jego problemy. Chłopi litewscy oblegali jego konfesjonał i nazywali go: “tvas limanas” (wesoły ojciec).

Adam Adamandy Kochański, najwybitniejszy umysł polski XVII stulecia, uczony o szerokim wachlarzu specjalności: matematyka, fizyka, chemia, mechanika. Przemyśliwał nad budową maszyny liczącej, łodzi podwodnej i samolotu. Zajmował się tworzeniem języka uniwersalnego, statyką, zagadnieniami magnetyzmu Ziemi, ujednoliceniem miar, rektyfikacją okręgu… Z dużym nakładem pracy i pomysłowości opracował tablice matematyczne sinusów i tangensów. Interesował się konstrukcją zegarów i wprowadził w ich mechanizmach szereg istotnych ulepszeń: wahadło zastąpił sprężyną, co umożliwiło konstrukcję zegarka kieszonkowego. Zajmował się też zastosowaniem wahadła do pomiaru długości geograficznej na morzu. Napisał pierwszą pracę teoretyczną o konstrukcji zegarów. Swoje nowatorskie zdobycze publikował w lipskim Acta Eruditorum. Utrzymywał korespondencję naukową z czołowymi intelektualistami epoki, m.in. z G. Leibnizem, Atanazym Kircherem i Janem Heweliuszem.

Jan Jachnowicz, kaznodzieja litewski, przełożył Ewangelie polskie i litewskie, tak niedzielne, jako i wszystkich świąt, które miały kilkadziesiąt wydań. Napisał kilka książek i broszur oraz z języka litewskiego na polski przetłumaczył Konstantego Szyrwida Punkty do kazań na Wielki Post. Rozwinął działalność misyjną na Żmudzi. Otworzył szpital i wiele czasu poświęcał pracy charytatywnej, do której okazję dawały częste wojny i towarzysząca im zaraza.

Mateusz Bembus, profesor teologii, wybitny mówca patriotyczny, kaznodzieja królewski po ustąpieniu Piotra Skargi, rozwijał równocześnie działalność pisarską. Wydał podręcznik dla dowódców wojskowych: Bellator christianus. W 1629 r. brał udział w synodzie unickim we Lwowie i w akcji unijnej Kościoła ormiańskiego. Trwałym śladem tej pracy są dwie publikacje: Wzywanie do jedności katolickiej oraz Ormiańskie nabożeństwo.

Konstanty Szyrwid, profesor-biblista oraz kaznodzieja w języku polskim i litewskim. Opublikował pionierską pracę, słownik łacińsko-polsko-litewski, gramatykę litewską oraz Punkty kazań od Adwentu aż do Postu, litewskim językiem z wytłumaczeniem na polskie, w których poruszał sprawy społeczne. Położył wielkie zasługi dla rozwoju literackiego i teologicznego języka litewskiego.

Oswald Krüger, profesor matematyki, specjalista inżynierii wojskowej skonstruował nowy celownik artyleryjski. Poza tym opublikował szereg innych rozpraw z zakresu praktycznych zastosowań matematyki, astronomii i optyki W 1655 r. Jan Kazimierz, przewidując wojnę z Moskwą, powołał go na stanowisko inżyniera królewskiego, powierzając odlewanie armat według opracowanej przez Krügera metody pozwalającej na zmniejszenie ich masy przy zachowaniu nośności działa i siły rażenia. Niektórzy historycy stawiają hipotezę, że dzięki armatom Krügera była możliwa wiktoria wiedeńska. Lekkie działo mogło przez górzysty teren przenieść kilku żołnierzy. Natomiast ciężkie działa niemieckie ciągnięte przez woły utkwiły w czasie przeprawy przez Kalemberg. Turcy nie brali pod uwagę ostrzału artyleryjskiego od strony wzgórza. Ów niespodziewany ogień artyleryjski wywołał panikę wojsku Karola Mustafy.

Wojciech Kojałowicz Wijuk, biblista i patrolog, wśród współczesnych uchodził za najlepszego kaznodzieję Litwy. Wielostronnie uzdolniony, publikował przeważnie popularne dziełka religijne i historyczne. Pozostawił po sobie trzydzieści cztery prace polemiczne.

Jan Chądzyński, uczył retoryki, teologii moralnej, filozofii i języka hebrajskiego. Autor Discursu kapłana jednego polskiego, stanął w obronie chłopów. Z własnym wstępem wydał Dissertatio de praestantia Łęczyckiego oraz kilka drobnych druków.

Do innego rzędu wielkości należeli Jerzy Giedroyć, potomek starożytnej rodziny książąt litewskich oraz złotnik, br. Jan Sędkowicz. Pierwszy w czasie praktyki pedagogicznej w Połocku, swoim darem przekonywania pozyskał dla Kościoła wielu prawosławnych. Zostawszy kapłanem, z zapałem pracował jako misjonarz ludowy, nie bacząc na trudy wynikające z tego rodzaju pracy. Od świtu do godzin wieczornych słuchał spowiedzi, bez przerwy nawet na posiłek. Szczególną troską otaczał ubogich, niosąc im pociechę duchową i pomoc materialną. W czasie epidemii, która nawiedziła Wilno, poświęcił się posłudze zakaźnie chorym i zarażony od nich zmarł 12 lipca 1653 r. Współcześni nazywali go świętym.

Brat Sędkowicz, mistrz w wykonywanym zawodzie, zdobił wiele kościołów Towarzystwa Jezusowego w całej Polsce. W kościele jezuickim w Poznaniu (zabytek klasy zerowej, obecnie fara), pozostało po nim tabernakulum z miedzi zdobione szlachetnymi kamieniami. W Wilnie pracował nad wystrojem kościoła św. Kazimierza.

W naszych kolejnych spotkaniach poznajemy bliskich Andrzejowi jezuitów, którzy swoimi osiągnięciami mobilizowali do tego, aby nie poprzestawać na przeciętności lecz dążyć do ignacjańskiego MAGIS.

Sławni rówieśnicy

Otoczenie, w którym następował ciągły wzrost duchowy Boboli to nie tylko intelektualny klimat Wilna. Akademickie środowisko wileńskie nie było oazą na pustkowiu. Pozostały teren Rzeczypospolitej zamieszkiwali jezuici, z którymi przypuszczalnie Andrzej nigdy nie spotkał się, ale byli znani w Polsce i poza jej granicami. Niewątpliwie wpływali oni wszyscy na intelektualny rozwój pozostałych placówek Towarzystwa Jezusowego.

Czternaście miesięcy po wstąpieniu Andrzeja Boboli, do jezuickiego nowicjatu, 27 września 1612 r., umarł w Krakowie Piotr Skarga. Mowę nad trumną królewskiego kaznodziei wygłosił dominikanin, Fabian Birkowski. Podsumował w niej osiągnięcia kapłana zatroskanego o dobro ojczyzny. W tym samym roku, i w latach następnych, ukazało się drukiem kilka wydań tego kazania. Nieprawdopodobne, aby magister nowicjatu zaniechał dogodnej okazji ukazania szukającym ideału ludziom rozpoczynającym życie zakonne, wzoru osobowości jezuity, który jest chlubą nie tylko własnego zakonu, ale również Kościoła w Polsce.

Piotr Skarga, już jako kapłan, w 1568 r. wyjechał do Rzymu, gdzie w rok później wstąpił do Towarzystwa Jezusowego. W 1579 r. został pierwszym rektorem Akademii Wileńskiej, następnie z polecenia Stefana Batorego organizował kolegia jezuickie w Połocku, Rydze i Dorpacie. Wielki społecznik założył kilka instytucji dobroczynnych: Bractwo Miłosierdzia, Bractwo św. Łazarza, Bank Pobożny i Skrzynkę św. Mikołaja. Od 1588 r. był kaznodzieją nadwornym Zygmunta III. Zwolniony z obowiązków kaznodziei w 1612 r., zamieszkał w Krakowie. Zmarł w opinii świętości. Gorący patriota, wywierał olbrzymi wpływ na życie polityczne i społeczne kraju. Został po nim imponujący dorobek pisarski, m.in: O jedności Kościoła Bożego, Żywoty świętych, Siedem filarów, na których stoi katolicka nauka o Przenajświętszym Sakramencie Ołtarza, Kazania na niedziele i święta całego roku, Kazania przygodne Kazania sejmowe, Synod Brzeski, Kazania o siedmiu sakramentach Kościoła katolickiego, Wzywanie do pokuty obywatelów Korony Polskiej i W. X. Litewskiego; przełożył na język polski Cezarego Baroniusza Roczne dzieje kościelne, opracował modlitewnik dla wojska Żołnierskie nabożeństwo. Dzięki dziełom pisanym pięknym językiem polskim miał duży wpływ na rozwój polszczyzny XVI w.

Dalej, kierując się kolejnością wstępowania do Zakonu, należy wymienić Grzegorza Knapa, który wstąpił do jezuitów bez mała pół wieku przed Bobolą, ale efekt jego mrówczej pracy ukazywał się w czasie, gdy Andrzej święcił pierwociny swojego kapłaństwa. Najpierw Knap był nauczycielem w szkołach jezuickich, później zwolniono go z pracy dydaktycznej, aby miał dostatecznie dużo czasu na opracowanie słownika polko-łacińsko-greckiego. Owoc trudu Kapa, Thesaurus polono-latino-graecus (t. 1-3: 1621-32) jest najlepszym dziełem leksykograficznym Polski przedrozbiorowej. Poza słownikiem pisał jeszcze dramaty dla sceny szkolnej.

Karol Malapert przybył do Polski w 1613 r. z Hiszpanii. Profesor filozofii w Pont-ŕ-Mousson, w Kaliszu wykładał matematykę. Wespół ze swoimi słuchaczami Aleksandrem Sylviusem i Szymonem Peroviusem przeprowadzał obserwacje astronomiczne plam słonecznych za pomocą lunety w Polsce zastosowanej po raz pierwszy. W 1617 opuścił Polskę i został dziekanem filozofii w Douai oraz tamże profesorem matematyki. W 1629 r. wyjechał do Hiszpanii powołany przez Filipa IV na katedrę matematyki w Madrycie.

Szymon Perovius w czasie studiów filozoficznych w Kaliszu brał czynny udział w badaniach astronomicznych Malaperta. Po jego powrocie do Belgii, objął w Kaliszu obserwatorium astronomiczne i kontynuował badania plam słonecznych, które Malapert w 1633 r. opublikował w Austriaca sidera. Po ukończeniu studiów został profesorem matematyki w Kaliszu. Poza tym wykładał w jezuickich kolegiach w Krakowie, Lwowie i Sandomierzu. Znaczną część życia spędził na pracy duszpasterskiej będąc misjonarzem w Brześciu n. Bugiem, w Perejesławiu.

Kacper Drużbicki jeden z bardziej wybitnych jezuitów polskich XVII wieku, w pełni urzeczywistnił ignacjański ideał sharmonizowania życia zjednoczonego z Bogiem z intensywną działalnością apostolską. Asceza, jaką uprawiał i propagował, miała charakter wolitywny. Kładł nacisk na wyrobienie wewnętrzne. Jego pobożność, wybitnie chrystocentryczna, bazowała na Eucharystii i kulcie Jezusowego Serca. Doznawał daru modlitwy mistycznej. Przeżycia wewnętrzne miały wpływ na jego postawę zewnętrzną: m.in. brał w obronę chłopa pracującego na roli. Chociaż mówcą był świetnym, nie przyjął zaproponowanej przez Jana Kazimierza funkcji kaznodziei królewskiego. Zostawił w rękopisie dwadzieścia cztery tomy kazań. Niestety, nie wydrukował ich. Strzępy, tego co napisał, później wydali jego uczniowie. Z ocalałych fragmentów widać, że był wybitnie utalentowany. Po śmierci Drużbickiego rozwinął się jego kult, ale niepokoje polityczne uniemożliwiły wszczęcie procesu beatyfikacyjnego. Ponowne zainteresowanie Drużbickim rozbudziło się w okresie przedmilenijnym.

Adrian Pikarski w latach wykładał filozofię i teologię w Akademii Poznańskiej i kolegium w Kaliszu, następnie został kapelanem obozowym Stefana Czarnieckiego. Brał udział w wojnach szwedzkiej, duńskiej i moskiewskiej. Wspomina o nim w Pamiętnikach Jan Chryzostom Pasek. Od 1661 r. pełnił rolę kaznodziei królewskiego kolejno trzech monarchów: Michała Korybuta Wiśniowieckiego, Jana Kazimierza i Jana III Sobieskiego. Pozostawił w rękopisie diariusz wyprawy przeciw księciu siedmiogrodzkiemu, Jerzemu II Rakoczemu.

Bartłomiej Nataniel Wąsowski uczył w Toruniu, Bydgoszczy i Gdańsku. W latach 1550-56 jeździł po Europie Zachodniej, a doświadczenia z podróży spisał w obszernym diariuszu zatytułowanym Europea Peregrinatio. W 1673 r., założył w Jarosławiu studium matematyczne i zabiegał o otwarcie szkoły rycerskiej; w 1678 r. postarał się u Jana III Sobieskiego o nadanie kolegium w Poznaniu godności akademii. Był też wybitnym architektem. Opublikował Callitectonicum seu de pulchro architecturae. Teolog praktyk, autor książki teologicznej Apparatus sacerdotum oraz ascetycznej Podniety nabożeństwa zakonnego.

Wojciech Tylkowski uczył retoryki, matematyki i teologii we Wrocławiu, Nysie, Braniewie i Warszawie. W latach 1669-73 pełnił w Rzymie obowiązki penitencjarza dla Polaków. Po powrocie wykładał matematykę w Akademii Wileńskiej, a od 1684 r. teologię w kolegium warszawskim. Władał biegle językami: łacińskim, greckim, hebrajskim, francuskim, hiszpańskim, litewskim, niemieckim i włoskim. Napisał ponad pięćdziesiąt wartościowych książek z różnych dziedzin, ale najwięcej (złej!) sławy przysporzyły mu Uczone rozmowy. Jest to rodzaj encyklopedii, w której Tylkowski bezkrytycznie zamieścił mnóstwo obiegowych wiadomości, sensacyjnych, ale nieprawdziwych. Wrogim Zakonowi krytykom posłużyło to do złośliwego ośmieszenia autora, którego doceniła dopiero historiografia współczesna.

Wpływu ogólnego klimatu, w jakim przychodzi człowiekowi wcielać swoje posłannictwo życiowe, nie da się przecenić ponieważ do ciągłej drogi wzwyż mobilizują człowieka inni.

Współcześni misjonarze

Od zarania Towarzystwa jezuici podjęli Chrystusowe posłannictwo: “Idźcie na cały świat i nauczajcie wszystkie narody”. Już pierwszy z sześciu przyjaciół Ignacego Loyoli, św. Franciszek Ksawery, w 1541 r. popłynął do Indii, Japonii, i planował dotarcie do Chin. Chrystusowe polecenie pilnie wypełniali również jezuici polscy. Jedni szli katechizować Żmudzinów, Łatgarów lub zaniedbanych religijnie Poleszuków, inni udawali się do krain zamorskich, wszędzie tam, gdzie tylko docierały statki kupieckie. Na azjatyckich szlakach wśród jezuitów współczesnych Boboli najbardziej wsławili się Wojciech Męciński, Andrzej Rudomina, Piotr Michał Boym, Jan Mikołaj Smogulecki, Tomasz Młodzianowski i Stanisław Solski.

Pierwszym wybitnym misjonarzem pokolenia Andrzeja Boboli był Męciński. Zapragnął palmy męczeńskiej, zgłosił się więc na misję do Japonii, gdzie zazwyczaj prędko uśmiercano chrześcijan.

Wszystko sprzeciwiało się jego staraniom dotarcia do wymarzonego celu. Najpierw został zawrócony z drogi przez generała Zakonu Mutiusa Vitelleschiego, aby przed Trybunałem w Piotrkowie poświadczyć, że swoje dobra usytuowane w widłach Wisły i Wieprza, dobrowolnie oddał krakowskiemu kolegium jezuitów. Przy okazji stwierdził marnotrawstwo w zarządzaniu jego ojcowizną. Z goryczą napisał do generała, prosząc o interwencję i zmianę rektora kolegium. Następnie, w czasie dramatycznej żeglugi, wiatr dwakroć spychał ich okręt z powrotem do Lizbony. Za trzecim razem, w okolicy Makao, które było etapem jego podróży, statek dostał się w niewolę Holendrów. Uwięziony Męciński znalazł się w nieludzkich warunkach. Wśród pojmanych Portugalczyków zaczęły się szerzyć rozmaite choroby. Potrzebującym opieki lekarskiej służył swoją wiedzą medyczną, zdobytą na Uniwersytecie Jagiellońskim przed wstąpieniem Zakonu. W końcu udało się mu uciec i schronić w najbliższej placówce jezuickiej.

Zginął w Nagasaki, 1646 r. Przywiązany za nogi, powieszony na drągu głową w dół, spuszczony do lochu ciemnego, tylko lewą rękę miał wolną dla dania znaku, jeśliby chciał odstąpić od wiary. Wisiał tak siedem dni. Kilkadziesiąt biografii, niemal we wszystkich językach europejskich, rozsławiło jego męczeńską śmierć.

W 1618 r., po powrocie z Pułtuska do Wilna, zastał Bobola odbywającego tam nowicjat Rudominę, który w dzień planowanego związku małżeńskiego, zmienił decyzję i wstąpił do jezuitów. Już w czasie studiów w Lowanium okazał zamiłowanie do pióra i przetłumaczył na język polski książkę Jana Chokiera de Surlet O odmianie państw. W 1627 r. wyruszył w kierunku Chin. Pierwszy etap podróży zakończył w Indiach, w Goa. W czasie postoju poświęcił się posłudze charytatywnej wśród biednych i niewolników. Dalej popłynął do Makao i Kiatingu, gdzie Europejczycy uczyli się języka chińskiego. Szybko przyswoił sobie język i napisał po chińsku dwie popularne broszury ascetyczne: Theu che pa fou sin tou [Osiemnaście obrazów serca] oraz Che fou kin tai tou [Dziesięć obrazów człowieka pracowitego i leniwca]. Następnie apostołował w Makao, Kiatingu, Fukien i Fuczou. Został wtedy współautorem dziełka Keu to je tchao [Odpowiedzi na różne pytania], traktującego o zagadnieniach wiary i nauk przyrodniczych.

Do Fukien skierowano Rudominę W 1628 r. Coraz bardziej zapadał jednak na zdrowiu i w 1631 r. umarł, mając zaledwie 35 lat. Jeden z misjonarzy napisał, że Chińczycy mają go za świętego; w trudnych chwilach ucisku lub grożących niebezpieczeństwach nawiedzają jego grób.

Boym po odbyciu formacji zakonnej w Polsce wyjechał do Rzymu, stamtąd do Lizbony, aby z końcem 1643 r. popłynąć do Makao. Z drogi przysłał jezuicie Grzegorzowi Ciślakowi list będący najstarszym reportażem o Mozambiku. Swoją relację ozdobił rysunkami miejscowej fauny i flory. Ucząc w kolegium jezuickim w Makao zapoznawał się z językiem, kulturą i medycyną chińską. Tutaj prawdopodobnie powstał jego słynny Atlas Chin ozdobiony miniaturkami przedstawiającymi sylwetki Chińczyków oraz sceny z ich życia.

W 1651 r. odpłynął do Europy, jako wysłannik nowo nawróconej cesarzowej Heleny do papieża Innocentego X. Misja ta przysporzyła Boymowi mnóstwo kłopotów. Papież uznał to poselstwo za samozwańcze. Czekając cztery lata na audiencję, Boym owocnie wykorzystał przymusową bezczynność. Przygotował do druku kilka swoich prac, m.in. dzieło Flora Sinensis oraz dzieła medyczne: Specimen medicinae Sinicae (o pulsie i sposobach diagnozy na podstawie badania tętna, co otworzyło nowe drogi europejskiej sztuce lekarskiej) oraz Clavis medica, bezskutecznie zabiegając o ich wydanie. W 1656 r. podążył znowu do Państwa Środka. Z prac Boyma za życia Boyma ukazała się drukiem jedynie Flora sinensis. Inne rękopisy poginęły rozproszone po archiwach i zbiorach prywatnych. Niektóre z nich wykorzystali nieuczciwi plagiatorzy, publikując pod swoimi nazwiskami. Po powrocie z Rzymu równolegle z pracą misjonarską prowadził dalsze badania, które uczyniły z niego pierwszego polskiego sinologa. Zmarł w sierpniu 1659 r.

Smogulecki, jako piętnastolatek wydał traktat astronomiczny Sol illustratus ac impugnatus, ceniony przez współczesnych astronomów, cytowany nawet przez Heweliusza i Kepplera. W 1638 r. Smogulecki wstąpił do jezuitów. Po święceniach kapłańskich wyjechał na misje do Chin. Europę opuścił w 1644 r. Gdy dotarł do Chin najechali je Tatarzy. W zawierusze wojennej nieszczęśliwie stracił przywieziony ze sobą sprzęt astronomiczny. Ponieważ z powodu utraty przyrządów astronomicznych, nie miał okazji kontaktu z uczonymi, poświęcił czas katechizacji prostego ludu. Mimo niesprzyjające sytuacji ochrzcił wielu pogan. Później, dzięki wiedzy matematycznej, trafił do elity intelektualnej. Zapoznał Chińczyków z logarytmami. Cesarz usłyszawszy o uczonym Polaku, zaprosił go na swój dwór. W trakcie rozmowy z cesarzem Smogulecki przedstawił swój plan ewangelizacji Mandżurii. Cesarz zgodził się na projekt, przestrzegł jednak przed trudnościami. Otrzymawszy list polecający, Smogulecki wyruszył na obszar Chin, na którym nie stanęły jeszcze stopy misjonarzy. W czasie podróży apostolskich 17 września 1656 r. w Tschao-king-fou zapadł nagle na jakąś nieznaną chorobę, która pozbawiła go życia.

Młodzianowski, jeden z najwybitniejszych jezuitów XVII w., do Towarzystwa wstąpił w 1637 r. Wielostronny działacz, misjonarz w Persji, filozof, teolog, kapelan obozowy, kaznodzieja trybunalski w Lublinie, zajmował się także reformą pisowni polskiej. Rozgłos zdobył dzięki rozległej aktywności oraz bogatej, liczącej tysiące stronic, spuściźnie pisarskiej: ascetycznej, kaznodziejskiej, filozoficznej i teologicznej. Pod koniec 1653 r, otrzymał zezwolenie generała Zakonu, Goswina Nickela, na wyjazd do Persji. W 1654 r. popłynął z Marsylii do Sudanu. Po wielu trudach i przeszkodach, dotarł do Isfahanu, który miał być głównym terenem jego działalności. By móc pracować wśród tubylców najpierw podjął naukę języka perskiego. Z czasem przekonał się o braku widoków na owocność wysiłków misjonarskich. W 1657 r. wyruszył w drogę powrotną, która zajęła mu niemal rok. Wróciwszy do Polski dowiedział się o straszliwych rzeziach dokonywanych przez Kozaków i o męczeństwie Andrzeja Boboli. Skierowano Młodzianowskiego do Poznania na profesora teologii. Zostawszy rektorem kolegium, w 1678 r. postarał się o podniesienie jezuickiej szkoły do godności Akademii. W Poznaniu napisał i przygotował do druku większość swoich dzieł, m.in. Integer cursus theologicus et philosophicus, Kazania i homilie na niedziele doroczne, także święta uroczyste, Rozmyślania albo lekcja duchowna oraz Akty przygotowania się na śmierć.

W 1654 r., a więc na trzy lata przed męczeństwem św. Andrzeja, wyruszył do Konstantynopola Solski. Wyuczywszy się języka tureckiego, pracował jako misjonarz, zyskując równocześnie sławę matematyka i architekta. Wskutek niesprzyjających okoliczności musiał powrócić do Polski. Od 1666 r. był kapelanem obozowym hetmana Jana Sobieskiego, a po jego objęciu tronu matematykiem królewskim i geometrą. Opublikował dwa dzieła: Architekt polski, pierwszy polski podręcznik traktujący o zastosowaniu mechaniki w budownictwie, oraz Geometra polski – przystępny wykład geometrii stosowanej. Poza tym był autorem licznych drobnych publikacji matematycznych. (...)


  

Krzyż nadaje kształt kościołowi

Czy “nowy kościół” pod wezwaniem św.Ojca Pio jest swiątynią masońską?”

Polecam zainteresowanym wydany w języku polskim przez wydawnictwo Antyk jeden z numerów włoskiego miesięcznika czasopisma Chiesa Viva (Kościół Żywy), który od lat ukazuje się dzięki wysiłkom ks. Luigi Villa i jego współpracowników: 

Czy “nowy kościół” pod wezwaniem św.Ojca Pio jest swiątynią masońską?”

Chiesa Viva nr 381/2006 - cz 1.

http://ksiegarnia.antyk.org.pl

Autor – inż. Franco Adessa - dogłębnie analizuje poszczególne elementy "nowego kościoła" pod wezwaniem św. Ojca Pio. W oparciu o szczegółowe obliczenia i analizy doktryn masońskich, wykazuje że jego początkowo niezrozumiała symbolika i uderzająca brzydota staje się przerażająco czytelna - jest to bowiem świątynia "ekumenicznego" Antykościoła. Zbudowanego według ściśle określonego schematu starej masońskiej sztuki, która coraz bezczelniej wkrada się do wnętrz katolickich świątyń.

Krzyż który nadaje kształt kościołowi

Przelanie Krwi Pana Naszego, wraz z Jego śmiercią na Krzyżu, stanowi chwalebną przyczynę naszego zbawienia wiecznego. To z Krzyża przechodzi na nas wszelkie dobrodziejstwo duchowe, wszelka łaska i skuteczność Sakramentów. Z tego właśnie powoduKościół od zawsze pragnął wywyższać Krzyż, nieustannie ofarowując go swym wiernym do kontemplacji.Caławięcduchowość katolicka opiera się na Krzyżu!

Jednak Jezus Chrystus ukrzyżowany jest nie tylko chwalebną przyczyną naszego Odkupienia.Jest On także pouczającym przykładem dla naszego życia.Jest koniecznym wzorem dla każdej duszy, która chce się zbawić i uświęcić.

Usunięcie Krucyfksu z naszych oczu oznacza utratę sensu cierpienia, oznacza utratę sensu życia. Oto, dlaczego krucyfks, kształt symbolizujący naszą religię, określałnawet “plan” kościoła, mieszcząc w nim uniwersum symboliczne, które nadawało budynkowi charakter“miejsca świętego”.

I dalej: “Pomiędzy VIII a IX wiekiem w zachodnim budownictwie kościelnym rozpowszechnił sięplan w formie krzyża(krzyża“łacińskiego”,to znaczy o ramionach różnej długości), który ponownie przyjmował kształt w najwyższym stopniu symboliczny dla religii chrześcijańskiej.Krótsze ramię krzyża (transept) wyraźnie oddziela chór od nawy głównej”.

W “Słowniku”Viollet-Le-Ducamożna przeczytać: “W większości »planów« kościołów średniowiecznych,od XI do XIV wieku, obserwujemy, że oś nawy wraz z osią chóru tworzą jedną linię, załamaną w transepcie. To poruszająca symbolika;to szlachetny akt wiary w oczach chrześcijańskiego architekta!”.

Ale czego chcieli owi architekci czasów Wiary? Wznosić Bazyliki, Świątynie, w których można godnie odnawiać“Ofiarę” Mszy Świętej, żywą pamiątkęOfiary Chrystusa złożonej na Kalwarii. Po to właśnie chcieli przywoływać Ofarę Golgoty, przybitą do Krzyża.

I oto właśnie Krzyż, jedyny, niezmierzony, nawa i transept, które przedstawiają ciało i wyciągnięte ramiona. Ołtarz główny przedstawia dostojną głowę uśmierconego Boga, a kaplice rozpięte wokół absydy tworzą chwalebną koronę, przywdzianą na czoło Zbawiciela świata.

Następnie, przypominając sobie, że Ewangelista napisał, iż Jezus “inclinato capite, tradidit spiritum” (przechyliwszy głowę, oddał Ducha), budowniczy katedr chętnie przechylali chór na ramionach transeptu, głowę ku barkom”.

KOŚCIÓŁ: MIEJSCE “ŚWIĘTE”

Dlaczego kościół, jako budynek, jest także miejscem“świętym”?

“Nasza współczesna kultura straciła z pola widzenia pojęcie świętości, ponieważ przestała dostrzegaćrealność Bogaisens życia ludzkiego.To presja błędnych założeń teologicznych, które definiowały rzeczywistość wiary tak aseptycznie, że mogło się wydawać, iż prawda nie ma żadnego związku z ludźmi.Świętość w tym znaczeniu, sama w sobie, odcięta od wszelkich relacji z wierzącymi, nie ma żadnego sensu.Szaleństwem byłoby więc utrzymywać, że jakaś rzeczywistość stworzona jest święta sama w sobie, postrzegając ją jako pozbawioną rzeczywistego związku ze światem. Na podstawie tego założenia doszlibyśmy do dwóch wzajemnie sprzecznych konkluzji: wszystko jest święte, nic nie jest święte. Tak samo jak obiektywność, by się tak wyrazić, potrzebuje być postrzegana przez podmiot, a więc zostać zsubiektywizowana, tak samo

świętość nabiera sensu, kiedy wchodzi w relację z osobą, to znaczy kiedy oddziaływuje na wierzącego.

Postrzegać świętą przestrzeń Kościoła jako obiekt estetyczny (co jest normą w dzisiejszych czasach)to znaczy nie pojmować nic!

Kościół nie jest ważny czy też“święty”dlatego, że jest piękny, praktyczny, funkcjonalny. Jaka byłaby wtedy różnica pomiędzy budowlą religijną a salą przeznaczoną na wydarzenia kulturalne? Żadna. W efekcie nie jest to przypadek, że wiele dzisiejszych kościołów przypomina właśnie takie sale. Ponad takimi konstrukcjami istnieje więc mgliste pojmowanie chrześcijaństwa i, być może,

chrześcijaństwo, które zatraciło świadomość swojej własnej Tradycji.

Wierny, który wchodzi do wnętrza dawnej bazyliki, staje wobec pewnej perspektywy, wobec pewnego ciągu z przedłużeniem:absydyimiejsca świętego.

Początkowa część kościoła (narteks) symbolizuje stadium egzystencjalne tego, kto po raz pierwszy zbliża się do chrześcijaństwa. Ci, którzy dopiero oczekiwali chrztu, pozostawali w przestrzeni po bokach drzwi prowadzących do kościoła.

Cała część wewnętrzna (nawa) symbolizuje natomiastdrogę Wiaryosoby wierzącej.Miejsce Święte, miejsce, gdzie znajduje się ołtarz i gdzie celebruje się Eucharystię, reprezentuje miejsce wizji,przestrzeń, w której światłość Boża dosięga ludzi, by ich oświecić.Nie jest więc niczym zaskakującym, że większość dawnych kościołóworientowana była absydą na wschód,stronę, z której wschodzi słońce. (...) Elementy kosmiczne jednoczą się z elementami symbolicznymi i razem łączą się z sytuacją osobistą wiernego. W budynku kościoła więcwierny staje osobiście przed Bogiem.

Sakralność kościoła wskazuje więc na sakralność osoby ludzkiej i przypomina o niej,gdyż Bóg objawia się w sercach ludzi i to tam właśnie powinni oni nauczyć się Go odkrywać”. Sakralność kościoła, oprócz przypominania o sakralności osoby,odsyła też to sposobu pojmowania Boga. Święty Symeon z Salonik(XV wiek) opisywał świat symboliczny mieszczący się w świątyni chrześcijańskiej. W jednym z jego pism odnajdujemy to, co przedstawiliśmy powyżej:budowla “święta” jest odbiciem wnętrza człowieka i tajemnicy Boga:“świątynia, prócz tego, że zbudowana jest z kamieni, drewna lub innych materiałów, zawiera łaskę nadprzyrodzoną. Kiedy już raz została poświęcona przez Biskupa, dzięki mistycznym modlitwom, i namaszczona świętym olejem, staje się naprawdę miejscem przebywania Boga. Będąc nim, nie jest całkowicie dostępna dla kogokolwiek. Świątynia ma podwójną naturę, będąc dogodnym miejscem dla ołtarza i miejscem, które jest wobec niego zewnętrzne.

W ten sposób reprezentuje Chrystusa, który jest Bogiem człowiekiem,który ma naturę widzialną i drugą naturę, niewidzialną”. Widzimy więc, że Krzyż, plan miejsca świętego, jedynego, niezmierzonego, ze swoją nawą, transeptem i prezbiterium, przepaja tę świętą budowle całą duchowością katolicką, opartą na Krzyżu:istotą Boga, istotą Ofary Chrystusa, istotą drogi Wiary człowieka wierzącego, dla jego zbawienia.Ten“niezgłębiony krzyż”miejsca świętego jest więc “aktem wiary” i jednocześnie, objawiając cudowność i wszechwładzę Boga, jak i naszą zależność od Niego, jest też wielkim, zewnętrznym “aktem czci”.

CZY OJCIEC PIO CHCIAŁ “NOWEGO KOŚCIOŁA”?

Pośród całego zepsucia nowej duchowości naszych czasów, która chciałaby ukryć“negatywne”aspekty chrześcijaństwa, nadając znaczenie jedynie temu, co dąży do radości, do święta, do widowiska i co sprzyja postrzeganiu świata z“lepszej strony”,pojawia się postać Świętego Ojca Pio,jedynego kapłana obdarzonego stygmatami w historii Kościoła,który poprzez swój przykład przypomina ludzkości, że ten, kto chce być uczniem naszego Pana, powinien iść za Nim, niosąc Krzyż, czego tajemnicę ukazywał przez pięćdziesiąt lat, nosząc w swoim ciele pięć krwawiących ran Ukrzyżowanego.

Jak można by wyrazić bardziej szczere uznanie dla całego jego dzieła duchowego, jeśli nie budując i poświęcającśw. ojcu Pionowy kościół” na planie “krzyża”,symbolu tajemnicyTrójcy Przenajświętszej, symboluOfiary Chrystusa Odkupiciela, symbolu drogi Wiary każdego wyznawcy, który chce być zbawiony i symbolu stygmatówojca Pio, które były prawdziwym powodem mocy jego wstawiennictwa u Boga, aby rozlewać wszelkie łaski na tych, którzy się do niego zwracali?

Dlaczego więc temu Świętemu Kapłanowi Bożemu”, temu “ukrzyżowanemu za życia”, nie mielibyśmy poświęcićkościoła w kształcie “krzyża”, ale wręcz przeciwnie, chciano mu przypisać pragnienie “nowego kościoła” w formie“spirali”?

Dlaczego “kościół” w kształcie “spirali”?

Jakie znaczenie ma“spirala”w symbolice chrześcijańskiej? Żadnego!

Dlaczego więc została wybrana w momencie nadawania “kształtu” strukturze architektonicznej“nowego kościoła”poświęconego świętemu ojcu Pio?

Powiedziano nam, że ów kościół w kształciespiralijest siecią”, jest “kościołem otwartym”, jest “klejnotem najwyższej technologii”, jest “muszlą dla ojca Pio” i że święty będzie jak perła w jego wnętrzu. Powiedziano nam też, że ten nowy kościół został już ponownie ochrzczony: “Katedrą roku 2000, “nowym Asyżem”, “Boskim Projektem”! Tymczasem nie powiedziano nam, że w “słowniku masońskim” pod hasłem “spirala” znajdujemy, co następuje:

“Bardzo stary znak symbolizujący egzystencję człowieka i jego powrót do początków...[spirala] symbolizuje też dynamiczną moc wszechświata, Zasadę Stwórczą, G.A.D.U.(...)”.

Ten sam słownik pod hasłem G.A.D.U. wyjaśnia: “Masoński skrót oznaczający Boga, Wielki Architekt Wszechświata (le GrandArchitecteDe l’Univers)”.

A kim jest ten“Bóg”, zwanyG.A.D.U.? -To bóg wolnomularzy.

Już w Statutach Generalnych z 1820 roku powiedziane było: “[wolnomularstwo]ma za zasadę istnienie Boga, którego uwielbia i szanuje pod mianem Wielkiego Architekta Wszechświata”. Ale ówG.A.D.U. ogłaszany jest także przez wolnomularzy“Zasadą Stwórczą”(w sensie jednakże“zasady pochodzenia”,a nie“stworzenia z niczego”). W wielkim Traktacie przymierza, podpisanym w Lozannie w 1875 roku pomiędzy Najwyższymi Radami Dawnego Uznanego Obrządku Szkockiego stwierdzano:“Masoneria głosi to, co głosiła od swego powstania: istnienie Zasady Stwórczej, pod mianem Wielkiego Architekta Wszechświata”.

Natomiast założycielka Towarzystwa Teozofcznego,Helena P. Bławatska, masonka trzydziestego trzeciego stopnia, defniowała G.A.D.U.jako“dynamiczną moc wszechświata”, którą to właśnie moc miała na myśli, kiedy z całkowitą pewnością pisała:“Szatan reprezentuje Energię Wszechświata(...)On jest Ogniem. Światłem, Życiem, Walką, Wysiłkiem, Myślą, Sumieniem, Postępem, Cywilizacją, Wolnością, niezależnością”.I jeszcze:“Szatan jest Bogiem, jedynym Bogiem naszej Planety”.

Kropkę nad i stawia jeszcze bardziej autorytatywnie Najwyższy Kapłan Światowej Masonerii, generał Albert Pike, który jako Najwyższy Zwierzchnik Masonerii, podczas wystąpienia wygłoszonego we Francji do masonów najwyższych stopni, potwierdził:

“Czcimy Boga, ale jest to Bóg, którego czci się bez przesądów(...).Religia masońska powinna być utrzymywana przez nas, wtajemniczonych najwyższych stopni, w czystości doktryny lucyferyjskiej.(...)Tak, Lucyfer jest Bogiem(...).Prawdziwą i czystą religią flozofczną jest wiara w Lucyfera(...),ale Lucyfer, Bóg Światła i Bóg Dobra, toczy walkę o ludzkość przeciwko Adonai[Bogu w Trójcy Jedynemu - przypis red],bogu ciemności i demonowi”.

Tak więc “spirala” symbolizuje G.A.D.U., to znaczy Lucyfera-Szatana, którzy, jak już dobrze wiemy, toczy przeciw Bogu w Trójcy Jedynemu walkę o zgubę ludzkości. Spirala natomiast, poza tym, że symbolizuje pewiensposóbpojmowania Boga, dla masonerii symbolizuje także sposób pojmowania “drogi wiary”, a raczej“drogi inicjacji”, którą człowiek powinien przejść, by zrealizować“zamysł boży”.

W bogato udokumentowanej pracy na temat masonerii czytamy: “Spiralajest znakiem ewolucji-inwolucji w zasobie symbolicznym wtajemniczonych wyższych stopni.Spirala ciągła, która, w formie ścieżki, wspina się po zboczach góry, jest

“Ścieżką Pielgrzyma” to znaczy szlakiem inicjacji.Szczyt góry zatraca się w linii pionowej w kierunku duchowej nieskończoności: to

oś świata, “oś uniwersum” jedynej prawdy wyznawanej przez Masonerię,przejście pomiędzy ziemią a niebem, ukształtowane przezgnozę:ubóstwienie człowieka”

Giuseppe Mazzini,przewodniczący Akcji Politycznej Masonerii Światowej, a w 1870 roku współzałożyciel, wraz zAlbertem Pike’iem, nowego Obrządku Palladyjskiego Reformowanego, najwyższego zwieńczenia wszystkich światowych Obediencji masońskich, poza istnieniem Boga (G.A.D.U. = Szatana)uznawał zasadę“Prawa Postępu”,zakładającą, że istnieje

“wspaniała, oczywista ciągłość życia nie każdego ludu z osobna, lecz ludzkości, dla której poszczególne ludy są jednostkami, itylko wtedy odkryjemy niezmierzoną, nieskończoną spiralę, zarysowaną palcem Bożym pomiędzy wszechświatem a ideałem, który trzeba powoli osiągać”.

Zostawmy ten pompatyczny język, stosowany na użytek naiwnych i niewtajemniczonych, i zobaczmy teraz, z czego składa się owa“niezmierzona, nieskończona spirala zarysowana palcem Bożym”oraz“ideał, który trzeba osiągać”,lepiej opisane w kilku listach prywatnych, któreMazziniwymienił z Najwyższym Zwierzchnikiem MasoneriiAlbertem Pike’iem, w latach 1870-1871 W liście z 22 stycznia 1870 rokuMazziniprzedstawiłswój plan trzech wojen światowych na wiek XX, by stworzyć w Rosji państwo komunistyczne(I wojna), sprawić, by objęło ono połowę Europy (II wojna), uczynić je potężnym w sensie politycznym i militarnym, w oczekiwaniu na III wojnę, która powinna wybuchnąć pomiędzy syjonizmem politycznym (wliczając w to Państwo Izrael) a islamem, tak aby zniszczyły się one nawzajem, podczas gdy wszystkie narody uwikłane w ten konfikt walczyłyby ze sobą, aż do zupełnego wyczerpania fzycznego, moralnego, duchowego i ekonomicznego.

Albert Pike,całkowicie zgadzając się z tym diabelskim planem, dokładniej sprecyzował następstwa III wojny światowej w liście z 1871 roku: “Spuścimy z łańcucha nihilistów i ateuszy, i wywołamy niesłychany kataklizm społeczny, który jasno pokaże narodom, w całej jego potworności, skutki absolutnego ateizmu, pochodzenie barbarzyństwa i krwawej rewolucji.Wszędzie więc obywatele, zmuszeni bronić się przed światową mniejszością rewolucjonistów (...)otrzymają prawdziwe światło poprzez powszechne objawienie czystej doktryny Lucyfera, wyjawionej wreszcie na widok publiczny,objawienie, po którym nastąpi zniszczenie chrześcijaństwai ateizmu, jednocześnie pobitych i zmiecionych z powierzchni ziemi”.

Tak więc dla ludzi ze szczytów hierarchii masońskiejdroga wiary w Postęp”, którą przedstawianiezmierzona i nieskończona “spirala”,to nic innego niżzniszczenie Kościoła katolickiego i cywilizacji chrześcijańskiej, które ma nastąpić przez powszechne objawienie czystej doktryny Lucyfera, wyjawionej wreszcie na widok publiczny!“Ideałem, który trzeba powoli osiągać”jest więc“kult Lucyfera” w świetle dnia!

(...)

Liczba 33, wyrażająca kąt wierzchołka i stałe nachylenie linii wyznaczonej na powierzchni stożka, tworząca trzy spirale 26 łuków “nowego kościoła”, równa jest liczbietrzydziestu trzech stopni hierarchii masońskiej Dawnego uznanego Obrządku Szkockiego!

Ponadto, liczba666utworzona przez trzy spirale, która oznaczaAntychrystaiZnak Bestii,graficznie reprezentowana jest przez “gwiazdę pięcioramienną”, która jest symbolemantonomastycznymmasonerii.

33 stopnie Dawnego i Uznanego Obrządku Szkockiego

/fragmenty/

Często mowi się o obrządku szkockim masonerii ponizszy tekst przybliza informacje o nim ukrywane za fasadą haseł propagandowych wolności , równości i braterstwa, oraz szczegółowo opisuje jego 33 stopnie wtajemniczenia wciągające człowieka na coraz wyższy szczebel satanizmu. Bowiem "Bogiem" masonerii jest Szatan

Jak podaje autor artykułu , swiatowa hierarchiczna struktura masonerii nie kończy się na 33 stopniu obrządku szkockiego , istnieje jeszcze "Nowy Obrządek Palladyjski Reformowany" (umowny 34 stopień) założny przez Giuseppe Manziniego i Alberta Pike. Oraz jeszcze wyzej 22 stopnie Wysokiej Masonerii żydowskiej B'nai B'rith ktorej symbolem jest menora (umowne stopnie od 35 do 56)

33 stopnie Dawnego i Uznanego Obrządku Szkockiego

/fragmenty/

Franco Adessa - czasopismo “Chiesa Viva (Kościół Żywy)” nr 381/2006

wydanie polskie Wydawnictwo ANTYK Marcin Dybowski,

http://ksiegarnia.antyk.org.pl

 
Prawdziwy podział stopni na trzy serie po jedenaście znajduje się tylko w najtajniejszych instrukcjach, poza stopniami, i w symbolach, za którymi prawdziwe sekrety masońskie są “ukryte w nieprzenikniony sposób”. Jednym z takich dokumentów jest tajna instrukcja wydana generałowi Giuseppe Garibaldiemu, z okazji jego promocji na przełożonego masonerii. Dokument ten, jedno z najjaskrawszych świateł, jakie kiedykolwiek wyszły z mroków masonerii, z całą Władzą Nieznanych Przełożonych Masonerii, obnaża w sposób jasny i jednoznaczny prawdziwe znaczenie podziału 33 stopni Dawnego i Uznanego Obrządku Szkockiego na trzy serie po jedenaście.

Garibaldi przeszedł inicjację masońską w roku 1844, w Loży z Montevideo “Asilo de la Virtud”, w obediencji wielkiego wschodu Brazylii. Później przeszedł do Loży “Przyjaciół Ojczyzny” w Montevideo. Przebywając na wygnaniu w Sta-nach Zjednoczonych, działał w Loży “Tompkius” nr 471 w Stapletown (Nowy Jork). Później miał kontakt z Członkami londyńskiej Loży “Philadelphes”, którzy przekonali go, by z nimi współpracował w realizacji “programu włoskiego”. W roku 1863 Garibaldi został wybrany na przełożonego Rady Najwyższej Dawnego i Uznanego Obrządku Szkockiego w Palermo, a w 1864 stał się “wielkim Mistrzem” Wielkiego Wschodu Italii. List, który częściowo przytaczamy, to instrukcja wydana Garibaldiemu przez Nieznanych Zwierzchników, gdy został Przełożonym Masonerii.

(...)

To fragment tego dokumentu: “(...) w naszym Zakonie żaden stopień nie objawia Prawdy całkowicie; czyni jedynie mniej gęstą zasłonę, która kryje ją przed wzrokiem ciekawskich. Dla nas, obdarzonych najwyższą władzą, dla nas jedynych usuwa ją zupełnie i, zależnie od naszej inteligencji, naszego ducha i naszego serca, sprawia, że poznaje-my, widzimy i czujemy, iż: Człowiek jest całkiem jednocześnie Bogiem, Papieżem i Królem Ludzkości

(...) Jeśli chodzi o nas, wielkich przełożonych, my tworzymy Święty Batalion najwyższego Patriarchy, który z kolei jest Bogiem, Papieżem i Królem masonerii.

Oto, Bracie, trzeci trójkąt, trzecia potrójna prawda, która da twemu umysłowi, twemu duchowi i twemu sercu niewysłowione szczęście absolutnego posiadania Prawdy bez żadnych zasłon! Wraz z Organizacją, z funkcjonowaniem i nauczaniem Zakonu, ukazuje się teraz twoim oczom, Bracie, jaśniejąca, i widzisz, pojmujesz, że całe nasze nauczanie streszcza się w tym: ustanowić zwycięstwo naszej Cnoty, naszej Moralności i naszego Autorytetu w całym rodzaju ludzkim. Oto dlaczego nasze stopnie mają potrójną klasyfikację, wedle której wzywane są do walki z tym, co nasi nieubłagani przeciwnicy, nasi śmiertelni wrogowie, nasi niesławni prześladowcy, klerykałowie, ośmielają się nazywać swoją Cnotą, swoją Moralnością i swoim Autorytetem.

Aby zwalczyć ich nędzną Cnotę, mamy stopnie:

I Ucznia, II Czeladnika, III Mistrza, IV Tajnego Mistrza, V Mistrza Doskonałego, VI Poufnego Sekretarza, VII Namiestnika i Sędziego, VIII Intendenta Budowy, IX Wybranego z Dziewięciu, X Wybranego z Pięt-nastu, XI Rycerza Wybranego; to pozwala nam poprowadzić człowieka niewtajemniczonego od nieświadomości “Ucznia” do misji Wybranego Rycerza, dla obrony Cnoty masońskiej, dla krucjaty Człowieka, boga samego siebie (...)

Aby zwalczyć ich plugawą Moralność, mamy stopnie:

XII Wielkiego Mistrza Mularza, XIII Królewskiego Sklepienia, XIV Prefekta Budowy, XV Rycerza Wschodu, XVI Księcia Jerozolimy, XVII Rycerza Wschodu i Zachodu, XVIII Rycerza Różo Krzyża, XIX Wielkiego Kapłana, XX Czcigodnego Wielkiego Mistrza, XXI Wielkiego Patriarchy Noachitu, XXII Rycerza Topora Królewskiego (...)

Aby zwalczyć ich karygodny Autorytet, mamy stopnie:

XXIII Przełożonego Namiotu, XXIV Księcia Namiotu, XXV Rycerza Węża, XXVI Trynitarza, XXVII Komandora Świątyni, XXVIII Księcia Adepta, XXIX Szkockiego Rycerza, XXX Rycerza Kadosz, XXXI Wiel-kiego Inkwizytora, XXXII Księcia Tajemnicy Królewskiej, XXXIII Wielkiego Inspektora Generalnego (...)

Klerykałowie, niegodziwcy, zabójcy ludzkości przeciwstawiają, widzisz to, Bracie, naszej Cnocie, naszej Moralności, naszemu Autorytetowi, swoją Własność, swoją Religię i swoje Prawo; i to są trzej śmiertelni wrogowie masonerii, których odtąd będziesz miał zwalczać jako dowódca armii (...) Ani Prawo, ani Własność, ani Religia nie może więc narzucać się człowiekowi; i zważywszy, że sczezną, kiedy pozbawi się je najcenniejszych praw, są to zabójcy, na których poprzysięgliśmy wywrzeć przerażającą pomstę; są to wrogowie, którym poprzysięgliśmy wojnę do ostatniej kropli krwi i bez wytchnienia, wojnę na śmierć i życie!

Z tych trzech niesławnych wrogów to właśnie Religia powinna być przedmiotem twych nieustannych ataków, gdyż żaden lud nigdy nie przeżył swej Religii i dlatego, zabijając Religię, będziemy mieli w swoich rękach i Prawo, i Własność; dlatego, ustanawiając po trupach tych zabójców, Religię masońską, masońskie Prawo, masońską Własność, przebudujemy Społeczeństwo (...) Ponieważ nasz Bóg nie jest ani substancją, ani ciałem, ani duszą, ani stwórcą, ani ojcem, ani słowem, ani miłością, ani parakletem, ani odkupicielem, ani niczym zupełnie, poddaliśmy Kościół władzy świeckiej i obaliliśmy władzę doczesną Papieża, oczekując zniszczenia jego władzy duchowej.

Biorąc pod uwagę, że jesteśmy budowniczymi nowej Świątyni szczęśliwości Rodzaju Ludzkiego, i wiedząc, że aby ją zbudować, trzeba zacząć od burzenia, przez zniszczenie obecnego stanu społeczeństwa, znieśliśmy edukację religijną, skasowaliśmy prawa ludów. Po obaleniu władzy doczesnej Papieża, naszego wroga nikczemnego i śmiertelnego (...), nasz najwyższy Zwierzchnik zapanuje samotnie nad światem, a Masoneria, siedząc na stopniach jego tronu, będzie współuczestniczyć w jego Wszechpotędze!... Wielki i olśniewający jest ten cel najwyższy, który ci ukazaliśmy, ale wielkiej cierpliwości wymagają prace i wysiłki konieczne dla jego osiągnięcia.

Od tego dnia, kiedy zasiadasz pomiędzy najwyższymi Mistrzami, powinna wzrosnąć intensywność twych prac, a żeby dobrze zarysować ci ich kierunki, zapewniając jednocześnie ich sukces i zwycięstwo, damy ci wyraźne streszczenie Wielkiego Światła najwyższej inicjacji: Jesteś sam dla siebie Bogiem, Papieżem i Królem. Twój rozum jest jedyną regułą Prawdy, jedynym kluczem do nauki i polityki. Twoje apetyty i twoje instynkty są jedyną regułą Dobra, jedynym kluczem do postępu i szczęśliwości.

Powinieneś zrozumieć i tłumaczyć, jak następuje, nasze święte przedsięwzięcie: “WOLNOŚĆ, RÓWNOŚĆ, BRATERSTWO”.

WOLNOŚĆ, wszechpotężna broń, za pomocą której wywróciliśmy porządek świata, oznacza:

- niezależność bez ograniczeń i bez zastrzeżeń, uchroniona od wszelkiego rodzaju autorytetu;

- niezależność ducha, której nie wolno obdarzać żadnym objawieniem ani ograniczać żadnym dogmatem;

- niezależność woli, która nie poddaje się żadnej władzy, nie uznaje ani Króla, ani Papieża, ani Boga;

- niezależność osobowości, która zerwała wszelkie łańcuchy, jakie utrzymywały ją w niewoli; łańcuchy materialne i łańcuchy moralne, łańcuchy ziemskie i łańcuchy niebieskie, aby urzeczy-wistnić niepodległość ludzkości, jej emancypację absolutną i całkowitą. To właśnie za pomocą wolności jako dźwigni i namiętności ludzkich jako punktów podparcia powalimy na zawsze Królów i Księży, tych nieprzejednanych wrogów rodzaju ludzkiego, bardziej szkodliwych dla ludzkości niż tygrysy dla zwierząt.

RÓWNOŚĆ, wszechpotężna poziomica, za pomocą której przemieniliśmy świat, oznacza:

- Równość własności, gdyż prawa człowieka na wspólnej ziemi, jako obywatela jednego i tego samego świata, jako syna tej samej matki, są dawniejsze i bardziej uświęcone niż wszelkie umowy i wszelkie zwyczaje, i w związku z tym trzeba skruszyć te prawa i znieść te zwyczaje.

- Równość fortuny, z proporcjo-nalnym wyrównaniem płac, z radykalnym i zupełnym zniesieniem prawa dziedziczenia, z wywłaszczeniem wszelkich spółek finansowych i przyznaniem solidarności narodowej każdego ludu banków, kanałów, środków transportu, ubezpieczeń i kopalni.

- Równość jednostek, z solidarnością, z równym dla każdego prawem korzystania z właściwej, solidarnej produkcji.

To właśnie za pomocą Równości jako dźwigni i apetytów ludzkich jako punktów podparcia sprawimy, że zniknie na zawsze Arystokracja Pieniądza, ten zacięty dręczyciel rodzaju ludzkiego.

BRATERSTWO, wszechpotężna obietnica, za pomocą której ustanowiliśmy swoją władzę, oznacza:

- Braterstwo w masonerii, aby zbudować Państwo w Państwie, posiadające własne środki i funkcjonujące niezależnie od Państwa i Państwu nieznane;

- Braterstwo w masonerii, aby zbudować Państwo ponad Państwem, z Jednością, kosmopolityzmem, powszechnością, które uczynią je wyższym od Państwa i pozwolą nim sterować;

- Braterstwo w masonerii, aby stworzyć Państwo przeciw Państwu (...)

To dzięki Braterstwu jako dźwigni i ludzkim niesnaskom jako punktom podparcia sprawimy, że zniknie na zawsze Pasożytnictwo i zbrojna Przemoc, te plagi wciąż jeszcze nieuśmierzone, te bezlitosne postrachy rodzaju ludzkiego.

Bracie, oto koniec twego pouczenia jako Przełożonego Masonerii. A teraz złóż wraz z nami Najwyższą Przysięgę:

- Przysięgam nie mieć innej ojczyzny niż Ojczyzna Powszechna.

- Przysięgam zwalczać do ostatka, zawsze i wszędzie, granice narodów, granice pól, domów i pracowni, granice rodziny.

- Przysięgam zniszczyć, poświęcając własne życie, granice, gdzie zabójcy ludzi wypisali, krwią i błotem, imię Boga.

- Przysięgam poświęcić swe istnienie nieograniczonemu po-stępowi i powszechnej jedności, i obiecuję publicznie wyznawać negację Boga i duszy!

A teraz, Bracie, gdy naród, Religia i Rodzina zniknęły dla ciebie na zawsze w ogromie dzieła masonerii, pójdź w me ramiona, Potężny, Prześwietny i Drogi Bracie, miej wraz z nami udział we Władzy bez ograniczeń i użyciu bez granic, które sprawujemy nad Ludzkością!

I seria 11 stopni

33 stopni masonerii

Dawnego i Uznanego Obrządku Szkockiego służy zwalczeniu

“nędznej Cnoty katolickiej”

“Człowiekiem-Bogiem”.

XI Ensof – (Pierwsza Przyczyna – Moc) “Rycerz Wybrany”: Człowiek-Bóg, Człowiek bez Boga, szczyt masońskiego “Człowieka doskonałego”, Przyjęcie nowego żydowskiego brata Lucyfera. Rozum ludzki, objawienie boskości, jest sam w sobie boski, a więc niezależny od wszelkiego autorytetu: jest wszech-władny. “Człowiek jest Bogiem sam dla siebie!” W ten sposób człowiek spełnia swe obowiązki względem samego siebie! “Kamień nieociosany” stał się “kamieniem sześciennym”, czyli “mularzem doskonałym”.

X Korona – “Wybrany z Piętnastu”: dominacja ostateczna: całkowite zwycięstwo nad wrogami. Kandydat, doskonały przedstawiciel władzy Lucyfera, otrzymuje koronę, gdyż poza marionetką Religii, zadaje ciosy także reprezentantom Prawa i Własności.

IX Mądrość – “Wybrany z Dziewięciu”: Rozkład Mądrości: zniszczenie Religii. Kandydat dźga sztyletem kukłę, która reprezentuje Religię. Mądrość masońska objawia się w ostrożności, by dokonać pomsty, i w uporze, aby osiągnąć swe cele.

VIII Umysł – “Intendent Budowy”: Rozkład umysłu: wojna ze Świętą Wiarą, pojmowaną jako szkodliwa oficjalna ochrona umysłu. Cudzoziemiec, nie-Żyd, zostaje przyjęty do zarządu nowej Świątyni, aby fałszować.

VII Miłosierdzie – “namiestnik i Sędzia”: Sztuką ponad sztuki jest rządzenie duszami; to jest “tajemniczy klucz”, pozwalający wejść do miejsca, gdzie znajdują się “święte szczątki” “Mistrza” Hirama (Lucyfera), którymi są: Umysł, Mądrość, Korona.

VI Sprawiedliwość – “Poufny Sekretarz”: Pakt z Szatanem. Rozszerzenie ludzkiej duszy i woli na całą ludzkość. Dusza ludzka jest szczególnym objawieniem duszy powszechnej, która objawia się w nieskończoności.

V Piękno – “Doskonały Mistrz”: ubóstwienie duszy ludzkiej, jako iskry boskiej Pierwszej Przyczyny. Przejście z Niskończoności do tego, co skończone: “kwadratura koła”; Materia jest wieczna; istnieje zły bóg: manichejski dualizm boskości.

IV Triumf – “Tajny Mistrz”: “narodziny” nowego sumienia. Kiedy upłynęło już 9 miesięcy od dnia “Poczęcia”, “Dusza wchodzi w Ciało Człowieka”: lud żydowski wkracza w ludzkość. “Sumienie człowieka polega na posłuszeństwie wobec instynktów”.

III Chwała – “Mistrz”: “Poczęcie” syna Lucyfera, dla chwały Lucyfera, którego nazywa się “Mistrzem”. “Jakie jest przeznaczenie człowieka? Pośród prochu, zgnilizny, robactwa!”

II Fundament – “Czeladnik”: Degradacja człowieka “Czeladnikiem”, “Kultem Fallusa”. Dwie płcie Bóstwa prowadzą do ukształtowania “Ciała Człowieka doskonałego”. “Co jest siłą twórczą Człowieka wybranego? Męska siła ciała ludzkiego”.

I Królestwo – “uczeń”: “Chrzest masoński”: werbunek do Królestwa Szatana.

II seria 11 stopni

33 stopni masonerii

Dawnego i Uznanego Obrządku Szkockiego służy zwalczeniu

“plugawej Moralności katolickiej”

“Człowiekiem-Papieżem”.

XXII Ensof – (Pierwsza Przyczyna – Moc) “Rycerz Topora Królewskiego”: Człowiek-Papież, apogeum ma-sońskiego “Ludu kapłańskiego”. Król Kapłan, czciciel i ofarnik Lucyfera. “Człowiek jest sam dla siebie Papieżem!” Mason staje się “Kapłanem żydowskim” i jest powołany do szerzenia kłamstw, błędów i bluźnierstw, w które został wtajemniczony; w ten sposób spełnia swe obowiązki wobec przyszłości!

XXI Korona – “Wielki Patriarcha Noachitu”: Cezaropapizm narzucany przez Żydów wszystkim narodom jako połączenie władzy duchowej i świeckiej w jednym ręku.

XX Mądrość – “Czcigodny Wielki Mistrz”: walka z wszelkimi formami “obskurantyzmu” chrześcijań-skiego. Zarysowuje się łączność pomiędzy godnością królewską i kapłańską, wstęp do cezaropapizmu następnego stopnia.

XIX Umysł – “Wielki Kapłan”: Walka o zdobycie całkowitej swobody nauczania, aby poprowadzić ludzkość do “Jeruzalem niebiańskiego” nauki kabalistycznej.

XVIII Miłosierdzie – “Rycerz Różo-Krzyża”: plastyczne i krwawe odnowienie bogobójstwa. Szatan, aby ponownie ustanowić swój pakt z człowiekiem, chce unieważnić Ofarę Chrystusa na Krzyżu, unieważniając jej odnowienie we Mszy. Fakt antychrystianizmu masońskiego. Kandydat staje się Kapłanem Żydowskim!

XVII Sprawiedliwość – “Rycerz Wschodu i Zachodu”: Pakt pomiędzy Rycerzami Świątyni (chrześcijanami) a Wschodnimi Joannitami i ich wynaturzenie. Ekspansja judaizmu w środowisku chrześcijan.

Kandydat zostaje przyjęty do Wielkiej Rady Dwudziestu Czterech.

XVI Piękno – “Książę Jerozolimy”: Powrót Żydów do Jerozolimy po okresie niewoli i przywrócenie kultu w nowej Świątyni. Piękno to jedność w różnorodności: powszechna Republika masońska opiera się na powszechnym kulcie. Kandydat zostaje przyjęty do grona Dwunastu Starszych Ludu.

XV Triumf – “Rycerz Wschodu”: Wolność myśli. Wyzwolenie ducha z wszelkiego autorytetu boskiego. narodziny duszy nowego kapłana; Kandydat zostaje wyświęcony na “Lewitę” i przyjęty do pokolenia Judy. Kandydat staje się “Mistrzem”, “kamieniem doskonałym”; jest “Człowiekiem ubóstwionym”.

XIV Chwała – “Prefekt Budowy”: Wolność sumienia Ludu. Kandydat wykonuje skok z Królestwa Bożego do królestwa Szatana: na będzie już odczuwał głosu sumienia. Wolność lekceważenia nakazanego dobra i popełniania zabronionego zła.

XIII Fundament – “Sklepienie Królewskie”: Wolność masońskiego nauczania ludu. Nowa doktryna: panteistyczne wyobrażenia o Pierwszej Przyczynie; “kult człowieka”, który w następstwie prowadzi do eliminacji nauczania chrześcijańskiego i do abolicji poddania władz politycznych i naukowych władzy ducho-wej Kościoła. Początki nowego “Lewity” (Kapłana) i nowego członka pokolenia Judy.

XII Królestwo – “Wielki Mistrz Mularz”: “Spowiedź i Komunia”: zjednoczenie mistyczne z Wielkim Architektem Wszechświata. Począwszy od “Królestwa”, złożonego z “Ludu doskonałego” masonów I serii 11 stopni, należy kształtować “Lud kapłański”, “Lud Wybrany” czy też “Lud Lewitów”.


III seria 11 stopni

XXXIII Ensof – (Pierwsza Przyczyna – Moc) “Wielki Inspektor generalny”: dominacja Zakonu w rządach: Człowiek Król, Człowiek przeciw Bogu, apogeum “Ludu Królewskiego”. Jest on pożeniony z Zakonem złotym pierścieniem i całkowicie wpisany w Rodzinę, w Kapłaństwo i w godność Królewską Tego, którego Jezus nazywa “Księciem tego świata”. Stopień ten jest stopniem Cesarza Papieża z cezaropapizmu masońskiego. Podwójną dewizą tego stopnia jest “Ordo ab Chao” i “Deus Meumque Jus”. “Człowiek jest sam sobie Królem!” W ten sposób człowiek wypełnia swe obowiązki względem Boga!

XXXII Korona - “Książę Tajemnicy Królewskiej”: wykonawcza dominacja Zakonu , aby ustanowić i obronić Autorytet masoński. Nienawiść zwraca się przeciw Kościołowi Chrystusowemu, który ma zostać unicestwiony, a stosowaną bronią jest Wielkie Kłamstwo Panteistyczne, z którego wywodzi się auto-ubóstwienie człowieka i wznoszenie “Nowej Wieży Babel”. Dewizą jest: “Zemsta, Rzeź!”

XXXI Mądrość - “Wielki Inkwizytor”: jurydyczna dominacja Zakonu. Przysięga składana Władzy masońskiej i wypowiedzenie wszelkich innych przysiąg składanych w przeszłości Ojczyźnie i Prawu.

XXX umysł - “Rycerz Kadosz”: Otwarta wojna z Bogiem. Kandydat zapala wonne kadzidło Lucyferowi i staje się “Świętym Kadosz”. Szatańską nienawiść do Boga dobrze wyraża symboliczny gest Rycerzy Kadosz: wymachują oni sztyletem w stronę nieba, śpiewając swoją kantyczkę, zakończoną inwokacją do Lucyfera: “Boże Święty, Mścicielu!” i wyzwaniem rzuconym Bogu: “Zemsta, Adonai!”

XXIX Miłosierdzie - “Szkocki Rycerz”: akt posłuszeństwa wobec najwyższego Mistrza, który ukazuje się pod postacią Bafometa. Dusza Kandydata zostaje w sposób doskonały włączona w królestwo Szatana; jej “uświęcenie” jest całkowite.

XXVIII Sprawiedliwość - “Książę Adept”: Włączenie jako “trzynastego” do chóru Sylfów i Cherubinów. Objawia się wielką tajemnicę: obserwację Natury i jej Inteligencji jako jedyne prawidło wiary. Następuje potem najhaniebniejsza rozpusta i zasady czarnej magii.

XXVII Piękno - “Komandor Świątyni”: Przysięga ślepego posłuszeństwa rozkazom służbowym, warunek wstępny utworzenia Rządu masońskiego. Pięknem tego stopnia jest “Wolność polityczna”. “nowy Lucyfer” zostaje przyjęty na “Dwór Lucyfera”.

XXVI Triumf - “Trynitarz”: III stopień systemu “Trynitarzy Szkockich”. narodziny nowego Lucyfera, który na dwóch skrzydłach wznosi się ku trzem niebiosom, trzem rejonom Inteligencji, Sumienia i Rozumu, które odpowiadają potrzebom politycznym, społecznym i materialnym Ludzkości.

XXV Chwała - “Rycerz Węża”: Poczęcie nowego Lucyfera. Kult Boga Węża: Szatan zajmuje miejsce Chrystusa na krzyżu. Zarysowuje się przemiana.

XXIV Fundament - “Książę namiotu”: II stopień systemu “Trynitarzy Szkockich”. Początki nowego Lucyfera. Siłą stwórczą nowego członka “Ludu Królewskiego” jest “kult Lucyfera”, poprzez kontakt ze złymi duchami. Kandydat wchodzi w kontakt z Lucyferem, dokonując aktów “wiary”, “posłuszeństwa” i “uwielbienia”.

XXIII Królestwo - “Przełożony namiotu”: I stopień systemu “Trynitarzy Szkockich”. Z “Królestwa”, złożo-nego z “Ludu kapłańskiego”, trzeba ukształtować “Lud Królewski” dla rządu kabalistyczno-masońskiego, którego celem politycznym jest wypowiedzenie wojny Religii i jej “zręczne wykorzenienie”.

 

 


 

 

Antonio Socci

Fragmenty książki "Mroki nienawiści"

Wydawnictwo Biały Kruk

30-324 Kraków
ul. Szwedzka 38
Tel: (012) 260 32 40, (012) 260 32 90
www.bialykruk.pl

Fanatyczni przeciwnicy Krzyża wiedzeni ślepą nienawiścią nie znajdują pohamowania dla swego okrucieństwa. Prześladowania chrześcijan nie tylko się nie skończyły, ale narastają. Na świecie w ciągu jednego dnia ginie średnio 438 chrześcijan. Są to dane sprzed kilkunastu miesięcy. Giną, bo nie chcieli wyrzec się Chrystusa. 438 męczenników dziennie! Najczęściej jest to śmierć okrutna. Do tego trzeba doliczyć tysiące i tysiące torturowanych psychicznie oraz fizycznie - zgwałconych, wyrzuconych z własnych domów, osieroconych, pozbawionych życiowego dorobku, okaleczonych. "Mroki nienawiści" są wstrząsającym reportażem o męczeństwie chrześcijan u progu trzeciego tysiąclecia. Wybitny włoski autor ukazuje nie tylko konkretne wydarzenia, ale także polityczne i religijne przyczyny prześladowań. Zastanawia się również, na ile winna jest permanentnej rzezi chrześcijan w Afryce, Azji, Ameryce Łacińskiej, a nawet  i w Europie... współczesna zachodnia cywilizacja. Świat oszalałby w proteście, gdyby opisane tu wydarzenia były czynami katolików. Ale katolik - i chrześcijanin w ogóle - jako ofiara, wydaje się czymś niemal naturalnym. Znamienny jest fakt, że książka ta stała się błyskawicznie bestsellerem i bohaterem medialnym we Włoszech; miała w ubiegłym roku aż 3 wydania.

"Sekret"  Kościoła

Wielu uważa, że prześladowania i męczeństwo dotyczą przede wszystkim pierwszych wieków chrześcijaństwa lub też, w okresie późniejszym, ofiar muzułmańskich podbojów chrześcijańskich ziem czy losów misjonarzy na dzikich terenach Afryki i Azji. Inni mają na myśli słynnych męczenników, takich jak święty Bonifacy (Fryzja, 751 r.), Tomasz Becket (Anglia, 1170 r.), 800 męczenników z Otranto (wyrżniętych z rozkazu Mahometa II w 1480 r.), Tomasz Morus (Anglia, 1 535) i kardynał Fischer (w podobnych okolicznościach), Paolo Miki (ukrzyżowany w Nagasaki w 1597 r.), jezuici zamordowani podczas ewangelizacji Amazonii albo ojciec Daniele Comboni, ewangelizator Afryki. Wbrew jednak tym przekonaniom, to właśnie w wieku XX nastąpiła największa rzeź chrześcijan. W okresie od Rewolucji Francuskiej do dnia dzisiejszego, a w szczególności właśnie w dwudziestym stuleciu, rozpętane zostały prześladowania na skalę nie notowaną dotąd na przestrzeni dwóch tysięcy lat, biorąc pod uwagę ich okrucieństwo, zasięg, czas trwania i liczbę ofiar. Jeśli z danych statystycznych wynika, że w ciągu dwóch tysiącleci około70 milionów chrześcijanzabitych zostało za wiarę, to aż45,5 milionaz nich (czyli 65 proc.) stanowią męczennicy XX wieku. Prześladowania chrześcijaństwa na świecie wciąż trwają, choć najczęściej są ignorowane, zarówno przez środki masowego przekazu, jak i samych zachodnich chrześcijan. Olga Mattera tak rozpoczyna swój esej na łamach czasopisma "Limes":"Chrześcijaństwo jest dzisiaj najbardziej prześladowaną religią na ziemi, z tysiącami ofiar. Jej wyznawcy doznają najrozmaitszych tortur i upokorzeń. Jednakże zachodnia opinia publiczna, właśnie ta oparta na "kulturze" chrześcijańskiej, nie zwraca na ten dramat, z wyjątkiem bardzo wąskich środowisk, najmniejszej uwagi." Nie dotyczy to z pewnością Jana Pawła II, którego osobiste losy związane są z prześladowaniem i męczeństwem i który w trakcie swego pontyfikatu stara się na wszelkie sposoby nieść pociechę i pomoc najbardziej odległym i zapomnianym wspólnotom chrześcijańskim, ale dotyczy to bez wątpienia mediów oraz elit intelektualnych i teologicznych. W szczególności wówczas, kiedy prześladowcami są reżimy komunistyczne lub rewolucyjne.

Wstrząsające dane

Przytoczymy teraz dane liczbowe, z których wynika dokładnie, czym był dla całej historii chrześcijaństwa XX wiek, oraz wyjaśniające to, co aktualnie dzieje się na świecie. Dane te zaczerpnięte zostały z drugiego wydania dwutomowej encyklopedii chrześcijaństwa (World Christian Encyclopedia -David B. Barrett, George T. Kurian, Todd M. Johnson, Oxford University Press, 2001).

Dane ogólne o ludziach na świecie w latach 33-2000

Całkowita liczba osób urodzonych w tym czasie - 36 631 milionów

Całkowita liczba osób ewangelizowanych - 13 366 milionów (33 proc. całej ludzkości)

Całkowita liczba chrześcijan - 8816 milionów (24 proc. ludzkości)

Całkowita liczba męczenników zabitych od roku 33 - 69,42 mln

Procent męczenników w stosunku do całości chrześcijan - 0,8 proc.

Procent męczenników pośród chrześcijańskich przywódców - 2,0 proc.

Wizja historyczna lat 33-2000

600 zdarzeń, które pochłonęły największą liczbę męczenników w ciągu dwudziestu wieków

    76 pochłonęło każdorazowo ponad 100 tys. męczenników

    27 pochłonęło każdorazowo ponad 500 tys. męczenników

    15 pochłonęło każdorazowo ponad milion męczenników

Średnia liczba męczenników przypadająca na każde zdarzenie -  115 tys. Miejsca męczeństwa - w 220 krajach.

Sytuacja w roku 2000

Męczennicy w XX wieku (1900-2000) - 45,4 mln

Męczennicy od 1950 - 13,3 mln

Średnia  roczna męczenników od roku 1950 - 278 tys. rocznie

Męczennicy w ostatnich latach - 171 tys. rocznie

Męczennicy w roku 2000 - 160 tysięcy

Liczba krajów "przodujących" w prześladowaniach w roku 2000 - 50

Wyznanie ofiar zabitych w roku 2000

Katolicy rzymscy  - 100 tys.

Prawosławni  - 14 tys.

Chrześcijańska ludność tubylcza   - 10 tys.

Protestanci mniejszych grup wyznaniowych - 5 tys.

Anglikanie i starowiercy - 1 tys.

Całkowita liczba męczenników w ciągu roku   - 160 tys.

Długofalowe efekty ewangelizacji

Kraje z długą historią męczenników, obecnie w pełni ewangelizowane - 210

Kraje z dużą liczbą męczenników, z silnie rosnącą dzisiaj obecnością Kościoła - 40

Kraje z małą lub zerową liczbą męczenników, bez rosnącej obecności Kościoła - 30

Przywódcy Kościoła zamęczeni w ciągu 20 wieków - 3000

Męczennicy pośród osób świeckich pozostających w służbie Kościoła w ciągu 20 wieków - 400 tys.

Na każdego męczennika na przestrzeni dziejów przypada

(bez uwzględnienia relacji przyczynowo-skutkowej pomiędzy danymi)

Osób na Ziemi - 531

Osób ewangelizowanych - 193

Chrześcijan nawróconych - 127

Osób nowo ewangelizowanych rocznie na każdego męczennika (1900-2000) - 690

Współcześnie zgodnie z wynikami tych badań - najbardziej autorytatywnych, lecz których oczywiście nie należy traktować jako prawdy objawionej, rocznie traci życie z powodu wiary w Jezusa Chrystusa około 160 tysięcy osób. Wstrząsająca jest świadomość, że co roku jest tak ogromna liczba ofiar męczeństwa. Należy również uściślić, że Barrett nie używa terminu "męczennik" w specyficznym znaczeniu, odnoszonym do procesów kanonizacyjnych w Kościele, lecz określa go jako "wierzącego w Chrystusa, który w sytuacji wymagającej świadectwa, traci przedwcześnie życie w wyniku wrogości innych ludzi". Chodzi tu o zjawisko o straszliwych rozmiarach, dlatego zdumiewa tak małe zainteresowanie nim największych organizacji humanitarnych, milczenie wolnych krajów oraz ONZ (podobnie jak i jej działania przychylne wobec antyliberalnych reżimów), pomijanie tematu przez środki masowego przekazu, a wreszcie obojętność chrześcijan z Zachodu, zawsze wszak gotowych do prowadzenia solidarnościowych kampanii i modlitewnego czuwania na rzecz rozmaitych akcji społecznych, lecz nigdy w obronie prześladowanych chrześcijan. Zajmowanie się nimi uważane jest bowiem za rzecz niemal obmierzłą, bo podważałoby ono wszak "dialog ekumeniczny" lub zmuszało do mówienia o reżimach i ideologiach, których, jak się im zdaje, nie należy w żadnym wypadku krytykować. Kiedy wydarzenia (rzadko) kierują reflektory na ten pogrążony w niepamięci świat, jak po ataku na Amerykę 11 września, a także wcześniej (na przykład 14 lutego 2001, kiedy "Le Monde" poświęcił całą stronę prześladowaniom chrześcijan), wówczas także prasa katolicka musi zmierzyć się z tym tematem. Z nielicznymi chlubnymi wyjątkami, do których należy tygodnik "Tempi" (Czasy), prasa katolicka czyni to w sposób dość szczególny. Oto jeden przykład (choć można tu przytoczyć wiele innych): miesięcznik paulistów "Jesus" ze stycznia 2002 zapowiada na okładce publikację na temat martyrologii zatytułowanąPod znakiem krzyża.Uderza w niej fakt, że w galerii portretów zaproponowanej przez tygodnik nie znalazła się ani jedna chrześcijańska ofiara reżimów komunistycznych czy islamskich, których przecież jest znakomita większość. Ani jedna! Jak to możliwe? Przeoczenie? A może jednak coś zupełnie innego? Mówi się, i słusznie, o ofiarach reżimów prawicowych. Następnie wspomina dwóch zakonników, którzy wprawdzie nie zginęli śmiercią męczeńską, ale mieli problemy z kościelnymi władzami (znów ten niedobry Kościół) i wreszcie o pewnym sekretarzu ONZ, który zginął w wypadku samochodowym. Pośród tych, co "zasiali słowo Ewangelii w sercu ludu Bożego", wymienia się wyznawcę islamu. Jednakże o bezprzykładnej rzezi chrześcijan dokonanej przez komunizm oraz o prześladowaniach chrześcijan ze strony islamu nie ma w tekście ani słowa. Nie brakuje natomiast przypominania win, którymi splamili się sami chrześcijanie. Inny przykład. Grupa Abel księdza Luigi Ciotti publikuje co roku w wydawnictwie Feltrinelli opasły tom danych, analiz, statystyk i chronologii dotyczących najważniejszych faktów społecznych we Włoszech i na świecie. Przejrzyjmy wydanieRocznika społecznego 2000.Tekst zawiera 762 gęsto zapisane strony dokumentacji. Jest to praca bez wątpienia użyteczna i dokładna, choć wyraźnie zorientowana politycznie. Od rozdziału o AIDS przechodzimy do rozdziału o środowisku naturalnym, od więzień do mafii, od narkotyków do imigracji, ubóstwa, konfliktów i przepisów prawnych. Nie znajdujemy jednak niczego o prześladowaniach wyznawców Chrystusa czy prześladowaniach religijnych w ogóle. Żadnej wzmianki o tysiącach ofiar tych prześladowań. Czasem tylko jakiś nikły ślad w zestawieniach chronologicznych. A przecież są tu rozdziały poświęcone karze śmierci w Stanach Zjednoczonych, a także zbrojeniom, globalizacji i długom Trzeciego Świata. O nieszczęśnikach zapomnianych przez wszystkich znowu ani słowa. Dramat chrześcijan wydaje się w ogóle nie istnieć. Jedyną godną zainteresowania dziedziną stają się kwestie społeczne. Istnieje więc katolicyzm, który, jak twierdzi Gianni Baget Bozzo, "pragnie opowiedzieć się po stronie biednych, ale nie biednych chrześcijan". A przecież Paul Marshall w pracyTheir Blood cries out(Ich krew krzyczy - przyp. red.) wymienia przynajmniej 60 krajów, w których chrześcijanie są prześladowani. "Możemy powiedzieć, że obecnie od 200 do 250 milionów chrześcijan jest prześladowanych z powodu wiary w Chrystusa, zaś następne 400 milionów poddawane jest wcale niemałym ograniczeniom wolności religijnej".  Jeśli zatem w 1980 roku Barrett obliczył, że 605 milionów chrześcijan "żyje w politycznym ograniczeniu wolności religijnej", z czego 225 milionów "doznaje surowych zakazów praktyk religijnych, prześladowań i szykan", to Marshall konstatuje, że "aktualna ich liczba powinna być mniej więcej taka sama". Prześladowane chrześcijaństwo nie wzbudza na Zachodzie prawie żadnego zainteresowania. Według obliczeń podanych przez Fides (agencja prasowa watykańskiej Kongregacji Ewangelizacji Narodów), o ile w okresie 1980-1989 pozbawiono życia 115 misjonarzy katolickich, to w ciągu dziesięciolecia 1990-2000 zabito aż 604. Jest to liczba wyjątkowo duża, ponieważ obejmuje 248 misjonarzy zamordowanych w Ruandzie w roku 1994, co przyjąć należy za wskaźnik tendencji wzrostowej. Potwierdzają to niestety dane roku 2001. Według Fides zamordowano wtedy 33 misjonarzy katolickich (kapłanów, sióstr zakonnych, seminarzystów i świeckich). Pogorszenie się tej sytuacji Bernardo Cervellera skomentował następująco: "10-15 lat temu misjonarze i misjonarki byli szanowani i kochani za to, że reprezentowali wartości duchowe. Dzisiaj dostrzega się w nich jedynie bezbronną zdobycz, którą łatwo zaatakować, bo jak wiadomo misjonarze nie noszą broni i nie odpowiadają odruchem zemsty". Te 33 nazwiska z 2001 roku "są jedynie przedstawicielami licznych rzesz Baranka (Ap 7,9-14), które na całym świecie gotowe są oddać życie za swego Pana i za innych ludzi" -precyzuje Cervellera. Są pośród nich - aby przypomnieć tylko niektóre ofiary - 16 chrześcijan zabitych w kościele w Bahawalpur, w Pakistanie, kilkuset zabitych w Nigerii, w Jose Kano, wielu zamordowanych na Molukach, w Sulawezi czy w Buru (akty przemocy fundamentalistów islamskich od stycznia 1999 spowodowały śmierć ok. 15 tysięcy osób). Do tego dochodzą chrześcijanie zamordowani przez reżimy komunistyczne, a także ofiary gwałtów dokonanych na chrześcijanach przez fundamentalistów hinduskich. Akty gwałtów i przemocy wciąż zdarzają się w Indiach.Raport 2000 oraz Raport 2001sporządzony przez organizację "Kościół w Potrzebie" opisuje cały ciąg aktów przemocy i masakr chrześcijan. Osobny rozdział stanowią rzezie, jak ta w Timorze Wschodnim czy ta trwająca nadal w Sudanie. W ciągu kilkudziesięciu lat około 2 milionów mężczyzn, kobiet i dzieci zginęło z powodu przymusowej islamizacji narzuconej przez reżim w Chartumie. Wiele takich przypadków przechodzi bez echa, bez śladu w kronikach. Można jeszcze dowiedzieć się o nowicjuszce Hiacyncie Marthe z Zakonu Córek Miłości, która w latach 1996-1997 uratowała z piekła Zairu 500 dzieci schroniwszy się razem z nimi w puszczy. Później wraz z nimi zginęła pod ciosami oprawców. "Cóż jednak wiemy - zastanawia się Didier Rance - o przerażeniu chrześcijańskich wieśniaków z Bangladeszu, Pakistanu czy Turcji, którzy widzą swoje dwunasto- i trzynastoletnie córki porywane spod drzwi szkoły, wydawane siłą za mąż za starych muzułmańskich notabli i zabijane po ich śmierci?." Porażająca jest obojętność, z jaką akceptuje się dyskryminacje, prześladowania, gwałty i śmierć zadawane ludności chrześcijańskiej, będącej przecież spokojną, solidarną i nie używającą przemocy społecznością. Tym bardziej niezwykłe wydaje się, że tak wielu chrześcijan naszych czasów, wraz z całymi rodzinami, gotowych jest przyjąć na siebie śmiertelne ryzyko i akceptować codzienne szykany, prześladowania, a nawet męczeństwo, aby tylko nie zaprzeć się Jezusa Chrystusa. Kiedy mówimy o liczbach tak wielkich, popadamy nieuchronnie w abstrakcję, gdyż umysł nasz nie jest zdolny wyobrazić sobie nawet takich ilości. Traci się wówczas z oczu wymiar każdej pojedynczej tragedii, chociaż wszystkie powinny zostać opowiedziane. Naszym obowiązkiem jest zatem przypomnieć, że każdy z tych męczenników, z tych milionów prześladowanych, jest konkretną ludzką istotą, z nazwiskiem i twarzą, z własnym życiem i uczuciami, mającą rodziców, dzieci, która tak samo, jak my wszyscy, odczuwa ból fizycznych i psychicznych tortur, poniżenia, dyskryminacji wobec siebie i swojej rodziny, i z takim samym przerażeniem, jak my, przeżywa groźby, agresję, okrucieństwo oprawców i gwałtowną śmierć. Tymczasem nawet fakty zabicia włoskich czy innych europejskich misjonarzy, podane w rocznym biuletynie, nie budzą większego zainteresowania. "Śmierć tych męczenników - zauważa Cervellera - nie robi wrażenia", lecz oni "są znakiem tego, że miłość jest możliwa i że ziemia należy do Chrystusa, nie do przemocy i terroru".

<iframe width="854" height="480" src="https://www.youtube.com/embed/ciSIVyk83QI" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>

PIERWSZY OPIS ŚWIĘTA NARODZENIA JEZUSA Treść: 1. Liturgia stacyjna; 2. Wigilia w Betlejem; 3. Obchody w Jerozolimie; 4. Ośmiodniowe święto; 5. Epifania jako święto narodzenia; 6. Boże Narodzenie 25 grudnia. Plik: Claude Lorrain 005.jpg Egeria opłakuje Numa (1669) przez : Claude Lorrain Najwcześniejsze wiadomości o liturgii Bożego Narodzenia zawdzięczamy słynnej pątniczce Egerii. Pozostawiła je w dzienniku z pielgrzymki do Ziemi Świętej, gdzie przebywała dwa lub trzy lata, prawdopodobnie od Wielkanocy 381 do Wielkanocy. Jej opis jest bezcenny z tego względu, że stanowi pierwszą obszerną relację na ten temat, a poza tym można go uznać za wiarygodny i rzetelny. Hiszpańska pątniczka miała bowiem reporterski zmysł dostrzegania szczegółów. Starała się też jak najwięcej zobaczyć i opowiedzieć, nawet jeśli niekoniecznie usiłowała wyjaśnić genezę czy znaczenie poszczególnych faktów, zjawisk lub praktyk. Szkoda natomiast, że opis interesującego tu święta nie zachował się w całości. Zaginęła jego strona początkowa (tekst znany jest tylko z jednego rękopisu, odkrytego w 1884 roku). Relacja zaczyna się więc od momentu, kiedy wierni po całonocnym czuwaniu w Betlejem wchodzili procesyjnie do Jerozolimy. Zachowana część stanowi jednak najstarsze świadectwo przebiegu tych celebracji. Brakującą część opisu można uzupełnić na podstawie tzw. Lekcjonarza armeńskiego z Jerozolimy. Księga ta podaje pełny układ świąt i czytań liturgicznych używanych w Ziemi Świętej na początku V wieku. Była spisana w języku greckim w latach 417-439, ale zachowała się jedynie w przekładzie armeńskim. Powstała około 40 lat po podróży Egerii do Palestyny, jednak ukazuje przebieg liturgii, która istniała w tym mieście od pewnego czasu i niewiele zmieniła się do czasów Egerii. EGERIA, Pielgrzymka do miejsc świętych 25,6-12, w: Do Ziemi Świętej. Najstarsze opisy pielgrzymek do Ziemi Świętej (IV-VIII w.), tłum. wstęp i oprac. P. Iwaszkiewicz, przedmowa M. Starowieyski, Oś 13, Kraków 1996, 194-196. Zob. P. Iwaszkiewicz, we wstępie do przekładu pisma Egerii, tamże, 125-133; "Itinerarium Egeriae", Meander 2 (1978), 93-108; 133-145; TENśE, "Bibliographia Egeriana", Augustinianum 19,2 (1979), 298-318; T. PIKUS, "Próba rekonstrukcji itinerarium Egerii we oparciu o dzieło Piotra Diakona ‘De locis sanctis’", Meander 10(1981), 495-507. Należy zauważyć, że w czasach Egerii święto narodzenia Jezusa nosiło w Palestynie nazwę „Epifania” i celebrowano je 6 stycznia. Było to jednak prawdziwe święto Bożego Narodzenia, jak to zostanie podkreślone w tym artykule. Liturgia stacyjna Zanim przedstawimy przebieg samej liturgii, należy przypomnieć miejsca święte, w których była ona sprawowana. Przede wszystkim trzeba zwrócić uwagę, że bardzo wcześnie otaczano czcią miejsce narodzenia Jezusa w Betlejem. Najwcześniejsze zachowane teksty pisane wiążą to narodzenie Chrystusa z grotą. Chociaż nie jest ona wspomniana w Ewangelii, źródła lokalizują ją już od połowy II w. Być może była sprofanowana w czasach prześladowań, ale wiadomości na ten temat nie są pewne. Do tej groty w III wieku pielgrzymowali chrześcijanie, jak też poganie. Nieco później Euzebiusz nazywa ją„mistyczną”, bo w niej dokonała się „pierwsza teofania”. Na początku IV w., za czasów Konstantyna Wielkiego, nad grotą narodzenia Jezusa w Betlejem została wzniesiona bazylika. Powstał też kościół na tzw. Polu Pasterzy (Poimnion), położonym na wschód od Betlejem, niedaleko miasta. Czcią otoczono także inne miejsca związane z życiem i działalnością Jezusa. W tych miejscach w pierwszej połowie IV wieku powstały świątynie, m.in. na Golgocie wzniesiono bazylikę Martyrium (pełniła ona funkcję katedry w Jerozolimie) i obok, nad grobem Jezusa, kościół w kształcie rotundy, zwany Anastasis – Zmartwychwstanie. W swym opisie pielgrzymki do Ziemi Świętej Egeria wymienia kościół w Betlejem, w którym „jest grota, gdzie narodził się Pan” (rozdz. 42). Podkreśla bogaty wystrój świątyni i stwierdza, że jest ona równie piękna jak bazylika na Golgocie czy Anastasis. W apologii Przeciw Celsusowi, napisanej ok. 247 r., Orygenes pisał: „W Betlejem istnieje grota, w której się urodził Jezus, i w grocie żłób, w którym go położono owiniętego w pieluszki, a wszystko to zgadza się z opisem jego narodzin zawartych w Ewangeliach. Miejsce to słynie w całej okolicy, a nawet wśród niewierzących, z tego, że w tej grocie urodził się Jezus, którego czczą i któremu się kłaniają chrześcijanie (Przeciw Celsusowi 1,51, tłum. S. Kalinkowski, wyd. 2, Warszawa 1986, s. 71). Pochwała Konstantyna 9,17, ed. I.A. Henkel, w: Eusebius Werke, vol. I, GCS 7, Leipzig 1902, 221;Konstantyna 3,41-43, tłum. T. Wnętrzak, ŹMT 44, Kraków 2007, 189-190. Pielgrzymka 25,8 : „Zbyteczne jest opisywanie przepychu tego kościoła, jak też Anastasis, (sanktuarium) Krzyża czy Betlejem. Nie zobaczysz tu nic innego poza złotem i drogimi kamieniami oraz jedwabiem, bowiem jeśli widzisz zasłony - są one z jedwabiu obramowanego złotem, jeśli widzisz kotary - podobnie ozdobione są złotem i jedwabiem. Tego dnia wyjmuje się też wszelkie go rodzaju sprzęty PIERWSZY OPIS ŚWIĘTA NARODZENIA JEZUSA . Kult miejsc świętych stworzył podatny grunt do rozwoju tzw. liturgii stacyjnej. Wyrosła ona z tendencji, by różne celebracje odpowiadały miejscom, ale też dniom i godzinom wskazanym w opowiadaniu ewangelicznym. Nie ograniczały się one do jednego kościoła, ale były sprawowane w różnych sanktuariach, wybieranych w zależności od rodzaju święta. Przechodzono do nich procesyjnie pod przewodnictwem miejscowego biskupa. Najlepiej ta forma liturgii była widoczna podczas świąt wielkanocnych, celebrowanych w różnych świątyniach związanych z ostatnimi dniami ziemskiego życia Jezusa. Ale zastosowano ją również do świętowania narodzenia Chrystusa. Pierwsze wiadomości o tego typu liturgii pochodzą z opisu Egerii, a więc z ok. 383 r. Tego rodzaju celebracje ukształtowały się z pewnością znacznie wcześniej. Niewiele jednak wiadomo o rozwoju liturgii za biskupa Makarego (ok. 313-334). Także Pielgrzym z Bordeaux z 333 r. dostarcza wiele wiadomości cennych dla poznania topografii Jerozolimy i poszczególnych miejsc świętych, ale nic nie pisze o liturgii. Nawet Cyryl Jerozolimski, biskup w latach ok. 346-386, autor znanych Katechez chrzcielnych, niewiele mówi o liturgii świąt. Za jego czasów z pewnością istniało już święto Epifanii, ale o nim zupełnie nie wspomina. Dopiero opis Egerii, uzupełniony przez Lekcjonarz armeński z Jerozolimy, pozwala dokładnie poznać miejsce liturgii w poszczególne dni, a więc rozkład „stacji”, wraz z przebiegiem uroczystości oraz układem czytań liturgicznych. Wskazuje on, że święto zwane Epifanią miało swe stacje w Betlejem (Pole Pasterzy i Bazylika Narodzenia) oraz w Jerozolimie (kilka kościołów, jeśli wziąć pod uwagę, że święto trwało przez osiem dni). Wigilia w Betlejem Obchody Epifanii były poprzedzone wigilią, którą sprawowano w Betlejem, poczynając od popołudnia 5 stycznia do rana 6 stycznia. Ich przebiegu nie znajdziemy w opisie Egerii, w którym, jak wspomniano wyżej, zaginęła pierwsza kartka. Znamy je jednak z Lekcjonarza armeńskiego, według którego celebracja obejmowała trzy główne „stacje”: Pole Pasterzy, Grota Narodzenia i Bazylika Narodzenia. Najpierw więc miała miejsce krótka ceremonia w miejscu zwanym Polem Pasterzy, gdzie,według tradycji, pasterze usłyszeli śpiew aniołów „Chwała na wysokości”, a także dobrą nowinę o narodzeniu Jezusa. Gromadzono się tam „o godzinie 10” (około czwarta po południu). Nabożeństwo zaczynało się od śpiewu Psalmu 22, wraz z antyfoną: „Pan jest moim pasterzem, niczego mi nie braknie”, następnie „Alleluja” wraz z wersetem z psalmu 79: „Pasterzu Izraela, wysłuchaj, który wywodzisz ród. Następnie czytano fragment Ewangelii według św. Łukasza 2,8-20, zaczynający się od słów: „W tej samej okolicy przebywali w polu pasterze i trzymali straż nocną nad swoją trzodą. Naraz stanął przy nich anioł Pański i chwała Pańska zewsząd ich oświeciła”. Perykopa mówiła o tym, jak anioł przekazał dobrą nowinę pasterzom i jak oni udali się do miejsca narodzenia Jezusa. A zatem czytany fragment biblijny był związany z miejscem ceremonii. Następnie lud i duchowieństwo szli procesyjnie do samego Betlejem, do groty w Bazylice Narodzenia. Tam liturgia miała podobny układ, jak na Polu Pasterzy: najpierw śpiew psalmu wprowadzającego (Ps 2), następnie odczytywano fragment Ewangelii - opis narodzenia Jezusa (Mt 1,18-25). Ponownie czytanie było dostosowane do miejsca ceremonii. Główna, najdłuższa część wigilii miała miejsce w samej Bazylice Narodzenia, gdzie wspólnota gromadziła się po wyjściu z krypty. Obejmowała aż jedenaście czytań ze Starego Testamentu. Lektury zaczynały się od zapowiedzi narodzenia Zbawiciela z Księgi Rodzaju, potem następowały fragmenty ksiąg prorockich. Najwięcej, bo aż sześć czytań pochodziło z Księgi Izajasza. Jest charakterystyczne, że częściowo były one identyczne z czytaniami wielkanocnymi. Wszystkie pokazywały, jak Opatrzność Boża przygotowała do przyjścia Mesjasza. Wskazywały też, jak Bóg objawiał siebie i swe działanie w historii zbawienia. Widać, jak szeroko była rozumiana Epifania Modlitewne czuwanie kończyło się eucharystią (była też sprawowana na zakończenie wigilii wielkanocnej). Wierni przechodzili do niej śpiewając kantyk Daniela (3,52a-90). W czasie tej liturgii czytano Ewangelię o przybyciu do Betlejem magów ze Wschodu i ich hołdzie złożonym Jezusowi (Mt 2,1-12). Po eucharystii, uczestnicy wyruszali procesyjnie do Jerozolimy. Następowało to jeszcze przed świtem: „wszyscy wraz biskupem powracają nocą do Jerozolimy” (Pielgrzymka 25,12). Z opisu Egerii wynika jednak, że mieszkańcy Betlejem, zwłaszcza duchowni i mnisi nadal czuwali w bazylice Narodzenia, śpiewając hymny i antyfony aż do rana. Tak więc wierni ludzie z Jerozolimy oddzielali się od tych, którzy pozostawali w Betlejem. Obchody w Jerozolimie Główne uroczystości odbywały w Świętym Mieście. Powód był oczywisty: „biskup musi zawsze w tych dniach sprawować [liturgię] w Jerozolimie” (Pielgrzymka 25,12). W wielkie doroczne święto nie może on nie być w swej katedrze, do której przybywają liczni wierni. Albowiem – jak podaje Egeria - „dla uczestniczenia w owych uroczystościach i radości ściągają zewsząd do Jerozolimy niezliczone tłumy: nie tylko mnichów, lecz i świeckich – mężczyzn i kobiet” (Pielgrzymka 25,12). Rdz 1,28-3,20; Iz 7,10-17; Wj 14,24-15,21; Mi 5,1-6; Prz 1,2-9; Iz 9,4b-6; Iz 11,1-9; Iz 35,3-8; Iz 40,10-17; Iz 42,1-8; Dn 3,1-35a, wreszcie kantyk Trzech Młodzieńców (Dn 3,52-90), który zazwyczaj kończył właściwą wigilię. PIERWSZY OPIS ŚWIĘTA NARODZENIA JEZUSA 149 Tę część obchodów znamy już z relacji hiszpańskiej pątniczki. Jej opis zaczyna się od momentu, kiedy wierni po całonocnym czuwaniu w Betlejem wchodzili procesyjnie do Jerozolimy, ze śpiewem Psalmu 118, któremu towarzyszyło responsorium lub antyfona: „Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie”. W procesji brali udział: biskup, duchowni, mnisi i inni wierni z Jerozolimy bądź pielgrzymi. Zbliżali się do Świętego Miasta jeszcze przed wschodem słońca: „o tej godzinie, kiedy człowiek może już rozpoznać człowieka, to jest o świcie, ale zanim całkiem się rozwidni” (Pielgrzymka 25,6). Procesja, jak informuje opis Egerii, kierowała się do kościoła Anastasis, który oczekiwał pielgrzymów z bogato oświetlonym wnętrzem. Płonęło w nim – jak zauważa Egeria – „mnóstwo świateł”. Nie było to nic dziwnego, gdyż zapalone świece towarzyszyły każdemu świętu. Tutaj nadto wskazywały na charakter Epifanii, którą na Wschodzie nazywano niekiedy „Świętem Światła”. Decydowały też względy praktyczne: do miasta wchodzono wczesnym rankiem, gdy zaledwie można było rozróżniać postacie ludzkie, potrzebne więc było oświetlenie. Ponieważ do Anastasis przychodzono po całonocnym czuwaniu, w rotundzie (lub przed nią) miała miejsce jedynie krótka ceremonia kończąca procesję: po odmówieniu psalmów, modlitwie antyfonijnej, biskup błogosławił katechumenów, potem wiernych. Następnie wszyscy udawali się do domów, „by wypocząć”. Pozostawali jedynie mnisi, którzy odmawiali hymny. Odpoczynek jednak nie trwał długo, gdyż już o „godzinie drugiej” (ok. ósmej rano) zaczynały się centralne obchody pierwszego dnia święta Epifanii. Te uroczystości 6 stycznia w Jerozolimie odbywały się w „większym kościele”, czyli w głównej bazylice Jerozolimy, położonej na Golgocie. Obejmowały eucharystię z kazaniem, recytacją hymnów i czytania. Jak wynika z rozkładu czytań w Lekcjonarzu armeńskim, podczas tej eucharystii w kościele katedralnym czytano Ewangelię św. Mateusza o narodzeniu Emmanuela, Boga z nami (Mt 1,18-25). Cała uroczystość trwała około czterech godzin, do samego południa. Nie była to jednak najdłuższa uroczystość, jaką opisywała Egeria. W okresie Wielkiego Tygodnia, jak wynika z jej opisu, nabożeństwa były znaczenie dłuższe. Po mszy i rozesłaniu udawano się – „według zwyczaju” - przy śpiewie hymnów do pobliskiego Anastasis. Na tym się nie kończyły obchody Epifanii w tym dniu. Wieczorem były odprawiane nieszpory (lucernare), które sprawowano „jak zazwyczaj”, a więc łączono je – jak w inne dni - z obrzędem światła (lucernarium): psalmy i antyfony śpiewano przybbogato zapalonych pochodniach i świecach. Werset Psalmu 117,26 powtarzały także tłumy, które witały Jezusa, gdy wjeżdżał do Jerozolimy (Mt 21,9). Tutaj odniesiony jest do narodzenia Jezusa i Jego przybycia na ziemię (Pielgrzymka do miejsc świętych 25,6, s. 194). W tekście oryginalnym Lekcjonarza armeńskiego podane są pierwsze i ostatnie słowa danej perykopy biblijnej, a więc w tym przypadku: „Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak…. nie zbliżał się do Niej, aż porodziła Syna, któremu nadał imię Jezus” (Mt 1,18-25). 4. Ośmiodniowe święto Święto Epifanii nie kończyło się jednak 6 stycznia. Obejmowało też kolejne dni, w które – jak podaje Egeria – wyznaczano liturgię w różnych kościołach Jerozolimy. W drugim i trzecim dniu, podobnie jak 6 stycznia, liturgia miała miejsce przed południem na Golgocie w Martyrium, w czwartym dniu „w bardzo pięknym kościele na Górze Oliwnej”, a więc w bazylice Eleona zbudowanej przez Konstayna w miejscu, gdzie Jezus nauczał Apostołów; w następnym dniu w kościele w Betanii leżącym przy grobie Łazarza (Lazarium), „odległym od Jerozolimy o jakieś 1500 kroków”, w kolejnym natomiast - w bazylice położonej na wzgórzu Syjon. W dwa ostatnie dni liturgię sprawowano ponownie na Kalwarii: w Anastasis i „przy krzyżu” (Ad Crucem), czyli w atrium położonym między Martyrium i Anastasis. Opis Egeria kończy słowami: „Tak więc te radosne i wspaniałe uroczystości odbywają się przez osiem dni we wszystkich miejscach świętych, które wymieniłam” (25,11). Lekcjonarz armeński potwierdza informację hiszpańskiej pątniczki. Podaje „kanon zgromadzeń świętej Epifanii”, który zawiera zestaw czytań liturgicznych na osiem dni. Tyle więc dni trwało święto. Podaje też niema identyczny przebieg obchodów. Wymienia te same stacje: poza miejscami świętymi na Golgocie (Martyrium, Anastasis i Przy Krzyżu), ceremonie odbywały się także na Syjonie, Górze Oliwnej i w Betanii (Lazarium). Doszła jednak jedna nowa stacja: miejsce przechowania relikwii św. Szczepana. Nie była ona znana Egerii, bowiem relikwie te, odkryte dopiero w 415 roku, zostały przeniesione do kościoła na Syjonie w 417 roku. Tak więc przez osiem dni, do 13 stycznia, miała miejsce codzienna celebracja eucharystii w kilku wielkich sanktuariach jerozolimskich. Przypominała ona oktawę, która stanowiła stały element obchodów Wielkanocy, a także święta Dedykacji (chodziło o dedykację świątyń na Golgocie: Martyrium i Anastasis) Epifanię przez osiem dni świętowano także w Betlejem (Pielgrzymka 25,12). Egeria w tych obchodach nie uczestniczyła, więc nie podaje, czy tam także wyznaczano różne stacje liturgiczne, jak w Jerozolimie. Można jednak stwierdzić, że podczas ośmiu dni Epifanii oba sąsiednie miasta przeżywały tę samą świąteczną atmosferę. Oświetlone pochodniami radośnie celebrowały narodziny Pana światłości. Epifania jako święto narodzenia Relacja Egerii stanowi najpełniejszy dostępny opis liturgii Epifanii w IV wieku. Poza przedstawieniem przebiegu celebracji, pątniczka stwierdzała, że czytania biblijne, śpiewane psalmy, a także kazania swą treścią były dostosowane do charakteru. Krypta „przy krzyżu », gdzie miały miejsce różne ceremonie liturgiczne, m.in. adoracja krzyża w Wielki Piątek, znajdowała się między bazyliką Martyrium a Anastasis (należy ją odróżnić od samej bazyliki Martyrium, o której Egeria mówi, że jest „za Krzyżem” (Pielgrzymka 27,3). O oktawie Wielkanocy, zob. EGERIA, Pielgrzymka 39-40, s. 215-217; o oktawie Dedykacji kościołów na Golgocie: Martyrium i Anastasis, zob. tamże, 49,1-3, s. 228-229. PIERWSZY OPIS ŚWIĘTA NARODZENIA JEZUSA 151 święta. Tę informację potwierdza Lekcjonarz armeński, który wskazuje, że był to charakterystyczny rys jerozolimskiej liturgii: nie tylko czytania, ale także miejsce celebracji były tak dobrane, by uczcić poszczególne wydarzenia zbawcze. Oba opisy zatem dobrze się uzupełniają. Pozwalają nie tylko odtworzyć stosunkowo pełny przebieg ceremonii Epifanii 5-6 stycznia, ale przedstawiają też taki sam obraz charakteru święta. Przede wszystkim poświadczają, że w końcu IV wieku Epifania była obchodzona bardzo uroczyście. Podobnie jak Wielkanoc, poprzedzała ją wigilia, a obchody trwały przez osiem dni (Egeria nie mówi o oktawie święta, ale o ośmiodniowych jego obchodach). Połączona była z procesjami wiodącymi przez Miasto oraz z oficjami w najważniejszych jerozolimskich sanktuariach. W sumie, Epifania stała się, obok Wielkanocy, największym świętem. Była też obchodzona szczególnie uroczyście i w radości, i gromadziła wielu ludzi, mnichów i świeckich. W odróżnieniu jednak od Wielkanocy, celebracje odbywały się nie tylko w Jerozolimie. Otwierały je nocne czuwanie modlitewne w bazylice w Betlejem (można w tym widzieć początek późniejszej mszy o północy, tzw. Pasterki). W samym dniu Epifanii biskup celebrował dwie eucharystie: jedną na zakończenie wigilii, jeszcze nocą, w Bazylice Narodzenia w Betlejem, drugą przed południem - w katedrze w Jerozolimie, Ta podwójna uroczystość eucharystyczna służyła za wzór i została przyjęta także na Zachodzie, gdy powstała wspomniana „Pasterka”. Święto to nazwane jest „Epifanią” (Pielgrzymka 26 i 39,1). Nie ma co do tego wątpliwości. Jaka była jego treść – o tym w zachowanej części opisu Egeria wyraźnie nie mówi. Wspomina jedynie, że „wygłaszane kazania, czytania i odmawiane wtedy psalmy - wszystko to odpowiednie jest do tego dnia” (Pielgrzymka 25,10). Ponadto, wskazywała ona na bogate oświetlenie kościoła, mające zapewne podkreślić charakter święta. Jest jednak znaczące, że celebracja zaczynała się w Betlejem. Tam udawała się wspólnota jerozolimska na początku ośmiodniowych celebracji, aby spędzić noc na modlitwie. Wprawdzie przenosiła się następnie do Jerozolimy, ale następowało to, jak pisze Egeria, ze względu na biskupa, który „koniecznie musi przebywać w tych dniach w Jerozolimie” (25,12). Jednocześnie przez osiem dni odbywały się ceremonie w Betlejem. Duchowni i mnisi świętowali tam, jak wspomina opis, z taką samą radością i gorliwością jak w Jeruzalem (25,12). Taki przebieg święta 6 stycznia pozwala przypuszczać, że jego treścią było narodzenie Chrystusa. Stanowiło celebrację narodzenia Jezusa w Betlejem (pod nazwą Epifania!). Było świętem wcielenia. W całym opisie Egerii nie ma natomiast wzmianki o chrzcie Chrystusa ani śladów celebrowania chrztu. Nie ma też żadnych podstaw do przypuszczeń, że brakująca karftka z relacji Egerii zawierała opis procesji nad Jordan i błogosławieństwo wody. Nie pozwala przyjąć takiej hipotezy Lekcjonarz armeński, który pozwala odtworzyć pełny przebieg rytów Epifanii w Betlejem i Jerozolimie. Potwierdza on, że w czasie tej uroczystości wspólnota jerozolimska udawała się do miejsca narodzenia Jezusa, czyli do Betlejem, by tam celebrować wigilię święta. Także w Lekcjonarzu nie ma żadnej wzmianki o ceremonii nad Jordanem. Wskazany zestaw czytań biblijnych nie dotyczy chrztu Jezusa, ale przyjścia Chrystusa na świat, jego okoliczności i znaczenia. Tak więc Lekcjonarz armeński poświadcza wiadomości znane z Pielgrzymki Egerii, że palestyńska Epifania sprawowana 6 stycznia była celebracją tajemnicy narodzenia Chrystusa. W tym czasie natomiast w Palestynie nie było jeszcze świętowane Boże Narodzenie w dniu 25 grudnia. Egeria opisywała jedynie to, co widziała i w czym uczestniczyła. Nie starała się omówić genezy święta 6 stycznia ani jego rozwoju. Nie interesowała się jego historią. Przedstawiła jedynie, jak ono przebiegało w Ziemi Świętej w czasie jej pobytu, a więc w latach 381-383. Potwierdza jednak, że w tym czasie święto 6 stycznia miało już ustalony, ale też rozwinięty i rozbudowany przebieg. Początek ceremonii miał miejsce w Betlejem, skąd wspólnota jerozolimska wracała procesyjnie do Miasta po celebracji nocnego czuwania. Uroczystości odbywały się nie tylko w ośrodkach kultu na Golgocie (Anastasis, Martyrium, Przy Krzyżu). W czasie oktawy procesje udawały się bowiem do Lazarium, Syjonu i Betanii. Tak więc święto było związane z miejscem narodzenia Jezusa oraz z innymi miejscami upamiętniającymi Jego ziemskie życie. Ryty Epifanii stanowiły wyraźny przykład liturgii wędrownej i stacyjnej. Boże Narodzenie 25 grudnia Egeria znała zatem jedynie celebrację narodzenia Chrystusa w dniu Epifanii 6 stycznia. Taka sytuacja w Palestynie się utrzymywała, z niewielkimi zmianami, przez następne dwa wieki. Powoli wchodziło też święto 25 grudnia, najpierw nieoficjalnie. Pierwszym świadkiem jest Hieronim, który wprowadził „rzymskie” obchody Bożego Narodzenia w swojej wspólnocie w Betlejem (osiadł tam w 386 r. i przebywał do końca życia, czyli do 419 roku) W homilii wygłoszonej 25 grudnia ok. 400 roku, dowodził, że właśnie w tym dniu narodził się Jezus i ta data Jego święta jest najbardziej rozpowszechniona i przyjęta we wszystkich regionach, a Palestyną pozostaje niemal wyjątkiem. „Cały świat mówi przeciwko opinii tej prowincji” – wyjaśniał, Nie wiadomo, czy inne wspólnoty łacińskie, jakie istniały w tym czasie w Palestynie, także świętowały 25 grudnia. W każdym razie, Hieronim, który z pewnością nie należał do ludzi ustępujących innym, stanowczo bronił tradycji zachodniej i według niej ustalał rok liturgiczny w swej wspólnocie. Nie odrzucał jednak obchodów Epifanii, ale traktował je wyłącznie jako święto chrztu Jezusa. PIERWSZY OPIS ŚWIĘTA NARODZENIA JEZUSA Jest charakterystyczne, że Lekcjonarz armeński z Jerozolimy przy dacie 25 grudnia podawał, że w tym dniu przypada wspomnienie „Jakuba i Dawida”, natomiast „w innych miastach święto Narodzenia”. Dopisek ten był w pełni zrozumiały, gdyż święto grudniowe było obchodzone wtedy już nie tylko na Zachodzie, ale także w dużej części Wschodu: w Konstantynopolu, Antiochii i całej Syrii, a po 430 roku także w Egipcie. Tylko Palestyna, Armenia i być może Arabia zachowały oddzielną praktykę. Święto 25 grudnia w Jerozolimie próbował wprowadzić w połowie V wieku patriarcha Juwenalis (422-458), ale jego reformy liturgiczne się nie utrzymały. Sytuacja się zmieniła dopiero pod wpływem rozporządzeń dwóch cesarzy bizantyńskich Justyniana (527-565) i Justyna II (565-578). Dążąc do ujednolicenia praktyk liturgicznych w swym państwie, władcy ci zdołali doprowadzić do rozdzielenie świąt 25 grudnia i 6 stycznia także w Palestynie. Wtedy też wspomnienie św. Jakuba (brat Pański i pierwszy biskup Jerozlimy) i Dawida przeniesiono z 25 na 26 grudnia. Potwierdza to anonimowy pątnik z Piacenzy, który pozostawił relację z pielgrzymki do Ziemi Świętej z ok. 570 roku. Wspominał, że uroczystość Dawida i Jakuba przypadała właśnie następnego dnia po Bożym Narodzeniu, Liturgię Kościoła jerozolimskiego z tego okresu dokładniej opisuje Lekcjonarz gruziński z Jerozolimy, który poświadcza stan celebracji w wiekach VI-VII (z pewnością sprzed okupacji arabskiej, jaka zaczęła się w 638 r.). Wyraźnie wskazuje, że istniały wtedy dwa osobne święta: Boże Narodzenie i Epifania. Pierwsze było obchodzone 25 grudnia i celebrowano je wigilię i w samo święto w Betlejem: na Polu Pasterzy, w Grocie Narodzenia i w Bazylice. Osobno, 6 stycznia, przypadało święto Epifanii. Ponieważ była ona już pamiątką chrztu Jezusa, wspólnota jerozolimska nie udawała się w tym dniu do Betlejem, jak w IV czy V wieku. Biskup Jerozolimy przybywał jednak do betlejemskiej bazyliki 25 grudnia. Zdarzały się jednak wyjątki. W Boże Narodzenie 634 roku patriarcha Sofroniusz musiał pozostać w Jerozolimie. Jak zaznaczał w homilii, nie mógł udać się do Betlejem, by tam sprawować liturgię, gdyż w czasie najazdów arabskich teren wokół Miasta Świętego stał bardzo niebezpieczny. Liturgię sprawowano zatem w Jerozolimie. Sam jednak przebieg obchodów narodzenia Chrystusa był podobny jak w czasach Egerii. Zmieniła się jedynie data. Pozostał jednak ten sam szacunek dla miejsca narodzenia Chrystusa w Betlejem i ta sama wielka cześć dla radosnej tajemnicy przyjścia Boga na świat. 16-wieczny rysunek Egeria

Coś dla ducha

  • icon Watykan obrazy
  • icon Jan Paweł II
  • icon Papież Franciszek
  • icon Papież Benedykt XVI
  • Złote myśli T do Ż
  • Złote myśli S do Ś
  • Złote myśli P do R
  • Złote myśli G do O
  • Złote myśli A do E
  • Szatan istnieje naprawdę
  • Cytaty
  • O przyjmowaniu komunii świętej
  • ZBLIŻA SIĘ KONIEC ŚWIATA
  • Relacje Egerii
  • Przysłowia
  • Walka z kościołem wczoraj a dziś
  • Jak działa wszechświat?
  • ANIOŁ STRÓŻ POLSKI

Watykan obrazy

Poniższe obrazy znajdują się w:

  1. Bazylice Świętego Piotra
  2. Archibazylice Świętego Jana na Lateranie
  3. Bazylice San Paulo -  Świętego Pawła
  4. Bazylice -  Santa Maria Maggiore

  

0 basiliche-index_it.html
0noc
0noc2
1bazylika2
1index_cinese
1kaplica sykstynska
1nawa  bsp
1polnocny tansp
1strona gl
2absyda Lateran
2absyda Lateran2
2Baptisterium na Lateranie
2Kaplica Baptisterium na Lateranie
2kaplica carsini na Lateranie
2kaplica Kolumnowa na Lateranie
2kaplica Lanceloti na Lateranie
2klasztor na Lateranie
2Transekt1 na Lateranie
2Transekt2 na Lateranie
3cappelle-paolina_vr
3cappelle-paolina_vr2
3cappelle-paolina_vr3
3cappelle-sistina_vr
3cappelle-sistina_vr2
4absyda
4chor kalica
5Absyda basiliche-san_paolo
5Baptysterium basiliche-san_paolo
5basiliche-san_paolo
5nawa basiliche-san_paolo
5san_giovanni
5san_paolo
5san_pietro
5sm_maggiore
6Absyda Santa Maria
6Korytarz 2 Santa Maria
6Korytarz Santa Maria
Benedictus XVI
franciszek
herb
herb Jana Pawla II
j_xxiii
Jan Pawel II
Jan_Pawel_II
jp_i
p_vi
papa-francesco
passha
01/48 
start stop bwd fwd

Read More

Jego Świątobliwość Jan Paweł II

Jan Pawel IIJan Pawel II

Jan Pawel II

herb Jana Pawla II

"totus tuus" (z łac."cały twój" ) — dewiza papieża Jana Pawła II, kilkakrotnie powtórzona w jego testamencie. Jest ona cytatem z modlitwy z traktatu o prawdziwym nabożeństwie do najświętszej Maryi panny św. Ludwika Marii Grignion de montfort (1673-1716). modlitwa ta brzmi:

totus tuus ego sum et omnia mea tua sunt.accipio te in mea omnia.praebe mihi cor tuum, Maria.

co w przełożeniu na polski brzmi:

jestem cały twój i wszystko, co moje, do ciebie należy. przyjmuję ciebie całym sobą. daj mi swoje serce, Maryjo

Biografia

Sprzed pontyfikatu

Karol Józef Wojtyła, znany jako Jan Paweł II od  października 1978 papież, urodził się w polskim miasteczku Wadowice, małej miejscowości 50 km od Krakowa, w dniu 18 maja 1920 roku. Był najmłodszym z trójki dzieci urodzonych przez Karola Wojtyły i Emilii Kaczorowskiej. Jego matka zmarła w 1929 roku. Jego starszy brat Edmund, lekarz, zmarł w 1932 roku, a jego ojciec, podoficer armii zmarł w 1941 roku. Siostra Olga, umarł zanim się urodził. Został ochrzczony 20 czerwca 1920 roku w kościele parafialnym w Wadowicach przez ks.Franciszek Żaka, Pierwszą Komunię Świętą przyjął w wieku 9 lat.  Po ukończeniu gimnazjum Marcina Wadowity w Wadowicach, rozpoczął studia na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie w 1938 roku. Nazistowskie siły okupacyjne zamknęły uniwersytet w 1939 roku, młody Karol musiał pracować w kamieniołomach (1940/44), a następnie w fabryce chemicznej Solvay, aby zarobić na utrzymanie i uniknąć deportacji do Niemiec. W 1942 roku, świadomy swego powołania do kapłaństwa, zaczął kursy w tajnym seminarium w Krakowie, prowadzone przez kardynała Adama Stefana Sapiehę, arcybiskupa Krakowa. W tym samym czasie, Karol Wojtyła był jednym z pionierów "Teatru Rapsodycznego", także tajne.Po II wojnie światowej, kontynuował studia w Wyższym Seminarium Duchownym w Krakowie, raz to był ponownie otwarty, a na wydziale teologii Uniwersytetu Jagiellońskiego.Został wyświęcony na kapłana przez arcybiskupa Sapiehy w Krakowie w dniu 1 listopada 1946 roku.Wkrótce potem kardynał Sapieha wysłał go do Rzymu, gdzie pracował pod kierunkiem francuskiego dominikanina, Garrigou-Lagrange.Ukończył doktorat z teologii w 1948 r. z pracy na temat wiary w dziełach Świętego Jana od Krzyża. W tym czasie, w czasie swoich wakacji, wykonywał swoją posługę duszpasterską wśród polskich emigrantów z Francji, Belgii i Holandii.W 1948 roku wrócił do Polski i był wikariuszem w różnych parafiach w Krakowie oraz kapelanem studentów. Okres ten trwał do roku 1951, kiedy ponownie podjął studia filozofii i teologii. W 1953 roku obronił pracę magisterską na temat "oceny możliwości założenia katolickiej etyki na system etyczny Maxa Schelera" na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Później został profesorem teologii moralnej i etyki społecznej w Wyższym Seminarium Duchownym w Krakowie oraz na Wydziale Teologicznym w Lublinie. 4 lipca 1958 r. został mianowany biskupem tytularnym Ombi i pomocniczego Krakowa przez papieża Piusa XII i został konsekrowany 28 września 1958, w katedrze na Wawelu w Krakowie, przez arcybiskupa Eugeniusza Baziaka. Dnia 13 stycznia 1964 r. został mianowany arcybiskupem Krakowa przez papieża Pawła VI, który uczynił go kardynałem 26 czerwca 1967 z tytułem S. Cesareo w Palatio rzędu diakonów, później podwyższona pro illa imadło do porządku księży. Poza tym bierze udział w Soborze Watykańskim II (1962-1965), gdzie w istotny ma wkład przy opracowywania konstytucji Gaudium et spes. Kardynał Wojtyła uczestniczył we wszystkich zgromadzenia Synodu Biskupów. Kardynałowie wybrałi go na konklawe papieżem 16 października 1978 r. i przyjął imię Jana Pawła II. W dniu 22 października, uroczyście zainaugurował swoją posługę Piotrową jako 263-ci następca Apostoła. Jego pontyfikat, jeden z najdłuższych w historii Kościoła, trwał prawie 27 lat. Kierując się pasterską troską o wszystkie Kościoły i poczuciem otwartości i miłości do całej ludzkości, Jan Paweł II sprawował posługę Piotrową z niestrudzonym duchem misyjnym, oddając mu całą swoją energię. Odbył 104 wizyty duszpasterskie poza granicami Włoch i 146 we Włoszech. Jako biskup Rzymu odwiedził 317 miasta w 333 parafiach. Miał więcej spotkań, niż którykolwiek z jego poprzedników z Ludu Bożego i przywódców narodów.Więcej niż 17.600.000 pielgrzymów uczestniczyło w audiencji generalnych w środy (w posiadaniu więcej niż 1160), nie licząc innych specjalnych publiczność i ceremonii religijnych [ponad 8 milionów pielgrzymów podczas Wielkiego Jubileuszu Roku 2000 tylko], a miliony wiernych spotkał podczas wizyt duszpasterskich we Włoszech i na całym świecie. Musimy też pamiętać o licznych osobistości rządowych on napotkanych podczas oficjalnych wizyt, 38 738 widzów i spotkań z szefami państw i 246 widzów i spotkań z premierów. Jego miłość do młodych ludzi przyprowadził go do ustanowienia Światowych Dni Młodzieży. W 19 Światowych Dniach Młodzieży podczas pontyfikatu zgromadziło miliony młodych ludzi z całego świata. W tym samym czasie jego troska o rodziny była wyrażona w Światowych Spotkaniach Rodzin, który zainicjował w 1994 roku. Jan Paweł II skutecznie zachęcał do dialogu z Żydami oraz z przedstawicielami innych religii zwłaszcza w Asyżu.Pod jego przewodnictwem Kościół przygotował się do trzeciego tysiąclecia i świętował Wielki Jubileusz roku 2000, zgodnie z instrukcjami podanymi w adveniente List apostolski Tertio millennio. Kościół wówczas w obliczu nowej epoki, odbioru jego instrukcji w Liście apostolskim Novo millennio ineunte, w którym wskazał wiernym ich przyszłość ścieżka. Przy Roku Odkupienia, Roku Maryjnego i Roku Eucharystii, promował duchową odnowę Kościoła. Dał niezwykły impuls do kanonizacji i beatyfikacji, koncentrując się na niezliczone przykłady świętości, jako zachęta dla ludzi naszych czasów.Obchodził 147 beatyfikacja ceremonie, podczas których ogłosił 1338 błogosławionych, a 51 kanonizacji w sumie 482 świętych.Zrobił Teresy od Dzieciątka Jezus Doktorem Kościoła.On znacznie rozszerzył Kolegium Kardynalskiego, tworząc 231 kardynałów (plus jeden w pectore) w 9 konsystorzy.Wezwał także sześć pełnych posiedzeniach Kolegium Kardynalskiego. Zorganizował 15 zgromadzeń Synodu Biskupów - sześć Zwyczajne Walne Zgromadzenia (1980, 1983, 1987, 1990, 1994 i 2001), jeden Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia (1985) i osiem specjalna zespoły (1980,1991, 1994, 1995, 1997, 1998 (2) i 1999 r.).Jego najważniejsze dokumenty m.in. 14 encyklik, 15 apostolskiej Adhortacji, 11 konstytucji apostolskich, 45 listów apostolskich.On ogłosił Katechizm Kościoła Katolickiego w świetle Tradycji jak autorytatywnie interpretowane przez Sobór Watykański II.On również zreformować kodów wschodniej i zachodniej Prawa Kanonicznego, stworzony nowych instytucji i reorganizacji Kurii Rzymskiej. Jako prywatny lekarz opublikował pięć książek też jego własne: "Przekroczyć próg nadziei" (październik 1994), "Dar i Tajemnica , w pięćdziesiątą rocznicę moich święceń kapłana "(listopad 1996 r.)," Tryptyk rzymski "poetyckie medytacje (marzec 2003 r.)," Wstań, Bądźmy Razem "(maj 2004) oraz" Pamięć i tożsamość "(luty 2005).W świetle Chrystusa zmartwychwstałego, 2 kwietnia aD 2005, 21:37, podczas gdy Sobota nie dobiegał końca i dzień Pański już zaczynają, Oktawa Wielkanocy i Niedzielę Miłosierdzia Bożego, umiłowany Pastor Kościoła, Jan Paweł II, odszedł z tego świata do Ojca.Od tego wieczoru aż do 8 kwietnia dniem pogrzebu zmarłego papieża, ponad trzy miliony pielgrzymów przybył do Rzymu, aby złożyć hołd zwłok papieża. Niektóre z nich w kolejce do 24 godzin, aby wejść Bazylika św. Ojciec Święty Benedykt XVI 28 kwietnia, ogłosił, że normalny pięcioletni okres oczekiwania przed rozpoczęciem procesu beatyfikacyjnego i kanonizacyjnego byłby uchylony przez Jana Pawła II. Bo został oficjalnie otwarty przez kardynała Camillo Ruini, wikariusza generalnego dla diecezji Rzymu, w dniu 28 czerwca 2005 roku.

http://127.0.0.1/joomla/components/com_jce/editor/tiny_mce/plugins/article/img/pagebreak.png);">

http://jerzygolczyk.cba.pl/components/com_jce/editor/tiny_mce/plugins/article/img/pagebreak.png);">

Jego rodzina

Syn krawca mistrza Macieja i Anny, urodzony 18 lipca 1879 w pobliżu miasta Lipnik w Bielsku Białej, w Polsce.Krawiec, od 1900 oficer armii austriackiej, później porucznik armii polskiej, aż do przejścia na emeryturę w 1927 roku.

Córka ekspres pack-siodło i refurnishes wagonów, nazwane Feliks i Maria Anna, urodzony 26 marca 1884.

Urodził się 27 sierpnia 1906 roku Kraków, lekarz, pracował w Szpitalu Powszechnym w Bielsku.

KAROL JÓZĘF WOJTYŁA

1920

18 maja

Urodził się w Wadowicach (Kraków), Polska.

20 czerwca

Ochrzczony przez kapelana wojskowego P. Franciszek Żak.

Mieszkał z rodzicami na Rynku 2, (obecnie Via Kościelnej 7, apt. Nr. 4).

1926

15 września

Uczęszczał do szkoły podstawowej dla chłopców, a następnie w latach prep szkoły średniej "Marcina Wadowity", w którym w czasie wszystkich swoich zajęć, że osiągnęła najlepsze stopnie.

1929

13 kwietnia

Jego matka umiera.

1930

Czerwiec

Przyznał się do Państwowego Gimnazjum dla chłopców ", Marcina Wadowity".

1932

05 grudnia

Jego brat Edmund umiera.

1933

14 czerwca

Kończy trzecią klasę Gimnazjum.

1934-1938

Jego pierwsze studenckie spektakle teatralne w Wadowicach; podczas Liceum jest prezesem Towarzystwa Maryi; pierwsza pielgrzymka do Częstochowy.

1935

Wrzesień

Uczestniczy w ćwiczeniach wojskowych w Hermanicach.

14 grudnia

Przyjęty do Towarzystwa Maryi.

1938

Maj

Otrzymuje sakrament bierzmowania.

14 maja

Kończy pozostawiając egzaminy Gimnazjum.

22 czerwca

Rejestruje się w Wydziale Filozofii (kurs z filozofii polskiej) na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie.

Lato

On i jego ojciec przenieść do Krakowa (Via Tynieckiej 10).

Rok akademicki
1938/39

Podczas studiów na Uniwersytecie przyłącza się do "Studio 38", eksperymentalnej grupy teatralnej założonej przez Tadeusza Kudliński.

1939

06 lutego

Dołącza Towarzystwo student Uniwersytetu Jagiellońskiego (Sekcja eucharystyczna i miłości).

Lipiec

Uniwersytet wojskowy obóz szkoleniowy w Ozomla, niedaleko Sadowa Wiszna dla polskich i Ukraina studentów.

01 września

Rozpoczyna się II wojna światowa.

2 listopada

Rejestruje na drugim roku studiów uniwersyteckich w literaturze i filozofii.

1940

Luty

Spotyka Jan Tyranowski, krawiec, człowiek głębokiej duchowości, kształtowane przez Szkołę Karmelitów.Wprowadza Wojtyłę do pism Jana od Krzyża i Teresa d'Avila.

Uczestniczy w podziemnym teatrze kierowanym przez Tadeusza Kudliński.

1 listopada

Zarabia na życie i uniknąć deportacji, jak w kamieniołomach nóż na Zakrzówku w Krakowie.

1941

18 lutego

Jego ojciec umiera.

Sierpień

Przyjmuje do swego domu rodzinę Mieczysława Kotlarczyka, założyciela teatru żywego słowa (Rhapsody).

1 listopada

Pierwsza prezentacja Król Duch (Spirit) przez Jiliusz Króla Słowackiego.

1942

Wiosna

Przeniesione doSolvayzakładzie chemicznym.

Październik

Rozpoczyna studia na tajnych kompletach do kapłaństwa w seminarium podziemnym krakowskiego; rejestry w Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego.

1943

Marzec

Odgrywa wiodącą rolę "Samuela Zborowskiego" Juliusza Słowackiego co jego pierwszy występ na scenie teatralnej.Jest to również jego ostatni występ w świecie teatru (potajemnie, że preform w domu z grupą przyjaciół).

Rok akademicki
1943-1944

Drugi rok studiów teologicznych.Kontynuuje pracę wSolvayzakładzie chemicznym.

1944

29 luty - 12 Marzec

Potrącony przez samochodowym; odzysku w szpitalu.

Sierpień

Abp Adam Stefan Sapieha przenosi go, wraz z innymi seminarzystami do swojej rezydencji, gdzie pozostaje aż do końca wojny.Kontynuuje studia, ale nie swoją pracę wSolvay.

09 listopada

Otrzymuje tonsurę.

17 grudnia

Otrzymuje pierwsze dwa święcenia niższe.

1945

18 stycznia

Rosyjskie Siły Zbrojne uwolnić Kraków od okupacji hitlerowskiej.

Rok akademicki
1944-1945

Trzeci rok studiów teologicznych.

09 kwietnia

Wybrany wiceprzewodniczącym organizacji studenckiej "Bratniej Pomocy" (Braterska Pomoc) na Uniwersytecie Jagiellońskim.Funkcję tę pełni do końca maja 1946 roku.

Rok akademicki
1945-1946

Czwarty rok studiów teologicznych.

12 grudnia

Otrzymuje dwa kolejne święcenia niższe.

1946

13 października

Sub-diakonatu.

20 października

Diakonatu.

1 listopada

Wyświęcony na kapłana.Jak w poprzednich przypadkach, otrzymał święcenia kapłańskie z rąk arcybiskupa metropolity Adama Sapiehy w jego prywatnej kaplicy.

2 listopada

Prymicje w krypcie św Leonarda na Wawelu.

15 listopada

Wyjeżdża z Polski na studia w Rzymie.

26 listopada

Rejestruje naAngelicumUniversity.

15 listopada - koniec grudnia

Kwatery u Pallotynów na Via Pettinari.

Na koniec grudnia

Wraz z ks.Starowieyski mieszka w Papieskim Kolegium Belgijskim na Via Quirinale 26.

1947

3 lipca

Zdobywa licencjat z teologii.

Lato

Z ks.Starowieyski podróżuje do Francji, Belgii i Holandii.W obszarze Charleroi wypełnia on swoje duszpasterskie działania z polskich pracowników.

1948

Czerwiec 14-19

Bronić tezy "Problemy wiary w dziełach Świętego Jana od Krzyża"; uzyskuje doktorat z filozofii.

Początek lipca

Wraca z Rzymu do Polski.

8 lipca

Wysyłane jako asystent pastora do Niegowici pobliżu Gdów.

16 grudnia

Uzyskuje stopień magistra teologii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie (1942/46).Uzyskuje doktorat z teologii na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego z najwyższych ocen.

1949

Sierpień

Przypomina się do Krakowa, aby być asystent pastora na Floriańskiej.

1950

Zaczyna swoje publikacje.

1951

01 września

Abp Baziaka stawia go na urlopie (do 1953 r.), aby zakończyć swoje egzaminy kwalifikacyjne na stanowisko uniwersyteckiego.Do tej pory służył jako kapelan do studentów (w Floriańskiej) i dla pracowników służby zdrowia.

1953

Od października

Daje kurs katolickiej etyki społecznej dla studentów czwartego roku teologii na Uniwersytecie Jagiellońskim.

1-3 grudnia

Kończy swoje egzaminy kwalifikacyjne, prezentując swoją pracę na "system etyczny Maxa Schelera".

1954

Wydział Teologiczny na Uniwersytecie Jagiellońskim zniosły ten wydział jest to zorganizowane w seminarium w Krakowie, gdzie kontynuuje studia.Katolicki Uniwersytet Lubelski proponuje mu nie-zwyczajnych profesurę który akceptuje.

1956

Od 1 grudnia

Powołany do Katedry Etyki na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.

1957

15 listopada

Centralna Komisja Kwalifikacyjna potwierdza jego nominację wolnego docent.

1958

04 lipca

Mianowany biskupem pomocniczym arcybiskupa Mons.Eugeniusza Baziaka z Krakowa.

28 września

Wyświęcony na biskupa w katedrze Wawelu.

1960

Styczeń

Rozprawa opublikowana przez Akademię Nauk (Towarzystwo Naukowe), Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego: "Ocena możliwości zbudowania etyki chrześcijańskiej w oparciu o system Maxa Schelera".

W 1960

Pierwsze wydanie "Miłość i odpowiedzialność" (wyd. przez TNKUL).

1962

15 kwietnia

Członkiem Komisji Episkopatu Polski ds. Wychowania.

16 lipca

Po śmierci arcybiskupa Baziaka, nazwany Wikariuszem kapitulnych.

05 października

Wyjeżdża do Rzymu, aby wziąć udział w pierwszej sesji Soboru Watykańskiego II (11 października - 8 grudnia).

1963

06 października - 4 grudnia

Bierze udział w II sesji Soboru Watykańskiego II.

Grudniu 5-15

Pielgrzymka do Ziemi Świętej z różnymi biskupami różnych narodowości przedstawi na posiedzeniu Rady.

30 grudnia

Wyznaczony Metropolita Krakowski.

1964

13 stycznia

Bulli papieskiej za mianowanie arcybiskupa Krakowa.

08 marca

Ceremonia instalacji.

10 września

Pozostawia na III sesji Soboru Watykańskiego II (14 września - 21 listopada); co sprawia, że jej zawarcia pielgrzymka do Ziemi Świętej, pozostając przez dwa tygodnie.

1965

31 stycznia - 6 kwietnia

Uczestniczy w pracach nad schematem XIII,Gaudium et speso Kościele w świecie współczesnym (Ariccia, 31 stycznia 31 - 06 lutego;Rzymie, luty 8-13;Rzym, 29 marca - 6 kwietnia).

14 września - 8 grudnia

IV Sesja i uroczyste zamknięcie Soboru Watykańskiego II.

18 listopada

List pojednania biskupów polskich do biskupów niemieckich, zawierające słynne słowa "przebaczamy i prosimy o przebaczenie".

1966

29 grudnia

Komisja Episkopatu ds. Apostolstwa Świeckich ma siedzibę; arcybiskup Wojtyła jest prezydent.

Podczas 1966

Obecny w licznych obchodów Tysiąclecia Chrztu Polski.

1967

Kwiecień 13-20

Bierze udział w pierwszym posiedzeniu Rady ds. Świeckich.

29 maja

Paweł VI ogłasza następny Konsystorz.Wśród nazwisk nowych kardynałów jest także z Karolem Wojtyłą.

21 czerwca

Pozostawia na konsystorzu.

26 czerwca

Poświęcił kardynał w Kaplicy Sykstyńskiej, przez papieża Pawła VI - tytularny S. Cesareo w Palatio.

September29 - 29 października

Pierwsze Zgromadzenie Ogólne Synodu Biskupów.Kardynał Wojtyła nie bierze w nim udziału na znak solidarności z Prymasem, który nie dostał paszportu.

29 października

Recepcja ceremonia Czarnej Madonny z Częstochowy do celów Archidiecezji Krakowskiej.Święty obraz został zatrzymany przez władze w Częstochowie.

1968

18 lutego

Bierze w posiadanie Kościół tytularny S. Cesareo w Palatio.

25 września

Wizyta "ad limina" w Rzymie.

15 grudnia

Wizytacja Czarnej Madonny stwierdza w archidiecezji krakowskiej.Kardynał Wojtyła uczestniczy w uroczystościach w 120 parafiach w całej archidiecezji.

1969

10 stycznia

Oficjalny adres staje Arcybiskupi Rezydencja w Via Franciszkańskiej 3.Aż do tego czasu nadal mieszkają w jego starych kwaterach w Via Kanonicza 22.

28 lutego

Podczas jego wizytacji parafii Bożego Ciała czyni wizytę Wspólnotą Żydowską w synagodze w krakowskiej dzielnicy Kazimierz.

15 marca

Zatwierdzenie statutu Konferencji Episkopatu; Kardynał Wojtyła jest wiceprzewodniczącym Konferencji.

Październik 11-28

Przy powrocie z Ameryki uczestniczy w I Nadzwyczajnej Synodu Biskupów jako Papieska nominowany Członek.

Grudzień

Polskie Towarzystwo Teologiczne (PTT) z Krakowa publikuje "The Osoba i czyn"(osoba i cyzn).

1970

05 kwietnia

Konsekracja biskupów Staniłsaw pomocniczy-Albin Małysiak Smolenski i.

27 maja - 2 czerwca

Pielgrzymka polskich księży byłych więźniów Dachau do Rzymu.

29 maja

Uczestniczy w innych polskich księży w St Peters w obchodach 50-lecia kapłaństwa Pawła VI.

30 maja

Udział w masie Paolo VI.Publiczność z okazji obchodów 50-lecia kapłaństwa Pawła VI.

Podczas 1970

On sprawia, że różne duszpasterskich w różnych krajach europejskich.

1971

Janurary 8

Zwołuje Komisji Przygotowawczej Synodu Archidiecezji Krakowskiej.

Wiosna

Pisze i publikuje w diecezjalnych biuletyn "Notificationes"planów Synodu Prowincjonalnego.

27 września

Pozostawia na II Zgromadzenie Ogólne Synodu Biskupów (30 września - 6 listopada).

05 października

Został wybrany do Rady Sekretariatu Generalnego Synodu Biskupów.

17 października

Uczestniczy w beatyfikacji ks.Maksymilian Kolbe.

1972

08 maja

Otwarcie Synodu Archidiecezji Krakowskiej.

Podczas 1972

1973

2-9 marca

Uczestniczy w Kongresie Eucharystycznym w Australii.Zatrzymuje się w Manili (Filipiny) i Nowej Gwinei.

Maj

Wizyta w Belgii.

30 czerwca

Pierwsze posiedzenie komisji ekspertów Wojewódzkiego Synodu przewodniczył kardynał Wojtyła.

26 września - 5 października

Wizyta "ad limina" w Rzymie.

05 października

Audiencja u papieża Pawła VI.

Listopad

Wybierz się do Francji (Paryż, Chamonix, Annecy).

1974

17-25 kwietnia

We Włoszech, uczestniczy w spotkaniach upamiętniających VII stulecie St Thomas, gdzie daje papier (23 kwietnia).

28 czerwca

W Rzymie, uczestniczy w obchodach rocznicy koronacji Pawła VI i konsekracji biskupa Andrzeja Marii Deskur.

September27 - 26 października

III Zgromadzenie Ogólne Synodu Biskupów.Karta.Wojtyła, członek Synodu Biskupów, jest Relator w sekcji doktrynalnej.

Listopad 1-3

Wizyta w San Giovanni Rotondo.(Był tam po raz pierwszy w czasie jego lat studenckich i spotkał się z o. Pio).

1975

Luty 8-9

Pierwszy Krajowy Zjazd Lekarzy i teologów, zwołane przez Kardynała Wojtyłę w Krakowie.

27 lutego

Daje papier ("uczestnictwo lub Alienation?") na międzynarodowym seminarium naukowym nt. fenomenologii we Fryburgu.

3-8 marca

Pierwsze posiedzenie nowej Rady Sekretariatu Generalnego Synodu Biskupów.

08 maja

IV Zgromadzenie Ogólne Synodu Krakowie.

19 września

Odwiedza Niemieckiej Republiki Demokratycznej (NRD).

01 grudnia

Na zaproszenie kardynała Colombo, wygłasza wykład w Ambrosiana w Mediolanie na temat "Prawa istoty ludzkiej w świetle ostatniego Synodu Biskupów".

1976

7-13 marca

Daje rekolekcje w Watykanie, w obecności Papieża Pawła VI, medytacji, z którego zostały opublikowane jakoZnak sprzeciwu.Wraca do Krakowa w dniu 16 marca.

27 marca

Uczestniczy w kongresie na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie.On daje wprowadzenie na phenomenolgy działania.

01 kwietnia

Daje dwa referaty na spotkaniach kulturalnych i naAngelicum, w Rzymie.

23 lipca - 5 września

Wizyta w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie.

08 września

Rzym, Genua: na konferencji filozofii dostarcza wykład zatytułowany "Theory - Praxis: temat ludzki i chrześcijański".

22 listopada

1977

1-15 marca

Uczestniczy (przewodniczy podczas braku karty. Seper) w trzecim posiedzeniu Rady Sekretariatu Generalnego Synodu Biskupów.

18 marca

Daje wykład zatytułowany "Problem tworzenia się kultury poprzez Praxis ludzką"na Uniwersytecie Sacro Cuore w Mediolanie.

23 czerwca

Odbiera doktorat "honoris causa"z Uniwersytetu Johannesa Gutenberga w Moguncji.

01 lipca

Wykład w "Centre du Dialogue" w Paryżu, w Osny, niedaleko Paryża, on przewodniczy spotkaniu dla polskich katolików.

30 września - 29 października

IV Zgromadzenie Ogólne Synodu Biskupów.Został wybrany do Rady Sekretariatu Generalnego Synodu na 24thpaździernika.

1978

Marzec 12-17

Sesje pracy w Kongregacji ds. Seminariów i Instytutów Studiów.W tym samym czasie jest on obecny na uroczystości, w których paliusza abp tomasek.

Maj 16-19

Sesja Rady Sekretariatu Generalnego Synodu Biskupów.

21 czerwca

Wykład na temat "miłości i małżeństwa" w CentroInternazionale Studi Famiglia(CISF) spotkania z okazji 10. rocznicyHumanae Vitae.

Sierpień 11-12

Obecny na pogrzebie Pawła VI.

25 sierpnia

Rozpoczyna się konklawe.

26 sierpnia

Jan Paweł I (Albino Luciani) został wybrany papieżem.

30 sierpnia

Jan Paweł I przyjmuje Kardynałów.Wojtyła na prywatnej audiencji, 3 września jest on obecny na inauguracji pontyfikatu Jana Pawła I.

Wrzesień 19-25

Odwiedza Republiki Federalnej Niemiec z Prymasa Stefana Kardynała Wyszyńskiego i biskupów Strobą i Rubin.

Październik 3-4

Pozostawia na pogrzeb papieża Jana Pawła I.

14 października

Rozpoczyna się konklawe.

16 października

Kardynał Karol Wojtyła zostaje wybrany na 264 papież na około 17:15 Jest 263 Następca Piotra.

http://127.0.0.1/joomla/components/com_jce/editor/tiny_mce/plugins/article/img/pagebreak.png);">

http://jerzygolczyk.cba.pl/components/com_jce/editor/tiny_mce/plugins/article/img/pagebreak.png);">

2004

2003

2002

2001

2000

1999

1998

1997

1996

·         France

·         Hungary

·         Germany

·         Slovenia

·         Como (Italy)

·         Tunisia

·         Archdiocese of Siena-Colle Val d'Elsa-Montalcino (Italy)

·         Guatemala, Nicaragua, El Salvador and Venezuela

1995

·         Palermo (Italy)

·         United States of America

·         Cameroon, South Africa and Kenya

·         Loreto (Italy)

·         Slovakia

·         Belgium

·         Czech Republic and Poland

·         Trent (Italy)

·         Molise (Italy)

·         Philippines, Papua New Guinea, Australia and Sri Lanka

1994

·         Loreto (Italy)

·         Catania and Syracuse (Italy)

·         Lecce (Italy)

·         Zagreb (Croatia)

1993

·         Asti (Italy)

·         La Verna and Camaldoli (Italy)

·         Lithuania, Latvia and Estonia

·         Jamaica, Mexico and Denver (Colorado)

·         Macerata, Foligno and the Gran Sasso massif (Italy)

·         Spain

·         Cortona and Arezzo (Italy)

·         Sicily (Italy)

·         Albania

·         Sabina-Poggio Mirteto (Italy)

·         Benin, Uganda and Khartoum (Sudan)

·         Assisi (Italy)

1992

·         Santo Domingo

·         Lombardy (Italy)

·         Angola, São Tomé and Príncipe

·         Nola, Caserta and Capua (Italy)

·         Friuli-Venezia Giulia (Italy)

·         Sorrento-Castellammare di Stabia (Italy)

·         Senegal, The Gambia and Guinea

1991

1990

·         Campania - Italy

·         Genoa - Italy

·         Ferrara-Comacchio - Italy

·         Tanzania, Burundi, Rwanda and Ivory Coast

·         Benevento - Italy

·         Orvieto - Italy

·         Malta

·         Mexico and Curaçao

·         Czech and Slovak Federative Republic

·         Ivrea - Italy

·         Cape Verde, Guinea Bissau, Mali, Burkina Faso and Chad

1989

·         Taranto (Italy)

·         Far East and Mauritius

·         Pisa, Volterra and Lucca (Italy)

·         Santiago de Compostela and Asturias, Spain

·         Gaeta (Italy)

·         Norway, Iceland, Finland, Denmark and Sweden

·         Grosseto (Italy)

·         Madagascar, La Réunion, Zambia and Malawi

1988

·         Fermo and Porto San Giorgio (Italy)

·         France

·         Zimbabwe, Botswana, Lesotho, Swaziland and Mozambique

·         Turin (Italy)

·         Northern Italy

·         Austria

·         South Italy

·         Emilia Romagna (Italy)

·         Latin America

·         Civita Castellana (Italy)

·         Verona (Italy)

1987

·         United States of America and Canada

·         Diocese of Belluno-Feltre (Italy)

·         Poland

·         Apulia (Italy)

·         Germany

·         Uruguay, Chile and Argentina

·         Civitavecchia (Italy)

1986

1985

1984

1983

1982

1981

1980

1979

Dominican Republic, Mexico and Bahamas

Read More

Papierz Franciszek

 papa-francescoBIOGRAFIA PAPIEŻA FRANCISZKA PRZETŁUMACZONA ZE ŹRÓDEŁ WATYKAŃSKICH

Pierwszy papież z Ameryki Jorge Mario Bergoglio pochodzi z Argentyny. 76-letni jezuita, arcybiskup Buenos Aires jest znaczącą postacią na całym kontynencie, a jednak pozostaje prostym księdzem, który jest bardzo kochany przez ludzi diecezji, wobec których podróżował w metrze, w autobusie w ciągu 15 lat jego posługi jako biskupi.

"Moi ludzie są biedni, a ja jestem jednym z nich", on powiedział tak więcej niż jeden raz, tłumacząc swoją decyzję, by żyć w mieszkaniu i gotować własne kolację. Zawsze zalecał kapłanom do okazywania miłosierdzia i odwagi apostolskiej i zachowania otwartych drzwi dla wszystkich. Najgorsze, co może się zdarzyć dla Kościoła mówił, przy różnych okazjach, "jest to, aby nie być egocentrycznym". I kiedy mówi o sprawiedliwości społecznej, wzywał ludzi, do poznania Katechizmu, by na nowo odkryć Dziesięć Przykazań i Błogosławieństw. Jego projekt jest prosty: jeśli naśladować Chrystusa trzeba zrozumieć, że "deptanie godności człowieka jest poważnym grzechem".

Pomimo jego zastrzeżonego znaku - jego oficjalna biografia składa się z zaledwie kilku linii, co najmniej do jego nominacji na arcybiskupa Buenos Aires - stał się punktem odniesienia ze względu na silne postawy podczas dramatycznego kryzysu finansowego, który ogarnia kraj w 2001 roku.

Urodził się w Buenos Aires w dniu 17 grudnia 1936 r., syn włoskich imigrantów. Jego ojciec Mario był księgowym zatrudnionym na kolei, a matka Regina Sivori była zaangażowana do wychowania pięcioro dzieci. Ukończył szkołę jako technik chemiczny, a następnie wybrał drogę kapłaństwa, studiując w seminarium diecezjalnym Villa Devoto. W dniu 11 marca 1958 roku wstąpił do nowicjatu Towarzystwa Jezusowego. Ukończył studia humanistyczne w Chile i wrócił do Argentyny w 1963 roku na studia na wydziale filozofii z Colegio de San José w San Miguel. Od 1964 do 1965 roku uczył literatury i psychologii w Kolegium Niepokalanego Poczęcia w Santa Fe, a w 1966 roku uczył tych samych przedmiotów w Colegio del Salvatore w Buenos Aires. Od 1967/70 studiował teologię i uzyskał dyplom z Colegio San José.

W dniu 13 grudnia 1969 roku został wyświęcony na kapłana przez abp Ramón José Castellano. Kontynuował szkolenie między 1970 i 1971 r. na Uniwersytecie w Alcalá de Henares, Hiszpania, a 22 kwietnia 1973 złożył ślubowanie jako jezuita. W Argentynie, był nauczycielem nowicjatu w Villa Barilari, San Miguel, profesorem Wydziału Teologicznego San Miguel, Radcą Prowincji Towarzystwa Jezusowego, a także Rektorem Colegio Maximo Wydziału Filozofii i Teologii.

W dniu 31 lipca 1973 roku został mianowany prowincjałem jezuitów w Argentynie, urząd pełnił przez sześć lat. W latach 1980/86 pracował jako rektor Colegio de San José. Był również proboszczem w San Miguel. W marcu 1986 roku udał się do Niemiec, aby napisać pracę doktorską. Jego przełożeni wysyłają go do Colegio del Salvador w Buenos Aires. W mieście Córdoba zostaje kierownik duchowym i spowiednikiem.

Kardynał Antonio Quarracino, arcybiskup Buenos Aires, chce go za bliskiego współpracownika. Tak więc,  20 maja 1992 Jan Paweł II mianował go biskupem tytularnym Auca i pomocniczym w Buenos Aires. W dniu 27 maja otrzymał święcenia biskupie. Wybrał jako motto jego biskupiej posługi,, a na jego herbie  IHS, symbol Towarzystwa Jezusowego.

Dał swój pierwszy wywiad jako biskup do biuletynu parafialnego,Estrellita de Belém. Natychmiast został mianowany wikariuszem biskupim dzielnicy Flores i dnia 21 grudnia 1993 został również wikariuszem generalnym archidiecezji. Tak więc nie było zaskoczeniem, gdy w dniu 3 czerwca 1997 roku został podniesiony do godności arcybiskupa koadiutora Buenos Aires. Po śmierci kardynała Quarracino w dniu 28 lutego 1998 roku, jako arcybiskup,zostaje prymasem Argentyny i ordynariuszem wiernych obrządku wschodniego w Argentynie, którzy nie mają ordynariusza własnego obrządku.

Trzy lata później na konsystorzu z dnia 21 lutego 2001 r. Jan Paweł II mianował go kardynałem, przypisując mu tytuł San